Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
Duchowny zaproponował mu drinka i Randall nie odmówił.
– Co pan wybiera? – zapytał de Vroome, przypatrując się butelkom w barku. – Ja się napiję koniaku z wodą.
– Proszę szkocką z lodem.
– Proszę bardzo.
De Vroome zaczął mówić, przygotowując drinki.
– Większość osób zaangażowanych w produkcję Międzynarodowego Nowego Testamentu… tak, panie Randall, znam już tę nazwę… to uczciwi, przyzwoici ludzie, żywo zainteresowani sprawami ducha, jak pan to kiedyś ujął. Wierzą w esencję Słowa, podobnie jak ja w nią wierzę. Jednakże ludzie ci tak bardzo marzą o odnowie uniwersalnej wiary, że podążyli za tymi, którzy nimi manipulują. Dali się omamić osobom traktującym religię jako źródło zysku, a także władzy, ludziom, którzy nie cofną się przed niczym, żeby przetrwać. – Przerwał na chwilę. – Nawet przed sfałszowaniem Ewangelii.
De Vroome podszedł ze szklaneczkami w rękach do stolika, postawił przed Randallem szkocką i rozsiadł się wygodnie na kanapie.
– Może pan przestać wątpić, panie Randall – powiedział. – Podążał pan właściwym tropem. Fałszerz istnieje naprawdę. Widzieliśmy go. Rozmawialiśmy z nim. – Uniósł swoją szklankę. – Za prawdę – wygłosił krótki toast z krzywym uśmiechem. Wypił łyk koniaku i widząc, że Randall nie tknął swojego drinka, pokiwał wyrozumiale głową. – Przejdźmy w takim razie do faktów – oświadczył. – Chce pan wiedzieć, w jaki sposób namierzyliśmy fałszerza? Nie mieliśmy takiej możliwości, choć wiedzieliśmy, że istnieję, czy też istniał. To on sam nas odnalazł, panie Randall. Przynętą okazały się artykuły Plummera o rozłamie wśród Kościołów chrześcijańskich, o moich próbach reformy i oczywiście o przygotowywanej przez ortodoksów zupełnie nowej wersji Nowego Testamentu, opartej na nieznanym odkryciu archeologicznym we Włoszech. Teksty Plummera trafiły do wielu światowych gazet poprzez jedną z agencji prasowych, między innymi do popularnego rzymskiego dziennika „II Messaggero".
Na razie wszystko się zgadza, pomyślał Randall. Nie dalej jak przed godziną wspominał o artykule w „II Messaggero" doktor Venturi.
– Jak pan zapewne się domyśla – ciągnął de Vroome – Cedric Plummer otrzymał po swoich sensacyjnych tekstach pokaźną liczbę listów. Nasz angielski żurnalista ma oczywiście swoje wady, ale z pewnością nie należy do nich brak szacunku dla czytelnika. Stara się czytać każdy list, a jeden z nich, wysłany z Rzymu za pośrednictwem redakcji „II Messaggero", przeczytał kilkakrotnie, zanim go przyniósł do mnie, do Westerkerk. List ów, napisany na taniej papeterii, pochodził od Francuza osiadłego od wielu lat w Rzymie. Ten człowiek nie podpisał się własnym nazwiskiem, lecz zabawnym i nieco go umniejszającym pseudonimem… Duca Minimo. Czy zna pan włoski, panie Randall?
– Nie znam.
– Duca Minimo znaczy po włosku Książę Niczego. Świetny kontrapunkt dla zawartości samego listu, która dosłownie zwala z nóg. – De Vroome pociągnął łyk koniaku i kontynuował swój wywód. – List wydawał się nazbyt wspaniały, by mógł być prawdziwy. Francuz napisał w nim, że przeczytał artykuły Plummera z wielkim zainteresowaniem. Tak się wyraził, „z wielkim zainteresowaniem", choć nigdy nie słyszałem stwierdzenia mniej adekwatnego do wagi sprawy. Napisał dalej, że nowa Biblia opierać się będzie, w jego przekonaniu, na odkryciu archeologicznym profesora Augusta Montiego, dokonanym w ruinach antycznej Ostii przed sześciu laty. Było to niesamowite znalezisko… ni mniej, ni więcej, tylko nieznana ewangelia, napisana po aramejsku przez Jakuba Sprawiedliwego, brata Jezusa, wcześniejsza od czterech kanonicznych ewangelii Nowego Testamentu. Prócz tego tekstu profesor Monti odkopał także dokument na pergaminie, oficjalny raport o procesie Jezusa, wysłany z Jerozolimy do Rzymu. Na podstawie obu tych tekstów, napisał Duca Minimo, stworzono tak zwany Międzynarodowy Nowy Testament, który ma zostać wkrótce ogłoszony światu. Jednakże, stwierdzał dalej nasz tajemniczy Francuz, sam fundament nowej Biblii jest oszukaństwem, a odkrycie Montiego starannie od wielu lat przygotowywanym fałszerstwem. Wiadomo mu o tym, ponieważ to on sam jest owym fałszerzem i teraz z dumą może powiedzieć, że uznanie tekstów za autentyczne stawia go w rzędzie największych literackich fałszerzy w historii, wyżej od Irelanda, Chattertona, Psalmanazera czy Wise'a.
Czujne oczy pastora de Vroome'a wypatrywały jakiejś reakcji Randalla, ten jednak siedział nieruchomo.
– W każdym razie, oczytany człowiek z tego naszego korespondenta, nie ma dwóch zdań – dodał duchowny.
Randall, choć chłonął każde jego słowo, postanowił na razie się nie odzywać.
– Wracając do treści listu – podjął de Vroome – Francuz napisał do Plummera, że jest gotowy ujawnić swoją rolę w mistyfikacji i powiedzieć o tym publicznie w przededniu pojawienia się nowej Biblii. Napisał też, że jeśli Plummer chce poznać szczegóły mistyfikacji oraz cenę za dostarczenie próbki jego wytworów, gotów jest spotkać się na neutralnym gruncie w celu negocjacji. To pierwsze spotkanie miało się odbyć sam na sam, określonego dnia w określonym miejscu w Paryżu, przy czym Plummer miał mu zafundować bilet lotniczy i jakąś skromną kwotę na wyżywienie i nocleg.
Widząc, że pastor skończył, Randall pociągnął duży łyk szkockiej. Nagle poczuł, że bardzo potrzebuje drinka.
– Czy list od razu wydał się panu wiarygodny? – zapytał.
– Nie, oczywiście, że nie – odparł de Vroome. – Świat jest pełen religijnych maniaków i w normalnych okolicznościach zignorowałbym coś takiego. Im dłużej jednak analizowałem list, tym bardziej czułem, że jego autor może pisać prawdę. Wiarygodności dodawał mu jeden dość przekonywający fakt. Francuz napisał mianowicie, że odkrycie profesora Montiego zostało dokonane w antycznej Ostii. Znaliśmy już rolę profesora w całej tej historii, lecz miejsce wykopalisk trzymane było w ścisłej tajemnicy. Wiedzieliśmy tylko, że znajdowało się we Włoszech. Zrobiło to na mnie wrażenie, tym bardziej że dość szybko udało mi się zweryfikować tę informację poprzez moje powiązania w Rzymie. Gdy podałem nazwę miejscowości moim znajomym, potwierdzili, że istotnie profesor Monti prowadził tam wykopaliska i dokonał wiekopomnego odkrycia, które na razie pozostaje tajemnicą. Autor listu podał też nazwę waszej publikacji… Międzynarodowy Nowy Testament… co również udało mi się potwierdzić. Nie mogłem tego zignorować. Nawet jeżeli ten Duca Minimo nie był rzeczonym fałszerzem, nawet jeżeli uzyskał swoje informacje z drugiej ręki, wiedział tyle, że należało go potraktować poważnie. Poza tym nie musiał sam być źródłem tej wiedzy, wystarczyło, że miał do niej dostęp. Poleciłem Plummerowi, żeby odpisał mu na poste restante w Rzymie, tak jak chciał, ustalił termin i miejsce spotkania w Paryżu i wysłał mu pieniądze na podróż. Spotkanie odbyło się tydzień temu.
– Plummer się z nim spotkał? Gdzie?
– Na Pere-Lachaise.
– Co to jest?
– Cmentarz, nie słyszał pan o nim? – zdziwił się de Vroome. – Pere-Lachaise to słynny cmentarz, gdzie spoczywa wiele sławnych osobistości… Heloiza i Abelard, Chopin, Balzac, Sarah Bernardt, Colette… Nasz fałszerz napisał, że będzie czekał na Plummera przy rzeźbie Jacoba Epsteina, która stoi nad grobem Oscara Wilde'a. Teatralny pomysł, przyzna pan. A jednak całkiem sensowny. Pere-Lachaise to świetne miejsce na spotkanie dla kogoś, kto nie chce się rzucać w oczy. Byłem tam kiedyś. Rozległy teren, cisza, spokój, pagórki, ścieżki, topolowe i akacjowe zagajniki. Dla łowcy sensacji, takiego jak Plummer, to też intrygujące miejsce.
– I tam właśnie się spotkali? – dopytywał się Randall.
– Tam, ale nie przy grobie Wilde'a. Gdy Plummer przybył na cmentarz, strażnik przy bramie zapytał go o nazwisko i wręczył mu zaklejoną kopertę z wiadomością. Była w niej karteczka od Francuza. Zmienił miejsce spotkania, polecił dziennikarzowi iść do grobu Balzaca. Widocznie przy nagrobku Wilde'a był zbyt duży ruch. Plummer uznał to za wyjątkowo poetycki akcent, spod pióra Balzaca wyszło bowiem wiele opisów różnych łotrzyków i złoczyńców, a teraz jego grób przyciągnął człowieka, który mógł się okazać największym fałszerzem w historii ludzkości.