Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 296
Перейти на страницу:

Popatrzył na Min.

– Z powodu tych ataków Moiraine nazwała mnie głupcem. Mówi, że nawet małe ryzyko, które ponoszę, nie jest warte tego, co osiągam.

– Moiraine prawdopodobnie ma rację – rzekła Min. – Często ma. Ale ja popieram to, co robisz. Czarnego może pokonać tylko taki człowiek, który nie siedzi i nie planuje, podczas gdy inni umierają.

Rand objął ją w pasie. Światłości, co on by bez niej zrobił? „Nie dałbym rady” – pomyślał. „Te wszystkie ciężkie miesiące… Z pewnością poniósłbym klęskę”.

Za plecami Min Rand dostrzegł nadchodzącą siwowłosą kobietę. Za nią zaś znajdowała się mniejsza postać odziana w błękity, która przystanęła i ostentacyjnie zwróciła się w drugą stronę. Cadsuane i Moiraine unikały swego towarzystwa w obozie. Rand pomyślał, że w oczach Moiraine pojawił się błysk gniewu, gdy zobaczyła, że to Cadsuane dostrzegła go jako pierwsza.

Cadsuane zbliżyła się, obeszła go dookoła i obejrzała z góry na dół. Parę razy pokiwała głową.

– Próbujesz zdecydować, czy jestem właściwą sobą, by wykonać zadanie? – zapytał, redukując emocje, w tym wypadku złość, ze swego głosu.

– Nigdy się nad tym nie zastanawiałam – odparła Cadsuane. – Nawet zanim się zorientowałam, że się odrodziłeś, nigdy nie rozmyślałam nad tym, czy będę w stanie przemienić cię w człowieka, którym powinieneś być. Myślenie o tym, przynajmniej w ten sposób, jest oznaką głupoty. Czy jesteś głupcem, Randzie al’Thor?

– Pytanie bez odpowiedzi – powiedziała Min. – Jeśli Rand odpowie twierdząco, wyjdzie na głupca. Jeśli odpowie przecząco, zasugeruje, że nie szuka już mądrości.

– Pff. Zbyt dużo czytałaś, dziecko – powiedziała delikatnie Cadsuane. Potem zwróciła się do Randa: – Mam nadzieję, że podarujesz jej coś miłego.

– Co masz na myśli? – zapytał Rand.

– Dajesz ludziom różne rzeczy – odrzekła Cadsuane – na wypadek śmierci. To powszechna praktyka wśród starszych albo mężczyzn, którzy idą na wojnę i nie wierzą, by mogli wygrać. Miecz dla twego ojca, ter’angreal dla królowej Andoru, korona dla Lana Mandragoran, biżuteria dla dziewczyny Aielów i dla tej – ruchem głowy wskazała na Min.

Rand zesztywniał. Zdawał sobie sprawę z tego, co robi, przynajmniej do jakiegoś stopnia, ale słyszeć wyjaśnienie motywu swoich działań było rzeczą zawstydzającą.

Twarz Min pociemniała. Rand poczuł, jak jej uścisk staje się mocniejszy.

– Chodź ze mną – powiedziała Cadsuane. – Tylko ty i ja, Lordzie Smoku. – Zerknęła na niego. – Jeśli chcesz.

Min rzuciła mu spojrzenie, ale Rand poklepał ją po ramieniu i skinął głową.

– Spotkamy się w namiocie.

Min westchnęła, ale wycofała się. Cadsuane już ruszyła ścieżką. Rand musiał podbiec parę kroków, by ją dogonić. Ten widok chyba jej się spodobał.

– Moiraine Sedai robi się nerwowa z powodu twoich opóźnień – powiedziała Cadsuane.

– A ty co o tym myślisz?

– Sądzę, że częściowo ma rację. Jednakże nie sądzę, by twój plan był kompletnym idiotyzmem. Chociaż nie możesz już dłużej zwlekać.

Rand celowo nie zdradził, kiedy ma zamiar wydać rozkaz zaatakowania Shayol Ghul. Chciał, by wszyscy próbowali się tego domyślać. Gdyby ludzie wokół wiedzieli, kiedy uderzy, istniałoby spore prawdopodobieństwo, że dowiedziałby się o tym także i Czarny.

– Ale – mówiła dalej Cadsuane – nie jestem tutaj po to, by mówić o twoich opóźnieniach. Czuję, że Moiraine Sedai w tym względzie… dzierży twoje szkoleniem dobrze w garści. Daleko bardziej martwi mnie co innego.

– Co takiego?

– Że spodziewasz się śmierci. Że rozdajesz wiele rzeczy. Że nie pragniesz żyć.

Rand wziął głęboki oddech. Panny Włóczni podążały za nim. Minął mały obóz Poszukiwaczek Wiatru, które przycupnęły i rozmawiały przy Czarze Wiatrów. Spojrzały w stronę Randa i Cadsuane, a na ich twarzach malował się spokój.

– Pozwól mi podążać za moim przeznaczeniem, Cadsuane – powiedział Rand. – Przyjąłem fakt śmierci. Jestem gotowy na nią, gdy przyjdzie.

– Jestem z tego zadowolona – rzekła Cadsuane – i nawet przez chwilę nie myśl, że nie rozumiem, że twoje życie może zostać poświęcone dla dobra świata.

– Od początku tego nie ukrywałaś – zauważył Rand. – Dlaczego więc martwisz się teraz? Ta walka mnie pochłonie. Tak musi być.

– Nie możesz zakładać, że umrzesz. Nawet jeśli jest to prawie nieuniknione, nie wolno ci traktować tego faktu jako zupełnie przesądzonego.

– Elayne mówi niemal to samo.

– Przynajmniej raz w życiu powiedziała coś mądrego. Wzniosła się nieco ponad przeciętność, która przyjęłam dla niej.

Rand powstrzymał się od komentarza, a Cadsuane pozwoliła sobie na leciutki uśmieszek. Była rada ze sposobu, w jaki Rand panował teraz nad sobą. To dlatego go testowała. Czy te testy się nigdy nie skończą?

„Nie” – pomyślał. „Będą trwały aż do czasu finalnej bitwy. To liczy się najbardziej”.

Cadsuane zatrzymała się na ścieżce, co sprawiło, że Rand również przystanął.

– Czy dla mnie też masz prezent?

– Daję je tym, o których się troszczę.

Słowa te sprawiły, że Cadsuane uśmiechnęła się szerzej.

– Nasze relacje nie zawsze były idealne, Randzie al’Thor.

– Można to określić tylko w taki sposób.

– Jednakże – mówiła dalej – chcę, byś wiedział, że jestem zadowolona. Dałeś sobie dobrze radę.

– Zatem mam twą zgodę, by uratować świat?

– Tak. – Cadsuane popatrzyła w górę, gdzie kłębiły się ciemne chmury. Zaczynały się rozstępować pod wpływem obecności Randa, a on nie próbował tego maskować ani ich cofać. – Tak – powtórzyła. – Masz moją zgodę. Jeśli nie będziesz zwlekał. Ciemność narasta.

Jakby w odpowiedzi na jej słowa ziemia zadudniła. Ostatnio działo się tak coraz częściej. Obóz zatrząsł się, a ludzie zachwiali i natychmiast stali się czujni.

– Napotkamy Przeklętych – rzekł Rand. – Kiedy tylko wkroczę. Ktoś musi stawić im czoła. Mam zamiar poprosić Aviendhę, by to zrobiła. Może potrzebować twej pomocy.

Cadsuane skinęła głową.

– Zrobię, co do mnie należy.

– Przyprowadź Alivię – powiedział Rand. – Jest silna, ale obawiam się jej kontaktów z innymi. Nie rozumie, iż istnieją granice, których nie powinna przekraczać.

Cadsuane skinęła ponownie głową. Ujrzawszy błysk w jej oczach, Rand zaczął się zastanawiać, czy wcześniej zaplanowała swe działania.

– A Czarna Wieża?

Rand zacisnął szczęki. Czarna Wieża to była pułapka. On wiedział, że to była pułapka. Taim chciał zwabić Randa do miejsca, z którego nie mógłby uciec przez bramę.

– Wysłałem Perrina na pomoc.

– A co z twoją determinacją, by ruszyć samemu?

„Muszę im pomóc. W jakiś sposób. Pozwolę, by Taim ich zebrał. Nie mogę pozostawić ich w jego rękach…”

– Wciąż nie jesteś pewien – powiedziała Cadsuane, niezadowolona. – Ryzykujesz swoim życiem, ryzykujesz naszym życiem, wchodząc w pułapkę.

– Ja…

– Są wolni. – Cadsuane odwróciła się, by odejść. – Taim i jego ludzie zostali wygnani z Czarnej Wieży.

– Co takiego? – zdumiał się Rand, ujmując ją za ramię.

– Twoi ludzie uwolnili się sami – powiedziała Cadsuane. – Chociaż, o ile mi wiadomo, dostali przy tym łupnia. Nieliczni o tym wiedzą. Przez jakiś czas królowa Elayne nie będzie miała z nich pożytku na polu bitwy. Nie znam szczegółów.

– Uwolnili się sami? – spytał Rand.

– Tak.

„Zrobili to. Albo uczynił to Perrin”.

1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)