Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 192
Перейти на страницу:

Rzecz jasna Megan Oneagle była po części odpowiedzialna za lekceważącą opinię, jaką ziemski oficer powziął o Robercie.

Jak matka może w takim stopniu nie rozumieć własnego dziecka? — zastanowiła się Athaclena. Możliwie, że od wieków ciemnoty ludzie pokonali już długą drogę, nadal jednak czuła litość dla k’chu-non, biednych dzikusów. Musieli się jeszcze wiele nauczyć o sobie.

— Prathachulthorn może nie wysłuchać cię bezpośrednio, Robercie, szanuje jednak porucznik McCue. Ona z pewnością cię wysłucha i przekaże twe pomysły majorowi.

Robert potrząsnął głową.

— Nie jestem pewien.

— Dlaczego nie? — zapytała Athaclena. — Widzę, że ta młoda Ziemianka cię lubi. W gruncie rzeczy jestem całkiem pewna, że wykryłam w jej aurze…

— Nie powinnaś tego robić, Clennie — odwarknął Robert. — Nie można tak wścibiać nosa w uczucia innych. To… to nie twój interes. Opuściła wzrok.

— Być może masz rację. Jesteś jednak moim przyjacielem i małżonkiem, Robercie. Kiedy czujesz napięcie i frustrację, jest to niedobre dla nas obojga, zgadza się?

— Chyba tak.

Nie spojrzał jej w oczy.

— Czy więc czujesz pociąg seksualny do tej Lydii McCue? — zapytała Athaclena. — Czy żywisz dla niej uczucie?

— Nie rozumiem, dlaczego musisz pytać…

— Dlatego, że nie mogę cię wykennować, Robercie! — przerwała mu Athaclena, częściowo pod wpływem irytacji. — Nie jesteś już przede mną otwarty. Jeśli żywisz podobne uczucia, powinieneś się nimi ze mną podzielić. Być może potrafię ci pomóc.

Wreszcie na nią spojrzał, z rumieńcem na twarzy.

— Pomóc mi?

— Oczywiście. Jesteś moim małżonkiem i przyjacielem. Jeśli pożądasz tej kobiety z własnego gatunku, to czy nie powinnam z tobą współpracować? Czy nie powinnam ci pomóc w osiągnięciu szczęścia?

Robert mrugnął tylko, lecz w jego szczelnej osłonie Athaclena odkryła teraz szczeliny. Poczuła, że witki uniosły się nad jej uszami, sondując granice tych luźniejszych obszarów i formując delikatny, nowy glif.

— Czy czułeś się winny z powodu tych uczuć, Robercie? Czy uważałeś, że jesteś mi w jakiś sposób niewierny? — Athaclena roześmiała się. — Ależ międzygatunkowi małżonkowie mogą mieć kochanków i partnerów z własnego gatunku. Wiedziałeś o tym! Czegóż więc pragniesz ode mnie, Robercie? Z pewnością nie mogę dać ci dzieci! A nawet gdybym mogła, to czy możesz sobie wyobrazić, jakie by z nich były kundle?

Tym razem Robert się uśmiechnął. Odwrócił wzrok. W przestrzeni między nimi jej glif przybrał wyraźniejszą postać.

— Jeśli zaś chodzi o rekreacyjny seks, to z tym, co mam, przyprawiłabym cię tylko o frustrację, ty pod jednym względem nadmiernie, a pod drugim niedostatecznie wyposażony małpoludzie o nieodpowiedniej budowie! Dlaczego miałoby ci nie przynieść radości, jeśli znalazłeś kogoś, z kim możesz dzielić podobne przyjemności?

— To… to nie takie proste, Clennie. Ja… Wyciągnęła rękę i uśmiechnęła się, błagając go, by nic nie mówił i otworzył się przed nią.

— Jestem tutaj, Robercie — powiedziała cicho.

Zakłopotanie młodego mężczyzny przypominało niepewny potencjał kwantowy wahający się pomiędzy dwoma stanami. Jego spojrzenie przeszyło powietrze, gdy podniósł wzrok ku górze i spróbował go skupić na nierzeczy, którą stworzyła. Potem przypomniał sobie, czego się nauczył, ponownie odwrócił oczy i pozwolił, by kennowanie otworzyło go na glif, jej dar.

La’thstkoon unosiło się w powietrzu i tańczyło, przywołując go. Robert wypuścił powietrze. Jego oczy rozwarły się pod wpływem zaskoczenia, gdy jego własna aura otworzyła się bez udziału świadomej woli. Rozwijając się niczym kwiat, coś — bliźniak la’thsthoon — wyłoniło się na zewnątrz i wpadło we wzmacniający rezonans z koroną Athacleny.

Dwie wstęgi nicości, jedna ludzka, druga tymbrimska, dotknęły się, odskoczyły od siebie figlarnie i ponownie połączyły.

— Nie obawiaj się, że utracisz to, co łączy cię ze mną, Robercie — szepnęła Athaclena. — Ostatecznie, czy jakakolwiek ludzka kochanka potrafiłaby zrobić z tobą coś takiego?

Uśmiechnął się na te słowa. Roześmiali się razem. Nad nimi, odbite jak w zwierciadle la’thstkoon manifestowało intymność spełnianą w parach.

Dopiero później, gdy Robert ponownie się oddalił, Athaclena rozluźniła głęboką osłonę, którą otoczyła własne najskrytsze uczucia. Dopiero gdy odszedł, pozwoliła sobie na dostrzeżenie swej zazdrości.

Idzie teraz do niej.

To, co zrobiła, było słuszne, według wszelkich znanych jej standardów. Postąpiła jak należało.

Mimo to było to tak niesprawiedliwe!

Jestem dziwolągiem. Byłam nim, zanim jeszcze przybyłam na tę planetę, a teraz stałam się czymś, czego w ogóle nie sposób rozpoznać.

Robert mógł mieć ziemską kochankę, lecz Athaclena była pod tym względem całkiem samotna. Nie mogła szukać podobnego pocieszenia u kogoś ze swego rodzaju.

Żeby mnie dotknął, objął, połączył swe witki i ciało z moimi, sprawił, bym zapłonęła…

Z niejakim zaskoczeniem zauważyła, że był to pierwszy raz, gdy kiedykolwiek poczuła coś takiego… to pragnienie, by znaleźć się z mężczyzną z własnego gatunku — nie przyjacielem czy kolegą, ale kochankiem, być może małżonkiem.

Mathicluanna i Uthacalthing mówili jej, że któregoś dnia to się zdarzy, że każda dziewczyna ma własne tempo. Teraz jednak przyniosło jej to jedynie gorycz. Pogłębiło jej samotność. Częścią swej osobowości winiła Roberta za ograniczenia jego gatunku. Gdyby tylko i on potrafił przekształcić własne ciało! Gdyby tylko mógł się z nią spotkać w pół drogi!

Była jednak Tymbrimką, jedną z „mistrzów zdolności przystosowania”. Jak daleko posunęła się ta podatność, stało się jasne, gdy Athaclena poczuła na policzkach wilgoć. Wytarła, przygnębiona, słone łzy, pierwsze w swym życiu.

Tak właśnie zastali ją jej pomocnicy kilka godzin później, po powrocie z misji, na które ich wysłała. Siedziała na brzegu małej, błotnistej sadzawki, podczas gdy wśród wierzchołków drzew dęły jesienne wiatry pędzące złowieszcze chmury na wschód, ku szarym górom.

62. Galaktowie

Suzeren Kosztów i Rozwagi był zmartwiony. Wszystkie znaki wskazywały na zbliżanie się pierzenia i kierunek, w którym najwyraźniej zmierzały sprawy, nie podobał mu się.

Po drugiej stronie namiotu Suzeren Wiązki i Szponu przechadzał się przed swymi adiutantami. Wydawał się bardziej sztywny i majestatyczny niż kiedykolwiek. Pod zmierzwioną pokrywą piór zewnętrznych widać były niewyraźny, czerwonawy połysk spodniego upierzenia dowódcy armii. Żaden z obecnych Gubru nie mógłby nie zauważyć choćby i śladu tego koloru. Wkrótce, być może nie później niż za tuzin dni, proces ten osiągnie punkt, w którym nie można go już będzie odwrócić.

Siły okupacyjne będą miały królową.

Suzeren Kosztów i Rozwagi zastanawiał się nad niesprawiedliwością tego wszystkiego, zajęty muskaniem własnych piór. One również zaczynały wysychać, nie było jednak jeszcze widać żadnych możliwych do odróżnienia śladów ostatecznego koloru.

Najpierw podniesiono go do statusu kandydata i głównego biurokraty po śmierci jego poprzednika. Marzył o podobnym przeznaczeniu, nie o tym jednak, że zostanie ciśnięty w sam środek dojrzałego już triumwiratu! Jego partnerzy byli już wtedy daleko zaawansowani na swej drodze do seksualności. Został zmuszony do prób nadrobienia strat.

1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)