Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
przejmę... - zawiesił na chwilę głos, zatracając się we wspomnieniu. - Ale ja
dostrzegałem dobre strony całej sytuacji. Przynajmniej nie musiałem oglądać jego
paskudnej gęby aż do końca wakacji. A kiedy mnie już wypuścili, Dudley musiał być
bardzo rozczarowany, widząc mnie w dobrym nastroju. Założę się o wszystkie
galeony, że pewnie miał nadzieję zobaczyć mnie przerażonego i skruszonego. Ale ja
tylko stałem tam i śmiałem się z niego. - Zachichotał na wspomnienie kuzyna,
biegającego po domu i wykrzykującego, że Harry oszalał.
Severus patrzył na niego bez słowa.
- Fascynujące - powiedział wreszcie z przekąsem. - Kto by pomyślał, że Chłopiec,
Który Przeżył lubi dręczyć niewinnych kuzynów.
- Dudley z całą pewnością nie jest niewinny. To on razem ze swoimi głupimi kolegami
uwielbia dręczyć innych. A kiedy tylko wchodziłem mu w drogę, od razu leciał na
skargę do rodziców, dlatego większość czasu spędzałem zamknięty w pokoju albo
komórce, w zależności od ich nastroju - powiedział beztrosko Harry.
Mężczyzna przyglądał mu się z zaciekawieniem.
- Dlaczego cię tam zamykali?
- Zawsze uważałem, że w ten sposób udawali, że nie istnieję. - Na jego usta wypłynął
blady uśmiech, który jednakże nie sięgnął oczu.
Pomiędzy brwiami Severusa pojawiła się zmarszczka, a oczy zwęziły się. W
powietrzu zawisło krępujące milczenie. Harry żałował, że to powiedział. Chciał czym
prędzej przerwać tę denerwującą ciszę. Otworzył usta, ale Snape uprzedził go.
Odchrząknął i oznajmił:
- Jeżeli już skończyłeś opowiadać mi zadziwiające koleje swojego życia, to bierz się
do pracy.
Harry skrzywił się.
- Myślałem, że może jesteś chociaż trochę ciekawy... no wiesz... tego, jaki byłem. Nie
chcesz się o mnie niczego dowiedzieć? Ja bardzo chciałbym wiedzieć, jaki byłeś w
młodości, co lubiłeś robić, jak się uczyłeś.
Severus spojrzał na niego przeciągle.
- Byłem podły, lubiłem dręczyć innych uczniów, uczyłem się doskonale. Jeszcze
jakieś pytania, Potter?
Harry westchnął. Skoro Snape nie chce mu wyjawić niczego o sobie, to posłucha, co
Harry ma do powiedzenia. W końcu, jak to określiła Luna, są parą... Muszą się lepiej
poznać. Ignorując zniecierpliwione spojrzenie mężczyzny, spojrzał w ogień i odezwał
się:
- Ja lubię grać w szachy albo eksplodującego durnia. Uwielbiam piwo kremowe. O
wiele bardziej, niż... - Próbował przypomnieć sobie nazwę alkoholu, którym ostatnio
poczęstował go Severus. - ...niż Martini. Mógłbyś czasami przygotować dla mnie
piwo kremowe. Najlepiej z cynamonem. Zauważyłem, że ty wolisz nieco...
mocniejsze alkohole, prawda? Na przykład to takie bursztynowe...
- Whisky - podpowiedział Severus, tak jakby nie mógł już słuchać niepoprawnego
paplania Gryfona. - To się nazywa whisky.
- Naprawdę? Muszę tego kiedyś spróbować. Ciekawe, jak smakuje.
- Wykluczone. Masz na to za słabą głowę. Zresztą wątpię, aby ci zasmakowało.
- A to zielone?
Severus zmarszczył brwi, tak jakby zastanawiał się, o co "zielone" może tym razem chodzić.
- Absynt?
- Ładna nazwa. - Harry wyszczerzył się. - Założę się, że musi też dobrze smakować.
- Absynt to mieszanka kilku ziół, w tym mocno halucynogennego piołunu. Wątpię, czy
byłbyś w stanie wypić chociaż łyk.
- Ale ty to pijesz! - obruszył się Harry. - Więc nie może być takie złe.
- Nie piję tego. To tylko... zresztą, dlaczego mam ci się tłumaczyć, Potter? Nie
pozwolę ci tego nawet dotknąć.
- A pozwolisz mi dotknąć... czegoś innego? - zapytał Harry, a jego oczy zabłysły z
podniecenia.
Severus przewrócił oczami, ale Harry nie mógł nie zauważyć lekkiego uśmiechu,
który starał się ukryć.
- Co jeszcze? - zastanowił się. - Aha, lubię też grać w Quidditcha. Szkoda, że
ostatnio prawie w ogóle nie chodzisz na mecze. Tak prawdę mówiąc, to nigdy nie
widziałem, żebyś latał na miotle...
- I nie myśl, że kiedykolwiek zobaczysz - mruknął Severus, marszcząc brwi.
- Szkoda... Bo to naprawdę fantastyczne. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie to
uczucie, kiedy nurkuję za Zniczem. Czuję się wtedy taki... wolny, tak jakbym mógł
zrobić wszystko. I jestem pewien, wiem, że wszystko mi się uda, że go złapię, że jeszcze chwila i... i go zdobędę. A kiedy go dosięgam, kiedy moje palce zaciskają się
wokół niego, a on trzepocze, próbując się wyrwać... czuję taką eksplozję. Jakby
wszystko wokół, absolutnie wszystko zniknęło i pozostało tylko takie... gorąco. I
wiem, że on już należy do mnie, że nie ucieknie, że nikt mi go nie wyrwie. Nie
obchodzą mnie ludzie, wiwaty, oklaski... Równie dobrze mógłbym być tam sam.
Najważniejsze jest to, że po całej tej walce, po tym długim, męczącym pościgu, po
tym niewiarygodnym wysiłku... najważniejsze... że w końcu... udało mi się go zdobyć.
- Jego oczy błyszczały, kiedy opowiadał, zapatrzony w ogień, którego nie widział.
Miał wrażenie, że jest na boisku, wiatr chłosta jego twarz, a w dłoni trzepocze mała,
złota piłka. - I wiesz... to wszystko jest niczym w porównaniu z tym, co czuję... kiedy
jestem z tobą - dokończył. Nie wiedział, dlaczego to powiedział. Ale musiał. Jak
gdyby słowa spływały prosto do ust bez udziału woli. - I czasami, kiedy długo się nie
widzimy... czuję się tak, jakby ten Znicz się ode mnie oddalał, uciekał mi... a ja nie
mogę go dogonić. Chociaż bardzo chcę. I tak bardzo wtedy tęsknię... - zająknął się,
uświadomiwszy sobie, że zaczyna bełkotać. To nie były zbyt bezpieczne tematy.
Musiał znaleźć coś bardziej neutralnego. Odchrząknął i nie potrafiąc zmusić się, by
spojrzeć teraz na Severusa, kontynuował. - Ty się pewnie czujesz tak samo, kiedy
warzysz jakiś wyjątkowo trudny eliksir? I kiedy po wielu wysiłkach w końcu ci się
udaje... też czujesz taką rozsadzającą cię od środka radość... prawda? - dokończył
cicho i dopiero teraz spojrzał na mężczyznę.
- To raczej satysfakcja, niż radość - odparł Severus. - Ponieważ warzenie eliksiru to
nie pościg. Tutaj liczy się każdy ruch, każda kropla. Najważniejsze jest skupienie,
dokładność. Oczekiwanie na odpowiedni moment. Przypomina bardziej... polowanie.
Wszystko musi się dziać w odpowiedniej chwili i w odpowiedniej proporcji. Ponieważ
wiesz, że każdy niewłaściwy ruch może się skończyć katastrofą. To bardzo długa i
wymagająca niezwykłej cierpliwości sztuka. Latanie na miotle za złotą piłeczką nie
wymaga niczego poza zręcznością.
- Nieprawda - oburzył się Harry. - Do tego też potrzeba niezwykłej cierpliwości.
Zresztą, nie w tym rzecz. Ważne jest uczucie, które nadchodzi, kiedy jest już po
wszystkim. To niemożliwe, żeby po kilku miesiącach takiej pracy, gdzie każda
pomyłka może się skończyć bardzo źle, gdy w końcu udaje ci się uwarzyć poprawny
eliksir... nie odczuwać żadnej radości.
Severus patrzył na niego dosyć długo, zanim odpowiedział:
- To wszystko zależy od rodzaju i przeznaczenia eliksiru. Kiedy kończę warzyć
kolejne lekarstwo dla Pomfrey, trudno odczuwać coś poza nużącą satysfakcją.
- A jak długo właściwie warzy się te najtrudniejsze eliksiry?
- Bardzo długo, Potter. Jestem pewien, że w tym czasie zdołałbyś złapać swoją złotą
piłeczkę kilka tysięcy razy.
Harry rozszerzył oczy.
- Naprawdę? Aż tak długo? Dłużej niż Eliksir Wielosokowy?