Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 197
Перейти на страницу:

— Nic nigdy nie pozostaje takie samo — odparła Egwene. Popatrzyła znacząco na Siuan, która udawała, że tego nie widzi. Sheriam dla odmiany wyglądała na bliską mdłości.

W tym momencie wrócił lord Bryne i od razu wyczuł, że coś się święci. Powiedział tylko, że zdążyli w samą porę, a potem już nie otwierał ust. Roztropny mężczyzna.

Niezależnie, czy rzeczywiście było to w samą porę, czy może nie, tarcza słońca dotykała już prawie wierzchołków drzew, gdy wjechali na rozległy obszar obozowiska armii. Wozy i namioty rzucały długie cienie na śniegu, a spora liczba ludzi była zajęta budowaniem dodatkowych szałasów z gałęzi. Brakowało im namiotów nawet dla żołnierzy, a wszak w obozie mieszkało niemal tyle samo rymarzy, praczek, grotarzy i jeszcze innych osób, które musiały towarzyszyć armii. Dźwięczenie kowadeł zdradzało obecność rymarzy, płatnerzy i kowali, którzy nadal pracowali mimo późnej pory. Wszędzie płonęły ogniska, na których gotowano strawę, i żołnierze z ich eskorty zrzucali z siebie zbroje, pragnąc jak najprędzej skorzystać z tego dobrodziejstwa, jakim jest ciepło i gorące jadło, oczywiście po tym, jak już się zatroszczą o stąpające teraz ciężko wierzchowce. O dziwo, mimo iż go odprawiła, Bryne dalej jechał uparcie przy boku Egwene.

— Jeśli pozwolisz, Matko — powiedział. — Chciałbym ci towarzyszyć jeszcze przez czas jakiś. — Sheriam odwróciła się w siodle, spoglądając na niego ze zdumieniem. Siuan zareagowała podobnie, jednak nawet nie odwróciła głowy, jakby bała się bodaj skierować na niego wzrok nagle zogromniałych oczu.

Co on sobie wymyślił? Że będzie jej służył jako straż przyboczna? Chronił przed siostrami? Przecież wystarczyłby tamten mężczyzna, któremu kapało z nosa. A może chciał zademonstrować, że całą duszą stoi po jej stronie? Przecież mógł to też zrobić nazajutrz, pod warunkiem że tej nocy wszystko pójdzie dobrze; w danym momencie taka rewelacja mogła sprawić, że cała Komnata wybierze kurs w kierunku, o którym nie miała odwagi nawet pomyśleć.

— Tę noc zajmą sprawy Aes Sedai — powiedziała mu stanowczo. No tak, ale jakkolwiek by było, zaofiarował, że dla niej podejmie każde ryzyko. Nie potrafiła orzec, co nim powodowało... która kobieta pojmowała motywacje, kierujące mężczyzną?... a jednak była mu wdzięczna. Za to, jak również za inne rzeczy. — Lordzie Bryne, jeśli nie przyślę do ciebie Siuan, będzie to oznaczało, że masz jeszcze przed świtem ruszać w drogę. Być może zostanę obarczona winą za to, co dziś zaszło, a wtedy konsekwencje odbiją się również na tobie. Pozostawanie tutaj mogłoby się okazać zbyt niebezpieczne. Wręcz fatalne w skutkach. Nie sądzę, by potrzebowały jakichś wyrafinowanych wymówek. — Nie musiała określać, kto miałby potrzebować wymówek.

— Dałem ci moje słowo — odparł cicho, klepiąc Podróżnika po karku. — Przysiągłem Tar Valon. — Urwał i zerknął na Siuan. Nie tyle z wahaniem, ile raczej z namysłem. — Nieważne, jakie to sprawy będziecie tej nocy załatwiać — powiedział w końcu. — Pamiętaj, że masz za sobą trzydzieści tysięcy ludzi i Garetha Bryne’a. To powinno się liczyć, nawet w oczach Aes Sedai. Do jutra, Matko. — Zawróciwszy swego gniadosza, zawołał jeszcze przez ramię: — Ciebie też się spodziewam jutro zobaczyć, Siuan. Tutaj nic nie uległo zmianie. — Siuan wpatrywała się w jego plecy, kiedy odjeżdżał. W jej wzroku kryła się udręka.

Egwene nie potrafiła się powstrzymać i też się za nim gapiła. Nigdy przedtem nie był taki otwarty, w każdym razie nie do tego stopnia. Dlaczego akurat teraz?

Pokonawszy czterdzieści czy pięćdziesiąt kroków, jakie dzieliły obóz armii od obozu Aes Sedai, dała znak Sheriam, która posłusznie ściągnęła wodze przy pierwszych namiotach. Ona i Siuan jechały dalej. Za sobą usłyszały podniesiony głos Opiekunki, zaskakująco wyraźny i pewny.

— Zasiadająca na Tronie Amyrlin zwołuje na dziś wieczór oficjalne posiedzenie Komnaty. Niechaj czym prędzej zostaną poczynione niezbędne przygotowania. — Egwene nawet się nie obejrzała.

Tuż przed namiotem podbiegła do nich chuda stajenna, by zająć się Daisharem oraz Belą. Jej twarz była ściągnięta z zimna i ledwie skłoniwszy głowę, natychmiast oddaliła się razem z końmi, równie prędko jak się zjawiła. Ciepło buchające od koszy z płonącymi węglami ustawionych we wnętrzu namiotu było niczym cios w twarz. Aż do tego momentu Egwene nawet nie zauważała, jak mroźno jest na dworze. I jak sama zmarzła.

Chesa wzięła od niej płaszcz i aż krzyknęła, dotknąwszy jej dłoni.

— Przecież przemarzłaś na kość, Matko! — I nie przestając paplać, energicznie zabrała się za składanie płaszczy Egwene i Siuan, wygładzanie koców na posłaniu Egwene, przekładanie zawartości tacy ustawionej na jednej z komód. — Gdybym ja tak przemarzła, to natychmiast wskoczyłabym do łóżka obłożonego gorącymi cegłami. Ale najpierw bym się najadła. Na nic otaczające ciepło, jak się człowiek nie rozgrzeje od wewnątrz. Przyniosę kilka dodatkowych cegieł, żeby ci je włożyć pod nogi, gdy będziesz jadła wieczerzę. Oczywiście dla Siuan Sedai też przyniosę. Och, gdybym ja była taka głodna, to pewnie kusiłoby mnie, żeby połykać całe kęsy, ale od tego zawsze boli brzuch. — Zatrzymawszy się obok tacy, popatrzyła znacząco na Egwene i z satysfakcją pokiwała głową, kiedy ta obiecała, że nie będzie jadła zbyt prędko.

Nie bardzo ją było stać na jakąś trzeźwą reakcję. Obecność Chesy zawsze działała kojąco, ale po dzisiejszym dniu Egwene niemal śmiała się z zadowolenia. Ta kobieta nie wiedziała, co to są komplikacje. Na tacy stały dwie białe misy pełne gulaszu z soczewicy, a obok wysoki dzban z korzennym winem, dwa srebrne kubki i dwie duże bułki. Chesa jakimś sposobem przewidziała, że Siuan będzie jadła razem z Egwene. Znad mis i dzbana unosiła się para. Jak często Chesa wymieniała tę tacę, by mieć pewność, że Egwene od progu powita ciepła strawa? Prosta i nieskomplikowana. I opiekuńcza jak matka. Albo prawdziwa przyjaciółka.

— Na razie muszę zapomnieć o łóżku, Chesa. Czeka mnie jeszcze praca tej nocy. Czy zechcesz nas zostawić same?

Siuan pokręciła głową, kiedy klapa wejścia do namiotu opadła za pulchną kobietą.

— Jesteś pewna, że ona przypadkiem nie służyła przy twojej rodzinie, od czasu gdy byłaś dzieckiem? — mruknęła.

Egwene wzięła sobie jedną z misek, do tego bułkę i łyżkę, po czym z westchnieniem usadowiła się na krześle. Objęła także Źródło i otoczyła namiot zabezpieczeniami przeciwko podsłuchowi. Niestety, saidar tylko pogłębił dokuczliwą świadomość zmarzniętych rąk i stóp. Misa zdawała się zbyt gorąca, by ją utrzymać w dłoniach, bułka podobnie. Och, jakżeby się cieszyła, gdyby naprawdę dostała te gorące cegły.

— Czy możemy coś jeszcze zrobić? — spytała i skwapliwie przełknęła łyżkę gulaszu. Jadła żarłocznie i nic dziwnego, od śniadania, i to wczesnego, nie miała nic w ustach. Soczewica i zdrewniałe marchewki smakowały jak najlepsza z potraw przyrządzanych przez jej matkę. — Nic więcej mi nie przychodzi do głowy, a tobie?

— Zrobiłyśmy wszystko, co było można. Wszystko, na co stać śmiertelniczki, reszta pozostaje w ręku Stwórcy. — Siuan wzięła do ręki drugą miskę i przysiadła ciężko na niskim zydlu, ale po chwili zapatrzyła się tępo w wypełniający ją gulasz, bełtając w nim łyżką. — Nie powiesz mu, prawda? — powiedziała w końcu. — Nie przeżyłabym, gdyby się dowiedział.

— A czemuż to, na miłość Światłości?

1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)