Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 167
Перейти на страницу:

— Tak — rzekł Aramis. — Atos ma rację: Animadvertuntur in desertis.

— Pustynia nie byłaby najgorsza — powiedział Portos — ale jak ją znaleźć?

— Nie ma takiego pustkowia, gdzie ptak nie przeleci nad głową, ryba nie wyskoczy z wody, zając nie wybiegnie z ukrycia, a sądzę, że ptak, ryba i zając zaciągnęli się na szpiegów do kardynała. Lepiej więc zrobić to, cośmy zamyślili, zresztą nie moglibyśmy się teraz wycofać bez wstydu. Założyliśmy się zgoła nieoczekiwanie i zapewniam was, że nikt nie dojdzie prawdziwej przyczyny zakładu; żeby wygrać, spędzimy godzinę w bastionie. Albo zostaniemy zaatakowani, albo nie: jeśli nas nie zaatakują, będziemy mieli czas na rozmowę i nikt nas nie usłyszy, ręczę bowiem za to, że mury tego bastionu nie mają uszu; jeśli nas zaatakują, będziemy mówić i tak o naszych sprawach, a walcząc okryjemy się sławą. Widzisz więc, że same stąd płyną korzyści.

— Tak — rzekł d’Artagnan — ale kula nas na pewno nie ominie.

— Ach, mój drogi — rzekł Atos — wiesz dobrze, że kule nieprzyjaciela nie są najgroźniejsze.

— Ale wydaje mi się, że na taką wyprawę powinniśmy byli przynajmniej zabrać muszkiety.

— Jesteś głupcem, przyjacielu Portosie. Po cóż mielibyśmy się obarczać zbytecznym ciężarem?

— Nie uważam, żeby dobry muszkiet odpowiedniego kalibru, dwanaście naboi i gruszka z prochem były zbyteczne w obliczu nieprzyjaciela.

— Czy nie słyszałeś, co mówił d’Artagnan?

— A co mówił d’Artagnan? — zapytał Portos.

— D’Artagnan mówił, że podczas ataku w nocy zginęło ośmiu czy dziesięciu Francuzów i tyluż roszelczyków.

— No więc?

— Nie było czasu, by ich złupić, prawda? Ludzie mieli pilniejszą robotę.

— I co z tego?

— Znajdziemy więc ich muszkiety, ich gruszki z prochem i ich naboje i zamiast czterech muszkietów i dwunastu kuł będziemy mieli piętnaście muszkietów i sto kul.

— O, Atosie! — rzekł Aramis — jesteś naprawdę wielkim człowiekiem!

Portos schylił głowę na znak zgody.

Tylko d’Artagnan, jak się zdawało, nie był przekonany.

Niewątpliwie Grimaud podzielał obawy młodzieńca; choć nie ustawano w marszu ku bastionowi, nie mógł mimo wszystko uwierzyć, że tam zmierzają, i pociągnął swego pana za połę.

— Dokąd idziemy? — zapytał gestem.

Atos wskazał mu bastion.

— Wszelako — mówił wciąż tym samym sposobem cichy Grimaud — zapłacimy za to głową.

Atos podniósł oczy i palec ku niebu.

Grimaud postawił koszyk na ziemi i usiadł zwieszając głowę.

Atos wyciągnął pistolet zza pasa, sprawdził, czy jest dobrze podsypany, nabił i zbliżył lufę do Grimauda.

Grimaud skoczył na równe nogi.

Atos dał mu znak, by wziął koszyk i ruszył przodem.

Grimaud usłuchał.

Jedyną korzyścią, jaką wyniósł Grimaud z tej krótkiej pantomimy, była zamiana miejsca w pochodzie: teraz szedł z przodu zamiast z tyłu.

Gdy czterej przyjaciele znaleźli się przy bastionie, spojrzeli za siebie.

Ponad trzystu żołnierzy rozmaitych broni zgromadziło się u bramy obozu; w oddzielnej grupie można było zauważyć pana de Busigny, dragona, Szwajcara i ich czwartego kolegę.

Atos zdjął kapelusz, umieścił go na ostrzu szpady i poruszył nim w powietrzu. Widzowie oddali mu pozdrowienie, któremu towarzyszyło głośne “hurra”.

Za czym wszyscy czterej znikli w bastionie, gdzie był już Grimaud.

Rozdział XVII

NARADA MUSZKIETERÓW

Zgodnie z przewidywaniami Atosa w bastionie znaleźli tylko tuzin trupów, Francuzów i roszelczyków.

— Panowie — rzekł Atos, który objął dowództwo wyprawy — gdy Grimaud będzie nakrywał do śniadania, zbierzemy muszkiety i naboje; możemy zresztą rozmawiać w czasie tej pracy. Ci panowie nas nie słyszą — dodał wskazując na trupy.

— Możemy jednak rzucić trupy do fosy — rzekł Portos — upewniwszy się wpierw, że nie mają nic w kieszeniach.

— Tak — rzekł Atos — to robota dla Grimauda.

— Dobrze — rzekł d’Artagnan — niechaj Grimaud przejrzy kieszenie i zrzuci ich przez mury.

— Niechaj nas Bóg uchowa — powiedział Atos — mogą nam się przydać.

— Trupy mogą nam się przydać? — rzekł Portos. — Oszalałeś chyba, przyjacielu!

— Nie sądźcie zbyt pochopnie, jak powiada Ewangelia i pan kardynał — odparł Atos. — Ile mamy muszkietów, panowie?

— Dwanaście — odparł Aramis.

— Ile można oddać z nich strzałów?

— Sto.

— Właśnie tyle nam trzeba. Naładujmy broń.

Czterej muszkieterowie zabrali się do pracy. Kiedy kończyli nabijać ostatni muszkiet, Grimaud dał znak, że śniadanie czeka.

Atos odparł gestem, że są gotowi, i wskazał Grimaudowi coś w rodzaju wieżyczki, gdzie służący miał stanąć na warcie. Żeby osłodzić Grimaudowi zadanie, Atos pozwolił mu zabrać chleb, dwa kotlety i butelkę wina.

— A teraz do stołu — rzekł Atos.

Czterej przyjaciele usiedli na ziemi, z nogami skrzyżowanymi jak Turcy lub krawcy.

— A teraz — powiedział d’Artagnan — kiedy już możesz być pewien, że nikt cię nie usłyszy, spodziewam się, że zdradzisz nam swoją tajemnicę.

— Mam nadzieję, że sprawiłem wam przyjemność i dałem zarazem okazję do zdobycia sławy. Wybraliście się na uroczą przechadzkę; oto wspaniałe śniadanie, z obozu, jak możecie to zauważyć przez otwory strzelnicze, patrzy na nas pięciuset ludzi, uważając nas za szaleńców lub bohaterów, dwa rodzaje głupców dość do siebie podobnych.

— Ale ta tajemnica? — rzekł d’Artagnan.

— Tajemnica — odparł Atos. — Otóż widziałem się wczoraj wieczór z Milady.

D’Artagnan podnosił właśnie szklankę do ust, ale na słowo “Milady” ręka zadrżała mu tak mocno, że postawił szklankę na ziemi, żeby nie rozlać wina.

— Widziałeś swoją żo...

— Cicho! — przerwał Atos — zapominasz, mój drogi, że ci panowie nie znają tak dobrze jak ty moich spraw rodzinnych; widziałem się z Milady.

— Gdzie? — zapytał d’Artagnan.

— W oberży “Pod Czerwonym Gołębnikiem”, w odległości mniej więcej dwóch mil stąd.

— W takim razie jestem zgubiony — rzekł d’Artagnan.

— Niezupełnie jeszcze — ciągnął Atos. — W tej chwili bowiem opuściła już zapewne Francję.

D’Artagnan odetchnął.

— Ale niechże się dowiem wreszcie — rzekł Portos — kto to jest ta Milady?

— To czarująca kobieta — rzekł Atos, kosztując musującego wina. — Co za łotr z tego oberżysty — zawołał — daje nam wino z Anjou zamiast szampana i myśli, że się nie poznamy! Tak — ciągnął — czarująca kobieta, która wielce była łaskawa dla naszego przyjaciela d’Artagnana, on zaś zachował się wobec niej niegodziwie. Milady próbowała się zemścić, kazała go uśmiercić kulą z muszkietu; przed ośmiu dniami próbowała go otruć, a wczoraj prosiła o jego głowę kardynała.

— Jak to, prosiła o moją głowę kardynała? — zawołał d’Artagnan blady z przerażenia.

— Tak — rzekł Portos — święta prawda; słyszałem na własne uszy.

— Ja także — rzekł Aramis.

— A zatem — powiedział d’Artagnan opuszczając rękę w rozpaczy — nie ma po co walczyć dłużej; lepiej strzelę sobie w łeb i wszystko będzie skończone.

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)