Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 296
Перейти на страницу:

Cień ubiegł ich zamiary. Zwiadowcy wytropili drugą armię Trolloków na północ od ich obecnych pozycji, która maszerowała na wschód, kierując się wprost na Cairhien. Elayne ogołociła miasto z obrońców, którzy wzmocnili jej armię. Teraz w Cairhien znajdowali się tylko uchodźcy – i było tak zatłoczone, jak niegdyś Caemlyn.

– Jak to zrobili? – zapytała Elayne. – Trolloki nie mogły przedostać się przez Przełęcz Tarwina.

– Nie miały na to wystarczająco dużo czasu – zgodził się Bashere.

– Kolejny Portal?

– Być może. A być może nie.

– Więc jak to się stało? – spytała. Skąd pojawiła się ta armia?

Była tak blisko miasta, że nieomal stukała do jego bram. Światłości!

– Popełniłem błąd, myśląc z punktu widzenia człowieka – rzekł Bashere. – Brałem pod uwagę tempo marszu Trolloków, ale nie to, że Myrddraale mogą ich pchnąć. Głupi błąd. Armia przebywająca w lasach musiała rozdzielić się na dwie części, z których jedna ruszyła na północny wschód poprzez lasy, w kierunku Cairhien. Tylko to jedno rozwiązanie przychodzi mi do głowy.

– My poruszaliśmy się tak szybko, jak to tylko było możliwe – rzekła Elayne. – Jak mogli nas wyprzedzić?

Jej armia korzystała z bram. Elayne nie mogła przemieszczać przez nie wszystkich, jako że nie miała wystarczającej liczby przenoszących, którzy utrzymywaliby bramy przez dłuższy czas. Jednakże było możliwe przetransportowanie wozów z zaopatrzeniem, rannych i taborów. To pozwalało im na marsz w tempie wyćwiczonych żołnierzy.

– Poruszaliśmy się tak szybko, jak tego wymagało zachowanie bezpieczeństwa – rzekł Bashere. – Dowódca będący człowiekiem nigdy nie naraziłby armii na taki marsz. Tereny, które Trolloki musiały przemierzyć, były okropne. Rzeki, lasy, bagna, Światłości! Podczas takiego marszu musiały zginąć tysiące Trolloków. Myrddraale podjęły takie ryzyko, a teraz jesteśmy w ich kleszczach. Miasto także może być zniszczone.

Elayne zamilkła.

– Nie pozwolę na to – oznajmiła wreszcie. – Nigdy więcej. Jeśli możemy temu zapobiec.

– Czy mamy wybór?

– Tak. Bashere, jesteś jednym z najlepszych taktyków, jakich nosiła ta ziemia. Masz doświadczenie, jakiego nie miał żaden inny człowiek. Smoki, Krewniaczki, Ogirowie, którzy pragnęli stanąć do walki… Możesz podołać temu zadaniu. Wiem, że możesz.

– Wykazujesz zdumiewającą wiarę we mnie, zważywszy, że znasz mnie przez krótki czas.

– Rand ci ufa – powiedziała. – Nawet w ciężkich czasach, Bashere… kiedy Rand patrzył na co drugiego człowieka, mając ciemność w oczach… ufał ci.

Bashere wyglądał na zakłopotanego.

– Jest pewien sposób.

– Jaki?

– Pomaszerujemy i uderzymy na Trolloki pod Cairhien tak szybko, jak będziemy w stanie. Trolloki są zmęczone; muszą być zmęczone. Jeśli uda się nam pokonać je szybko, nim dogoni nas horda z południa, być może mamy szansę. To będzie trudne. Siły z północy będą chciały oblegać miasto, a potem wykorzystać je podczas walki z nami, kiedy przybędzie armia Trolloków z południa.

– Czy nie moglibyśmy przedostać się poprzez bramę do miasta i utrzymać je?

– Wątpię – odparł Bashere. – Nie teraz, gdy nasi przenoszący są tak zmęczeni. Poza tym, musimy zniszczyć Trolloki z północy, a nie utrzymywać się na pozycjach umożliwiających walkę z nimi. Jeśli damy im czas na odpoczynek, nabiorą sił po marszu, następnie dołączą do nich Trolloki z południa, a potem jeszcze Władcy Strachu rozłupią Cairhien niczym przejrzałe jabłko. Nie, Elayne. Musimy zaatakować i zniszczyć północną armię, póki jest słaba. Tylko w ten sposób będziemy prawdopodobnie mogli stawić czoła armii północnej. Jeśli przegramy, dwie armie Trolloków zetrą nas na proch.

– Musimy podjąć to ryzyko – powiedziała Elayne. – Pracuj nad swymi planami, Bashere. Wprowadzimy je w życie.

Egwene wstąpiła do Tel’aran’rhiod.

Świat Snów zawsze była niebezpieczny, nieprzewidywalny. Ostatnio nawet jeszcze bardziej. Olbrzymie miasto Łza we śnie miało dziwny obraz. Budynki wyglądały tak, jakby przetrwały setki lat burz. Mury miasta miały teraz nie więcej niż dziesięć stóp wysokości, a ich szczyty były zaokrąglone i wygładzone przez wiatr. Budynki wewnątrz miasta były zniszczone, z odsłoniętymi fundamentami i kawałki gruzu.

Przejęta tym widokiem Egwene odwróciła się ku Kamieniowi. On przynajmniej pozostał na swoim miejscu. Wysoki, mocny, niezmieniony przez działanie wiatrów. To ją pocieszyło.

Przemieściła się do jego serca. Mądre już na nią czekały. To także było pocieszające. Nawet w tych czasach zmian i nawałnicy one były niezmienne, niczym Kamień. Amys, Bair i Melaine czekały na nią. Egwene usłyszała część ich rozmowy, zanim ją zauważyły.

– Widziałam to tak, jak ona – mówiła Bair. – Moi potomkowie użyczyli mi swych oczu. Sądzę, że teraz ujrzymy to wszyscy, jeśli powrócimy po raz trzeci. Powinno się tak stać.

– Trzy wizyty? – rzekła Melaine. – To stanowi różnicę. Wciąż nie wiemy, czy druga wizyta ukaże tę czy poprzednią wizję.

Świadoma tego, iż podsłuchuje, Egwene zakasłała. Zwróciły się ku niej, natychmiast milknąc.

– Nie miałam zamiaru przeszkadzać – rzekła Egwene, przechodząc między kolumnami i przyłączając się do nich.

– To nic – odrzekła Bair. – Powinnyśmy trzymać języki na wodzy. Poza tym, to my cię tu zaprosiłyśmy.

– Dobrze cię widzieć, Egwene al’Vere – powiedziała Melaine, uśmiechając się z czułością. Jej ciąża wyglądała na bardzo zaawansowaną; dzień porodu musiał być już blisko. – Z raportów wynika, że twoja armia otrzyma wiele ji.

– Radzimy sobie dobrze – rzekła Egwene, siadając pośród obecnych na podłodze.

– Powinniście otrzymać swoją szansę, Melaine.

– Car’a’carn spóźnia się – odezwała się Amys, marszcząc brwi. – Włócznicy zaczynają się niecierpliwić. Powinniśmy ruszyć przeciwko Odbierającemu Wzrok.

– On lubi przygotowania i planowanie – powiedziała Egwene. Zawahała się. – Nie mogę pozostać z wami długo. Niebawem mam się z nim spotkać.

– W jakiej sprawie? – zapytała z ciekawością Bair, pochylając się do przodu.

– Nie wiem – odparła Egwene. – Na podłodze mego namiotu znalazłam od niego list. Napisał, że chce mnie widzieć, lecz nie jako Smok czy Amyrlin, ale jako stary przyjaciel.

– Powiedz mu, że nie powinien tracić czasu – rzekła Bair. – Ale jest coś, o czym musimy z tobą porozmawiać.

– Co takiego? – zapytała Egwene z ciekawością.

– Czy widziałeś kiedyś coś takiego? – odezwała się Melaine, koncentrując się.

Podłoga pomiędzy nimi zaczęła pokrywać się pęknięciami. Melaine narzuciła swą wolę Światu Snów, tworząc coś dziwnego, by Egwene mogła to zobaczyć.

Egwene poczuła się zdezorientowana. Pęknięcia w skale? Oczywiście nieobcy był jej taki widok. A biorąc pod uwagę fakt, że kraj nawiedzały ostatnio trzęsienia ziemi, taki obrazek stał się czymś zwyczajnym.

Jednakże w przypadku tych szczelin było coś niezwykłego. Egwene pochyliła się i ujrzała, że pęknięcia odsłaniały nicość. Głęboką czerń. Dziwnie nienaturalną.

– Co to jest? – zapytała Egwene.

– Nasi ludzie donieśli, że to właśnie ujrzeli – powiedziała cicho Amys. – Walki w Andorze i w Spustoszonych Ziemiach, gdzie walczy Rand al’Thor. Tworzą jakiś ułomny wzorzec. Najpierw widać przez chwilę czerń, która potem blednie, pozostawiając po sobie zwykłe pęknięcia.

– To bardzo niebezpieczny znak – rzekła Bair. – Posłałyśmy jednego z naszych ludzi na Ziemie Graniczne, gdzie walczy lord Mandragoran. Okazuje się, że pęknięcia występują tam bardzo często.

1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)