Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Teraz — rzekł niedbale Atos — napisze prawdopodobnie do kardynała, że przeklęty muszkieter nazwiskiem Atos siłą wydarł jej glejt; w tym samym liście poradzi kardynałowi, by prócz niego pozbył się jeszcze dwóch jego przyjaciół, Portosa i Aramisa; kardynał przypomni sobie, że są to ludzie, którzy wciąż stają mu na drodze, za czym pewnego pięknego dnia Jego Eminencja każe uwięzić d’Artagnana i żeby mu się nie nudziło samemu, postara się, byśmy mu dotrzymali towarzystwa w Bastylii.
— Proszę, proszę! — powiedział Portos — wydaje mi się, że kiepsko sobie żartujesz, mój drogi.
— Nie żartuję — rzekł Atos.
— Czy wiesz — rzekł Portos — że mniejszym grzechem byłoby ukręcić kark tej przeklętej Milady niż zabijać biednych hugenotów, których największą zbrodnią jest to, że śpiewają psalmy po francusku, podczas gdy my to robimy po łacinie?
— A jakież jest zdanie księdza dobrodzieja? — zapytał spokojnie Atos.
— Jestem zdania Portosa — odpowiedział Aramis.
— A cóż dopiero ja! — rzekł d’Artagnan.
— Na szczęście jest daleko — powiedział Portos — muszę wyznać, że bardzo by mi tu przeszkadzała.
— Przeszkadza mi tak samo w Anglii, jak we Francji — rzekł Atos.
— Przeszkadza mi wszędzie — rzekł d’Artagnan.
— Ale skoro miałeś ją już w rękach — podjął Portos — dlaczego nie utopiłeś jej, nie udusiłeś, nie powiesiłeś? Przecież tylko umarli nie powracają.
— Tak sądzisz, Portosie? — odparł muszkieter z gorzkim uśmiechem, który tylko d’Artagnan zrozumiał.
— Mam pomysł — rzekł d’Artagnan.
— Słuchamy — zawołali muszkieterowie.
— Do broni! — krzyknął Grimaud.
Młodzi ludzie wstali żywo i chwycili za muszkiety.
Tym razem zbliżał się oddziałek złożony z dwudziestu albo dwudziestu pięciu ludzi, ale nie byli to już kopacze, lecz żołnierze z garnizonu.
— Może wrócimy do obozu? — rzekł Portos — wydaje mi się, że siły są nierówne.
— Niemożliwe z trzech powodów — odparł Atos — po pierwsze, nie skończyliśmy śniadania; po drugie, mamy jeszcze sobie ważne rzeczy do powiedzenia; po trzecie, brak dziesięciu minut do wyznaczonej godziny.
— Trzeba jednak ułożyć plan bitwy — rzekł Aramis.
— Jest bardzo prosty: gdy nieprzyjaciel znajdzie się na odległość strzału z muszkietu, damy ognia; jeśli mimo to nie przestanie się zbliżać, będziemy strzelać tak długo, jak długo broń będzie nabita; jeśli resztki oddziału pójdą do ataku, pozwolimy szturmującym zejść do fosy i strącimy im na głowy kawał muru, który i tak trzyma się tylko cudem.
— Brawo! — rzekł Portos — nie ma co mówić, Atosie, jesteś urodzonym dowódcą; kardynał, który uważa się za wielkiego wodza, jest przy tobie niczym.
— Panowie — powiedział Atos — bez pudła, proszę; dobrze się złóżcie. Niechaj nikt nie chybi tego, kogo weźmie na cel.
— Mam już swojego — rzekł d’Artagnan.
— A ja swojego — rzekł Portos.
— Ja idem[12] — rzekł Aramis.
— Zatem ognia! — rzekł Atos.
Cztery strzały rozległy się jednocześnie i czterej ludzie padli na ziemię.
Natychmiast usłyszano bicie w bęben i mała grupa ruszyła do szturmu. Wówczas rozpoczęła się seria nieregularnych, ale celnych wystrzałów. Roszelczycy wszakże, jakby świadomi swej przewagi liczebnej nad naszymi czterema przyjaciółmi, biegli wciąż naprzód.
Z trzech strzałów każde dwa ścinały z nóg ludzi, ale ci, którzy nie ponieśli szwanku, nie zwalniali kroku.
Do stóp bastionu doszło dwunastu, może piętnastu nieprzyjaciół; ostatnia salwa nie wstrzymała ich również: wskoczyli do fosy, żeby wedrzeć się przez wyłom w murze.
— Nuże, moi przyjaciele — rzekł Atos — skończmy z nimi od razu; na mury! Na mury!
Czterej przyjaciele wspomagani przez Grimauda zaczęli spychać lufami muszkietów ogromny kawał muru, który pochylił się jak pod uderzeniem wiatru i odrywając się od podstawy spadł ze straszliwym hukiem do fosy; usłyszano wielki krzyk, chmura kurzu uniosła się ku niebu i wszystko się skończyło.
— Czy zgnietliśmy wszystkich co do jednego? — zapytał Atos.
— Na honor, tak się zdaje — powiedział d’Artagnan.
— Nie — rzekł Portos — oto kilku zmyka utykając.
W istocie kilku nieszczęśników, umazanych błotem i krwią, uciekało wyżłobioną drogą w stronę miasta. Były to niedobitki oddziału.
Atos spojrzał na zegarek.
— Panowie — rzekł — jesteśmy tu już godzinę, zakład jest wygrany, ale grajmy z fantazją; zresztą d’Artagnan nie zdradził nam jeszcze swego pomysłu.
Tu muszkieter z właściwą sobie zimną krwią zasiadł do resztek śniadania.
— Tak, mówiłeś, że masz pomysł — rzekł Atos.
— Ach, wiem już — odparł d’Artagnan — pojadę po raz wtóry do Anglii i udam się do księcia Buckinghama.
— Nie zrobisz tego, d’Artagnanie — rzekł zimno Atos.
— A to dlaczego? Czy nie byłem już raz w Anglii?
— Tak, ale wówczas nie prowadziliśmy wojny; wówczas książę Buckingham był sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. To, co chcesz uczynić, zostałoby poczytane za zdradę.
D’Artagnana przekonało to rozumowanie i zamilkł.
— Wydaje mi się — rzekł Portos — że ja z kolei mam pomysł.
— Spokój! Słuchamy Portosa! — rzekł Aramis.
— Poproszę pana de Tréville o urlop pod jakimś pozorem, który mi podsuniecie: nie jestem mocny w wynajdywaniu pozorów. Milady mnie nie zna, zbliżę się do niej nie budząc żadnych podejrzeń, a kiedy znajdę się sam na sam z piękną damą, uduszę ją.
— Cóż, nie jestem przeciwny pomysłowi Portosa — rzekł Atos.
— Fe — powiedział Aramis — zabijać kobietę! Nie, posłuchajcie, mam doskonały pomysł.
— Proszę, rozpatrzmy pomysł Aramisa — rzekł Atos, który miał wielkie względy dla młodego muszkietera.
— Trzeba uprzedzić królową.
— Ach, na honor, rzeczywiście — zawołali razem Portos i d’Artagnan — zdaje się, że znaleźliśmy sposób.
— Uprzedzić królową! — rzekł Atos — a jakże to zrobimy? Czy mamy stosunki na dworze? Czy możemy posłać kogoś do Paryża, by nie dowiedziano się o tym w obozie? Stąd do Paryża jest sto czterdzieści mil i nasz list nie dotrze jeszcze do Angers, kiedy będziemy już siedzieć w lochu.
— Jeśli chodzi o kogoś pewnego, kto oddałby list Jej Królewskiej Mości — powiedział Aramis rumieniąc się — ja się tym zajmę; znam w Tours sprytną osobę...
Aramis urwał widząc uśmiech Atosa.
— Nie podoba ci się ten sposób, Atosie? — spytał d’Artagnan.
— Nie odrzucam go całkiem — odrzekł Atos — ale chcę zwrócić uwagę Aramisa, że nie może opuścić obozu; że nikt prócz nas samych nie jest pewny; że w dwie godziny po wyjeździe wysłańca wszyscy kapucyni, wszystkie zbiry, wszystkie czarne kaptury kardynała będą znały twój list na pamięć i zostaniesz uwięziony tak samo jak twoja sprytna osoba.
— Nie mówiąc o tym — dodał Portos — że królowa uratuje pana Buckinghama, ale bynajmniej nie nas.
— Panowie — rzekł d’Artagnan — Portos ma słuszność.
— Ho, ho, co się dzieje w mieście? — rzekł Atos.
— Biją na alarm.
Czterej przyjaciele zaczęli nasłuchiwać i bicie w bęben rzeczywiście dotarło do ich uszu.
— Zobaczycie, że przyślą nam cały regiment — rzekł Atos.
— Sądzisz, że nie oprzemy się regimentowi? — zapytał Portos.
12
Idem (łac.) — tu: także