Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Oto co znaczy mieć diament, mój panie — rzekł pogardliwie Atos.
— Ach, tak — zawołał Portos — jest i diament; u kiego więc diabła uskarżamy się na brak pieniędzy?
— W samej rzeczy! — rzekł Aramis.
— Znakomicie, Portosie, oto mi pomysł.
— Niewątpliwie — rzekł Portos nadymając się, rad z pochwały Atosa — jeśli mamy diament, sprzedajmy — Ależ to diament królowej — rzekł d’Artagnan.
— Tym lepiej — rzekł Atos — królowa ratuje pana Buckinghama, swego kochanka, rzecz najnaturalniejsza w świecie; królowa ratuje nas, uczynek godzien najwyższej pochwały; sprzedajmy diament. Co myśli o tym wielebny ksiądz? Nie pytam o zdanie Portosa, powiedział już swoje.
— Myślę — powiedział Aramis z rumieńcem na twarzy — że ten pierścień nie pochodzi od kochanki, zatem nie jest to zakład miłości i d’Artagnan może go sprzedać.
— Mój drogi, mówisz jak ucieleśniona teologia. Zatem twoim zdaniem?...
— Należy sprzedać diament — odparł Aramis.
— Dobrze — rzekł wesoło d’Artagnan — sprzedajmy diament i nie mówmy już o tym więcej.
Strzelanina wciąż trwała, ale przyjaciele byli już poza jej zasięgiem; roszelczycy strzelali jedynie dla spokoju sumienia.
— Doprawdy, czas był najwyższy, żeby Portos wpadł na ten pomysł; jesteśmy już w obozie. A zatem, panowie, ani słowa o całej tej sprawie. Patrzą na nas, idą nam na spotkanie, wkroczymy jako zwycięzcy.
Rzeczywiście, jak już powiedzieliśmy, cały obóz był na nogach; ponad dwa tysiące osób przyglądało się widowisku, podziwiało brawurę czterech przyjaciół, nie domyślając się jej prawdziwego powodu. Zewsząd padały okrzyki:
“Niech żyją gwardziści! Niech żyją muszkieterowie!” Pan de Busigny zjawił się pierwszy, by uścisnąć rękę Atosa i przyznać, że przegrał zakład. Dalej szli dragon i Szwajcar, a wszyscy inni za nimi. Powinszowania, uściski, huraganowy śmiech z roszelczyków nie miały końca, a wrzawa była tak wielka, że kardynał w obawie, czy nie doszło do buntu, posłał pana La Houdinière, by zasięgnął języka.
Rzecz została opowiedziana wysłannikowi bardzo kwieciście i w słowach pełnych zachwytu.
— I cóż? — zapytał kardynał La Houdinière’a.
— Wasza Dostojność — odparł zapytany — trzej muszkieterowie i jeden gwardzista założyli się z panem de Busigny, że udadzą się na śniadanie do bastionu Świętego Gerwazego; jedząc śniadanie trzymali się tam dwie godziny i zabili mnóstwo roszelczyków.
— Znasz nazwiska tych trzech muszkieterów?
— Tak, Wasza Dostojność.
— Jak się nazywają?
— To panowie Atos, Portos i Aramis.
— Wciąż moje trzy chwaty — mruknął kardynał. — A gwardzista?
— Pan d’Artagnan.
— Wciąż mój młody ladaco! Ci ludzie koniecznie muszą przejść do mnie.
Wieczorem kardynał rozmawiał z panem de Tréville o wyprawie, która była na ustach wszystkich. Pan de Tréville znał historię wprost od bohaterów dnia i opowiedział wszystkie szczegóły Jego Eminencji, nie zapominając o epizodzie z serwetą.
— Pięknie, panie de Tréville — rzekł kardynał — proszę, zachowaj tę serwetę. Każę wyhaftować na niej złote lilie i dam ją jako proporzec twojej kompanii.
— Wasza Dostojność — rzekł pan de Tréville — będzie to z krzywdą gwardzistów: pan d’Artagnan nie jest u mnie, lecz u pana des Essarts.
— Dobrze więc, weź go; czterej dzielni żołnierze, którzy się tak kochają, powinni służyć w tej samej kompanii.
Tego samego wieczora pan de Tréville oznajmił dobrą nowinę trzem muszkieterom i d’Artagnanowi zapraszając wszystkich czterech na obiad nazajutrz.
D’Artagnan nie posiadał się z radości. Jak wiadomo, marzeniem jego życia było zostać muszkieterem.
Trzej przyjaciele również byli bardzo radzi.
— Na honor — rzekł d’Artagnan do Atosa — miałeś wspaniały pomysł: jak przepowiedziałeś, okryliśmy się sławą i mogliśmy odbyć niezmiernie ważną rozmowę.
— Do której możemy wrócić teraz, nie wzbudzając podejrzeń; odtąd, z pomocą Bożą, będziemy uchodzić za stronników kardynała.
Tego samego wieczora d’Artagnan złożył wyrazy uszanowania panu des Essarts i powiadomił go o swym awansie.
Pan des Essarts, który bardzo lubił d’Artagnana, ofiarował mu swą pomoc: zmiana broni pociągała za sobą koszty ekwipunku.
D’Artagnan odmówił, ale widząc, że chwila jest sposobna, poprosił pana des Essarts, by dał do oszacowania diament, który młodzieniec chciał sprzedać.
Nazajutrz o ósmej rano służący pana des Essarts przyszedł do d’Artagnana i wręczył mu worek zawierający siedem tysięcy liwrów złotem.
Była to cena diamentu królowej.
Rozdział XVIII
SPRAWA RODZINNA
Atos znalazł określenie: sprawa rodzinna. Sprawa rodzinna nie obchodzi nikogo, sprawą rodzinną można się zajmować na oczach wszystkich.
Tak więc Atos znalazł określenie: sprawa rodzinna.
Aramis znalazł sposób: służący.
Portos znalazł środki: diament.
Tylko d’Artagnan nie wpadł na żaden koncept, on, zazwyczaj najbardziej pomysłowy ze wszystkich czterech; ale trzeba wiedzieć, że paraliżowało go samo imię Milady.
Ale nie, omyliliśmy się: znalazł kupca na diament.
Obiad u pana de Tréville upłynął w bardzo pogodnym nastroju. D’Artagnan miał już na sobie nowy mundur; ponieważ był mniej więcej tego samego wzrostu co Aramis, Aramis zaś, jak sobie przypominamy, otrzymał za poemat sporo pieniędzy od swego księgarza i kupił sobie wszystkiego w dwójnasób, mógł odstąpić teraz przyjacielowi całkowity ekwipunek.
D’Artagnan byłby u szczytu marzeń, gdyby nie widział na horyzoncie Milady, groźnej niby chmura gradowa.
Po obiedzie umówiono się na wieczór w mieszkaniu Atosa, gdzie miano zakończyć sprawę.
D’Artagnan przez cały dzień paradował w mundurze muszkietera po ulicach obozu.
Wieczorem czterej przyjaciele spotkali się o umówionej godzinie; pozostawały jeszcze trzy kwestie do omówienia: co napisać do szwagra Milady; co napisać do sprytnej osoby w Tours; wybór służących, którzy zawiozą listy.
Każdy ofiarowywał swego służącego: Atos wspomniał o dyskrecji Grimauda, który mówił tylko wówczas, gdy pan rozwiązywał mu język; Portos chwalił siłę Mousquetona, który był tak rosły, że mógł dać radę czterem chwatom zwykłego wzrostu; Aramis pewien zręczności Bazina wygłosił wspaniałą mowę na cześć swego kandydata, wreszcie d’Artagnan, który cenił dzielność Plancheta, przypomniał, jak spisał się jego służący w trudnej wyprawie bulońskiej.
Te cztery cnoty ubiegały się o palmę pierwszeństwa dając okazję do wspaniałych przemówień, których nie przytaczamy tutaj w obawie, że zarzucono by nam rozwlekłość.
— Niestety — powiedział Atos — ten, którego wyślemy, musi posiadać wszystkie te cztery cnoty razem.
— Ale gdzie znaleźć takiego służącego?
— Niepodobna — rzekł Atos — wiem o tym doskonale; weźcie więc Grimauda.
— Weźcie Mousquetona.
— Weźcie Bazina.
— Weźcie Plancheta; Planchet jest dzielny i zręczny; to już dwie zalety z czterech.
— Panowie — rzekł Aramis — nie w tym rzecz, by wiedzieć, który z naszych służących jest najdyskretniejszy, najsilniejszy, najzręczniejszy lub najbardziej dzielny, najważniejsze jest wiedzieć, który z nich najbardziej lubi pieniądze.
— Święta prawda, Aramisie — powiedział Atos — jeśli grać, to licząc nie na cnoty ludzkie, ale na słabostki; wielebny księże, jesteś wielkim moralistą!