Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 153
Перейти на страницу:

– Czy to znaczy, że nie zna pan kariery zawodowej profesora – zapytał Randall zdziwiony – i nie słyszał pan o jego odkryciach?

– Ach, panie Randall, więc pan wie o odkryciu w Ostii? Nie mogłem o tym rozmawiać, ponieważ…

– Pracuję przy tym projekcie, doktorze.

– Nie byłem tego pewien. Córki profesora wymogły na mnie przyrzeczenie, że nie ujawnię tajemnicy nikomu obcemu, i dotrzymuję słowa.

– Co pan wie o dokonaniach profesora? – zapytał Randall.

– Właściwie niewiele. Nazwisko Monti było mi oczywiście znane, ale dopiero od jego córek dowiedziałem się o wykopaliskach w Ostii i ich wielkim znaczeniu dla teologii biblijnej.

– Ale nie wie pan, co właściwie zostało znalezione?

– Nie wiem. Czy sugeruje pan, że gdybym wiedział, mógłbym lepiej zrozumieć, dlaczego profesor uważa się za Jakuba, brata Chrystusa?

– Do pewnego stopnia tak, panie doktorze. Odkrycie profesora Montiego stało się impulsem do stworzenia nowej wersji Biblii. Jego znaczenie jest przeogromne.

– Tak też sądziłem. Czytałem ostatnio w „II Messaggero" trzyczęściowy artykuł jakiegoś angielskiego dziennikarza…

– Cedrica Plummera.

– Właśnie, Plummera. Tekst był dość powierzchowny i zawierał niewiele faktów, ale dotyczył przygotowywanej w Amsterdamie publikacji nowej Biblii, za którą stoją chrześcijańscy konserwatyści, pragnący powstrzymać zmiany w Kościele. Było to dość intrygujące, ale zanadto oparte na pogłoskach i domysłach, tak że trudno było potraktować rzecz poważnie.

– Jest jak najbardziej poważna – zapewnił Randall.

– Ach, wobec tego wielka szkoda, że profesor Monti nie będzie mógł się cieszyć owocem swego epokowego odkrycia – rzekł Venturi, szczerze tym przejęty. – Być może nowa Biblia pomoże nam zrozumieć przyczynę jego urojeń, ale dla samego pacjenta niewiele to znaczy. Czy coś jeszcze się wydarzyło podczas spotkania, panie Randall?

– Obawiam się, że nie – odrzekł Randall i w tym momencie przypomniał sobie o rysunku. Wyjął go z kieszeni marynarki i podał lekarzowi. – Profesor narysował to dla mnie, kiedy wychodziłem – wyjaśnił. – Powiedział, że to podarek, który mnie uratuje.

– No tak, ryba – skwitował to Venturi i zamiast wziąć od niego kartkę, pogrzebał wśród papierów na biurku, i po chwili rozłożył na blacie sześć podobnych szkiców. – Jak pan widzi, panie Randall, mam tu prywatną kolekcję tych dzieł profesora. Dość często obdarowuje nimi lekarzy i pielęgniarki, ale obawiam się, że ich tematyka ogranicza się do tego jednego motywu… ryby przebitej włócznią. To wręcz jego obsesja.

– Ta ryba musi coś oznaczać – powiedział Randall. – Czy próbował pan ustalić, co profesor chce przez to zakomunikować?

– Naturalnie, ale nie doszedłem do żadnych wniosków, poza tym, że ryba także jest związana z jego urojeniem. Jak pan zapewne wie, pierwsi chrześcijanie w czasach prześladowań posługiwali się symbolem ryby jako tajemnym znakiem, po którym się rozpoznawali. Ciekawe jest pochodzenie tego wizualnego hasła. Mesjasz był znany swoim pierwszym wyznawcom jako „Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel", co w tłumaczeniu na grekę, język używany przez rzymskich okupantów, brzmiało: Iesous Christos Theou Tios Soter. Pierwsze litery tych pięciu słów tworzą wyraz I-CH-TH-Y-S, co oznacza po grecku właśnie rybę. Nauka o rybach to ichtiologia.

– Fascynujące – przyznał Randall, przyglądając się ponownie rysunkowi. – A włócznia? Czy także była częścią symbolu?

– Nie – odparł doktor Venturi. – Włócznię dodał już od siebie profesor Monti. Wymowa tego znaku jest raczej negatywna, ale kto wie, co naprawdę dzieje się w głowie mojego pacjenta? Czy uważając się za brata Jezusa, ujawnia chęć rywalizacji z nim, wbijając włócznię w jego symbol, rybę? Czy może raczej rana zadana Jezusowi odzwierciedla zagrożenie, jakie profesor Monti odczuwa jako Jakub? Obawiam się, że nie odkryjemy już tej tajemnicy.

Doktor Venturi wziął do ręki fajkę z morskiej pianki i woreczek z tytoniem.

– Nie będzie panu przeszkadzało? – zapytał.

Randall pokazał mu swoją wrzosową fajkę, wymienili się tytoniami i zapalili, po czym wrócili do rozmowy na temat Montiego. Randall postanowił cofnąć się trochę w czasie.

– Kiedy profesor trafił do kliniki, panie doktorze? – zaczął. – I jeśli to nie tajemnica, w jakich okolicznościach to się wydarzyło?

– W jakich okolicznościach? – Venturi wypuścił z ust kłąb dymu. – Historia choroby jest oczywiście tajna, ale Angela Monti poprosiła mnie, żebym był z panem szczery, jeśli chodzi o stan jej ojca.

– Angela jest w poczekalni – rzekł szybko Randall. – Może się pan upewnić.

– Nie ma potrzeby – odparł psychiatra. Pyknął z fajki i odłożył ją na ceramiczną popielniczkę. – Mój własny kontakt z tym przypadkiem rozpoczął się przed rokiem i dwoma miesiącami. Lekarz rodzinny Montich, który akurat jest moim kolegą, zwrócił się do mnie o pomoc dla swego pacjenta, czyli profesora, który znalazł się w uniwersyteckiej poliklinice. Doznał nagłego, dotkliwego załamania nerwowego. Udałem się tam natychmiast, zbadałem go i postawiłem diagnozę.

– Co właściwie spowodowało, że profesor znalazł się w szpitalu?

– Chce pan znać okoliczności, w jakich doszło do załamania? – zapytał retorycznie psychiatra. – Dwa dni przedtem profesor Monti pracował jak zwykle na uniwersytecie, wykładał, odbywał konsultacje, pisał wniosek o grant na nowe wykopaliska. Odbywał też, jak prawie co dzień, liczne spotkania z umówionymi gośćmi.

– Co to byli za goście?

– Ludzie, których mógłby przyjmować każdy inny wybitny naukowiec. Koledzy po fachu, archeolodzy z zagranicy, czasem ktoś z rządu. Być może także dostawcy ekwipunku do wykopalisk, doktoranci, redaktorzy czasopism archeologicznych. Może córka profesora powie panu coś więcej. W każdym razie pracował do późna, wychodził też na jakieś spotkania na mieście, a wieczorem, kiedy nie wrócił na kolacją, Angela zadzwoniła do portiera na wydziale, żeby przypomniał profesorowi, że powinien już iść do domu. Portier poszedł na piętro do jego gabinetu, zapukał, a kiedy nikt nie odpowiedział, zdecydował się wejść, gdyż widział palące się światło. Zobaczył profesora za biurkiem, na którym panował straszny bałagan. Lampa była przewrócona, a profesor Monti bełkotał coś niezrozumiale, zupełnie rozkojarzony, aż w końcu popadł w stupor. Przerażony portier zadzwonił po jego córkę, która natychmiast wezwała pogotowie.

Randall wzdrygnął się na myśl o koszmarze, jaki musiała przeżyć Angela.

– Czy od tamtej pory udało się z nim nawiązać jakiś kontakt? – dociekał Randall.

– Niestety nie, ani razu – odparł Venturi. – Ma pustkę w mózgu. Mówiąc dosadnie, po prostu utracił zmysły. Od tamtej pory nie ma kontaktu z rzeczywistością.

– I nie ma nadziei, żeby przywrócić go do normalności?

– Któż to wie, panie Randall. Kto wie, co przyniesie nam przyszłość w psychiatrii, czego dowiemy się o biochemii zaburzeń umysłowych? Na razie nie da się nic zrobić, a niech mi pan wierzy, że próbowaliśmy wszystkiego. Po kilku dniach przeniosłem profesora do Villa Bellavista. Stosowaliśmy różne metody… psychoterapię, środki farmakologiczne, elektrowstrząsy w znieczuleniu. Na próżno. Obecnie staramy się, żeby był spokojny, żeby dobrze sypiał. Zachęcamy go również do aktywności, próbujemy zająć robieniem makram w naszej pracowni, pływaniem w basenie… Ale on się w ogóle tym nie interesuje. Większość czasu spędza przy oknie, wpatrzony w przestrzeń. Czasami słucha muzyki albo ogląda telewizję, ale nie sądzę, żeby coś z tego przyswajał.

1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)