Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Nagle jego twarz złagodniała, gdyż dostrzegł Sylvase, swoją wnuczkę i spadkobierczynię, krzepką, opanowaną młodą kobietę, która odpowiedziała na jego spojrzenie bez uśmiechu, po czym naciągnęła mocniej na głowę ciemny, obszyty futrem kaptur. Ta dziewczyna nigdy się nie uśmiechała, nie marszczyła brwi ani nie pokazywała żadnych innych emocji (w każdym razie Elenii nie udało się nigdy żadnych dostrzec), stale tylko zachowując tępą, krowią minę. Najwyraźniej jej umysł też przywodził na myśl krowi móżdżek. Arymilla trzymała Sylvase bliżej siebie niż Elenię czy Naean i również takie postępowanie zapewniało jej poparcie Nasina. Ten mężczyzna może był szalony, lecz także — niezawodnie — chytry.
— Mam nadzieję, że dobrze się opiekujesz moją małą Sylvase, Arymillo — mruknął Nasin. — Wszędzie krążą obecnie łowcy posagów, a dzięki tobie moja ukochana dziewczynka pozostanie bez wątpienia bezpieczna.
— Oczywiście, że dobrze się nią opiekuję — odparła Arymilla, niemal całkowicie skupiona na swojej przekarmionej i przyciężkawej klaczy, którą czule głaskała. Jej ton był słodki jak miód i obrzydliwie dziecinny. — Wiesz, że ze wszystkich sił zadbam o jej bezpieczeństwo. — Uśmiechnąwszy się tym swoim gapiowatym uśmiechem, zaczęła poprawiać Nasinowi płaszcz na ramionach i wygładzać mu go z wyrazem twarzy osoby układającej szal na ramionach ukochanego inwalidy. — Jest tu dla ciebie o wiele za zimno. Wiem, czego potrzebujesz, mój drogi, a mianowicie ciepłego namiotu i nieco gorącego wina z przyprawami. Będę szczęśliwa, jeśli przykażę mojej służącej, aby je dla ciebie przygotowała. Arlene, będziesz towarzyszyć Lordowi Nasinowi do jego namiotu i zagrzejesz mu mocno przyprawione wino.
Szczupła kobieta z jej świty gwałtownie drgnęła, po czym ruszyła powoli naprzód. Gdy odrzuciła kaptur prostego niebieskiego płaszcza, oczom Elenii ukazała się ładna twarzyczka z drżącym uśmiechem. Nieoczekiwanie wszyscy pochlebcy i faworyci zaczęli się szczelniej otaczać płaszczami albo naciągać mocniej rękawiczki, patrząc wszędzie, byle nie na służącą Arymilli. Szczególnie kobiety starały się na nią nie spoglądać. Równie dobrze Arymilla mogłaby przecież wybrać jedną z nich, o czym doskonale wiedziały. Co osobliwe, Sylvase nie odwróciła wzroku. Nie sposób było wprawdzie zobaczyć jej skrytej pod kapturem twarzy, jednak bez dwóch zdań otwarcie spoglądała za smukłą Arlene.
Nasin wyszczerzył zęby, przez co jeszcze bardziej niż zwykle przypominał lubieżnego capa.
— Tak, tak, chętnie się napiję wina grzanego z korzeniami. Arlene, zgadza się? Chodź, Arlene, sympatyczna dziewczyno. Nie zmarzłaś chyba za bardzo, co? — Służąca zapiszczała, kiedy zarzucił jej na ramiona połę swego płaszcza i przeniósł dziewczynę na swoje siodło. — Obiecuję, że się ogrzejesz w moim namiocie.
Nie rozglądając się dłużej, odjechał stępa, chichocząc i szepcząc coś do ucha młodej kobiecie, którą trzymał pod pachą. Jego zbrojni podążyli za nim. Rozległo się skrzypienie skóry i powolny, przytłumiony stukot kopyt w miękkim śniegu. Jeden z mężczyzn zaśmiał się, jakby jego towarzysz powiedział coś zabawnego.
Elenia z oburzeniem potrząsnęła głową. Podsunięcie Nasinowi ładnej kobiety i oderwanie w ten sposób jego uwagi to jedna rzecz (kobieta nie musiała nawet być tak ładna, jako że starego capa interesowała każda, którą mógłby przyprzeć do muru), ale wykorzystanie w tym celu własnej służącej było naprawdę wstrętne. Chociaż nie tak wstrętne jak sam Nasin.
— Arymillo, przyrzekłaś, że będziesz go trzymać z daleka ode mnie — oświadczyła niskim, napiętym głosem Elenia. Ten lubieżny starzec niespełna rozumu może na razie zapomniał o jej istnieniu, jednak na pewno sobie o niej przypomni następnym razem, gdy ją zobaczy. — Przyrzekłaś, że stale będzie czymś zajęty.
Twarz Arymilli zmarkotniała, a ona sama rozdrażnionym gestem poprawiła rękawiczki do jazdy konnej. Widocznie nie dostała czegoś, co dostać chciała. A to był dla niej wielki grzech.
— Jeśli obawiasz się swoich wielbicieli, powinnaś trzymać się blisko mnie, zamiast włóczyć się samotnie po obozowisku. Moja wina, że przyciągasz mężczyzn? Poza tym, właśnie cię uratowałam i nie usłyszałam za to ani słowa podziękowania.
Elenia zacisnęła zęby tak mocno, że aż rozbolały ją szczęki. Doprowadzało ją do szału już samo udawanie, że z własnej woli popiera tę kobietę. Miała wybór: napisać do Jarida albo znosić przedłużony miesiąc miodowy ze swoim „narzeczonym”. O Światłości, mogłaby dokonać tego wyboru, gdyby nie pewność, że Nasin od razu zamknie ją w jakiejś odległej od świata rezydencji, gdzie — kiedy Elenia w końcu przyzwyczai się do jego szurania — sam w końcu zapomni, że ją w niej umieścił. Potem zaś po prostu ją tam zostawi! Arymilla wszakże kazała jej grać tę komedię. Nalegała zresztą również na wiele innych rzeczy, czasem trudnych do zniesienia, które jednak Elenia musiała ścierpieć. Jeszcze przez jakiś czas. Być może za kilka dni, gdy sprawy się wyjaśnią, pan Lounalt zacznie zwracać baczniejszą uwagę na samą Arymillę.
Elenii udało się przywołać na oblicze przepraszający uśmiech i zmusiła się do pochylenia szyi, jakby sama należała do tych podlizujących się Arymilli i patrzących na nią chciwie pijawek. Zapewne płaszcząc się przed Arymillą, potwierdziła właśnie sensowność ich zachowań. Skoro nawet Elenia Sarand się płaszczyła, i oni mieli do tego prawo. Czując na sobie ich spojrzenia, zaczęła odnosić wrażenie, że jest brudna i zapragnęła natychmiast wziąć kąpiel. A na myśl, że postępuje w ten sposób na oczach Naean, miała ochotę wrzasnąć.
— Arymillo, oferuję ci całą wdzięczność, jaką w sobie znajduję. — No cóż, właściwie nie kłamała, gdyż „wszelka wdzięczność”, jaką w sobie znajdowała, równała się praktycznie pragnieniu uduszenia tej kobiety. Czy też raczej pragnieniu długiego i bardzo powolnego jej duszenia... Zanim się jednak zmusiła do wypowiedzenia kolejnego zdania, potrzebowała głębokiego wdechu. — Proszę, przebacz mi moje spóźnienie. — Po tych słowach wypełniła ją prawdziwa gorycz. — Z powodu Nasina jestem straszliwie zakłopotana. Wiesz, jak Jarid zareaguje, jeśli dowie się o zachowaniu starego lorda.
Na końcu tego zdania jej ton stał się ostry, tym niemniej jej głupia rozmówczyni po prostu... zachichotała. Zachichotała!
— Oczywiście, że ci przebaczam, Elenio — odparła Arymilla ze śmiechem. Jej twarz się rozjaśniła. — Musisz go tylko o wszystkim poinformować, zgadza się? Jarid jest trochę w gorącej wodzie kąpany, nieprawdaż? Powinnaś do niego napisać i powiadomić go o swoim zadowoleniu... Jesteś przecież zadowolona z obecnej sytuacji, prawda? Możesz podyktować list mojemu sekretarzowi. Nie cierpię plamić sobie palców atramentem, wiesz?
— Na pewno jestem zadowolona, Arymillo. Jakże mogłabym nie być tej sytuacji rada?
Tym razem uśmiech przyszedł jej bez wysiłku. Ta kobieta wyraźnie uważała się za bystrą. Skorzystanie z usług jej sekretarza wykluczało wprawdzie możliwość użycia atramentu sympatycznego, Elenia mogła wszakże przekazać Jaridowi całkiem otwarcie prośbę, dzięki której małżonek bez konsultacji z nią nie wykona żadnego ryzykownego ruchu. A ta idiotka pomyśli, że Elenia okazuje jej po prostu posłuszeństwo!
Kiwając głową, jawnie dumna z siebie Arymilla zebrała cugle. Członkowie świty poszli w jej ślady. Gdyby Arymilla Marne nasadziła sobie na głowę garnek i nazwała go kapeluszem, zapewne od razu zrobiliby to samo.
— Robi się późno — oświadczyła. — Ja zaś chcę jutro wyruszyć wczesnym rankiem. Kucharz Aedelle Baryn przygotował dla nas doskonały posiłek. Elenio, ty i Naean pojedziecie ze mną.
Chciała chyba, żeby poczuły się zaszczycone tym zaproszeniem, toteż musiały udać, że rzeczywiście sprawiła im przyjemność. Podjechały do Arymilli i ustawiły konie po obu stronach jej klaczy.