Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 192
Перейти на страницу:

Z jednej z pobliskich maszyn nadbiegł niski, atonalny głos.

— Młode istoty rozumne zwane neoszympansami… zachowajcie spokój. Zachowajcie spokój, młodzi podopieczni… — uspokajał głos.

Gailet odwróciła się twarzą w tamtą stronę, zaciskając żuchwę.

Fiben zamrugał powiekami.

Chciałbym potrafić zrozumieć ją lepiej — pomyślał. W połowie przypadków nie miał pojęcia, co wyprowadzi Gailet z równowagi.

To właśnie jej zmienne usposobienie sprawiło, że w ogóle zaczął rozmawiać z Gailet, uznał jednak, że nie da to żadnego rezultatu. Lepiej zaczekać. Przejdzie jej ten nastrój. Zawsze tak się działo.

Zaledwie przed godziną śmiali się i poszturchiwali nawzajem, borykając się ze skomplikowaną mechaniczną układanką. Byli w stanie na kilka minut zapomnieć o wpatrzonych w nich mechanicznych i nieziemskich oczach. Współpracowali ze sobą, sortując raz za razem części i składając je w całość. Kiedy wreszcie cofnęli się od gotowej wieży, którą ułożyli, i spojrzeli na nią, oboje wiedzieli, że sprawili niespodziankę prowadzącym notatki. W tej chwili satysfakcji dłoń Gailet wśliznęła się — na znak niewinnego uczucia — w jego dłoń.

Tak to już było w więzieniu. Niekiedy Fibenowi naprawdę się wydawało, że to doświadczenie przynosi mu korzyść. Na przykład po raz pierwszy w życiu miał dość czasu, by po prostu usiąść i pomyśleć. Pozwalano im teraz czytać książki i zdołał zaliczyć sporo tytułów, które zawsze pragnął przeczytać. Konwersacje z Gailet otworzyły przed nim tajemniczy świat ksenologii. Sam zaś z kolei opowiedział jej o wielkim dziele, jakiego dokonywano tutaj na Garthu — delikatnym nakierowywaniu zrujnowanego ekosystemu z powrotem ku zdrowiu.

Niemniej aż za często zdarzały się długie, mroczne okresy, podczas których godziny ciągnęły się bez końca. W takich chwilach wisiał nad nimi całun. Wydawało im się, że mury zacieśniają się wokół nich, a ich rozmowa zawsze wracała do wojny, do wspomnień ich nieudanego powstania, do utraconych przyjaciół i ponurych spekulacji na temat losu samej Ziemi.

W podobnych momentach Fiben myślał, że mógłby przehandlować całą nadzieję na długie życie w zamian za godzinę swobodnego biegania pod drzewami i czystym niebem.

Dlatego nawet te nowe gubryjskie testy okazały się dla nich obojga ulgą. Przynajmniej mieli coś do roboty.

Maszyny odsunęły się nagle, bez ostrzeżenia, otwierając przejście przed ich ławą.

— Skończyliśmy, skończyliśmy… Spisaliście się dobrze, dobrze, spisaliście… Podążajcie teraz za kulą, podążajcie w kierunku środka transportu.

Gdy Fiben i Gailet podnieśli się, uformowała się przed nimi brązowa, ośmiościenna projekcja. Nie spoglądając na siebie, ruszyli w ślad za hologramem. Minęli milczących, posępnych ptasich techników, wyszli z komory testów i podążyli długim korytarzem.

Roboty-sprzątacze przemknęły obok nich z cichym szeptem dobrze nastrojonej maszynerii. W pewnej chwili z drzwi gabinetu wypadł technik Kwackoo, który obdarzył ich zdumionym spojrzeniem i z powrotem skrył się w środku. Wreszcie Fiben i Gailet minęli syczące drzwi wejściowe i wyszli w jasne światło słońca. Fiben musiał osłonić oczy dłonią. Dzień był piękny, szczypał jednak chłodek przypominający, że krótkie lato miało się już ku końcowi. Szymy, które dostrzegł na ulicach, poza odgrodzonym przez Gubru terenem, były ubrane w lekkie swetry i trampki — następny pewny znak, że zbliża się jesień.

Żaden z szymów nie spojrzał w ich stronę. Odległość była zbyt wielka, by Fiben mógł cokolwiek wywnioskować na temat ich nastroju lub mieć nadzieję, że któryś z nich rozpozna jego czy Gailet.

— Nie będziemy wracać tym samym pojazdem — szepnęła jego towarzyszka. Wskazała ręką ku rampie ładowniczej znajdującej się na dole, za długą balustradą. Rzeczywiście, brunatny furgon wojskowy, który ich przywiózł, zastąpiła wielka, odkryta barka poduszkowa. Na jej otwartym pomoście, za stanowiskiem pilota, stał ozdobny piedestał. Przyboczni Kwackoo zamontowali markizę, która chroniła dziób i grzebień ich pana przed palącym światłem Gimelhai.

Wielkiego Gubru łatwo było rozpoznać. Jego gęste, połyskujące lekko upierzenie wydawało się bardziej zmierzwione niż wtedy, gdy go poprzednio widzieli, w tajemniczej ciemności ich podmiejskiego więzienia. Ten efekt sprawiał, że różnił się on jeszcze bardziej od typowych gubryjskich funkcjonariuszy, jakich mieli okazję ujrzeć.

W niektórych miejscach jego zmiennobarwne pióra zaczynały wyglądać na wystrzępione i poszarpane. Ptasi arystokrata nosił pasiasty kołnierz. Kroczył niecierpliwie po swej grzędzie.

— No, no — mruknął Fiben. — Czyż to nie nasz stary przyjaciel, ktoś tam od dobrego gospodarowania?

Gailet żachnęła się z dźwiękiem, któremu niewiele zabrakło do cichego śmiechu.

— On się nazywa Suzeren Poprawności — przypomniała mu. — Pasiasty naszyjnik oznacza, że jest przywódcą kasty kapłańskiej. Pamiętaj tylko, żebyś był grzeczny. Postaraj się nie drapać zbyt wiele i patrz na to, co ja robię.

— Będę dokładnie imitował twe kroki, o pani.

Gailet zignorowała jego sarkazm i podążyła za brązowym hologramem przewodnim wzdłuż długiej rampy, ku barce o jaskrawych kolorach. Fiben trzymał się tuż za nią.

Projekcja przewodnia zniknęła, gdy dotarli do lądowiska. Kwackoo, którego pierzasta krawatka zabarwiona była na kolor jaskrawożółty, obdarzył ich oboje bardzo płytkim ukłonem.

— Spotkał was ten zaszczyt — zaszczyt… że nasz opiekun — szlachetny opiekun raczy okazać wam — wam na wpół uformowanym… dar waszego przeznaczenia.

Kwackoo przemawiał bez pomocy generatora głosu, co samo w sobie było niemałym cudem, biorąc pod uwagę wysoko wyspecjalizowane organy głosowe tych istot. W gruncie rzeczy wypowiadał anglickie słowa całkiem wyraźnie, choć na bezdechu, co sprawiało wrażenie, że nieziemiec oczekuje czegoś z niepokojem.

Było mało prawdopodobne, by Suzeren Poprawności był najłatwiejszym szefem we wszechświecie. Fiben powtórzył ukłon Gailet i zachował milczenie, podczas gdy ona udzielała odpowiedzi.

— Jesteśmy zaszczyceni uwagą, jaką twój pan, potężny opiekun z wielkiego klanu, raczył nas obdarzyć — powiedziała w powolnym, wyraźnie wypowiadanym siódmym galaktycznym. — Niemniej zastrzegamy sobie, w imieniu naszych opiekunów, prawo do wyrażenia dezaprobaty dla jego działań.

Nawet Fiben wciągnął powietrze z wrażenia. Zebrani Kwackoo zagruchali z gniewu i nastroszyli groźnie upierzenie.

Trzy wysokie, wyćwierkane tony położyły nagły kres ich oburzeniu. Przewodnik Kwackoo odwrócił się szybko i pokłonił suzerenowi, który przesunął się na bliższy obojga szymów koniec grzędy. Gubru rozwarł szeroko dziób i pochylił się, by przyjrzeć się Gailet najpierw jednym okiem, a potem drugim. Fiben poczuł, że ciekną po nim strumyczki potu.

Wreszcie nieziemiec wyprostował się i wyskrzeczał oświadczenie we własnej, skracającej znacznie wyrazy, fleksyjnej wersji trzeciego galaktycznego. Jedynie Fiben spostrzegł drżenie ulgi, które przebiegło wzdłuż napiętego grzbietu Gailet. Nie mógł nadążyć za bombastyczną tyradą suzerena, lecz pobliski generator głosu natychmiast rozpoczął przekład.

— Dobrze powiedziane — powiedziane dobrze… dobrze wypowiedziane, jak na wziętych do niewoli żołnierzy z klasy podopiecznych, członków nieprzyjacielskiego klanu Terra… Chodźcie więc — chodźcie i zobaczcie… chodźcie, zobaczcie i usłyszcie propozycję, której z pewnością nie potępicie — nawet w imieniu waszych opiekunów.

Gailet i Fiben spojrzeli na siebie nawzajem. Następnie, jak jedno, pokłonili się.

1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)