Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 217
Перейти на страницу:

Schody zatrzeszczały pod butami Randa, nie wspominając już o odgłosach, jakimi zareagowały na stopy Loiala. Rand miał spore wątpliwości, czy budynek jeszcze długo postoi. Znalazł drzwi i zapukał, zastanawiając się, kim jest Dena.

— Wejdź — odpowiedział mu kobiecy głos. — Nie mogę ci otworzyć.

Rand z wahaniem otworzył drzwi i wsunął głowę do środka. Pod jedną ścianą stało wielkie łoże z pościelą w nieładzie, pozostała część izby była całkowicie zastawiona przez dwie szafy, kilka okutych mosiądzem kufrów i skrzyń, stół oraz dwa drewniane krzesła. Na łożu, skrzyżowawszy nogi, siedziała szczupła kobieta, spódnicę miała podwiniętą pod siebie, a między jej dłońmi wirował krąg utworzony przez sześć kolorowych piłeczek.

— Cokolwiek to jest — powiedziała, nie odrywając oczu od piłeczek — pozostaw to na stole. Thom ci zapłaci, kiedy przyjdzie.

— Czy to ty jesteś Dena? — spytał Rand.

Złapała piłeczki w powietrzu i obróciła się, by zlustrować go wzrokiem. Była zaledwie kilka lat starsza od niego, urodziwa, obdarzona jasną cairhieńską karnacją i ciemnymi włosami, które spadały jej luźno na ramiona.

— Nie znam cię. To jest mój pokój, mój i Thoma Merrilina.

— Karczmarka powiedziała, że może pozwolisz nam zaczekać na Thoma — odparł Rand. — O ile to ty jesteś Dena?

— Nam?

Rand wszedł dalej, dzięki czemu Loial mógł wsunąć głowę do środka. Młoda kobieta uniosła brwi.

— A więc ogirowie wrócili. To ja jestem Dena. Czego chcecie? — Spojrzała na kaftan Randa tak ostentacyjnym wzrokiem, że brak słów „mój panie” na końcu wypowiedzi musiał być celowy, po chwili brwi uniosły się ponownie na widok czapli na pochwie i rękojeści miecza.

Rand uniósł w górę tobołek.

— Odnoszę Thomowi jego harfę i flet. Chciałem mu także złożyć wizytę — dodał pośpiesznie, Dena najwyraźniej zamierzała powiedzieć, że ma to wszystko zostawić i wyjść. — Dawno go nie widziałem.

Zmierzyła wzrokiem tobołek.

— Thom wiecznie utyskuje, że stracił najlepszy flet i najlepszą harfę, jakie w życiu posiadał. Tak się nosi, że można by uznać go za nadwornego barda. No dobrze. Możecie poczekać, ale ja muszę ćwiczyć. Thom twierdzi, że pozwoli mi wystąpić w przyszłym tygodniu. — Pełnymi gracji ruchami wstała i wzięła jedno z krzeseł, gestem nakazując Loialowi usiąść na łóżku. — Zera zmusiłaby Thoma, by zapłacił za sześć krzeseł, gdybyś połamał choć jedno, przyjacielu ogirze.

Rand podał ich imiona, gdy już się usadowił na drugim krześle, które zatrzeszczało niepokojąco pod jego ciężarem, i spytał tonem niedowierzania:

— Jesteś uczennicą Thoma?

Dena uśmiechnęła się nieznacznie.

— Można to tak określić. — Znowu zajęła się żonglowaniem, jej spojrzenie przylgnęło do wirujących piłeczek.

— W życiu nie słyszałem o kobiecie występującej jako bard — odezwał się Loial.

— Ja będę pierwszą. — Pojedynczy, obszerny krąg przemienił się w dwa mniejsze, krzyżujące się z sobą. — Zobaczę cały świat, jak już się wszystkiego nauczę. Thom twierdzi, że jak będziemy mieli dość pieniędzy, to pojedziemy do Łzy. — Zaczęła żonglować, wyrzucając po trzy piłeczki z każdej ręki. — A potem może na wyspy Ludu Morza. Atha’an Miere dobrze płacą bardom.

Rand rozejrzał się po zastawionej skrzyniami i kuframi izbie. Nie wyglądało to na wnętrze zamieszkałe przez kogoś, kto niebawem rusza w podróż. Na parapecie stała nawet doniczka z kwiatem. Jego wzrok padł na jedyne, wielkie łoże, na którym siedział Loial.

„To jest mój pokój, mój i Thoma Merrilina”.

Dena obdarzyła go wyzywającym spojrzeniem przez na powrót utworzony, wielki krąg. Randowi poczerwieniała twarz.

Chrząknął.

— Może powinniśmy zaczekać na dole — zaczął, ale w tym momencie otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł Thom, płaszcz oplatał mu kostki i furkotał łatkami. Na plecach niósł flet i harfę, schowane do futerałów z czerwonawego drewna, wypolerowanego do połysku od ciągłego dotykania.

Piłeczki Deny zniknęły pod suknią, ona sama podbiegła do Thoma i zarzuciła mu ramiona na szyję, stając na czubkach palców, by móc to zrobić.

— Tęskniłam za tobą — powiedziała i pocałowała go.

Pocałunek trwał pewien czas, był tak długi, że Rand zaczął się zastanawiać, czy on i Loial nie powinni raczej stąd wyjść, ale Dena westchnęła i w końcu opuściła pięty na podłogę.

— Czy wiesz, co ten pozbawiony rozumu Seaghan zrobił, dziewczyno? — powiedział Thom, spoglądając na nią. — Zatrudnił bandę prostaków, którzy mienią się „aktorami”. Szwendają się po mieście, udając, że są Rogoshem Sokole Oko, Blaesem, Gaidalem Cainem i... Fuj! Wieszają strzęp pomalowanego płótna, dzięki któremu widownia ma niby wierzyć, że ci durnie są na Dworze Matuchin albo na wysokich przełęczach Gór Przeznaczenia. Ja sprawiam, że słuchacz widzi każdy proporzec, czuje zapach bitew, przeżywa wszystkie emocje. Ja pozwalam im uwierzyć, że to oni są Gaidalem Cainem. To będzie oznaczało koniec sali Seaghana, jeśli po moich występach wystawi teraz tę szajkę.

— Thom, mamy gości. Loial, syn Arenta syna Halana. Ach, i jeszcze chłopiec, który twierdzi, że nazywa się Rand al’Thor.

Thom spojrzał ponad jej głową na Randa, zmarszczył czoło.

— Zostaw nas na chwilę samych, Dena. Masz. — Wcisnął jej do ręki kilka srebrnych monet. — Twoje noże są gotowe. Może byś tak poszła zapłacić za nie Ivonowi? — Potarł jej policzek sękatym kłykciem. — No idź. Wynagrodzę ci to.

Obdarzyła go mrocznym spojrzeniem, narzuciła jednak płaszcz na ramiona, mrucząc pod nosem:

— Lepiej dla Ivona, żeby te noże okazały się dobrze wyważone.

— Któregoś dnia zostanie minstrelem — powiedział po jej wyjściu Thom z wyraźną dumą. — Wystarczy, że posłucha opowieści jeden raz, zwróćcie uwagę, tylko jeden raz!, a wnet ją zapamiętuje, nie tylko słowa, ale każdy niuans, każdą zmianę rytmu. Ma dobrą rękę do harfy, a na flecie grała lepiej niż ty kiedykolwiek, już wtedy, gdy ją znalazłem.

Odstawił drewniane futerały z instrumentami na wieko jednego z większych kufrów, po czym usadowił się na właśnie zwolnionym krześle.

— Gdy przejeżdżałem przez Caemlyn w drodze do tego miasta, Basel Gill powiedział mi, że wyjechałeś w towarzystwie jakiegoś ogira. Między innymi. — Ukłonił się w stronę Loiala, zdołając nawet zamaszyście wywinąć połą płaszcza, mimo że na nim siedział. — Miło mi cię poznać, Loialu, synu Arenta syna Halana.

— A mnie poznać ciebie, Thomie Merrilin. — Loial wstał, by odwzajemnić ukłon. Kiedy się wyprostował, omal nie uderzył głową o sufit, więc szybko usiadł z powrotem. — Ta młoda kobieta powiedziała, że chce być bardem.

Thom lekceważąco potrząsnął głową.

— To nie jest życie dla kobiety. Nawet mężczyźnie nie jest łatwo. Wędrówka od miasta do miasta, od wsi do wsi, głowiąc się, jak cię tym razem oszukają albo jaką drogą zdobyć następny posiłek. Nie, wybiję jej to z głowy. Jeśli już, zostanie nadwornym bardem, u jakiegoś króla albo królowej, jak już się wszystkiego nauczy. Aaaach! Nie przyszliście tu rozmawiać o Denie. Moje instrumenty, chłopcze. Przyniosłeś je?

Rand pchnął tobołek przez blat stołu. Thom rozwinął go pośpiesznie — zamrugał, gdy zobaczył, że to jego stary płaszcz, taki sam jak ten, który miał na sobie, ozdobiony kolorowymi łatkami — i otworzył futerał z twardej skóry, kiwając głową na widok spoczywającego w nim srebrnozłotego fletu.

— Po tym jak się rozłączyliśmy, zarabiałem z jego pomocą na łóżko i jedzenie — wyznał Rand.

1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)