Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 167
Перейти на страницу:

— Dlaczegóż by nie? — rzekł muszkieter — czuję się wyśmienicie i gotów byłbym stawić czoło całej armii, gdybyśmy byli na tyle przezorni, by zabrać ze sobą tuzin butelek więcej.

— Na honor, hałas się zbliża — powiedział d’Artagnan.

— Niechże się zbliża — rzekł Atos — stąd do miasta jest kwadrans drogi, a więc i z miasta tutaj tak samo. Czasu więc mamy aż nadto, by ułożyć sobie plan; jeśli opuścimy to miejsce, nie znajdziemy równie wygodnego. Posłuchajcie, tym razem przyszedł mi do głowy pomysł co się zowie.

— Mów.

— Pozwólcie, że wydam Grimaudowi kilka niezbędnych rozkazów.

Atos dał znak służącemu, by się zbliżył.

— Grimaud — rzekł Atos wskazując na trupy, które leżały w bastionie — weźmiesz tych panów i postawisz ich przy murze; każdemu włożysz kapelusz na głowę i muszkiet do ręki.

— O, wielki człowieku, rozumiem cię! — rzekł d’Artagnan.

— Rozumiesz? — zapytał Portos.

— A ty rozumiesz, Grimaud? — zapytał Aramis.

Grimaud dał znak, że rozumie.

— Oto wszystko, czego nam trzeba — rzekł Atos — wróćmy do mego pomysłu.

— A jednak chciałbym zrozumieć — rzekł Portos.

— To niepotrzebne.

— Tak, tak, wysłuchajmy Atosa — powiedzieli razem d’Artagnan i Aramis.

— Ta Milady, ta kobieta, ten stwór, ten demon ma szwagra, jak mi powiedziałeś, d’Artagnanie.

— Tak, znam go nawet i myślę, że nie czuje wielkiej sympatii dla swojej bratowej.

— Nie ma w tym nic złego — odparł Atos — a gdyby jej nienawidził, byłoby jeszcze lepiej.

— A dla nas wręcz znakomicie.

— Mimo wszystko — odezwał się Portos — chciałbym zrozumieć, co robi Grimaud.

— Cicho, Portosie — powiedział Aramis.

— Jak się nazywa ten szwagier?

— Lord Winter.

— Gdzie jest teraz?

— Wrócił do Londynu na pierwszą wieść o wojnie.

— Oto człowiek, jakiego nam trzeba — rzekł Atos — jego właśnie musimy uprzedzić; damy mu znać, że bratowa ma zamiar kogoś zabić, i poprosimy go, by nie tracił jej z oka. Mam nadzieję, że w Londynie jest jakiś zakład dla upadłych kobiet; każe tam umieścić swoją bratową i będziemy mieli spokój.

— Tak, do chwili kiedy stamtąd wyjdzie — powiedział d’Artagnan.

— Na honor — rzekł Atos — za wiele żądasz, d’Artagnanie; dałem ci wszystko, co miałem, i uprzedzam cię, że moja sakiewka jest już pusta.

— Moim zdaniem tak będzie najlepiej — rzekł Aramis — uprzedzimy jednocześnie królową i lorda Wintera.

— Tak, ale kto zawiezie list do Tours i do Londynu?

— Ręczę za Bazina — rzekł Aramis.

— A ja za Plancheta — rzekł d’Artagnan.

— Rzeczywiście — rzekł Portos — jeśli nie możemy opuścić obozu, mogą to zrobić nasi służący.

— Zapewne — powiedział Aramis — gdy tylko napiszemy listy, damy im pieniądze i wyjadą.

— Damy im pieniądze? — rzekł Atos — macie więc pieniądze?

Czterej muszkieterowie spojrzeli po sobie i rozjaśnione przed chwilą oblicza znów im sposępniały,

— Alarm! — zawołał d’Artagnan — widzę czarne i czerwone punkty, poruszające się tam w dole; mówisz, że to regiment, Atosie! To cała armia.

— Na honor, to prawda — rzekł Atos — oto oni. Patrzajcie mi na tych mruków, którzy idą bez bębnów i trąb! Hola, skończyłeś już, Grimaud?

Grimaud dał znak, że jest gotów, i wskazał na tuzin trupów, które poustawiał w pozycjach wielce malowniczych; jedni podnosili broń, inni składali się do strzału, jeszcze inni trzymali szpady w rękach.

— Brawo! — rzekł Atos — to dzieło przynosi zaszczyt twej fantazji.

— Tak czy inaczej — odezwał się Portos — chciałbym jednak zrozumieć...

— Ruszajmy stąd wpierw — rzekł d’Artagnan — zrozumiesz potem.

— Chwileczkę, panowie, chwileczkę, pozostawmy czas Grimaudowi, niech zbierze ze stołu.

— O — rzekł Aramis — czerwone i czarne punkty powiększają się coraz wyraźniej, jestem zdania d’Artagnana; myślę, że nie mamy chwili do stracenia i trzeba co szybciej wracać do obozu.

— Na honor — rzekł Atos — teraz zgadzam się na to najchętniej; założyliśmy się, że będziemy w bastionie godzinę, byliśmy półtorej; nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia; ruszajmy, panowie, ruszajmy.

Grimaud szedł już naprzód, niosąc koszyk i talerze. Czterej przyjaciele podążyli za nim i postąpili kilka kroków.

— Ejże, u licha — zawołał Atos. — Cóżeśmy uczynili, panowie?

— Zapomniałeś czegoś? — zapytał Aramis.

— A chorągiew, do kroćset! Nie należy zostawiać chorągwi nieprzyjacielowi, nawet jeśli ta chorągiew jest tylko serwetką.

Atos skoczył do bastionu, wspiął się na platformę i zdjął chorągiew; ale roszelczycy, którzy byli już na odległość strzału, otworzyli straszliwy ogień do muszkietera, który jakby umyślnie wystawiał się na ich strzały.

Powiedziałbyś jednak, że Atos jest zaczarowany: kule przelatywały gwiżdżąc wokół niego i ani jedna go nie dotknęła.

Atos powiał chorągwią, zwrócony plecami do gwardzistów z miasta i pozdrawiając towarzyszy z obozu. Z obu stron rozległy się okrzyki: roszelczycy krzyczeli z wściekłości, królewscy z entuzjazmu.

Druga salwa poszła za pierwszą i trzy kule przebijając serwetę uczyniły z niej prawdziwą chorągiew.

Usłyszano okrzyk całego obozu:

— Zejdź, zejdź!

Atos zszedł; towarzysze, którzy czekali nań z niepokojem, ujrzeli z radością, że wraca.

— Nuże, Atosie — rzekł d’Artagnan — śpieszmy się, śpieszmy; teraz, kiedy mamy już wszystko prócz pieniędzy, byłoby głupio, gdybyśmy się dali zabić.

Ale Atos szedł nadal dostojnym krokiem mimo uwag, jakie czynili mu towarzysze; widząc, że mówią na próżno, dostosowali swój krok do jego kroku.

Grimaud wraz z koszykiem wysforował się naprzód i teraz znajdował się już poza zasięgiem kuł.

Po chwili usłyszeli odgłosy wściekłej strzelaniny.

— A to co znowu? — zapytał Portos — do kogo strzelają? Słyszę gwizd kuł, a nie widzę nikogo.

— Strzelają do naszych trupów — odparł Atos.

— Ale nasze trupy nie odpowiedzą.

— Właśnie; roszelczycy pomyślą, że to zasadzka, pójdą po rozum do głowy, przyślą parlamentariusza, a kiedy spostrzegą, że to kpina, będziemy już poza zasięgiem ich kuł. Nie widzę więc, dlaczego mielibyśmy dostać zapalenia płuc z nadmiernego pośpiechu.

— Och, rozumiem — zawołał Portos zachwycony.

— To wielkie szczęście — rzekł Atos wzruszając ramionami.

Francuzi widząc, że czterej przyjaciele wracają równym krokiem, wiwatowali głośno.

Wreszcie rozległa się nowa salwa; tym razem kule trafiały w kamienie u stóp czterech przyjaciół i gwizdały ponuro wokół ich uszu. Roszelczycy zajęli w końcu bastion.

— Oto ludzie zaiste niezdarni — rzekł Atos — ilu z nich zabiliśmy? Dwunastu?

— Lub piętnastu.

— Ilu rozgnietliśmy?

— Ośmiu lub dziesięciu.

— I w zamian za to wszystko ani zadraśnięcia. Ale co ci w rękę, d’Artagnanie, krew?

— To nic — rzekł d’Artagnan.

— Jakaś zabłąkana kula?

— Nawet nie.

— Więc cóż to jest?

Powiedzieliśmy już, że Atos kochał d’Artagnana jak syna; ten człowiek o charakterze ponurym i niezłomnym troszczył się o młodzieńca jak ojciec.

— Skaleczenie — odparł d’Artagnan — palce utkwiły mi między dwoma kamieniami, kamieniem z muru i moim diamentem, i zdarłem sobie skórę.

1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)