Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Ile jest w tym worku? — zapytał.
— Siedem tysięcy liwrów w luidorach dwunastofrankowych.
— Siedem tysięcy liwrów! — zawołał Portos — ten mały, nędzny diament wart jest siedem tysięcy liwrów?
— Tak się wydaje — powiedział Atos — skoro pieniądze są na stole; nie przypuszczam, by nasz przyjaciel d’Artagnan dołożył ze swojej kieszeni.
— Ale, panowie, nie pomyśleliśmy o królowej. Zatroszczmy się o zdrowie jej drogiego Buckinghama. Tyle przynajmniej jesteśmy jej winni.
— Słusznie — rzekł Atos — to jednak sprawa Aramisa.
— Dobrze — odparł rumieniąc się — co mam zrobić?
— Ależ to bardzo proste: ułóż drugi list do owej sprytnej osoby, mieszkającej w Tours.
Aramis sięgnął znów po pióro, zamyślił się i ułożył drugi list, który poddał niezwłocznie ocenie przyjaciół:
— “Droga Kuzynko...”
— Ach — rzekł Atos — sprytna osoba jest twoją krewniaczką!
— Cioteczną siostrą — odparł Aramis.
— Zgoda, niech będzie.
Aramis czytaj dalej:
“Droga Kuzynko, Jego Eminencja pan kardynał, którego niechaj Bóg zachowa w zdrowiu dla szczęścia Francji i ku pohańbieniu nieprzyjaciół królestwa, wkrótce już zakończy wojnę ze zbuntowanymi heretykami z La Rochelle; być może, flota angielska nie przybędzie wcale z odsieczą; ośmielę się nawet powiedzieć, jestem bowiem tego pewien, iż księciu Buckingham stanie na przeszkodzie jakieś wielkie wydarzenie. Jego Eminencja jest najznamienitszym politykiem czasów minionych, obecnych i przyszłych. Zgasiłby słońce, gdyby słońce mu przeszkadzało. Powiadom o tych pomyślnych nowinach swoją siostrę, moja droga Kuzynko. Śniło mi się, że ten przeklęty Anglik nie żyje. Nie mogę sobie przypomnieć, czy zginął od miecza, czy od trucizny; wiem jednak na pewno, że śnił mi się umarły, a wiesz, że moje sny nie zawodzą mnie nigdy. Bądź tedy spokojna, że powrócę wkrótce.”
— Cudownie! — zawołał Atos — jesteś królem poetów, mój drogi Aramisie, mówisz jak Apokalipsa i jesteś prawdziwy jak Ewangelia. Pozostaje ci tylko napisać adres.
— To bardzo łatwe — rzekł Aramis.
Złożył zgrabnie list i napisał:
“Do panny Michon, bieliźniarki, w Tours”.
Trzej przyjaciele spojrzeli po sobie ze śmiechem: tego się nie spodziewali.
— Teraz rozumiecie sami, panowie — rzekł Aramis — że tylko Bazin może zawieźć ten list do Tours; moja kuzynka zna Bazina i ma zaufanie do niego, ktoś inny popsułby sprawę. Zresztą Bazin jest ambitny i uczony; Bazin zna historię i wie, że Sykstus V, zanim został papieżem, był świniopasem; ponieważ zaś zamierza poświęcić się wraz ze mną stanowi duchownemu, nie traci nadziei, że zostanie papieżem, a co najmniej kardynałem. Sami rozumiecie, że człowiek, który ma takie cele, nie da się pochwycić, a jeśli wpadnie, raczej zgodzi się na męczeństwo, niż powie słowo.
— Dobrze, dobrze — rzekł d’Artagnan — chętnie zgadzam się na Bazina, ale wy zgódźcie się na Plancheta: Milady kazała go pewnego razu przepędzić kijami; Planchet dobrze pamięta o tym i zaręczam, że jeśli będzie miał nadzieję zemsty, raczej da się zabić, niż się jej wyrzeknie. Jeśli sprawy w Tours są twoimi sprawami, Aramisie, sprawy w Londynie są moimi. Proszę więc, by wybrano Plancheta, który był zresztą ze mną w Londynie i potrafi powiedzieć bardzo poprawnie: London, sir, if you please i my master lord d’Artagnan. Bądźcie więc spokojni, Planchet da sobie radę, pojedzie i wróci.
— W takim razie — powiedział Atos — Planchet musi otrzymać siedemset liwrów na drogę do Londynu i siedemset liwrów na drogę powrotną; Bazin trzysta liwrów tam i trzysta z powrotem. To zmniejszy sumę do pięciu tysięcy liwrów; każdy z nas weźmie tysiąc liwrów, by użyć ich wedle woli, i pozostawimy sobie w rezerwie tysiąc liwrów pod opieką wielebnego księdza na wypadki nieprzewidziane lub wspólne potrzeby. Co wy na to?
— Mój drogi Atosie — rzekł Aramis — mówisz jak Nestor, który jak wiadomo, był najmędrszym z Greków.
— A zatem załatwione — rzekł Atos — jadą Bazin i Planchet; prawdę mówiąc jestem rad, że Grimaud zostanie: zna moje zwyczaje i zależy mi na nim; wczorajszy dzień wytrącił go z równowagi, a ta podróż całkiem by go dobiła.
Zawołano Plancheta i dano mu instrukcje; był już zresztą uprzedzony przez d’Artagnana, który wpierw oznajmił mu, że czeka go sława, potem wspomniał o pieniądzach, a na końcu o niebezpieczeństwie.
— List ukryję w wyłogach kaftana — rzekł Planchet — i połknę go, gdyby mi go chciano odebrać.
— Ale wówczas nie będziesz mógł wykonać zadania — rzekł d’Artagnan.
— Pan da mi dziś odpis i do jutra nauczę się go na pamięć.
D’Artagnan spojrzał na swych przyjaciół, jakby chciał powiedzieć: No, czy nie mówiłem?
— Posłuchaj — ciągnął zwracając się do Plancheta — masz osiem dni, by dojechać do lorda Wintera, osiem dni, żeby wrócić tutaj, razem szesnaście dni; jeśli szesnastego dnia po twym wyjeździe, o ósmej wieczór, nie będziesz z powrotem, nie dostaniesz ani grosza, nawet gdybyś spóźnił się o pięć minut.
— W takim razie, panie, zechciej mi kupić zegarek — rzekł Planchet.
— Weź mój — powiedział Atos, dając mu swój zegarek z prawdziwie wielkopańską szczodrością — i sprawuj się dzielnie. Pamiętaj, że jeśli będziesz gadał, bajał, obijał się, twemu panu, który tak bardzo wierzy w twoją wierność, że ręczy nam za ciebie, zetną głowę. Pamiętaj też, że jeśli z twojej winy zdarzy się nieszczęście, znajdę cię choćby na krańcu świata i rozpruję ci brzuch.
— Och, panie! — rzekł Planchet upokorzony tym przypuszczeniem, a nade wszystko przerażony spokojną miną muszkietera.
— A ja — dodał Portos, przewracając strasznie oczami — obedrę cię żywcem ze skóry.
— Ach, panie!
— A ja — rzekł Aramis swoim słodkim i melodyjnym głosem — będę cię przypiekał na żywym ogniu jak dzikusa.
— O, panie!
Tu Planchet rozpłakał się; nie śmiemy powiedzieć, czy ze strachu, słysząc tak okropne groźby, czy ze wzruszenia na widok tak wielkiej miłości czterech przyjaciół.
D’Artagnan wyciągnął do Plancheta rękę i ucałował go.
— Widzisz, Planchet — powiedział — panowie mówią to z troski o mnie, ale w gruncie rzeczy cię lubią.
— Proszę pana — rzekł Planchet — albo zrobię, co mam do zrobienia, albo dam się posiekać na ćwierci! Jeśli mnie poćwiartują, może pan być pewien, że ani jeden kawałek nie przemówi.
Postanowiono, że Planchet wyruszy nazajutrz o ósmej rano, aby mógł, jak powiedział, nauczyć się w nocy listu na pamięć. Zyskał na tym jeszcze dwanaście godzin; miał powrócić szesnastego dnia o ósmej wieczór.
Rano, kiedy miał wsiąść na konia, d’Artagnan, który w głębi serca czuł słabość do księcia, wziął Plancheta na stronę.
— Posłuchaj — rzekł — kiedy oddasz już list lordowi Winterowi i kiedy lord go przeczyta, powiedz mu jeszcze: “Niechaj pan czuwa nad Jego Wysokością lordem Buckingham, bo chcą go zamordować”. Ale widzisz, mój Planchet, sprawa jest tak poważna i tak wielkiego znaczenia, że nie chciałem wyznać mym przyjaciołom, iż zdradzę ci ten sekret: nawet na rozkaz dowódcy nie zgodziłbym się tego napisać.
— Niech pan będzie spokojny, proszę pana — odpowiedział Planchet — zobaczy pan, czy można na mnie liczyć.
Planchet wsiadł na wybornego konia, którego w odległości dwudziestu mil miał zostawić, by przesiąść się na pocztowego, i ruszył galopem, z sercem ściśniętym nieco, gdy przypomniał sobie obietnice muszkieterów, ale zresztą w najlepszym usposobieniu.