Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 124 125 126 127 128 129 130 131 132 ... 192
Перейти на страницу:

— Chyba włosy mi się tam skołtuniły — powiedziała pośpiesznie Gailet, gdy zaczął go wyszarpywać. — Ostrożnie, Fiben.

— Hmm, dobra — nachylił się nad nią. — Ehe, masz rację. Rzeczywiście się splątały. Będę to musiał rozsupłać zębami.

Jej plecy dygotały, a aromat potu był bardzo silny, gdy zbliżył do niej twarz.

Tak jak myślałem. Kapsułka z wiadomością!

Gdy jego oko znalazło się na jej wysokości, rozjarzył się maleńki, holograficzny projektor. Wiązka przedostała się do tęczówki i automatycznie przestroiła, by skupić się na siatkówce.

Znalazł tam tylko kilka prostych linijek tekstu, lecz to, co przeczytał, sprawiło, że zamrugał z zaskoczenia. Był to dokument napisany w jego imieniu!

DEKLARACJA DLACZEGO TO ROBIĘ: NAGRANE PRZEZ PORUCZNIKA FIBENA BOLGERA, NEOSZYMPANSA.

CHOĆŻEM BYŁ DOBRZE TRAKTOWANY, ODKĄD MNIE ZŁAPANO I DOCENIAM ŁASKAWĄ UWAGĘ, JAKĄ MI POŚWIĘCONO, OBAWIAM SIĘ, ŻE NIESTETY MUSZĘ STĄD UCIEC. NADAL TRWA WOJNA I JEST MOIM OBOWIĄZKIEM TO ZROBIĆ. JEŚLI ZDOŁAM.

PRÓBĄ UCIECZKI NIE CHCĘ OBRAZIĆ SUZERENA POPRAWNOŚCI ANI KLANU GUBRU. RZECZ W TYM, ŻE PO PROSTU JESTEM WIERNY LUDZIOM I MOJEMU KLANOWI I DLATEGO MUSZĘ TAK POSTĄPIĆ I JUŻ.

Pod tekstem znajdował się obszar, który pulsował czerwonym światłem, jak gdyby na coś oczekiwał. Fiben mrugnął. Odsunął się nieco i wiadomość zniknęła.

Rzecz jasna, słyszał o podobnych nagraniach. Jedyne, co musiał zrobić, to spojrzeć na czerwoną plamę i szczerze tego zapragnąć, a dysk zarejestruje jego akceptacje wraz ze wzorem siatkówki. Taki dokument byłby wiążący przynajmniej w równym stopniu jak podpis na jakimś kawałku papieru.

Ucieczka! Na samą myśl o tym serce Fibena zabiło szybciej. Ale… jak tego dokonać?

Nie przeoczył faktu, że nagranie wymieniało jedynie jego nazwisko. Gdyby Gailet miała zamiar udać się z nim, z pewnością dołączyłaby do niego swoje.

A jeśli nawet byłoby to możliwe, to czy powinien tak postąpić? Najwyraźniej Suzeren Poprawności wybrał go na partnera Gailet w być może najbardziej skomplikowanym i potencjalnie niebezpiecznym przedsięwzięciu w dziejach ich gatunku. Jak mógłby ją opuścić w podobnej chwili?

Zbliżył oko do kapsułki i ponownie przeczytał wiadomość, zastanawiając się szybko.

Kiedy Gailet miała okazję, by to napisać? Czy w jakiś sposób nawiązała kontakt z członkami ruchu oporu?

Ponadto Fiben odnosił wrażenie, że coś w tym tekście nie jest w porządku. Nie chodziło tylko o błędy w pisowni i niezbyt doskonałą gramatykę. Już na pierwszy rzut oka mógł pomyśleć o kilku poprawkach, które bezwzględnie należało wprowadzić do deklaracji, jeśli miała ona przynieść jakąkolwiek korzyść.

No jasne. Napisał ją ktoś inny, a Gailet tylko przekazała mu ją celem przeczytania!

— Sylvie była tu jakiś czas temu — odezwała się szymka. — Iskałyśmy się nawzajem. Miała kłopoty z samym węzłem.

Sylvie! No tak. Nic dziwnego, że była przedtem tak podenerwowana.

Fiben zastanowił się dogłębnie. Starał się złożyć w całość tę układankę. Sylvie musiała podrzucić dysk Gailet… nie, z pewnością miała go na sobie, dała Gailet do przeczytania, a dopiero później przeniosła na jej futro, za jej pozwoleniem.

— Być może myliłam się co do niej — ciągnęła Gailet. — Wydaje mi się, że mimo wszystko miła z niej szymka. Nie jestem pewna, jak dalece można jej zaufać, ale sądzę, że w głębi duszy to rzetelna osoba.

Co chciała mu Gailet w ten sposób powiedzieć? Że nie był to wcale jej pomysł, lecz Sylvie? Z pewnością musiała rozważyć propozycję drugiej szymki, w ogóle nie mogąc odezwać się na głos. Nie mogła nawet udzielić Fibenowi żadnej rady. Przynajmniej nie otwarcie.

— To trudny węzeł — stwierdził Fiben. Porzucił skrawek mokrego futra i usiadł. — Za minutę spróbuję jeszcze raz.

— W porządku. Masz czas. Jestem pewna, że go rozpracujesz.

Fiben przeczesywał inny obszar, blisko jej prawego barku, lecz jego myśli przebywały daleko.

Kurczę, pogłówkuj — czynił sobie wymówki.

Ale to wszystko było tak cholernie mętne! Skomplikowany sprzęt testujący Suzerena Poprawności musiał mieć spięcie w chwili, gdy technicy wybrali go jako „zaawansowanego” neoszympansa. W tej chwili Fiben odnosił wrażenie, że bardzo wiele dzieli go od wzorcowego egzemplarza istoty rozumnej.

No dobra — skupił się. — A więc oferują mi szansę ucieczki. Po pierwsze, czy propozycja jest uczciwa?

Na przykład Sylvie mogłaby być wtyczką, a jej oferta stanowić pułapkę.

To jednak nie miało żadnego sensu! Przede wszystkim, Fiben nigdy nie dał parolu, nie zobowiązał się, że nie ucieknie, o ile tylko będzie miał na to szansę. W gruncie rzeczy było to jego obowiązkiem jako terrańskiego oficera, zwłaszcza jeśli mógł to uczynić uprzejmie, z poszanowaniem galaktycznej etykiety.

W rzeczy samej zaakceptowanie propozycji mogło być uznane za poprawną odpowiedź. Jeśli był to kolejny gubryjski test, właściwą reakcją mogłoby być powiedzenie „tak”. Być może to właśnie zadowoliłoby nieprzeniknionych nieziemców… okazało się, że rozumie obowiązki podopiecznego.

Z drugiej strony, oferta mogła być szczera. Fiben przypomniał sobie poprzednie podniecenie Sylvie. W ciągu ostatnich kilku tygodni odnosiła się do niego bardzo przyjaźnie, w taki sposób, że żadnemu szenowi nie spodobałaby się myśl, iż była to tylko gra.

Dobra. Jeśli jednak propozycja jest szczera, to w jaki sposób Sylvie zamierza wykręcić ten numer?

Istniał tylko jeden sposób, by się o tym przekonać. Zapytać ją. Z pewnością do ucieczki niezbędne było oszukanie systemu inwigilacji. Być może istniał sposób, by tego dokonać, lecz Sylvie będzie w stanie uczynić to jedynie raz. Gdy tylko on i Gailet zaczną zadawać na głos otwarte pytania, decyzja będzie musiała być już podjęta.

A więc tak naprawdę mam postanowić, czy powiedzieć Sylvie:

„Dobra, opowiedz nam, jaki masz plan”. Jeśli powiem „tak”, powinienem być zdecydowany się zmyć.

Tak, ale dokąd?

Istniała, rzecz jasna, tylko jedna odpowiedź na to pytanie. W góry, by powtórzyć Athaclenie i Robertowi wszystko, czego się dowiedział. To oznaczało, że musi się wydostać nie tylko z więzienia, lecz również z Port Helenia.

— Jest taka sorańska opowieść — zaczęła cichym głosem Gailet. Jej oczy były zamknięte. Sprawiała wrażenie niemal odprężonej. Pocierała sobie bark. — Mówi ona o pewnym pahańskim wojowniku z czasów, gdy Pahańczycy nie ukończyli jeszcze Wspomagania. Czy chciałbyś ją usłyszeć?

Zaskoczony Fiben skinął głową.

— Jasne. Opowiedz mi o tym, Gailet.

— Dobra. No więc, na pewno słyszałeś o Pahańczykach. To dzielni wojownicy, wierni swym sorańskim opiekunom. W owych czasach bardzo dobrze wypadli w testach urządzonych przez Instytut Wspomagania, więc pewnego dnia Soranie postanowili powierzyć im odpowiedzialne zadanie. Wysłali całą ich grupę, by strzegła emisariusza wysłanego do Siedmiu Klanów Spinowych.

— Klanów Spinowych… Hmm, to cywilizacja maszyn, prawda?

— Tak. Ale nie są wyjęci spod prawa. To jedna z nielicznych kultur maszyn, które przyłączyły się do galaktycznego społeczeństwa w charakterze członków honorowych. Z reguły nie wchodzą innym w drogę, trzymając się obszarów ramion spiralnych o wysokiej gęstości, które są bezużyteczne zarówno dla tleno-, jak i wodorodysznych. Do czego ona zmierza? — zastanowił się Fiben.

— W każdym razie, gdy sorański ambasador targował się z wielkimi ważniakami Siedmiospinowców, jeden pahański zwiadowca wykrył coś na krawędzi lokalnego układu planetarnego i poleciał się temu przyjrzeć. No więc, tak się złożyło, że gdy już tam dotarł, zobaczył, że jeden z siedmiospinowych statków towarowych atakują wyjęte spod prawa maszyny.

1 ... 124 125 126 127 128 129 130 131 132 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)