Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 167
Перейти на страницу:

— Jest to najgłupsze, co można zrobić — odparł Atos. — Wiadomo bowiem, że potem już żaden sposób nie pomoże.

— Ale mając takich nieprzyjaciół nie ujdę z życiem — rzekł d’Artagnan. — Naprzód mój nieznajomy z Meung, potem de Wardes, któremu zadałem trzy ciosy szpadą; Milady, której tajemnicę odkryłem; wreszcie kardynał, któremu uniemożliwiłem zemstę.

— Dobrze — powiedział Atos — razem cztery osoby; i nas jest czterech: jeden na jednego. Do licha! Jeśli wierzyć znakom, jakie daje Grimaud, przyjdzie nam walczyć ze zgoła inną liczbą wrogów. Co tam, Grimaud? Zważywszy powagę sytuacji, pozwalam ci mówić, mój przyjacielu; ale bądź zwięzły, proszę cię. Co tam widzisz?

— Oddział.

— Ile ludzi?

— Dwudziestu.

— Jacy to ludzie?

— Szesnastu kopaczy, czterech żołnierzy.

— W jakiej odległości się znajdują?

— Pięciuset kroków.

— Dobrze, mamy jeszcze dość czasu, by zjeść ten drób i wypić po szklance wina za twoje zdrowie, d’Artagnanie!

— Twoje zdrowie! — powtórzył Portos i Aramis.

— Dobrze więc, niech będzie moje zdrowie, choć nie wierzę, żeby wasze życzenia mogły mi się przydać.

— Ba — rzekł Atos — Bóg jest wielki, jak mówią wyznawcy Mahometa, a przyszłość w jego ręku.

Za czym Atos wychylił swą szklankę, postawił ją obok siebie, wstał niedbale, wziął pierwszy z brzegu muszkiet i zbliżył się do strzelnicy.

Portos, Aramis i d’Artagnan poszli w jego ślady. Grimaud otrzymał rozkaz, by stanąć za czterema przyjaciółmi i ładować naboje.

Po chwili ukazał się oddziałek; szedł ścieżką wewnątrz okopu, który stanowił połączenie między bastionem i miastem.

— Do kata — rzekł Atos — warto było przeszkadzać sobie dla dwudziestu nicponi uzbrojonych w łopaty, motyki i oskardy! Niechby tylko Grimaud dał im znak, by się oddalili, a jestem przekonany, że zostawiliby nas w spokoju.

— Bardzo wątpię — rzekł d’Artagnan — idą bowiem wcale rezolutnie. Zresztą z kopaczami jest czterech żołnierzy i brygadier, wszyscy uzbrojeni w muszkiety.

— Ale nie widzieli nas — rzekł Atos.

— Na honor — powiedział Aramis — brzydzę się strzelać do tych biednych mieszczuchów.

— Zły to ksiądz, co lituje się nad heretykami — wtrącił Portos.

— W samej rzeczy, Aramis ma rację. Uprzedzę ich — rzekł Atos.

— Co czynisz, u licha?! — rzekł d’Artagnan — przecież cię zastrzelą, mój drogi.

Ale Atos nie zwrócił żadnej uwagi na ostrzeżenie, stając na wyłomie z muszkietem w jednej ręce i kapeluszem w drugiej.

— Panowie — zawołał witając grzecznie żołnierzy i kopaczy, którzy zdumieni jego widokiem zatrzymali się w odległości pięćdziesięciu kroków od bastionu — panowie, moi przyjaciele i ja jemy właśnie śniadanie w tym bastionie. Ponieważ wiecie, że nie ma nic bardziej niemiłego jak przeszkodzić komu w śniadaniu, prosimy was, jeśli koniecznie musicie przyjść tutaj, żebyście poczekali, aż skończymy posiłek, albo odwiedzili nas nieco później; chyba że przyszła wam zbawienna ochota porzucić partię buntowników i razem z nami wypić zdrowie króla Francji.

— Uważaj, Atosie! — zawołał d’Artagnan — nie widzisz, że biorą cię na cel?

— Dobrze, dobrze — rzekł Atos — to mieszczanie, którzy bardzo kiepsko strzelają; spudłują bez wątpienia.

Rzeczywiście, w tej samej chwili rozległy się cztery strzały i kule rozbiły się o mur tuż obok Atosa, nie trafiając go jednak.

Niemal natychmiast odpowiedziano im czterema wystrzałami, celniejszymi wszakże, trzej bowiem żołnierze padli trupem, a jeden z kopaczy został zraniony.

— Grimaud, inny muszkiet! — zawołał Atos nie opuszczając swego posterunku. Grimaud wykonał rozkaz natychmiast. Trzej przyjaciele nabili broń; druga salwa nastąpiła po pierwszej. Brygadier i dwaj kopacze padli, reszta rzuciła się do ucieczki.

— Nuże, panowie, wycieczka! — rzekł Atos.

Czterej przyjaciele skoczyli z fortu na pole bitwy, zabrali cztery muszkiety żołnierzy i pikę brygadiera; przekonani, że uciekający zatrzymają się dopiero w mieście, wrócili do bastionu, niosąc trofea zwycięstwa.

— Rozładuj broń, Grimaud — rzekł Atos — my zaś, panowie, wrócimy do naszego śniadania i rozmowy. Na czym stanęliśmy?

— Mówiłeś o wyjeździe Milady — powiedział d’Artagnan, którego bardzo zajmowała ta sprawa.

— Jedzie do Anglii — odparł Atos.

— A to w jakim celu?

— Ma zabić albo kazać zabić Buckinghama.

D’Artagnan wydał okrzyk zdumienia i zgrozy.

— Ależ to niegodne! — zawołał.

— Jeśli o to idzie — rzekł Atos — wierzaj mi, mało mnie to obchodzi. A teraz, Grimaud, kiedyś już skończył — ciągnął Atos — weź pikę naszego brygadiera, przywiąż do niej serwetkę i zatknij na szczycie naszego bastionu, żeby ci zbuntowani roszelczycy wiedzieli, że mają do czynienia z dzielnymi i lojalnymi żołnierzami króla.

Grimaud usłuchał nie odpowiadając. W chwilę potem biała chorągiew powiewała nad głowami czterech przyjaciół: burza oklasków powitała ten widok: połowa obozu była przy rogatkach.

— Jak to — podjął d’Artagnan — mało cię obchodzi, czy zabije lub każe zabić Buckinghama? Ależ książę jest naszym przyjacielem.

— Książę jest Anglikiem, książę walczy z nami, niech zrobi z księciem, co zechce, tyle się o niego troszczę co o pustą butelkę.

Tu Atos cisnął na odległość piętnastu kroków butelkę, którą trzymał w ręce, nie zapomniawszy jednak o tym, by jej zawartość przelać co do kropli do swej szklanki.

— Przepraszam — rzekł d’Artagnan — nie mogę się na to zgodzić, książę dał nam bardzo piękne konie.

— I bardzo piękne siodła — dodał Portos, który miał płaszcz obszyty galonem, odprutym z siodła.

— A poza tym — rzekł Aramis — Bóg pragnie nawrócenia, nie zaś śmierci grzesznika.

— Amen — powiedział Atos — wrócimy do tego później, jeśli wam ochota; ale na razie (wiem, d’Artagnanie, że mnie zrozumiesz) najbardziej pragnąłem odebrać tej kobiecie glejt, który wymusiła na kardynale; mając go w ręce mogła bezkarnie pozbyć się ciebie, a może i nas wszystkich.

— Ależ ta kobieta to demon! — rzekł Portos podając swój talerz Aramisowi, który kroił drób.

— I ten glejt — spytał d’Artagnan — ten glejt został w jej rękach?

— Nie, jest w moich; skłamałbym, gdybym powiedział, że przyszło mi to łatwo.

— Mój drogi Atosie — rzekł d’Artagnan — nie będę już liczył, w ilu okazjach uratowałeś mi życie.

— A więc opuściłeś nas po to, żeby pójść do niej? — zapytał Aramis.

— Właśnie.

— I masz ten list kardynała?

— Oto on — odparł Atos.

Wyciągnął cenny papier z kieszeni kaftana.

D’Artagnan otworzył go ręką, której drżenia nie starał się nawet ukryć, i przeczytał:

“Z mojego rozkazu i dla dobra Państwa właściciel tego dokumentu uczynił to, co uczynił.

3 grudnia 1627.

Richelieu”

— W istocie, jest to rozgrzeszenie wedle wszelkich reguł — powiedział Aramis.

— Trzeba zniszczyć ten papier — rzekł d’Artagnan, któremu zdawało się, że czyta wyrok śmierci.

— Przeciwnie — powiedział Atos — trzeba go strzec jak oka w głowie; nie oddałbym go, gdyby mi nawet dano tyle złota, ile się na nim zmieści.

— I co ona teraz zrobi? — zapytał młodzieniec.

1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)