Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 192
Перейти на страницу:

Fiben zrozumiał, o co jej chodzi.

— Ale… ale co, u diabła, w ogóle sprawiło, że pomyślał, iż…

— Wygląda na to, że za obsesję suzerena w znacznej mierze odpowiedzialny był nasz tymbrimski ambasador, Uthacalthing, Fiben. Czy pamiętasz dzień wybuchu w ambasadzie, gdy próbowałeś się włamać do tymbrimskiego schowka dyplomatycznego?

Fiben otworzył usta i zamknął je z powrotem. Spróbował pomyśleć. Jaką grę prowadziła teraz Gailet?

Suzeren Poprawności niewątpliwie wiedział, że to Fiben był szymem, którego widziano umykającego przez dym i smród upieczonych gubryjskich urzędników w dniu eksplozji w dawnej tymbrimskiej ambasadzie. Wiedział, że to Fiben odbył daremną zabawę w berka ze strażnikiem schowka, a potem uciekł po urwisku pod samymi dziobami drużyny Żołnierzy Szponu.

Czy wiedział o tym dlatego, że powiedziała mu Gailet? A jeśli tak, to czy poinformowała go również o tajemnej wiadomości, którą Fiben znalazł w głębi skrytki i przekazał Athaclenie?

Nie mógł zapytać jej o te rzeczy. Ostrzegawczy błysk jej oczu kazał mu zachować milczenie.

Mam nadzieję, że ona wie, co robi — modlił się gorączkowo. Czuł wilgoć pod pachami. Otarł z czoła strużkę potu.

— Mów dalej — powiedział bez tchu.

— Twoja wizyta unieważniła dyplomatyczny immunitet i dała Gubru pretekst, którego szukali, umożliwiający im włamanie się do schowka. Wtedy spotkało ich coś, co — jak myśleli — było prawdziwym uśmiechem losu. System autodestrukcji schowka częściowo zawiódł. W środku znajdowały się dowody, Fiben, dowody świadczące o prywatnych dochodzeniach w kwestii Garthian, które prowadził tymbrimski ambasador.

— Uthacalthing? Ale…

Nagle Fibena olśniło. Spojrzał na Gailet wybałuszonymi oczyma, po czym zgiął się w pół i zaczął kasłać, usiłując nie roześmiać się głośno. Wesołość wezbrała w jego piersi niczym para, samoistna siła, którą zaledwie zdołał powstrzymać. Nagły, krótki atak blokady mowy był w gruncie rzeczy błogosławieństwem, gdyż dzięki niemu Gailet nie musiała go uciszać. Kaszlnął jeszcze kilka razy i uderzył się w pierś.

— Przepraszam — powiedział cichym głosem.

— Gubru uważają teraz, że dowody były sfabrykowane i stanowiły sprytny podstęp — ciągnęła.

Nie mów — pomyślał po cichu Fiben.

— Oprócz tego, że sfałszował dane, Uthacalthing sprawił również, że Planetarną Bibliotekę ogołocono ze wszystkich plików dotyczących Wspomagania, co spowodowało, iż suzeren odniósł wrażenie, że coś tu próbuje się ukryć. Gubru ponieśli wielkie koszty, zanim się przekonali, że Uthacalthing ich oszukał. Na przykład sprowadzili tu Bibliotekę Planetarną klasy naukowej. Stracili też w górach sporo uczonych i żołnierzy, zanim się w tym połapali.

— Stracili? — Fiben przesunął się do przodu. — W jaki sposób?

— Szymskie oddziały nieregularne — odparła zwięźle Gailet. Ponownie pojawiło się to ostrzegawcze spojrzenie.

Daj spokój Gailet — pomyślał. — Nie jestem idiotą.

Fiben wiedział, że nie należy w żaden sposób wspominać o Robercie i Athaclenie. Wystrzegał się nawet myśli o nich.

Niemniej nie mógł całkowicie stłumić uśmiechu. A więc to dlatego Kwackoo byli tacy uprzejmi! Jeśli szymy prowadziły wojnę w sposób inteligentny i na dodatek zgodny z oficjalnymi regułami, w takim razie wszystkie z nich trzeba było traktować z pewną, minimalną dozą respektu.

— A więc górskie szymy przeżyły ten pierwszy dzień! Musiały wtedy przyłożyć najeźdźcom! Na pewno dalej to robią!

Wiedział, że ma prawo dać upust odrobinie radości. To będzie zgodne z jego rolą.

Uśmiech Gailet był blady. Ta wiadomość musiała u niej wywołać mieszane uczucia. Ostatecznie jej udział w powstaniu wypadł znacznie gorzej.

To znaczy — pomyślał Fiben — że starannie wypracowany podstęp Uthacalthinga przekonał Gubru, iż na planecie znajduje się coś przynajmniej równie ważnego jak wartość kolonii jako zakładnika. Garthianie! Kto by na to wpadł! Udali się w góry w pościg za mitem i pani generał wyszukała sposób, by zadać im cios, gdy tylko znaleźli się w jej zasięgu. Och, przykro mi z powodu tych wszystkich rzeczy, które pomyślałem o jej starym. Cóż za bombowy numer, Uthacalthing. Teraz jednak najeźdźcy przejrzeli już na oczy. Ciekawe, czy…

Fiben podniósł wzrok i ujrzał, że Gailet obserwuje go w skupieniu, jak gdyby chciała oszacować jego myśli. Fiben zrozumiał wreszcie jeden z powodów, dla których nie mogła być z nim całkowicie otwarta i szczera.

Musimy podjąć decyzję — zdał sobie sprawę. — Czy powinniśmy spróbować okłamać Gubru?

On i Gailet mogli spróbować podtrzymać dowcip Uthacalthinga przez jeszcze jakiś czas. Mogło im się udać przekonać suzerena, by jeszcze raz wyruszył na łowy na mitycznych Garthian. Warto było podjąć ten wysiłek, jeśli ściągnęłoby to jeszcze choć jeden oddział Gubru w zasięg górskich bojowników.

Czy jednak on lub Gailet posiadali choć w przybliżeniu wystarczającą dawkę wyrafinowania niezbędnego do przeprowadzenia podobnego fortelu? Co byłoby do tego potrzebne? Mógł to sobie wyobrazić: „A jużci, panie. Garthianie som. Tak, szefuniu. Może pan wierzyć staremu szymowi. Tak, tak.”

Albo, wprost przeciwnie, mogli spróbować psychologii odwrotnej: „Nieee rzucajcie mnie w tę kępę głogu!”

Rzecz jasna, żadna z tych metod w najmniejszym stopniu nie przypominała sposobu, w jaki zrobił to Uthacalthing. Gra sprytnego Tymbrimczyka polegała na subtelnym, chytrym zmyleniu przeciwnika. Fiben nawet nie myślał o próbie podjęcia działań o takim poziomie wyrafinowania.

Zresztą, gdyby jego i Gailet złapano na próbie okłamania Gubru, mogłoby to zdyskwalifikować ich jako kandydatów do owego specjalnego statusu, jaki Suzeren Poprawności zdawał się im oferować dziś po południu. Fiben nie miał pojęcia, czego chciała od nich ta istota, mogło to jednak oznaczać szansę na dowiedzenie się, co takiego najeźdźcy budują nad Morzem Ciimarskim. Ta informacja mogła mieć kluczowe znaczenie.

Nie, to po prostu nie jest warte ryzyka — uznał Fiben. Stanął teraz wobec następnego problemu: jak przekazać te myśli Gailet?

— Nawet najbardziej zaawansowany gatunek istot rozumnych może popełniać błędy — odezwał się powoli, starannie wymawiając słowa. — Zwłaszcza na obcym świecie.

Udając, że szuka pchły, ukształtował znak dziecięcej mowy oznaczający „koniec zabawy?”

Najwyraźniej Gailet zgadzała się z nim. Skinęła stanowczo głową.

— Zrozumieli już, że się mylili. Są pewni, że Garthianie to mit. Gubru przekonali się, że była to tylko tymbrimska pułapka. Odniosłam zresztą wrażenie, że pozostali suzerenowie — którzy sprawują dowództwo wspólnie z górskim kapłanem — nie pozwolą na dalsze bezsensowne wypady w góry, gdzie ptaki są łatwym celem dla guerrilli.

Fiben poderwał głowę. Serce zabiło mu mocno przez kilka przelotnych chwil. Wreszcie zrozumiał, co Gailet miała na myśli… jak dokładnie miało brzmieć ostatnie słowo, które wypowiedziała. Homonimy były jedną z uciążliwych wad, które nowoczesny anglic odziedziczył po dawnym angielskim, chińskim i japońskim. Podczas gdy języki galaktyczne skonstruowano z myślą o maksymalizacji zawartości informacji i eliminacji dwuznaczności, narzecza dzikusów wyewoluowały w sposób niekontrolowany i spontaniczny, więc pełno w nich było szczególnych cech, takich jak słowa o podobnym brzmieniu, lecz odrębnym znaczeniu.

1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)