Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 296
Перейти на страницу:

Obrócił pierścień między palcami. Wiedział, iż powinien go zanieść Egwene. Zdawał sobie sprawę, jakie podejście do ter’angreali miała Biała Wieża. Te rzeczy były chowane pod kluczem z obawy przed eksperymentowaniem. Ale nadchodziła Ostatnia Bitwa. Gdyby miał więcej czasu, by podjąć ryzyko…

„Zdecydowałeś się stać w cieniu Egwene, Gawyn” – pomyślał. – „Zdecydowałeś się ją chronić, robić to, czego będzie od ciebie potrzebowała”. Egwene wygrywała tę wojnę, ona i Aes Sedai. Czy Gawyn pozwoli sobie na to, by być o nią zazdrosny, tak jak był zazdrosny o al’Thora?

– Czyżby to był…?

Gawyn uniósł głowę, zaciskając pierścień w dłoni. Leilwin i Bayle Domon byli w namiocie pełniącym rolę jadłodajni i wrócili z miską dla Gawyna. Sądząc po zapachu, znowu serwowano gulasz z kaszą jęczmienną. Kucharze dodali do potrawy tak dużo pieprzu, że jedzenie aż przyprawiało o mdłości. Gawyn podejrzewał, że zrobiono tak, by czarne płatki ukryły tkwiące w potrawie wołki zbożowe.

„Nie mogę zachowywać się tak, jakbym robił coś podejrzanego” – pomyślał nagle. „Nie mogę jej pozwolić iść do Egwene”.

– To? – zapytał Gawyn, podnosząc pierścień. – To jest rzecz, którą mieli przy sobie zamachowcy, nasłani, by zabić Egwene. Przypuszczamy, że jest to pewien rodzaj ter’angreala, chociaż Biała Wieża nigdy o takim nie słyszała.

Leilwin syknęła cicho.

– Tylko ci, którzy zostaną uhonorowani przez Imperatorową, mogą je… – urwała i wzięła głęboki oddech. – Tylko ten człowiek nominowany jako Krwawy Nóż, ten, który ofiarował swe życie Imperatorowej, ma prawo nosić ten pierścień. Gdybyś ty go nałożył, byłoby to bardzo, bardzo złe.

– Na szczęście – odrzekł Gawyn – nie noszę go.

– Pierścienie są niebezpieczne – powiedziała Leilwin. – Nie wiem o nich wiele, ale mówi się, że zabijają tego, kto je nosi. Nie pozwól, by pierścień zetknął się z twoją krwią, bo zacznie działać, a to może być dla ciebie śmiertelne, Strażniku. – Wręczyła Gawynowi miskę z gulaszem i odeszła.

Domon nie podążył za nią. Illiańczyk podrapał swoją krótką brodę.

– Moja żona to nie zawsze najuprzejmiejsza z kobiet – rzekł do Gawyna. – Ale jest silna i mądra. Podejmiesz słuszną decyzję, jeśli jej posłuchasz.

Gawyn schował pierścień do kieszeni.

– Przede wszystkim Egwene nigdy nie pozwoliłaby, abym go nosił.

To była prawda. Gdyby wiedziała o istnieniu pierścienia.

– Powiedz żonie, że doceniam jej ostrzeżenie. Ja z kolei powinienem was ostrzec, że kwestia skrytobójców jest wciąż dla Amyrlin bardzo bolesna. Radziłbym unikać tematu Krwawych Noży i ich ter’angreali.

Domon skinął głową i podążył za Leilwin. Gawyn poczuł tylko lekkie ukłucie wstydu. Nie powiedział nic niezgodnego z prawdą. Nie chciał tylko, by Egwene zadawała jakieś niezręczne pytania.

Ten pierścień oraz jemu podobne coś oznaczały. Nie były drogą Strażnika. Stanie u boku Egwene, dbanie o jej bezpieczeństwo… to była droga Strażnika. Było zupełnie czymś innym służyć jej na polu walki, a czym innym wchodzenie w rolę bohatera.

Powtarzał to sobie w kółko, jedząc gulasz. Nim skończył posiłek, był prawie pewien, iż w to wierzy.

Wciąż nie powiedział Egwene o pierścieniach.

Rand pamiętał moment, kiedy po raz pierwszy ujrzał Trolloka. I nie miało to miejsca wówczas, gdy Trolloki zaatakowały jego farmę w Dwu Rzekach. Chodziło o prawdziwy pierwszy raz, gdy je zobaczył. Podczas ostatniego Wieku.

„Nadejdzie czas, gdy Trolloki nie będą istniały” – pomyślał Rand, splatając Ogień i Powietrze, tworząc ścianę eksplodującą płomieniami, która z rykiem wybuchnęła w samym środku grupy Trolloków. Znajdujący się nieopodal ludzie z Wilczej Gwardii Perrina unieśli broń na znak podziękowania. Rand skinął głową w odpowiedzi. W tej walce przybrał twarz Jura Grady’ego.

Kiedyś Trolloki nie nękały tej ziemi. Mogły powrócić do tego stanu. Gdyby Rand zabił Czarnego, czy nastąpiłoby to natychmiast?

Płomienie ze ściany ognia sprawiły, że na czoło Randa wystąpił pot. Ostrożnie zaczerpnął mocy przez posążek angreal – nie mógł sprawiać wrażenia zbyt potężnego – i uderzył w następną grupę Trolloków, znajdującą się na zachód od rzeki Alguenya. Siły Elayne przeszły przez Erinin i wsie leżące na wschodzie i czekały, aż powstaną mosty umożliwiające przekroczenie Alguenyi. Były już niemal ukończone, gdy doścignęła ich straż przednia Trolloków, zaś wojska Elayne zajęły pozycje obronne i starały się odeprzeć atak aż do momentu, gdy będą w stanie przekroczyć rzekę.

Rand był zadowolony, że może pomóc. Prawdziwy Jur Grady odpoczywał w jego obozie w Kandorze, zmęczony Uzdrawianiem. Była to odpowiednia twarz, by się nią posłużyć i nie przyciągać uwagi Przeklętych.

Krzyki płonących Trolloków sprawiały mu satysfakcję. Teraz, gdy nadchodził koniec Wojny Mocy. To zawsze dawało mu poczucie, że czegoś dokonał.

Rand nie wiedział, czym były Trolloki, gdy ujrzał je po raz pierwszy. Och, wiedział oczywiście o eksperymentach Aginora. Lews Therin nazwał go szaleńcem, i to więcej niż jeden raz. Nic nie rozumiał; wielu nie rozumiało. Aginor zbyt mocno kochał swoje pomysły. Lews Therin popełnił błąd, zakładając, że Aginor, podobnie jak Semirhage, lubił tortury, bo sprawiało mu to przyjemność.

A potem nadeszli Sprzymierzeńcy Ciemności.

Bestie płonęły, a ich kończyny drgały.

Rand obawiał się, że Trolloki mogą być ponownie narodzonymi ludźmi. Aginor użył ludzi, by stworzyć Trolloki i Myrddraale. Czy takie było przeznaczenie niektórych istot? Odrodzić się jako wynaturzone potwory? Ta myśl napawała go obrzydzeniem.

Popatrzył w niebo. Chmury poczęły się cofać, podobnie jak to robiły wokół niego. Mógł je zmusić, by tak się nie działo, ale… nie. Ludzie potrzebowali Światłości, a on nie mógł walczyć zbyt długo, bo stałoby się oczywiste, iż jeden z Asha’manów był zbyt silny jak na normalnego człowieka.

Rand pozwolił, by nadeszło światło.

Znajdujący się na sięgającym do rzeki polu bitewnym ludzie spojrzeli na niebo i padł na nich blask słońca, zaś ciemne chmury się cofnęły.

„Dosyć ukrywania się” – pomyślał Rand, ściągając swą Lustrzaną Maskę i unosząc pięść nad głowę. Splótł Powietrze, Ogień i Wodę, tworząc filar światła, emanującego wprost z niego ku niebu. Żołnierze rozpromienili się.

Nie zniszczył pułapek, które zastawił nań Czarny. Przeszedł przez bramę z powrotem do Merriloru. Nigdy nie pozostawał dłużej na polu bitwy, ale zawsze ujawniał się, nim odszedł. Sprawił, że chmury rozstąpiły się, udowadniając, że był tutaj i dopiero wówczas się wycofał.

Min czekała na niego w miejscu wyznaczonym do Podróżowania. Rand obejrzał się za siebie, gdy brama się zamknęła, pozostawiając ludzi walczących teraz bez niego. Min położyła dłoń na jego ramieniu. Panny Włóczni już nań czekały. Niechętnie pozwalały Randowi walczyć w pojedynkę, jednakże zdawały sobie sprawę, że ich obecność zdradziłaby go.

– Wyglądasz na smutnego – powiedziała Min cicho.

Gdzieś z północy napłynął ciepły powiew. Stojący nieopodal żołnierze zasalutowali. Większa część przebywających tu wywodziła się z Domani, Tairen i Aielów. Siły atakujące, dowodzone przez Rodela Ituralde i króla Darlina, usiłowały utrzymać dolinę Thakan’dar, podczas gdy Rand zmagał się z Czarnym.

Nadchodził czas frontalnego ataku. Cień wiedział, iż Rand walczy na wszystkich frontach. Przyłączał się kolejno do walk prowadzonych przez armie Lana, Egwene i Elayne. Cień skierował większą część swych armii na południe. Zbliżał się moment, gdy Rand miał uderzyć w Shayol Ghul.

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)