Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– Czyli profesor złapał haczyk? – spytał Randall. – Ale co nim było?
– Niewielki fragment papirusu z aramejskim tekstem, który Lebrun przyniósł ze sobą- odparł de Vroome. – Naprawdę nie należy go lekceważyć, to człowiek diabolicznie wręcz przebiegły. Z fałszywego papirusu numer trzy usunął dwa fragmenty materiału, żeby wyglądał autentyczniej. Jeden z tych kawałków zostawił bez zmian, a drugi pokrył tekstem i zaprezentował Montiemu. Przewidział oczywiście, że profesor zapyta go, jak zdobył ten skrawek. Opowiedział mu więc, że zajmuje się po amatorsku historią Rzymu z pierwszego wieku i pracuje nad książką na temat tego okresu. Weekendy poświęca na zwiedzanie miejsc związanych w starożytności z handlem. W czasach Tyberiusza i Klaudiusza Ostia była dużym portem morskim i Lebrun od lat wędrował po tym obszarze, próbując ustalić, jak wyglądał ów port, żeby zamieścić opis w swojej książce. Tak w każdym razie powiedział Montiemu. Powiedział też, że stał się już znany mieszkańcom tej okolicy i pewnego razu zaczepił go miejscowy ulicznik, proponując kupno antycznej pamiątki. Był to właśnie ów fragment papirusu, który Lebrun pokazał profesorowi.
– Czy Monti nie chciał wiedzieć, jak znalazł się w rękach chłopaka? – zapytał Randall.
– Oczywiście, że chciał, ale Lebrun miał odpowiedź na wszystko. Wyjaśnił mu, że ulicznik zwykł bawić się z rówieśnikami, kopiąc tunele w zboczach pagórków. Tydzień wcześniej odkopali fragment kamionkowego naczynia, które rozleciało się, gdy wyciągnęli je z ziemi. W środku znajdowały się kawałki starego papieru, które chłopcy początkowo używali do gry w karty, jako pieniądze, aż w końcu większość wyrzucili. Nasz ulicznik zachował jednak swój skrawek, przypuszczając, że może na nim zarobić parę lirów. Lebrun zapłacił mu jakieś grosze, niepewny co do wartości znaleziska, i dopiero w domu przyjrzał się skrawkowi uważniej. Mając rozległą wiedzę na temat starożytnych manuskryptów, niemal od razu dostrzegł jego potencjalne znaczenie, a teraz chciałby, żeby potwierdził to autorytet, jakim jest profesor. Według słów Lebruna, Monti był zainteresowany, aczkolwiek dość sceptyczny. Poprosił o zostawienie mu papirusu na tydzień, do dokładnego zbadania. Może pan sobie wyobrazić, co było potem.
Randall słuchał uważnie. Przedtem sam podważał autentyczność Drugiego Zmartwychwstania, teraz zaś nie dowierzał historii Lebruna, która tę autentyczność kwestionowała. Obie podstawy były równie niepewne, lecz jedna musiała być prawdziwa.
– Ciekaw jestem, pastorze, co też ten Robert Lebrun jeszcze wymyślił – rzekł do de Vroome'a.
– Widzę, że wciąż jest pan sceptyczny, tak jak na początku profesor Monti. – Duchowny spojrzał na niego spod oka. – Wierzę jednak, że się pan przekona, tak jak przekonał się profesor po tygodniu badania papirusu. Kiedy Lebrun znów zjawił się u niego, Monti nie ukrywał radości. Był niezwykle podekscytowany. Obwieścił, że przyjrzał się fragmentowi bardzo dokładnie i jak najbardziej wierzy w jego autentyczność. Był to prawdopodobnie urywek z nowotestamentowego kodeksu, starszego od wszystkich istniejących, włącznie z najstarszą znaną ewangelią, napisaną przez Marka najpewniej w roku siedemdziesiątym. Skoro ten skrawek został znaleziony, musiało być ich w ziemi więcej. Gdyby udało się odnaleźć większe fragmenty tekstu, byłoby to najbardziej niebywałe odkrycie biblijne w historii. Monti był gotów wystąpić o odpowiednie zezwolenia, jeśli Lebrun pokaże mu miejsce znaleziska. Francuz zgodził się podjąć współpracę pod dwoma warunkami. Po pierwsze, jeśli wykopaliska okażą się sukcesem, otrzyma połowę zysku. Po drugie, profesor musi mu obiecać anonimowość, pełną dyskrecję i nie wspominać w ogóle o jego roli, ponieważ był we Włoszech cudzoziemcem i ze względu na konflikty z prawem w młodości we Francji mógł zostać deportowany do kraju. Monti zgodził się na obydwa warunki i porozumienie zostało zawarte.
– I wówczas profesor rozpoczął wykopaliska?
– Rozpoczął je nieco później, po półrocznych przygotowaniach. I po trzech miesiącach kopania natrafił na drugi zapieczętowany dzban, zawierający Ewangelię według Jakuba i Pergamin Petroniusza. A teraz, po upływie sześciu lat, świat ma otrzymać tę piątą ewangelię i nowy wizerunek Jezusa w postaci Międzynarodowego Nowego Testamentu.
– Pastorze – rzekł Randall, prostując się. – Chyba poproszę o następnego drinka.
– Ja też się jeszcze napiję – odparł duchowny, wstając. Randall zaczął nerwowo nabijać fajkę. Szukał tych drzwi do prawdy, a teraz, gdy już zostały otwarte, nie mógł dojrzeć wyraźnie, co jest w środku.
– Ta historia nie mogła się tak skończyć – powiedział. – Musi mieć jakieś zakończenie.
– Oczywiście, że ma zakończenie – stwierdził pastor – a nawet dwa. Jedno związane z Lebrunem i Montim, a drugie z Lebrunem, Plummerem i mną.
De Vroome wrócił z drinkami, usiadł na kanapie i podjął wątek na nowo.
– Według Lebruna, kiedy znalezisko z Ostii zostało potwierdzone i teksty przejęli wydawcy z Drugiego Zmartwychwstania, profesor Monti podzielił się z nim uczciwie swoim zyskiem. Jednak to nie pieniądze, jak pan pamięta, były właściwym celem naszego fałszerza. Czekał, aż Kościół zaakceptuje odkrycie. Dopiero wtedy chciał ujawnić mistyfikację i dokonać ostatecznego aktu zemsty. Czekał cierpliwie, rok za rokiem, na publikację nowej Biblii, by móc obwieścić światu o szalbierstwie Kościoła. Przed rokiem przydarzyło mu się coś, co zburzyło ten spokój. Przepuścił większość pieniędzy od Montiego na gry hazardowe i uliczne kobiety i został praktycznie bez grosza. Do ubóstwa był jednak przyzwyczajony i to nie ono było przyczyną jego następnego kroku. Był nią autentyczny romans. Sędziwy Francuz zakochał się jak idiota w jednej z prostytutek nawiedzających Ogrody Borghese. Była to młoda, głupiutka, ale sprytna dziewczyna. Starzec zupełnie jej nie pociągał, chyba że mógłby jej zapewnić pewne wygody czy nawet luksus. Lebrun wyznał uczciwie Plummerowi, że rozpaczliwie pragnie ją posiąść i widzi tylko jedno rozwiązanie. Mianowicie szantaż.
– I kogo miałby szantażować? Profesora Montiego?
– Zgadł pan. Obsesja Lebruna, żeby skompromitować Kościół, z biegiem lat nie wygasła, lecz teraz przyćmiła ją nowa, silniejsza. Potrzeba pieniędzy, za które mógłby kupić miłość. Dlatego postanowił spotkać się z Montim ponownie…
– Kiedy dokładnie to nastąpiło?
– Nie wiem.
Zapewne właśnie przed rokiem i dwoma miesiącami, pomyślał Randall.
– Czy przypadkiem nie w maju ubiegłego roku? – zapytał.
– Bardzo możliwe – odparł de Vroome. – W każdym razie spotkał się z profesorem gdzieś poza uczelnią. Chciał się dowiedzieć, kiedy wreszcie przełomowa publikacja się ukaże. Przekład był już wówczas gotowy i przygotowywano go do druku u Henniga w Moguncji. Monti zapewnił więc Lebruna, że nowa Biblia ukaże się w następnym roku, czyli w obecnym. Wyjawił mu nawet jej tytuł. I wówczas Lebrun wyłożył mu prawdziwy cel swej wizyty. Powiedział, że rozpaczliwie potrzebuje większej gotówki, i to jak najszybciej. Monti jednak nie miał pieniędzy, a nawet gdyby je miał, nie widział powodu, żeby ponownie płacić Francuzowi. „Powód się znajdzie – oznajmił na to Lebrun. – Jeśli nie dostanę tych pieniędzy, zniszczę pana i zniszczę nową Biblię. Ujawnię prawdę o pańskim odkryciu. A prawda jest taka, że to mistyfikacja, wymyślona przeze mnie i przygotowana tymi oto rękami". Wyobraża pan sobie zapewne, jakie to zrobiło wrażenie na nieszczęsnym profesorze.
– Ale Monti mu chyba nie uwierzył? – zapytał Randall.
– Oczywiście, że nie, nie był w stanie uwierzyć w coś takiego. Jednakże Lebrun, jak powiedział Plummerowi, był na to przygotowany. Miał ze sobą niepodważalny dowód, że teksty Jakuba i Petroniusza zostały sfałszowane.