Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 ... 163
Перейти на страницу:

– Jeżeli wojsko nam nie pomoże, nie mogę zostać dłużej w mieście, don Cayo – powiedział prefekt. – W prefekturze mamy do obrony zaledwie dwudziestu policjantów.

– Jeżeli pan się na krok ruszy z Arequipy, zostanie pan złożony z urzędu – powiedział Bermúdez. – Proszę trzymać nerwy na wodzy. Generał Llerena lada chwila wyda rozkaz.

– Jestem osaczony, don Cayo – powiedział Molina. – Aż tutaj słychać tę manifestację na Placu Broni. Mogą zaatakować komisariat. Dlaczego wojsko jeszcze się nie ruszyło, don Cayo?

– Musi pan zrozumieć, Paredes, wojsko nie będzie się babrało w błocie tylko po to, aby Bermúdez został na swoim stanowisku – powiedział generał Llerena. – Nie ma mowy. Ale trzeba zakończyć wreszcie tę sprawę, to oczywiste. My, dowódcy wojskowi, razem z pewną grupą senatorów chcemy zaproponować prezydentowi utworzenie gabinetu wojskowego.

– To najprostszy sposób, żeby usunąć Bermúdeza nie stwarzając jednocześnie wrażenia, że cały rząd ugiął się przed tymi z Arequipy – powiedział doktor Arbeláez. – Rezygnacja cywilnych ministrów, gabinet wojskowy i sprawa załatwiona, panie generale.

– Co jest? – powiedział Cayo Bermúdez. – Czekałem cztery godziny i prezydent nie chce mnie przyjąć. Co to znaczy, Paredes?

– Przy takim rozwiązaniu wojsko nie ponosi najmniejszego uszczerbku na honorze, generale Llerena – powiedział senator Arévalo. – A pan zyskuje ogromny kapitał polityczny. My wszyscy, którzy pana cenimy, jesteśmy z tego bardzo zadowoleni, generale.

– Ty możesz wejść do pałacu, adiutanci cię nie zatrzymają – powiedział Cayo Bermúdez. – No idź, biegiem, Paredes. Wytłumacz prezydentowi, że to spisek wśród najwyższych urzędników i że na tak wysokim szczeblu wszystko zależy od niego. Niech to doprowadzi do świadomości Llereny. Ja już nikomu nie ufam. Nawet Lozano i Alcibíades się sprzedali.

– Żadnych szaleństw, żadnych aresztowań, Molina – powiedział Lozano. – Zostanie pan na posterunku razem ze swoimi ludźmi i nie ma mowy o strzelaniu, chyba że w obronie własnej.

– Nie rozumiem, panie Lozano – powiedział Molina. – Pan mi każe jedno, a minister Spraw Wewnętrznych drugie.

– Niech pan zapomni o rozkazach don Cayo – powiedział Lozano. – Jest w odstawce i chyba już niedługo pożegna się z ministerstwem. Co z rannymi?

– Najcięższe przypadki w szpitalu – powiedział Molina. – Będzie ze dwudziestu.

– Pogrzebaliście tych dwóch od Arévalo? – powiedział Lozano.

– Z zachowaniem największej dyskrecji, tak jak kazał don Cayo – powiedział Molina. – Dwaj inni już wrócili do Ica. Jeszcze tylko jeden jest w szpitalu. Niejaki Téllez.

– Jak najprędzej wyprawcie go z Arequipy – powiedział Lozano. – I tak samo tych dwóch, co byli ode mnie. Oni nie mogą u was zostać.

– Hipólito już wyjechał, chociaż mu dałem całkiem inny rozkaz – powiedział Molina. – Ale Pantoja jest w klinice, to poważniejsza sprawa. Przez dłuższy czas nie będzie się mógł ruszyć, proszę pana.

– Tak, rozumiem – powiedział Cayo Bermúdez. – Oczywiście, w obecnej sytuacji to całkiem jasne. To jest wyjście, nie ma dwóch zdań. Gdzie mam podpisać?

– Zdaje się, że się za bardzo nie martwisz, Cayo – powiedział major Paredes. – Bardzo mi przykro, ale nie mogłem ci pomóc. W polityce trzeba czasem zapomnieć o przyjaźni.

– Nie musisz się tłumaczyć, aż za dobrze rozumiem – powiedział Cayo Bermúdez. – A poza tym już od jakiegoś czasu chciałem wyjechać, przecież wiesz. Tak, jutro rano, samolotem.

– Nie wiem, jak się będę czuł w skórze ministra Spraw Wewnętrznych – powiedział major Paredes. – Szkoda, że cię tu nie będzie, mógłbyś mi co doradzić, masz takie doświadczenie.

– Dam ci jedną dobrą radę – uśmiechnął się Cayo Bermúdez. – Nie ufaj nawet własnej matce.

– Za błędy w polityce drogo się płaci – powiedział major Paredes. – To tak jak na wojnie, Cayo.

– Racja – powiedział Cayo Bermúdez. – Nie chcę, żeby wiedziano, że jutro wyjeżdżam. Bądź tak dobry i zatrzymaj to przy sobie.

– Wzięliśmy ci taksówkę, pojedziesz do Camaná i jak chcesz, możesz tam sobie parę dni odpocząć, zanim wrócisz do Ica – powiedział Molina. – i najlepiej ani pary z gęby o tym, co ci się przydarzyło w Arequipie.

– W porządku – powiedział Téllez. – Całe szczęście, że mogę wyjechać, im prędzej, tym lepiej.

– A co ze mną? – powiedział Ludovico. – Kiedy mnie wypuścicie?

– Ty się ledwo trzymasz na nogach – powiedział Molina. – Nie bój się, już nie ma czego się bać. Don Cayo odszedł i strajk niedługo się skończy.

– Niech pan nie chowa do mnie urazy, don Cayo – powiedział doktor Alcibiades. – Były bardzo silne naciski. Nie mogłem postąpić inaczej.

– Jasne, doktorze – powiedział Cayo Bermúdez. – Nie mam urazy. Przeciwnie, podziwiam pana, wykazał pan ogromną zręczność. Życzę dobrych stosunków z moim następcą, majorem Paredesem. Mianuje pana szefem Służby Bezpieczeństwa. Pytał mnie o zdanie i powiedziałem, że świetnie się pan nadaje.

– Zawsze do usług, don Cayo – powiedział doktor Alcibiades. – Proszę, tu jest pana paszport, tu bilety. Wszystko w porządku. No i szczęśliwej podróży, don Cayo, na wypadek gdybyśmy się już nie zobaczyli.

– Wchodź, bracie, mówię ci, ale mam nowiny – powiedział Ludovico. – No zgadnij, Ambrosio.

– Ja nie chciałem jej okraść, Ludovico – powiedział Ambrosio. – Nie, czego innego też nie chciałem. Nie pytaj, dlaczego to zrobiłem, nie powiem ci, bracie. Pomożesz mi?

– Wcielili mnie do służby! – powiedział Ludovico. – Skocz po jaką butelczynę i przemyć tutaj, Ambrosio.

– Nie, on mi nie kazał, on nic nie wiedział – powiedział Ambrosio. – Zabiłem ją, niech ci to wystarczy, tak, ja sam wpadłem na ten pomysł, tylko ja. On miał jej dać forsę na podróż do Meksyku, on by się dał całe życie wysysać tej dziwce. Pomożesz mi?

– Oficer trzeciego oddziału, sekcja zabójstw, Ambrosio – powiedział Ludovico. – A wiesz, bracie, kto mi przyniósł tę wiadomość?

– Tak, dla jego dobra, żeby go ratować – powiedział Ambrosio. – Chciałem mu się odwdzięczyć, tak. A teraz on mi każe wyjechać. Nie, nie jest zły, nie jest niewdzięczny. Jemu chodzi o rodzinę, nie chce, żeby się w tym ubabrali. To dobry człowiek. Niech twój przyjaciel Ludovico ci coś poradzi, mówi, a ja go wynagrodzę, mówi, no widzisz? Więc jak, pomożesz?

– Pan Lozano we własnej osobie, masz pojęcie? – powiedział Ludovico. – Wpada tu nagle, a ja bęc i już mdleję, masz pojęcie, Ambrosio.

– On ci da dziesięć tysięcy i ja dziesięć z moich oszczędności – powiedział Ambrosio. – No dobrze, niech będzie, wyjadę z Limy i moja noga tu nie postanie, Ludovico. W porządku, Amalię też zabiorę. Zgoda, bracie, już tu więcej nie wrócimy.

– Pensja dwa osiemset, ale pan Lozano załatwi, żeby mi zaliczyli tamte wszystkie lata – powiedział Ludovico. – Więc jeszcze wyjdę na swoje, Ambrosio.

– Do Pucallpa? – powiedział Ambrosio. – Ale co ja tam będę robił, Ludovico?

– Tak, wiem, że Hipólito zachował się jak łobuz – powiedział pan Lozano. – Już my mu wyszukamy taką dziurę, żeby tam zgnił za życia.

– No i wiesz, gdzie go mają wysłać? – zaśmiał się Ludovico. – Do Celendin!

– Ale, znaczy się, Hipolita też wcielili, tak? – powiedział Ambrosio.

– Co z tego, jeżeli będzie musiał siedzieć w Celendin – powiedział Ludovico. – Mówię ci, bracie, jak się cieszę. I tobie to zawdzięczam, tobie też, Ambrosio, bo gdybym nie przeszedł do don Cayo, to jeszcze ciągle bym był na dorywczych robotach. Tak, tak, jestem ci coś winien, bracie.

1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)