Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 167
Перейти на страницу:

— Teraz — rzekł niedbale Atos — napisze prawdopodobnie do kardynała, że przeklęty muszkieter nazwiskiem Atos siłą wydarł jej glejt; w tym samym liście poradzi kardynałowi, by prócz niego pozbył się jeszcze dwóch jego przyjaciół, Portosa i Aramisa; kardynał przypomni sobie, że są to ludzie, którzy wciąż stają mu na drodze, za czym pewnego pięknego dnia Jego Eminencja każe uwięzić d’Artagnana i żeby mu się nie nudziło samemu, postara się, byśmy mu dotrzymali towarzystwa w Bastylii.

— Proszę, proszę! — powiedział Portos — wydaje mi się, że kiepsko sobie żartujesz, mój drogi.

— Nie żartuję — rzekł Atos.

— Czy wiesz — rzekł Portos — że mniejszym grzechem byłoby ukręcić kark tej przeklętej Milady niż zabijać biednych hugenotów, których największą zbrodnią jest to, że śpiewają psalmy po francusku, podczas gdy my to robimy po łacinie?

— A jakież jest zdanie księdza dobrodzieja? — zapytał spokojnie Atos.

— Jestem zdania Portosa — odpowiedział Aramis.

— A cóż dopiero ja! — rzekł d’Artagnan.

— Na szczęście jest daleko — powiedział Portos — muszę wyznać, że bardzo by mi tu przeszkadzała.

— Przeszkadza mi tak samo w Anglii, jak we Francji — rzekł Atos.

— Przeszkadza mi wszędzie — rzekł d’Artagnan.

— Ale skoro miałeś ją już w rękach — podjął Portos — dlaczego nie utopiłeś jej, nie udusiłeś, nie powiesiłeś? Przecież tylko umarli nie powracają.

— Tak sądzisz, Portosie? — odparł muszkieter z gorzkim uśmiechem, który tylko d’Artagnan zrozumiał.

— Mam pomysł — rzekł d’Artagnan.

— Słuchamy — zawołali muszkieterowie.

— Do broni! — krzyknął Grimaud.

Młodzi ludzie wstali żywo i chwycili za muszkiety.

Tym razem zbliżał się oddziałek złożony z dwudziestu albo dwudziestu pięciu ludzi, ale nie byli to już kopacze, lecz żołnierze z garnizonu.

— Może wrócimy do obozu? — rzekł Portos — wydaje mi się, że siły są nierówne.

— Niemożliwe z trzech powodów — odparł Atos — po pierwsze, nie skończyliśmy śniadania; po drugie, mamy jeszcze sobie ważne rzeczy do powiedzenia; po trzecie, brak dziesięciu minut do wyznaczonej godziny.

— Trzeba jednak ułożyć plan bitwy — rzekł Aramis.

— Jest bardzo prosty: gdy nieprzyjaciel znajdzie się na odległość strzału z muszkietu, damy ognia; jeśli mimo to nie przestanie się zbliżać, będziemy strzelać tak długo, jak długo broń będzie nabita; jeśli resztki oddziału pójdą do ataku, pozwolimy szturmującym zejść do fosy i strącimy im na głowy kawał muru, który i tak trzyma się tylko cudem.

— Brawo! — rzekł Portos — nie ma co mówić, Atosie, jesteś urodzonym dowódcą; kardynał, który uważa się za wielkiego wodza, jest przy tobie niczym.

— Panowie — powiedział Atos — bez pudła, proszę; dobrze się złóżcie. Niechaj nikt nie chybi tego, kogo weźmie na cel.

— Mam już swojego — rzekł d’Artagnan.

— A ja swojego — rzekł Portos.

— Ja idem[12] — rzekł Aramis.

— Zatem ognia! — rzekł Atos.

Cztery strzały rozległy się jednocześnie i czterej ludzie padli na ziemię.

Natychmiast usłyszano bicie w bęben i mała grupa ruszyła do szturmu. Wówczas rozpoczęła się seria nieregularnych, ale celnych wystrzałów. Roszelczycy wszakże, jakby świadomi swej przewagi liczebnej nad naszymi czterema przyjaciółmi, biegli wciąż naprzód.

Z trzech strzałów każde dwa ścinały z nóg ludzi, ale ci, którzy nie ponieśli szwanku, nie zwalniali kroku.

Do stóp bastionu doszło dwunastu, może piętnastu nieprzyjaciół; ostatnia salwa nie wstrzymała ich również: wskoczyli do fosy, żeby wedrzeć się przez wyłom w murze.

— Nuże, moi przyjaciele — rzekł Atos — skończmy z nimi od razu; na mury! Na mury!

Czterej przyjaciele wspomagani przez Grimauda zaczęli spychać lufami muszkietów ogromny kawał muru, który pochylił się jak pod uderzeniem wiatru i odrywając się od podstawy spadł ze straszliwym hukiem do fosy; usłyszano wielki krzyk, chmura kurzu uniosła się ku niebu i wszystko się skończyło.

— Czy zgnietliśmy wszystkich co do jednego? — zapytał Atos.

— Na honor, tak się zdaje — powiedział d’Artagnan.

— Nie — rzekł Portos — oto kilku zmyka utykając.

W istocie kilku nieszczęśników, umazanych błotem i krwią, uciekało wyżłobioną drogą w stronę miasta. Były to niedobitki oddziału.

Atos spojrzał na zegarek.

— Panowie — rzekł — jesteśmy tu już godzinę, zakład jest wygrany, ale grajmy z fantazją; zresztą d’Artagnan nie zdradził nam jeszcze swego pomysłu.

Tu muszkieter z właściwą sobie zimną krwią zasiadł do resztek śniadania.

— Tak, mówiłeś, że masz pomysł — rzekł Atos.

— Ach, wiem już — odparł d’Artagnan — pojadę po raz wtóry do Anglii i udam się do księcia Buckinghama.

— Nie zrobisz tego, d’Artagnanie — rzekł zimno Atos.

— A to dlaczego? Czy nie byłem już raz w Anglii?

— Tak, ale wówczas nie prowadziliśmy wojny; wówczas książę Buckingham był sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. To, co chcesz uczynić, zostałoby poczytane za zdradę.

D’Artagnana przekonało to rozumowanie i zamilkł.

— Wydaje mi się — rzekł Portos — że ja z kolei mam pomysł.

— Spokój! Słuchamy Portosa! — rzekł Aramis.

— Poproszę pana de Tréville o urlop pod jakimś pozorem, który mi podsuniecie: nie jestem mocny w wynajdywaniu pozorów. Milady mnie nie zna, zbliżę się do niej nie budząc żadnych podejrzeń, a kiedy znajdę się sam na sam z piękną damą, uduszę ją.

— Cóż, nie jestem przeciwny pomysłowi Portosa — rzekł Atos.

— Fe — powiedział Aramis — zabijać kobietę! Nie, posłuchajcie, mam doskonały pomysł.

— Proszę, rozpatrzmy pomysł Aramisa — rzekł Atos, który miał wielkie względy dla młodego muszkietera.

— Trzeba uprzedzić królową.

— Ach, na honor, rzeczywiście — zawołali razem Portos i d’Artagnan — zdaje się, że znaleźliśmy sposób.

— Uprzedzić królową! — rzekł Atos — a jakże to zrobimy? Czy mamy stosunki na dworze? Czy możemy posłać kogoś do Paryża, by nie dowiedziano się o tym w obozie? Stąd do Paryża jest sto czterdzieści mil i nasz list nie dotrze jeszcze do Angers, kiedy będziemy już siedzieć w lochu.

— Jeśli chodzi o kogoś pewnego, kto oddałby list Jej Królewskiej Mości — powiedział Aramis rumieniąc się — ja się tym zajmę; znam w Tours sprytną osobę...

Aramis urwał widząc uśmiech Atosa.

— Nie podoba ci się ten sposób, Atosie? — spytał d’Artagnan.

— Nie odrzucam go całkiem — odrzekł Atos — ale chcę zwrócić uwagę Aramisa, że nie może opuścić obozu; że nikt prócz nas samych nie jest pewny; że w dwie godziny po wyjeździe wysłańca wszyscy kapucyni, wszystkie zbiry, wszystkie czarne kaptury kardynała będą znały twój list na pamięć i zostaniesz uwięziony tak samo jak twoja sprytna osoba.

— Nie mówiąc o tym — dodał Portos — że królowa uratuje pana Buckinghama, ale bynajmniej nie nas.

— Panowie — rzekł d’Artagnan — Portos ma słuszność.

— Ho, ho, co się dzieje w mieście? — rzekł Atos.

— Biją na alarm.

Czterej przyjaciele zaczęli nasłuchiwać i bicie w bęben rzeczywiście dotarło do ich uszu.

— Zobaczycie, że przyślą nam cały regiment — rzekł Atos.

— Sądzisz, że nie oprzemy się regimentowi? — zapytał Portos.

вернуться

12

Idem (łac.) — tu: także

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)