Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
– Potem weszli policjanci, a jeden, jak mnie tam zobaczył, to jeszcze mnie kopnął – powiedział Ludovico. – Jestem oficerem śledczym, jestem na etacie. Wreszcie zobaczyłem gębę Chińczyka Moliny. Wynieśli mnie przez awaryjne drzwi. Potem znów zemdlałem i obudziłem się dopiero w szpitalu. W całym mieście był już wtedy strajk.
– Sytuacja się pogarsza, don Cayo – powiedział Molina. – Wyrywają kamienie z bruku, w całym śródmieściu barykady. Policja nie rozpędzi takiej manifestacji.
– Tu musi wkroczyć wojsko, don Cayo – powiedział prefekt. – Ale generał Alvarado mówi, że tylko na rozkaz ministra Wojny rzuci do akcji swoje oddziały.
– W szpitalu, w tym samym pokoju leżał jeden gość od senatora – powiedział Ludovico. – Ze złamaną nogą. Od niego wiedziałem, co się działo w Arequipie, okropnie mi to działało na nerwy. Bałem się, bracie.
– W porządku – powiedział Cayo Bermúdez. – Załatwię, żeby generał Llerena dał rozkaz.
– Dam nogę, na ulicy bezpieczniej niż w szpitalu – powiedział Téllez. – Nie chcę, żeby mnie tak zrobili jak Martineza albo jak Murzyna. Znam tu jednego, nazywa się Urquiza. Poproszę, żeby mnie przechował u siebie w domu.
– Nic nie będzie, tutaj nie wejdą – powiedział Ludovico. – I co z tego, że jest strajk generalny. Wojsko da im radę.
– A gdzie to wojsko, jakoś go nie widać? – powiedział Téllez. – Jakby się uparli, żeby nas załatwić, to mogą tu wejść jak do własnej chałupy. W szpitalu nie ma ani jednego policjanta.
– Nikt nie wie, że tu jesteśmy – powiedział Ludovico. – A gdyby nawet, to i co. Pomyślą, że jesteśmy z Koalicji, że jesteśmy ofiarami.
– Nie, bo nas tutaj nie znają – powiedział Téllez. – Zaraz się połapią, żeśmy przyjezdni. Dziś wieczór wieję do Urquizy. Mam gips, ale mogę chodzić.
– Całkiem zgłupiał z tego strachu, bo w teatrze zabili dwóch jego kumpli – powiedział Ludovico. – Żądają zdjęcia ministra Spraw Wewnętrznych, mówił, wejdą tutaj i nas powieszą na latarniach. Co tu się dzieje, do jasnej cholery?
– To prawie rewolucja – powiedział Molina. – Ludność opanowała ulice, don Cayo. Musieliśmy wycofać nawet ludzi ze służby ruchu, boby ich obrzucili kamieniami. Dlaczego ciągle nie ma rozkazu dla wojska, don Cayo?
– No, a tamci, proszę pana? – powiedział Téllez. – Coście zrobili z Martinezem i z tym starym?
– Nie martw się, już pochowani – powiedział Molina. – Ty jesteś Téllez, tak? szef zostawił ci w prefekturze forsę, jak tylko będziesz mógł chodzić, wrócisz autobusem do Ica.
– Pochowani? A dlaczego tutaj, proszę pana? – powiedział Téllez. – Martínez miał w Ica żonę i dzieci, Trifulcio jakichś krewniaków w Chincha. Dlaczegoście ich nie odesłali, żeby mieli pogrzeb w rodzinie. Dlaczego tutaj, jak jakie psy. Tutaj nikt nigdy nie przyjedzie na ich grób, proszę pana.
– Hipólito? – powiedział Molina. – Wyjechał do Limy, wcale nie zważał na moje rozkazy. Prosiłem, żeby został do pomocy, a on zwiał. Tak, wiem, Ludovico, że w teatrze zachował się jak łobuz. Ale ja prześlę depeszę Lozanowi i zgnoją tego chłystka.
– Spokojnie, Molina – powiedział Cayo Bermúdez. – Spokojnie, ze szczegółami, po kolei. No więc jaka jest sytuacja.
– Sytuacja jest taka, że policja nie może utrzymać porządku, don Cayo – powiedział prefekt. – Jeszcze raz panu powtarzam. Jeżeli wojsko nie przyjdzie z pomocą, może tu dojść do Bóg wie czego.
– Sytuacja? – powiedział generał Llerena. – To bardzo proste, Paredes. Przez głupotę Bermúdeza znaleźliśmy się między młotem a kowadłem. Nawarzył piwa, a teraz chce, żeby wojsko zaprowadziło porządek, chce użyć siły.
– Użyć siły? – powiedział generał Alvarado. – Nie, panie generale. Jeżeli wypchnę moje oddziały, będzie więcej zabitych niż w pięćdziesiątym roku. Wszędzie barykady, uzbrojeni ludzie i całe miasto przystąpiło do strajku. Uprzedzam pana, że poleje się krew.
– Cayo zapewnia, że nie, panie generale – powiedział major Paredes. – Strajkuje tylko dwadzieścia procent robotników. Zamieszki zostały wywołane przez niewielką grupę agitatorów z Koalicji.
– Strajkuje sto procent, panie generale – powiedział generał Alvarado. – Ludność całkowicie opanowała miasto. Utworzono komitet, w którym są adwokaci, robotnicy, lekarze, studenci. Od wczoraj wieczór prefekt nalega na mnie, abym wprowadził do akcji wojsko, ale ja chcę, aby pan sam podjął decyzję.
– A jakie jest pańskie zdanie, Alvarado? – powiedział generał Llerena. – Tylko szczerze.
– Na sam widok czołgów wszyscy buntownicy rozejdą się do domów, generale Llerena – powiedział Cayo Bermúdez. – To szaleństwo tracić teraz czas. Każda chwila zwłoki przynosi korzyść agitatorom i obniża autorytet rządu. Niech pan wreszcie wyda rozkaz.
– A więc będę szczery. Uważam, że nie ma powodu, aby wojsko brudziło sobie ręce dla ratowania pana Bermúdeza, generale – powiedział generał Alvarado. – Tutaj nikt nie ma nic przeciw prezydentowi, armii czy ustrojowi. Byli u mnie panowie z Koalicji i zapewniali o tym. Podejmują się uspokoić ludność, jeśli Bermúdez ustąpi ze stanowiska.
– Zna pan aż za dobrze przywódców Koalicji, generale Llerena – powiedział senator Arévalo. – Bacacorzo, Zavala, López Landa. Chyba pan nie przypuszcza, że ci arystokraci będą szukali przymierza z apristami albo komunistami?
– Mają ogromny szacunek dla wojska, a przede wszystkim dla pana, generale Llerena – nalegał senator Landa. – Żądają tylko rezygnacji Bermúdeza, generale, sam pan doskonale wie. Mamy okazję, żeby uwolnić państwo od człowieka, który wszystkim nam szkodzi, generale.
– Po tych wypadkach w Teatrze Miejskim Arequipa trzęsie się z oburzenia – powiedział generał Alvarado. – Bermúdez się przeliczył, generale. Liderzy Koalicji umieli wykorzystać ten gniew ludu. Całą winę zwalają na Bermúdeza, nie na ustrój. Jeśli mi pan da rozkaz, wprowadzę do akcji moje oddziały. Ale niech pan to dobrze przemyśli, generale. Jak Bermúdez ustąpi, wszystko się załatwi bez rozlewu krwi.
– W ciągu kilku godzin tracimy to, co zdobywaliśmy przez lata, Paredes – powiedział Cayo Bermúdez. – Llerena się wykręca, inni ministrowie nie pamiętają o swoich obietnicach. Zastawili na mnie pułapkę. A ty? Rozmawiałeś z Llerena?
– W porządku, niech pan zatrzyma oddziały w koszarach, Alvarado – powiedział generał Llerena. – Niech wojsko się do tego nie miesza, chyba żeby zostało zaatakowane.
– Wydaje mi się, że to będzie najmądrzejsze rozwiązanie – powiedział generał Alvarado. – Bacacorzo i López Landa z Koalicji byli u mnie znowu, panie generale. Proponują utworzenie gabinetu wojskowego. Rezygnacja Bermúdeza, ale nie całego rządu. To mogłoby być wyjście, nie sądzi pan, generale?
– Generał Alvarado świetnie się spisał, Fermín – powiedział senator Landa.
– Cały kraj ma już dosyć tych nadużyć Bermúdeza, generale Llerena – powiedział senator Arévalo. – Zamieszki w Arequipie to tylko próbka tego, co może się dziać w całym kraju, jeśli nie uwolnimy się od tego człowieka. Wojsko ma teraz świetną okazję, aby pozyskać sympatię narodu, panie generale.
– Ta historia w Arequipie? Nie ma się czego bać, doktorze Lora – powiedział doktor Arbeláez. – Przeciwnie, to nasza wygrana. Bermúdeza na milę czuć trupem.
– Usunąć go? – powiedział doktor Lora. – Prezydent nigdy tego nie zrobi, Bermúdez to jego pupilek. Prędzej pośle wojsko do Arequipy i zaleje krwią całe miasto.
– Prezydent nie grzeszy bystrością umysłu, ale też nie jest aż taki głupi – powiedział doktor Arbeláez. – Jak mu wytłumaczymy, to zrozumie. Cała nienawiść do rządu skupiła się na Bermúdezie. Niech go rzuci na pożarcie, a psy się uspokoją.