Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
De Vroome przerwał, dopił swój koniak i spojrzał na pustą szklaneczkę Randalla.
– Jeszcze raz szkocka? – zapytał.
– Nie, nie, dziękuję. Proszę mówić dalej. I co się wydarzyło?
– Cedric Plummer, jako rasowy dziennikarz, zrobił obszerne notatki ze spotkania. Czytałem je i przedstawię panu ich esencję. Nasz samozwańcy fałszerz nazywa się naprawdę Robert Lebrun. Okazało się, że to człowiek sędziwy, ma osiemdziesiąt trzy lata. Nie jest jednak zgrzybiałym starcem, ma bystry umysł i świetną pamięć. Włosy ufarbowane na brązowo, szare oczy, na jednym katarakta. Okulary w stalowej oprawce, spiczasty nos, mocno pomarszczona twarz. Średniego wzrostu, ale wydaje się niższy, bo jest przygarbiony. Chodzi dziwnym krokiem, powłócząc jedną nogą, gdyż jest amputowana. Ma protezę, o czym nie lubi mówić. Historia jego życia dodaje całej sprawie wiarygodności.
– Skąd pochodzi?
– Z Paryża. Urodził się i wychował na Montparnasse. Nie powiedział Plummerowi zbyt wiele. Stali przy grobie Balzaca w ostrym słońcu i szybko go to zmęczyło. W młodości pracował jako terminator u rytownika. Pochodził z ubogiej, licznej rodziny i dla zdobycia pieniędzy na jej utrzymanie zaczął popełniać drobne fałszerstwa. Odkrył, że ma do tego talent. Podrabiał paszporty, potem banknoty o niskich nominałach, aż w końcu zabrał się do listów historycznych, rzadkich manuskryptów, fragmentów iluminowanych średniowiecznych Biblii. W pewnym momencie przesadził jednak. Próbował podrobić, bez odpowiedniego przygotowania, jakiś rządowy dokument. Szczegółów nie znam. W każdym razie wpadł, został aresztowany, a ponieważ wchodził już wcześniej w konflikty z prawem, skazano go na zesłanie do sławetnej kolonii karnej w Gujanie Francuskiej. Życie tam było dla młodego Lebruna nie do zniesienia. Władze więzienia nie zajmowały się jego resocjalizacją, stał się oporny jak nigdy przedtem i był za to karany. W pewnym momencie, kiedy osadzono go na jednej z trzech wysp, znanych później pod wspólną nazwą Diabelska Wyspa, Lebrun był bliski samobójstwa. Wówczas właśnie zaprzyjaźnił się z katolickim duszpasterzem z Francji, z zakonu Zgromadzenia Ducha Świętego. Ksiądz odwiedzał kolonię karną dwa razy w tygodniu. Zainteresował się Lebrunem, zwrócił go w stronę wiary, podsuwał mu religijne lektury i w końcu życie młodego więźnia nabrało celu i sensu. Po trzech latach pobytu w Gujanie Lebrun otrzymał możliwość ułaskawienia. Plummer nie dowiedział się szczegółów, ale rzecz okazała się oszustwem i od tamtej pory Lebrun jeszcze bardziej zgorzkniał i zamknął się w sobie. Szczególnej nienawiści nabrał do religii.
– Nie rozumiem tego – rzekł zdziwiony Randall.
– Niewiele wiem na ten temat, proszę wybaczyć – odparł de Vroome. – Lebrun ujawnił jedynie, że ów ksiądz, któremu zaufał, złożył mu propozycję w imieniu władz. Jeżeli zgodzi się wziąć udział w pewnym niebezpiecznym przedsięwzięciu czy eksperymencie i wyjdzie z tego cało, odzyska wolność. Lebrun się wahał, lecz pod namową duchownego skorzystał z propozycji. Przeżył, choć stracił nogę, wolność była warta nawet takiej ceny. Jednakże obiecanego ułaskawienia nie otrzymał i musiał wrócić do tropikalnego piekła. Od dnia czarnej rozpaczy poprzysiągł zemstę… nie, wcale nie rządowi Francji, lecz duchowieństwu, a dokładnie wszelkiej religii i jej kapłanom. To wtedy w jego gniewnym umyśle i sercu zrodził się szalony, perwersyjny plan, żeby zakpić sobie z wyznawców Chrytusa i zadać potężny cios wszystkim Kościołom.
– Podsuwając im fałszywą nową ewangelię -mruknął Randall.
– Tak, a do tego jeszcze fałszywy pergamin, pogańskie źródło dotyczące procesu Chrystusa, którego tak znienawidził. Lebrun chciał poświęcić resztę życia na przygotowanie tej mistyfikacji. Zamierzał najpierw przekonać opinię publiczną do jej prawdziwości, a następnie ujawnić wszystko, by udowodnić fałszywość religii i obnażyć łatwowierność jej naiwnych wyznawców. Przygotowywał się do tego od roku tysiąc dziewięćset osiemnastego, gdy wrócił do więzienia w Gujanie, aż do tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego trzeciego, kiedy to Francja zlikwidowała kolonię karną. Zgłębiał Biblię i historię chrześcijaństwa w pierwszym wieku, aż w końcu, po trzydziestu ośmiu latach odsiadki, wrócił do kraju jako wolny człowiek, lecz jednocześnie były skazaniec, opętany pragnieniem odwetu.
– I wówczas sporządził te mistrzowskie falsyfikaty?
– Nie tak od razu – odparł de Vroome. – Przede wszystkim potrzebował pieniędzy, podjął więc na nowo przestępczą działalność. Uruchomił jednoosobową fabryczkę fałszywych paszportów. Kontynuował także studia nad Pismem Świętym, życiem Jezusa, wczesnym chrześcijaństwem i oczywiście językiem aramejskim. Był samoukiem wręcz genialnym. W końcu zgromadził dość pieniędzy na zdobycie niezbędnych starożytnych materiałów i przeprowadził się do Rzymu, gdzie w tajemnicy zaczął preparować papirus i pergamin. Ukończył tę pracę, ku swojej wielkiej satysfakcji, przed dwunastu laty.
Randall był tak oszołomiony i zaintrygowany, że całe jego niedowierzanie i nieufność gdzieś się ulotniły.
– A profesor Monti? – zapytał. – W którym momencie pojawił się w tej historii Monti? Czy Lebrun znał go przed przyjazdem do Rzymu?
– Nie, nie znał go osobiście, ale oczywiście natrafił na jego nazwisko podczas swych studiów nad archeologią biblijną. A potern, któregoś dnia, gdy zastanawiał się wciąż, gdzie ukryć swoje falsyfikaty, żeby zostały następnie odkopane, wpadł mu w ręce radykalny artykuł profesora w jednym z fachowych czasopism. Randall pokiwał głową.
– Tak, wiem. Monti ogłosił kontrowersyjną tezę, że brakującego Źródła Q należy szukać nie w Palestynie czy Egipcie, lecz we Włoszech.
– Ano właśnie – odparł de Vroome, wyraźnie pod wrażeniem. – Widzę, że odrobił pan zadanie domowe, panie Randall. Ale idźmy dalej. Po przeczytaniu tego artykułu Lebrun poczuł, że brakujące elementy jego kombinacji zaczynają trafiać na miejsce. Jednym z sugerowanych przez Montiego terenów ewentualnych wykopalisk były starożytne ruiny na wybrzeżu, w okolicach Ostii. Po przestudiowaniu topografii tego obszaru Lebrunowi udało się umieścić falsyfikaty pod ziemią, w ruinach rzymskiej willi z pierwszego wieku.
– Jak to możliwe, że nikt go na tym nie przyłapał? – zapytał Randall, czując znów przypływ sceptycyzmu.
– Nie wiem – odparł duchowny – ale zrobił to. Sądzę, że Lebrun jest zdolny do wszystkiego. Należy też pamiętać o jego nieskończonej cierpliwości. Po zakopaniu papirusu i pergaminu odczekał ładne kilka lat, żeby zapieczętowany dzban i blok kamienny wtopiły się w strukturę ruiny i wydawały się nadszarpnięte zębem czasu. Rząd włoski zezwolił w tym okresie na kolejne wykopaliska w Ostii. Lebrun liczył ha to, że jego falsyfikaty zostaną przy tej okazji odkryte. Lecz prowadzone wówczas prace były dość powierzchowne. Profesor Monti tymczasem publikował kolejne artykuły, propagujące poszukiwanie Źródła Q we Włoszech, i był z tego powodu coraz częściej wyśmiewany i krytykowany przez swych konserwatywnych kolegów. Lebrun dowiedział się o tych kontrowersjach. Domyślił się, że Monti bardzo pragnie udowodnić, że jego przypuszczenia nie są czczym wymysłem. Francuz uznał, że nadszedł czas działania. Siedem lat temu, jak powiedział Plummerowi, odwiedził profesora na uniwersytecie. Jak się okazało, trafnie ocenił sytuację psychologiczną naszego archeologa.