Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Zapewne — rzekł Aramis — ponieważ musimy postarać się nie tylko o to, by osiągnąć nasz cel, ale i to, żeby nie ponieść klęski: gra idzie o głowy, i to nie służących.
— Ciszej, Aramisie — rzekł Atos.
— Słusznie, i to nie służących — podjął Aramis — ale panów. Czy nasi służący są nam dość oddani, by narazić dla nas życie? Nie.
— Na honor — rzekł d’Artagnan — mogę prawie ręczyć za Plancheta.
— Mój drogi przyjacielu, umocnij jego wierność okrągłą sumką, która mu zapewni dostatek, a wówczas zamiast raz, będziesz mógł za niego ręczyć dwa razy.
— Ach, dobry Boże, i tak zostaniecie oszukani — rzekł Atos, który był optymistą, jeśli szło o sprawy, ale pesymistą, gdy chodziło o ludzi. — Przyrzekną, co zechcecie, byle dostać pieniądze, w drodze strach ich obleci i uniemożliwi działanie. Jeśli ich pochwycą, zaleją im sadła za skórę, a wówczas wyśpiewają wszystko. Do diabła, nie jesteśmy dziećmi! Żeby dojechać do Anglii — tu Atos zniżył głos — trzeba przebyć całą Francję usianą szpiegami i ludźmi kardynała; trzeba pozwolenia, by wsiąść na okręt; trzeba znać angielski, by dopytać się o drogę do Londynu. Rzecz wydaje mi się bardzo trudna.
— Ależ bynajmniej — powiedział d’Artagnan, któremu bardzo zależało, by projekt został wykonany — przeciwnie, sprawa wydaje mi się łatwa. Jest rzeczą jasną, u licha, że gdybyśmy napisali do lorda Wintera o rzeczach przechodzących wszelkie pojęcie, o okropnych zamysłach kardynała...
— Ciszej — rzekł Atos.
— ...o intrygach i tajemnicach stanu — ciągnął d’Artagnan stosując się do zaleceń Atosa — zostalibyśmy skazani na łamanie kołem, ale, na Boga, nie zapominaj, Atosie, sam to przecie powiedziałeś, że piszemy do niego w sprawie rodzinnej; że piszemy do niego tylko po to, by Milady po przybyciu do Londynu nie mogła nam szkodzić. Ułożę więc do niego list mniej więcej w tych słowach:
— Słuchamy — rzekł Aramis, z góry usposobiony krytycznie.
— “Panie i drogi przyjacielu...”
— A tak! “Drogi przyjacielu” do Anglika — przerwał Atos — piękny początek! Brawo, d’Artagnanie! To jedno słowo wystarczy, byś został poćwiartowany zamiast łamany kołem.
— Dobrze więc, niech będzie krótko: “Panie”.
— Możesz nawet powiedzieć: “Milordzie” — rzekł Atos, który bardzo przestrzegał form.
— “Milordzie, czy przypominasz sobie ustronne miejsce w pobliżu Luksemburga, gdzie pasły się kozy?”
— Dobryś sobie! Teraz o Luksemburgu? Pomyślą, że to aluzja do królowej matki! Tylko tego brakowało — rzekł Atos.
— Zatem napiszemy po prostu “Milordzie, czy pamiętasz ustronne miejsce, gdzie uratowano ci życie?”
— Mój drogi d’Artagnanie — powiedział Atos — nie będziesz nigdy dobrym stylistą; “Gdzie uratowano ci życie!” Co znowu, to niegodne. Nie mówi się o takich przysługach dwornym ludziom. Wypomnieć dobry uczynek to obraza.
— Ach, mój drogi — rzekł d’Artagnan — jesteś nieznośny i jeśli trzeba mi pisać pod twoją kontrolą, na honor, odmawiam.
— I dobrze czynisz. Zabawiaj się muszkietem i szpadą, znakomicie dajesz sobie z nimi radę; ale pióro oddaj wielebnemu księdzu, to jego sprawa.
— W istocie — rzekł Portos — oddaj pióro Aramisowi, który pisze rozprawy po łacinie.
— Dobrze więc, niech tak będzie — rzekł d’Artagnan — ułóż nam ten list, Aramisie; ale, na Ojca Świętego, nie bądź rozwlekły, bo tym razem ja cię ukrócę, uprzedzam.
— Doskonale — powiedział Aramis z tym naiwnym zaufaniem do samego siebie, jakim odznacza się każdy poeta — ale niechże poznam rzecz bardziej dokładnie; wiem ze słyszenia, że ta bratowa to zbrodniarka; miałem nawet tego dowody słuchając jej rozmowy z kardynałem.
— Ciszej, do licha! — rzekł Atos.
— Ale — ciągnął Aramis — nie znam szczegółów.
— Ja również — rzekł Portos.
D’Artagnan i Atos spoglądali przez chwilę w milczeniu po sobie. Wreszcie po chwili namysłu, Atos, bledszy jeszcze niż zwykle, skinął na znak zgody; d’Artagnan zrozumiał, że może mówić.
— A zatem oto, co należy powiedzieć — zaczął — “Milordzie, Twoja bratowa to zbrodniarka, która chciała Cię zabić, by dziedziczyć po Tobie. Nie miała wszakże prawa wyjść za mąż za Twego brata, była bowiem zamężna we Francji i...”
D’Artagnan urwał i jakby szukając odpowiedniego słowa patrzył na Atosa.
— Została wypędzona przez męża — rzekł Atos.
— Ponieważ była napiętnowana — ciągnął d’Artagnan.
— Co — zawołał Portos — to niemożliwe! Chciała zabić swego szwagra?
— Tak.
— Była zamężna? — zapytał Aramis.
— Tak.
— I jej mąż — spostrzegł, że miała kwiat lilii na ramieniu? — zawołał Portos.
— Tak.
Słowa zostały wypowiedziane przez Atosa z coraz bardziej ponurym wyrazem twarzy.
— A kto widział ten kwiat lilii? — zapytał Aramis.
— D’Artagnan i ja, lub raczej, żeby zachować porządek chronologiczny, ja i d’Artagnan — odparł Atos.
— Czy mąż tej okropnej kobiety żyje jeszcze? — zapytał Aramis.
— Żyje.
— Wiesz o tym na pewno?
— Ja nim jestem.
Zapadła chwila grobowej ciszy; każdy na swój sposób był poruszony tą nowiną.
— Tym razem — rzekł Atos, przerywając pierwszy milczenie — d’Artagnan dał nam wyborny plan i to przede wszystkim należy napisać.
— Do diabła, masz rację, Atosie — powiedział Aramis — ale ułożenie tego listu jest najeżone trudnościami. Sam pan kanclerz byłby w kłopocie, mając do napisania pismo tego rodzaju, chociaż pan kanclerz potrafi bardzo wdzięcznie zredagować protokół. Ale mniejsza o to! Bądźcie cicho, zabieram się do pisania.
Aramis sięgnął po pióro, namyślał się przez kilka chwil, za czym napisał jakie dziesięć wierszy prześlicznym kobiecym pismem, wreszcie słodkim głosem i powoli, jakby ważył skrupulatnie każde słowo, odczytał, co następuje:
“Milordzie!
Osoba, która pisze do Pana te słowa, miała honor skrzyżować z Panem szpady w zakątku przy ulicy d’Enfer[*]. Ponieważ niejednokrotnie byłeś Pan łaskaw mienić się przyjacielem owej osoby, wypada jej potwierdzić tę przyjaźń ostrzeżeniem. Po dwakroć nie został Pan omal ofiarą bliskiej krewnej, którą uważasz za swoją spadkobierczynię nie wiedząc, że przed zawarciem małżeństwa w Anglii była zamężna we Francji. Ale teraz, to jest za trzecim razem, może Pan paść ofiarą. Twoja krewniaczka wyjechała z La Rochelle do Anglii w nocy. Czuwaj nad jej przyjazdem, ma bowiem wielkie a straszliwe plany. Jeśli chce Pan koniecznie wiedzieć, do czego jest zdolna, odczytaj jej przeszłość wypisaną na lewym ramieniu.”
— Wspaniale — rzekł Atos — masz pióro sekretarza stanu, mój drogi Aramisie. Jeśli list dojdzie, lord Winter będzie miał się na baczności, gdyby zaś wpadł w ręce Jego Eminencji, nie będziemy skompromitowani. Ponieważ jednak służący, który pojedzie z listem, może nam powiedzieć, że był w Londynie, gdy w istocie dojedzie tylko do Châtelleraut[*], dajmy mu tylko połowę sumy, przyrzekając drugą połowę w zamian za odpowiedź. Czy masz diament? — zapytał Atos.
— Znacznie lepiej, mam pieniądze.
I d’Artagnan rzucił worek z pieniędzmi na stół.
Na dźwięk złota Arami podniósł oczy, Portos zadrżał, tylko Atos pozostał obojętny.