Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 253
Перейти на страницу:
* * *

— A to drań! — powiedziałem. — A to łotr!

Wszyscy na mnie spojrzeli. Właśnie skończyliśmy śniadanie, całkiem obfite i sycące jak na te warunki. Yulassetar posłał Cord takie spojrzenie, jakby chciał powiedzieć: „Twój koligat… twój problem”.

— Kto? — spytała Cord. — O kim mówisz?

— O Jesrym!

— Niedawno chciałeś go opłakiwać, a teraz ubliżasz mu od łotrów?

— To dla niego typowe.

— To znaczy? — zainteresował się Sammann. — Często lata w kosmos?

— Nie. Trudno to wyjaśnić, ale… z nas wszystkich właśnie jego musieli wybrać.

— Ale kto? — dopytywała się Cord. — To nie ma nic wspólnego z konwoksem.

— Nie ma, to prawda. Podejrzewam, że państwo sekularne zwróciło się do hierarchów w Tredegarhu i zażyczyło sobie „Dajcie nam czterech najlepszych od was”. I tak to się skończyło. — Pokręciłem głową.

— Musisz chyba być dumny, co? Chociaż odrobinę?

Ukryłem twarz w dłoniach. Westchnąłem.

— Jesry leci na spotkanie obcych, a ja jadę złomiarskim pociągiem. — Podniosłem głowę i spojrzałem na Gnela. — Co wiesz o ludziach Niebiańskiego Strażnika?

Zamrugał i znieruchomiał. Tyle czasu unikałem rozmów o religii — a teraz zastrzeliłem go takim pytaniem, prosto z mostu! Jego kuzyn stęknął głośno i odwrócił wzrok, tak jakby się spodziewał, że za chwilę zobaczy wypadek na drodze.

— To heretycy — odparł ostrożnie.

— Dla was prawie wszyscy są heretykami, prawda? Mógłbyś powiedzieć o nich coś więcej?

— Nie rozumiesz. To nie są pierwsi lepsi heretycy, tylko odłam mojej religii. — Gnel spojrzał na Yula. — Naszej religii.

Cord szturchnęła Yula pod żebro, żeby na pewno nie przegapił słów kuzyna.

— Serio? — spytałem. — Niebiańska Straż jest odłamem samblitów?

To była dla nas wszystkich nowina.

— Założycielem naszej religii był saunt Bly — powiedział Gnel.

— Przed czy po tym, jak zjedliście jego…

— To stare kłamstwo, wymyślone tylko po to, żeby zrobić z nas dzikusów!

— Przyrządzenie ludzkiej wątroby jest bardzo trudne — wtrącił Yul. — Zawsze robią się krwiaki.

— Chcesz powiedzieć, że saunt Bly stał się deolatrą? Jak Estemard?

Gnel pokręcił głową.

— Szkoda, że nie mogłem dłużej porozmawiać z Estemardem. On wcale nie jest deolatrą w twoim rozumieniu tego słowa. Ani w moim. Saunt Bly też nim nie był. Tym właśnie się różnimy od Niebiańskiej Straży.

— Bo oni uważają, że był?

— Tak. Dla nich jest kimś w rodzaju proroka, który znalazł dowód na istnienie Boga, i dlatego został odrzucony.

— Zabawne. Gdyby naprawdę znalazł taki dowód, powiedzielibyśmy „Świetna robota, fraa Bly” i zaczęlibyśmy wierzyć w Boga.

Gnel spiorunował mnie wzrokiem, dając mi do zrozumienia, że nie wierzy w ani jedno moje słowo.

— W każdym razie Niebiański Strażnik nie uznaje tej wersji — powiedział.

Cofnąłem się pamięcią do dnia poprzedzającego apert i zainicjowanej przez suur Tamurę dyskusji o ikonografiach.

— To przykład ikonografii brumazyjskiej — oświadczyłem.

— Co takiego?

— Niebiański Strażnik rozpowszechnia twierdzenie, jakoby w świecie matemowym istniał potajemny spisek.

— Zgadza się — przytaknął Gnel.

— Odkryto fakt o wielkim znaczeniu, w tym wypadku istnienie Boga. Większość deklarantów ma uczciwe zamiary i chciałaby tę nowinę ponieść w świat, ale spiskowcy w okrutny sposób tłumią ich zapędy i nie chcą dopuścić do ujawnienia tajemnicy. Nic ich nie powstrzyma.

Gnel szykował się do jakiejś wyważonej odpowiedzi, ale Yul go uprzedził:

— Trafiłeś w dziesiątkę.

— To zniechęcające — przyznałem. — Ze wszystkich ikonografii najtrudniej jest wykorzenić te oparte na teoriach spiskowych.

— Co ty nie powiesz… — mruknął Sammann, patrząc mi w oczy.

Zawstydziłem się i zaniemówiłem.

— Istnienie statku Kuzynów nadal jest utrzymywane w tajemnicy — przypomniała Cord, próbując przełamać lody. — Właściwie nie wiadomo, co Niebiański Strażnik sądzi na jego temat. Chociaż możemy się domyślać: widzi w nim…

— Cud — wtrącił Yul.

— Gości z innego świata — zaryzykowałem. — Lepszego, doskonalszego niż nasz.

— W którym nie ma miejsca na złowieszcze spiski — dodała Cord, — Kuzyni przybyli nam objawić prawdę.

— A co z laserami, którymi oświetlili Nieskalane? — spytał Sammann. — Jak Strażnik się na nie zapatruje?

— To zależy od tego, czy wie, że w Nieskalanych są składowiska odpadów radioaktywnych — zauważyłem.

— Co takiego?! — wrzasnęli Crade’owie.

— Nawet jeśli wie, to na pewno preferuje jakąś bardziej uduchowioną interpretację — powiedziała Cord.

— Dla Niebiańskiego Strażnika tysięcznicy to porządni ludzie — wtrącił Gnel, nadal wstrząśnięty tym, co usłyszał.

— To oczywiste — zgodziłem się. — Dobrzy milenaryści znają prawdę, ale nie mogą jej nikomu objawić, bo więżą ich podstępni dziesiętnicy i setnicy. Mam rację?

— Owszem. Dlatego Niebiański Strażnik uważa promienie lasera za…

— Błogosławieństwo — powiedziała Cord.

— Pomyślny znak — powiedziałem.

— Zaproszenie — powiedział Yul.

— Rety, ależ się zdziwi! — Sammann był zachwycony.

— Prawdopodobnie. Być może. Tego nie wiemy. Oby tylko Jesry’ego nie spotkała jakaś przykra niespodzianka.

— Łotra Jesry’ego? — spytała Cord.

— Tak. — Parsknąłem śmiechem. — Łotra Jesry’ego.

Miałem dobry humor: wszystko wskazywało na to, że udało nam się zakończyć dyskusję i uniknąć kazania Ganeliala Crade’a. I świat wyglądał pięknie, dopóki Cord się nie odezwała:

— Gnel, kiedy wasze drogi się rozeszły? I czym właściwie różnicie się od Niebiańskiej Straży?

Końcówka tego pytania zabrzmiała trochę niewyraźnie, bo Yul wyciągnął rękę i żartobliwym gestem próbował zatkać Cord usta, przez co musiała jednocześnie mówić i odpychać jego palce.

— Czytamy święte pismo sami, po bazyjsku — zaczął Gnel. — Ludzie często biorą nas przez to za prymitywnych fundamentalistów. Może jest w tym odrobina racji, ale to nie znaczy, że jesteśmy ślepi na zmiany, jakie zaszły w świecie matemowym, starym i nowym, przez ostatnie pięćdziesiąt stuleci. Słowo Boże jest zawsze takie samo, Księga nie podlega redakcjom ani przekładom, za to świat, widziany przez ludzi poza Księgą, zmienia się nieustannie. Wy, deklaranci, próbujecie zrozumieć Dzieło Boże bez odwoływania się do słów, które Bóg sam nam objawił sześć tysięcy lat temu. Z naszego punktu widzenia zachowujecie się jak ludzie, którzy wyłupili sobie oczy i ciężko okaleczeni poszli badać nowy, nieznany ląd. Mamy jednak świadomość, że wskutek swojego kalectwa mogliście wykształcić jakieś nowe, nieznane nam zmysły i talenty.

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)