Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 508
Перейти на страницу:

lekcja dobiegła końca, Harry błyskawicznie się spakował, rzucił przez ramię "Muszę

do łazienki!" i niemal wybiegł z klasy, ignorując zaskoczone spojrzenie Rona i

zawstydzone Hermiony.

Kiedy zamknął się bezpiecznie w kabinie, wyjął kamień i odczytał:

No, no, Potter. To było niezwykle... stymulujące. Ale ktoś powinien nauczyć pannę

Granger, że nie przerywa się... stymulujących konwersacji.

Harry uśmiechnął się do siebie.

***

Kiedy wyszedł z łazienki, przyjaciół nigdzie nie było widać. Miał nadzieję, że na niego

zaczekają, ale natychmiast zrezygnował z tej opcji, kiedy przypomniał sobie, jakim

wzrokiem patrzyła na niego Hermiona. Jak on się teraz z tego wyplącze? Co ma jej

powiedzieć? Może lepiej po prostu zaczekać, aż jej przejdzie. Przecież go zna i wie,

że nigdy nie masturbowałby się pod stołem. I do tego na lekcji.

Hmm... Ale skoro pieprzy się ze Snape'em, to chyba byłby zdolny do wszystkiego...

Westchnął i powoli ruszył przed siebie. Lekcje już się skończyły, a do kolacji

pozostało jeszcze trochę czasu. Był tak pogrążony w myślach, że dopiero po jakimś

czasie zorientował się, że ktoś go wołał. Rozejrzał się po korytarzu i zauważył

zmierzającą w jego stronę Lunę. Chociaż "zmierzającą" to nie jest słowo, które w pełni oddaje jej taneczno-skoczny krok. Co jakiś czas obracała się, rozkładając ręce

na boki. Nieliczni uczniowie, którzy mieli pecha przechodzić obok niej, starali się

trzymać jak najbliżej ścian. Luna podskoczyła i wylądowała na dwóch nogach tuż

przed Harrym. Uśmiechnęła się promiennie i wskazała za siebie:

- To jedyny sposób, żeby nie śledziły mnie Gwindale Pirenejskie. Ostatnio strasznie

się na mnie uwzięły. Nawet pasztet nie pomaga.

- Co? - Harry próbował przestroić swoje myśli tak, by nadawały na tej samej fali, co

mózg Krukonki.

- Trzeba wyciąć z niego małe kulki, przypiec je, żeby zrobiły się chrupkie, i zrobić z

nich naszyjnik. One nienawidzą jego zapachu. Tylko nie wiem, czy powinien to być

pasztet z gęsi, czy królika. Mam z królika, więc skoro nie działa, to pewnie się

pomyliłam. Ale już dawno nie podali nam na kolację tego drugiego, a nie znam drogi

do kuchni. Nie wiesz, gdzie można by go trochę zdobyć?

Harry pokręcił głową, zbyt przytłoczony absolutnym przekonaniem w jej głosie, aby

odpowiedzieć coś sensownego.

- Cóż, poproszę tatę, żeby mi trochę przysłał - uśmiechnęła się Luna. - Jak chcesz, to

się z tobą podzielę. Najlepszy jest z cebulką.

Harry pokiwał głową. Spotkania z Luną zawsze uświadamiały mu, że świat byłby

naprawdę nudny, gdyby wszyscy byli... zwyczajni.

- A może masz jakiś naszyjnik, albo coś takiego, co sprawi, że ludzie nie będą

uważać mnie za zboczeńca? - zapytał z westchnieniem. Luna wyglądała tak, jakby

naprawdę się nad tym zastanawiała.

- Uważam, że najlepszy sposób to kastracja - odpowiedziała z absolutną

szczerością. - Słyszałam, jak moja mugolska ciotka mówiła, że na zboczeńców

podziała tylko kastracja. Nie wiem, co to jest, ale jak tylko ją znajdę, to koniecznie

dołączę do swojej kolekcji - uśmiechnęła się rozbrajająco. - Zawsze się przyda, na

wypadek, gdybym spotkała jakiegoś.

- Dzięki, bardzo mi to pomogło - wymamrotał Harry, patrząc w podłogę. Luna

zmarszczyła brwi i przyglądała mu się przez chwilę, po czym stwierdziła:

- Dziwnie się zachowujesz. Coś się stało?

Harry pokręcił głową. Nie miał ochoty opowiadać jej o swoim dzisiejszym

upokorzeniu. Ale wyglądało na to, że Krukonka nie da się tak szybko spławić.

- Czy to ma coś wspólnego z profesorem Snape'em? - zapytała obojętnym tonem.

Harry poderwał głowę i spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.

- Skąd ci...

- Właśnie miałam z nim lekcję. On też bardzo dziwnie się zachowywał.

- Jak to dziwnie? - zapytał, czując, jak jego serce gwałtownie przyspiesza.

- Był jakiś taki... rozkojarzony. Powiedziałam mu, że do mojego kociołka wpadło

chyba kilka Gwindali Pirenejskich, ponieważ zamiast na różowo, zabarwił się na

niebiesko, ale on zachowywał się tak, jakby w ogóle tego nie usłyszał. I cały czas

robił coś pod biurkiem. - Luna wzruszyła ramionami. - Cóż, skoro jesteście parą, to

pomyślałam, że...

- Ci i - syknął Harry, rozglądając się wokoło. - Nie tak głośno. I my... nie jesteśmy

parą - wymamrotał, czerwieniąc się.

- Nie? - Luna wyglądała na zaskoczoną. - Może się na tym nie znam, ale myślałam,

że jeżeli wciąż się o kimś myśli, regularnie spotyka, nawet, jeżeli są to szlabany, i

uprawia ze sobą seks, to jest się parą. My byliśmy parą nawet bez seksu -

uśmiechnęła się. - Było bardzo miło - dodała. - Możemy to kiedyś powtórzyć, jak

znowu będziesz potrzebował dziewczyny. Ale teraz nie, bo... - zawahała się na

chwilę, ale szybko kontynuowała, uśmiechając się nieprzytomnie - ...bo to byłaby

zdrada.

Harry miał wrażenie, że jego twarz zamieniła się w rozżarzoną bryłę węgla.

Co powinien jej odpowiedzieć? Miała przecież rację. Chociaż do końca nie rozumiał,

o co chodziło jej z tą zdradą, ale nie miał teraz głowy, żeby to roztrząsać.

- To po prostu... skomplikowane - wymamrotał. - Chyba byś nie zrozumiała.

- Nie wydaje mi się - oświadczyła z namysłem. - Jestem ekspertką w

skomplikowanych sprawach.

- Ale nie wiesz jak to jest, kiedy ktoś ciągle cię odrzuca, traktuje jak smarkacza i za

każdym razem, kiedy udaje ci się do niego zbliżyć, wszystko się gmatwa i zostawia

cię z mętlikiem w głowie - wybuchnął Harry.

Uśmiech Luny zbladł tylko odrobinę.

- Wiem - powiedziała. Harry spojrzał na nią z zaskoczeniem, ale zanim zdążył

ponownie otworzyć usta, Krukonka była już kilka kroków od niego, machając mu na

pożegnanie - Pa, Harry. - Po czym zaczęła oddalać się, podskakując i kręcąc w

kółko.

Harry patrzył za nią przez chwilę, próbując zrozumieć, co mogła mieć na myśli, ale

bardzo szybko jego umysł ponownie zdominowała mroczna osoba Snape'a.

***

Podczas kolacji Hermiona usiadła w dużej odległości od niego i starała się go

ignorować, a Harry był zbyt zażenowany, by próbować nawiązać z nią rozmowę. Ron

siedział pomiędzy nimi i ze zdziwieniem patrzył to na jednego, to na drugiego.

W pewnym momencie nie wytrzymał i zapytał:

- Czy ktoś może mi powiedzieć, co się stało? Bo oboje zachowujecie się dziwacznie.

Harry zerknął na przyjaciółkę. Ich spojrzenia spotkały się, a wtedy Hermiona

zaczerwieniła się i gwałtownie odwróciła głowę.

- Nic - wymamrotał Harry. Ron zmarszczył brwi.

- Jasne - burknął i zaczął grzebać widelcem w swoim puree.

Atmosfera nie była zbyt ciekawa. Nawet lekcje Harry musiał odrabiać sam, ponieważ

kiedy tylko Hermiona natykała się na niego, natychmiast czerwieniła się i uciekała do

dormitorium. Ron patrzył na niego bykiem, co wcale mu nie pomagało. Nawet, kiedy

pisali wspólnie wypracowanie. W końcu przyjaciel rzucił pióro, zebrał książki,

wymamrotał "dobranoc" i poszedł do sypialni, zostawiając Harry'ego samego z jego myślami. W takich warunkach kompletnie nie mógł skupić się na pisaniu referatu na

Transmutację, dlatego po pewnym czasie odsunął od siebie pergamin i zapatrzył się

w ogień. W Pokoju Wspólnym panowała względna cisza. Większość uczniów

odrabiała lekcje, tylko czasami ktoś wybuchał śmiechem albo opowiadał coś z

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)