Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 153
Перейти на страницу:

– Jaki dowód?

– Tego Plummerowi nie wyjawił – odparł de Vroome. – Ale dowód musiał być rzeczywiście niezbity, ponieważ Monti, kiedy go zobaczył, doznał szoku. Lebrun powiedział mu: „Jeżeli da mi pan pieniądze, oddam panu ten dowód, pańska reputacja pozostanie nienaruszona, a Międzynarodowy Nowy Testament nie straci autentyczności. Jeśli pan odmówi, wszystko ujawnię. Co pan na to?". Zdesperowany profesor odpowiedział, że wobec tego postara się jakoś zdobyć pieniądze.

– I zdobył je?

– Jak pan już wie, nawet nie miał takiej możliwości. Wrócił do swego gabinetu na uczelni. Może pan sobie wyobrazić, jak siedział tam samotnie, skamieniały z rozpaczy, ze świadomością, że został oszukany, że dorobek jego życia obrócił się w ruinę, że odejdzie w niesławie, a ludzie z Drugiego Zmartwychwstania, którzy mu zaufali, zostaną bankrutami. Popadł w kompletną depresję psychiczną, załamał się nerwowo. Kiedy Lebrun zadzwonił do niego po kilku dniach, żeby odebrać zapłatę, powiedziano mu, że profesor ciężko zachorował i nie ma go na uczelni. Sądząc, że to jedynie wybieg, Francuz zaczął śledzić córki profesora i pewnego dnia dotarł za nimi do Villa Bellavista. Gdy odkrył, że to prywatna klinika psychiatryczna, musiał w końcu pogodzić się z faktem, że Monti jest już dla niego nieprzydatny.

– Czy próbował rozmawiać z Angela Monti albo jej siostrą? – zapytał Randall.

– Nic mi o tym nie wiadomo. Zaczął raczej, jak wyznał Plummerowi, rozglądać się za nową ofiarą. Włoskie Ministerstwo Kultury odpadało, gdyż zdawał sobie sprawę, że dla władz nie będzie żadnym przeciwnikiem, że może zostać aresztowany, a dowód fałszerstwa zniszczony. Syndykatu wydawców także się obawiał, ponieważ przypuszczał, że będą bronić zainwestowanych milionów wszelkimi sposobami i może się to dla niego źle skończyć. Myślał też o pójściu do prasy, ale bał się, że zostanie uznany za szaleńca, a dziennikarze mogą się dokopać do jego niechlubnej przeszłości. Doszedł w końcu do wniosku, że jedynym wyjściem będzie znalezienie kogoś, kto pragnie zniszczyć Drugie Zmartwychwstanie równie mocno jak on. I wówczas wpadły mu w ręce artykuły Cedrica Plummera w „II Messaggero". Lebrun zwietrzył w tym swoją szansę, i miał rację.

Randall sięgnął drżącą nieco ręką po szkocką.

– Czym się skończyło spotkanie Plummera z Lebrunem? – zapytał. – Czy zapłaciliście mu i zdobyliście dowód fałszerstwa?

Pastor de Vroome zmarszczył brwi, wstał i z pudełka na nocnej szafce wyjął cienkie cygaro.

– To właśnie jest to drugie zakończenie – odparł, zapalając je. – Dziwniejsze od wszystkiego, co się zdarzyło przedtem. Plummer wynegocjował z Lebrunem pewien układ. Francuz ukrył swój dowód w jakimś bezpiecznym miejscu pod Rzymem. Miał wrócić do Włoch, wydobyć go z kryjówki i czekać na Plummera. Ustalili czas i miejsce spotkania, jakiś obskurny bar, do którego chadzał Lebrun. Plummer miał tam obejrzeć dowód fałszerstwa, a następnie zapłacić za niego, a także za pisemny opis mistyfikacji, stosunkowo niedużą sumę pieniędzy.

– Ile? – zaciekawił się Randall.

De Vroome stał nad nim, puszczając kłęby dymu z cygara.

– Lebrun zażądał pięćdziesięciu tysięcy dolarów – odparł – ale Plummer zaczął się z nim targować i w końcu zbił cenę do dwudziestu tysięcy.

– Czy to drugie spotkanie się odbyło?

– Można tak powiedzieć. Ale najpierw opowiem panu o pewnej zmianie, którą wprowadziliśmy przed tym spotkaniem. Kiedy Plummer wrócił do Amsterdamu i opowiedział mi o wszystkim, byłem przepełniony nadzieją i radością. Od razu uznałem, że transakcja jest zbyt ważna dla naszej sprawy, żeby pozostawić ją w rękach Plummera. Jest dobrym dziennikarzem i wspiera nas, ale nie zna się na papirusach ani tym bardziej na analizie tekstów w języku aramejskim. Natomiast ja jestem w tych sprawach ekspertem. Byłem przekonany, że dowodem, o którym mówił Lebrun, będzie drugi fragment papirusu wyrwanego z arkusza numer trzy albo coś w tym rodzaju. Tylko ja miałem wystarczające kwalifikacje, żeby ocenić taki dowód, pojechałem więc z Plummerem do Włoch.

– Kiedy to było?

– Przed trzema dniami. Pojechaliśmy na miejsce spotkania w Rzymie…

– Gdzie dokładnie w Rzymie?

– To studencki bar czy kafejka na styku Piazza delle Cinque Lune… placu Pięciu Księżyców i Piazza di S. Appolinare. Brzmi romantycznie, ale to niezbyt malownicze miejsce, z zasłonką z plastikowych niebieskich pasków w drzwiach przeciwko muchom, jak w jakimś algierskim przybytku rozpusty. Nazywa się Bar Fratelli Fabri, bar Braci Fabri. Mieliśmy się tam spotkać z Lebrunem o pierwszej po południu. Przyszliśmy kwadrans wcześniej, z dwudziestoma tysiącami dolarów w kieszeni, usiedliśmy przy stoliku na zewnątrz i czekaliśmy w dość dużym napięciu, jak się pan zapewne domyśla.

– I co, przyszedł? – zapytał niecierpliwie Randall.

– Pięć po pierwszej, gdy zaczęliśmy się już niepokoić, nagle naprzeciwko baru zatrzymała się taksówka i wysiadł z niej starszy, mocno przygarbiony mężczyzna. Podszedł, kulejąc, do kierowcy, żeby zapłacić, a Plummer chwycił mnie za ramię i zawołał: „To Robert Lebrun, to on!". Potem zerwał się z krzesła i krzyknął: „Lebrun, tutaj jestem!". Mężczyzna odwrócił się raptownie, omal się nie przewrócił z powodu sztucznej nogi. Spojrzał na nas i nagle bardzo się zmienił. Zaczął nam wygrażać pięścią, był po prostu wściekły. Krzyknął do Plummera: „Złamałeś słowo! Chcesz mnie sprzedać klechom!". Pokazał palcem na mnie i wtedy zdałem sobie sprawę, że przecież jestem w sutannie. Idiotyczna gafa, nie pomyślałem, żeby się przebrać w cywilne ubranie. Stary oszust doszedł do wniosku, że Plummer pracuje dla Kościoła, że chce zdobyć dowód fałszerstwa tylko po to, żeby go zniszczyć. Plummer chciał przejść na drugą stronę ulicy, wytłumaczyć mu wszystko, ale był duży ruch i nie zdążył. Lebrun wsiadł z powrotem do taksówki i odjechał. Już się nie odezwał i nie udało nam się go odnaleźć. Nie ma żadnego Lebruna w książce telefonicznej ani w rejestrze meldunkowym.

– Czyli nic nie macie – podsumował Randall.

– Poza tym, co panu opowiedziałem, nic – przyznał de Vroome. – Ale moja relacja był pełna, ujawniłem wszystkie nasze sekrety, ponieważ wiem, że żywi pan wobec nowej Biblii te same podejrzenia i ponieważ potrafił pan osiągnąć cel, którego niestety ja nie osiągnąłem. Spotkał się pan jako jedyny z profesorem Montim. A tylko Monti zna prawdziwe nazwisko fałszerza i wie, gdzie on mieszka. Jest naszą ostatnią szansą. Jak pan myśli, czy profesor nam pomoże?

Randall schował fajkę, podniósł teczkę i wstał.

– Wie pan przecież, że Monti doznał załamania nerwowego – odparł. – Jest w klinice psychiatrycznej. Jakże mógłby nam pomóc?

– Ależ jego koledzy z uniwersytetu powiedzieli nam, że stan Montiego jest przejściowy – zaoponował de Vroome.

– Tak zostali poinformowani, ale to nieprawda – odrzekł Randall. – Ja go widziałem, próbowałem z nim rozmawiać, lecz bez powodzenia. Profesor Monti jest ciężko chory psychicznie i raczej już z tego nie wyjdzie.

Pastor de Vroome jakby zapadł się w sobie.

– W takim razie jesteśmy zgubieni – powiedział, patrząc Randallowi w oczy. – Chyba że wie pan jeszcze o czymś, co mogłoby nam pomóc. Pomoże nam pan?

– Nie – odparł krótko Randall. Ruszył do drzwi, lecz po drodze zatrzymał się przy pastorze. – O niczym nie wiem i nie mogę wam pomóc – powtórzył – ale nawet gdybym mógł, nie jestem pewien, czy chciałbym. Nie jestem nawet pewien, czy Robert Lebrun w ogóle istnieje. A jeśli istnieje, nie jestem pewien, czy można mu wierzyć. Dziękuję za zaufanie i za pańską uprzejmość, ale postanowiłem wrócić do Amsterdamu. Moja pogoń za prawdą skończyła się tutaj, w Rzymie. Dobranoc.

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)