Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
- Автор: Брин Дэвид
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-86211-55-5
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:
Późnym rankiem powietrze było przejrzyste, a słaby zapach ozonu zapewne nie zapowiadał deszczu. Podobne starożytne wskazówki były zresztą bezużyteczne w obecności produktów zaawansowanej techniki.
Barka skierowała się na południe. Minęła nieczynne spacerowe mola Port Helenia i ruszyła dalej nad samą zatoką. Fiben po raz pierwszy miał okazję ujrzeć, jakie zmiany zaszły w porcie od czasu przybycia nieziemców.
Po pierwsze, sparaliżowana została flota rybacka. Tylko jeden trawler na cztery nie leżał na brzegu lub w suchym doku. Główny port handlowy był również niemal martwy. Skupisko morskich statków o przygnębiającym wyglądzie kołysało się na swych cumach. Najwyraźniej od miesięcy nikt z nich nie korzystał. Fiben przyglądał się, jak jeden z wciąż jeszcze funkcjonujących trawlerów rybackich wypłynął zza zamykającego zatokę przylądka. Zapewne wracał wcześniej z powodu szczęśliwego połowu lub też mechanicznego uszkodzenia, z którym szymska załoga nie czuła się na siłach poradzić sobie na morzu. Płaskodenna łódź podniosła się i opadła, mijając stojącą falę w miejscu, gdzie morze stykało się z zatoką. Załoga musiała się zdrowo wysilać, gdyż przejście było teraz węższe niż za czasów pokoju. Połowę cieśniny blokowała wyniosła, zakrzywiona powierzchnia urwiska — wielka forteca z nieziemskiego cermetalu.
Wydawało się, że gubryjski okręt liniowy otaczała słaba, lśniąca poświata. Kropelki wody kondensowały się na krawędziach jego ekranów ochronnych, tęcze iskrzyły się, a mgiełka opadała na posuwający się naprzód z wysiłkiem trawler, gdy wreszcie zdołał on utorować sobie drogę wokół północnego cypelka lądu. Fiben nie zdołał wypatrzeć twarzy szymskiej załogi, kiedy barka suzerena przemknęła nad statkiem, widział jednak, jak kilka długorękich postaci osunęło się z ulgą na pokład, gdy kuter dotarł wreszcie na spokojne wody.
Od Przylądka Borealis górne ramię brzegu zatoki ciągnęło się przez kilka kilometrów na północ i wschód w kierunku samego Port Helenia. Nie licząc małego znaku przybrzeżnego, jego skaliste wyniosłości były puste. Gałęzie rosnących na szczycie grani sosen szeleściły łagodnie na morskiej bryzie.
Na południe jednak, bliżej wąskiej cieśniny, sytuacja wyglądała całkiem odmiennie. Rozciągający się za spoczywającym na ziemi okrętem liniowym teren został przekształcony. Usunięto leśną roślinność i zmieniono zarysy urwisk. Z miejsca znajdującego się tuż za przesłaniającym widok przylądkiem wzbijał się w górę pył. Widać było rój poduszkowców oraz ciężkich dźwigaczy śmigających w obie strony.
Znacznie dalej na południe, bliżej kosmoportu, wzniesiono nowe kopuły stanowiące część gubryjskiego systemu obronnego. Miejscy partyzanci podczas swego nieudanego powstania sprawili tym fortyfikacjom jedynie niewielki kłopot. Barka jednak najwyraźniej nie kierowała się w tamtą stronę. Zmierzała ku nowej konstrukcji wznoszącej się na wąskich, górzystych zboczach pomiędzy Zatoką Aspinal a Morzem Ciimarskim.
Fiben wiedział, że nie ma sensu pytać strażników, o co tu chodzi. Technicy i przyboczni Kwackoo zachowywali się uprzejmie, był to jednak sztywny rodzaj uprzejmości. Zapewne takie mieli rozkazy. Nie byli zbyt skorzy do udzielania informacji.
Gailet podeszła do poręczy, stanęła obok niego i ujęła go za łokieć.
— Popatrz — szepnęła ściszonym głosem. Wspólnie przyglądali się, jak barka wznosi się ponad urwiskami. W pobliżu brzegu oceanu szczyt wzgórza ścięto płasko. Wokół jego podstawy skupiały się budynki, które Fiben rozpoznał jako elektrownie protonowe. Wychodzące z nich przewody prowadziły w górę wzdłuż zboczy. Na szczycie leżała zwrócona stroną wewnętrzną ku niebu półkulista konstrukcja, otwarta i lśniąca w świetle słońca niczym marmurowa czasza.
— Co to jest? Projektor pola siłowego? Jakiś rodzaj broni? Fiben skinął głową, potrząsnął nią, a wreszcie wzruszył ramionami.
— Nie mam pojęcia. Nie wygląda na instalację wojskową. Cokolwiek to jednak jest, na pewno zżera mnóstwo prądu. Popatrz na te wszystkie elektrownie. Goodall!
Nad nimi przemknął cień — mający nierówne brzegi, puszysty chłód chmury przesłaniającej słońce, lecz nagły, ostry ziąb czegoś litego i wielkiego, co przelatywało z hukiem nad ich głowami. Fiben zadrżał, tylko w części z powodu obniżenia temperatury. Oboje z Gailet nie mogli się nie skulić, gdy spoglądali w górę na wielki dźwigacz transportowy, który przeleciał zaledwie sto metrów nad nimi. Ich ptasi strażnicy wyglądali za to na niewzruszonych. Suzeren stał na grzędzie, ignorując ze spokojem buczące pola, pod wpływem których szymy dygotały.
Nie lubią niespodzianek — pomyślał Fiben — ale są całkiem twardzi, kiedy wiedzą, co się dzieje.
Ich transportowiec rozpoczął długi, powolny, leniwy objazd wokół placu budowy. Fiben kontemplował białą, zwróconą ku górze misę znajdującą się pod nimi w chwili, gdy Kwackoo z różową krawatką podszedł do niego i pochylił leciutko głowę.
— Czcigodny raczy — oferuje łaskę… i zechce zasugerować wspólnotę — wzajemne uzupełnianie się… celów i dążeń.
Na drugim końcu barki można było dojrzeć Suzerena Poprawności, który przycupnął po królewsku na swym piedestale. Fiben żałował, że nie potrafi odczytać wyrazu gubryjskiej twarzy.
Co ten stary ptak kombinuje? — zastanawiał się. Nie był pewien, czy naprawdę chciałby to wiedzieć.
Gailet odwzajemniła płytki ukłon Kwackoo.
— Powiedz, proszę, swemu szanownemu opiekunowi, że pokornie rozważymy jego propozycję.
Trzeci galaktyczny suzerena był bombastyczny i ceremonialny, przyozdobiony drobiącymi, wytwornymi krokami tanecznymi. Przekład płynący z generatora głosu nie pomagał Fibenowi wiele. Złapał się na tym, że obserwuje raczej Gailet niż nieziemca, starając się zrozumieć, o czym, u diabła, rozmawiają.
— …dopuszczalna rewizja Rytuału Wyboru Wspomaganiowego Doradcy… modyfikacja wprowadzona w czasie napięcia przez czołowych reprezentantów podopiecznych… jeśli w istocie dokonano jej w najlepiej pojętym interesie gatunku ich opiekunów…
Gailet wyglądała na wstrząśniętą. Spoglądała w górę, na gubryjskiego przywódcę. Jej wargi zacisnęły się w wąską linię. Splatające się ze sobą palce zacisnęła tak mocno, że aż zbielały. Gdy suzeren przestał ćwierkać, generator głosu przemawiał jeszcze przez chwilę, po czym wokół nich zapadła cisza, którą mącił jedynie gwizd przecinanego powietrza i ciche brzęczenie silników wehikułu.
Gailet przełknęła ślinę. Pokłoniła się. Wydawało się, że trudno jej jest wydobyć z siebie głos.
Dasz sobie radę — zachęcał ją w milczeniu Fiben. Blokada mowy była czymś, co mogło trafić każdego szyma, zwłaszcza poddanego takiemu naciskowi, wiedział jednak, że nie odważy się zrobić nic, by jej pomóc.
Gailet odkaszlnęła, ponownie przełknęła ślinę i zdołała wykrztusić z siebie słowa.
— Czci… czcigodny starszy, nie… nie możemy przemawiać w imieniu naszych opiekunów, ani nawet wszystkich szymów na Garthu. To, o co pan prosi, jest… jest…
Suzeren przemówił ponownie, jak gdyby zakończyła już swą odpowiedź. Albo, być może, po prostu nie uważano za nieuprzejme, gdy istota z klasy opiekunów przerywała podopiecznemu.
— Nie jesteście zmuszeni — nie musicie… odpowiadać teraz — oznajmił generator głosu, gdy Gubru ćwierkał i huśtał się na swej grzędzie. — Przestudiujcie — poznajcie — rozważcie… materiały, które otrzymacie. Ta okazja przyniesie wam korzyść.
Ćwierkanie ponownie zamilkło, a w ślad za nim brzęczący generator głosu. Wyglądało na to, że suzeren nakazał im odejść, zamykając po prostu oczy.