Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 192
Перейти на страницу:

Jak na jakiś niewidoczny dla Fibena sygnał pilot barki poduszkowej oddalił pojazd od gorączkowej krzątaniny trwającej na zdewastowanym wzgórzu i skierował go ponad zatoką na północ, w kierunku Port Helenia. Wkrótce okręt liniowy w zatoce — gigantyczny i niewzruszony — został za nimi w spowijającym go wieńcu mgły i tęcz.

Fiben i Gailet podążyli za Kwackoo do siedzeń z tyłu barki.

— O co w tym wszystkim chodziło? — szepnął do niej Fiben. — Co ten cholerny stwór gadał o jakiejś ceremonii? Czego od nas oczekuje?

— Psst! — Gailet kazała mu gestem być cicho. — Wytłumaczę ci to później, Fiben. W tej chwili pozwól mi, proszę, pomyśleć.

Gailet usiadła w kącie, ramionami obejmując kolana. Z nieobecną miną podrapała się w futro na lewej nodze. Jej oczy były skierowane w pustkę. Gdy Fiben wykonał gest sugerujący, że chciałby ją poiskać, nawet nie zareagowała. Spoglądała tylko w stronę horyzontu, jak gdyby jej umysł przebywał gdzieś bardzo daleko.

Wróciwszy do celi, stwierdzili, że dokonano tam wielu zmian. — Chyba zdaliśmy wszystkie te testy — zauważył Fiben, spoglądając na ich odmienioną kwaterę.

Łańcuchy zabrano wkrótce po pierwszej wizycie suzerena, która odbyła się owej ciemnej nocy, kilka tygodni temu. Po tym wydarzeniu słomę na podłodze zastąpiono materacami i pozwolono im na czytanie książek.

Teraz jednak wszystko to mogło im się wydać wręcz spartańskie. Podłogę wyłożono pluszowymi dywanami, a większą część jednej ze ścian pokrywał kosztowny hologobelin. Były tam też takie luksusy, jak łóżka, krzesła i biurko, a nawet muzyczny dek.

— To łapówki — mruknął Fiben, przeglądając sześciany z nagraniami. — Cholera jasna, mamy coś, czego oni chcą. Może ruch oporu nie został jeszcze rozbity. Może Athaclena i Robert kąsają ich i Gubru chcieliby, byśmy…

— To nie ma nic wspólnego z twoją panią generał — powiedziała Gailet bardzo cichym głosem, ledwie głośniejszym od szeptu. — A przynajmniej niewiele. Ta sprawa ma bez porównania szerszy zasięg.

Twarz miała napiętą. Przez całą drogę powrotną była milcząca i podenerwowana. Od czasu do czasu Fiben wyobrażał sobie, że słyszy odgłos pracy jakichś mechanizmów, turkoczących wściekle w jej głowie.

Gailet nakazała mu gestem, by podszedł za nią pod nową holościankę. W owej chwili nastawiono ją tak, by przedstawiała trójwymiarową scenę złożoną z abstrakcyjnych kształtów i wzorów — pozornie bezkresną aleję lśniących sześcianów, sfer i piramid rozciągającą się w nieskończoną dal. Gailet usiadła po turecku i zaczęła manipulować przy układzie sterującym.

— To kosztowne urządzenie — powiedziała odrobinę głośniej niż było to konieczne. — Pobawmy się trochę. Przekonajmy się, co potrafi zrobić.

Gdy Fiben usiadł obok niej, euklidesowe kształty rozmazały się i zniknęły. Regulator zaklekotał pod dotknięciem Gailet i nagle pojawiła się nowa scena. Wydawało się teraz, że ściana otwiera się na rozległą, piaszczystą plażę. Zwiastujące burzę chmury wypełniały nieboskłon aż po obniżający się, szary horyzont. Bałwany przewalały się w odległości niecałych dwudziestu metrów. Wyglądały tak realistycznie, że nozdrza Fibena rozwarły się, gdy spróbował pochwycić woń soli.

Gailet skupiła się na urządzeniach kontrolnych.

— Może to właśnie mamy zrobić — usłyszał jej mamrotanie. Niemal doskonały obraz plaży zamigotał i na jego miejscu zamajaczyła nagle ściana zielonych liści — scena z dżungli tak bliska i realna, że Fibenowi bez mała wydało się, iż mógłby wskoczyć do środka i uciec w zielone tumany, jak gdyby było to jedno z owych mitycznych „urządzeń teleportacyjnych”, o których czytało się w romantycznej literaturze, a nie po prostu hologobelin wysokiej jakości.

Fiben wpatrzył się w wybraną przez Gailet scenę. Od razu poznał, że nie jest to dżungla Garthu. Opleciony pnączami deszczowy las stanowił rozedrganą, żywą hałaśliwą scenę, pełną kolorów i różnobarwnych kształtów. Skrzeczały tam ptaki i darły się wyjce.

A więc to Ziemia — pomyślał i zastanowił się, czy Galaktyka pozwoli mu kiedykolwiek na spełnienie jego marzenia i ujrzenie rodzinnego świata na własne oczy.

Cholernie mało prawdopodobne w obecnej sytuacji.

Gailet przemówiła, przyciągając jego uwagę.

— Pozwól mi nastawić to tutaj, żeby scena była bardziej realistyczna.

Poziom dźwięku podniósł się. Nagle buchnęły wokół nich hałasy dżungli.

Co ona próbuje zrobić? — zastanowił się Fiben.

Nagle coś zauważył. Gdy Gailet manipulowała poziomem dźwięku, jej lewa ręka wykonała prymitywny, lecz wymowny gest. Fiben zamrugał powiekami. Był to znak dziecięcego języka, mowy znaków, której używały wszystkie szymskie dzieci do wieku czterech lat, gdy wreszcie uczyły się robić użytek z mowy.

Dorośli słuchają — oznajmiła.

Wydawało się, że dźwięki dżungli wypełniają sobą pomieszczenie, odbijając się od pozostałych ścian.

— Gotowe — powiedziała cichym głosem. — Teraz nie mogą nas podsłuchiwać. Możemy rozmawiać szczerze.

— Ale… — zaczął oponować Fiben, ponownie jednak ujrzał ten sam gest.

Dorośli słuchają.

Jego respekt dla inteligencji Gailet wzrósł po raz kolejny. Rzecz jasna, wiedziała, że ta prosta metoda nie przeszkodzi urządzeniom podsłuchowym w odebraniu każdego słowa. Gubru i ich agenci mogli jednak sobie wyobrażać, że szymy są na tyle głupie, by uwierzyć, że tak się stanie! Jeśli oboje będą się zachowywać tak, jakby wierzyli, że są bezpieczni przed podsłuchem…

Cóż za misterną pajęczynę przędziemy — pomyślał Fiben. To była prawdziwa szpiegowska robota. Na swój sposób sprawiało mu to przyjemność.

Wiedział też jednak, że jest to niebezpieczne jak diabli.

— Suzeren Poprawności ma pewien problem — powiedziała na głos Gailet. Jej ręce spoczywały nieruchomo na kolanach.

— Powiedział ci to? Ale jeśli Gubru mają kłopoty, to dlaczego…

— Nie powiedziałam „Gubru”, choć myślę, że to również jest prawdą. Mówiłam o samym Suzerenie Poprawności. Ma on kłopoty ze swymi partnerami. Jakiś czas temu kapłan zdecydowanie zbyt mocno zaangażował się w pewną sprawę i teraz wygląda na to, że musi za to diabelnie drogo zapłacić.

Fiben siedział bez ruchu, zdumiony, że wyniosły nieziemski władca raczył opowiadać nędznemu jak robak terrańskiemu podopiecznemu takie rzeczy. Nie spodobała mu się ta myśl. Podobne zwierzenia mogły łatwo okazać się niezdrowe.

— Na czym polegało to nadmierne zaangażowanie? — zapytał.

— Cóż, po pierwsze — ciągnęła Gailet, drapiąc się w rzepkę — kilka miesięcy temu uparł się, by w góry wysłano wiele oddziałów Żołnierzy Szponu oraz uczonych.

— Po co?

Twarz Gailet przybrała wyraz całkowitego opanowania.

— Mieli tam szukać… Garthian.

— Czego? — Fiben zamrugał. Parsknął śmiechem, lecz stłumił to nagle, gdy ujrzał ostrzegawczy błysk w jej oczach. Ręka szymki, drapiąca jej kolano, zwinęła się i odwróciła w geście oznaczającym ostrożność.

— Garthian — powtórzyła.

Taki bzdurny przesąd — pomyślał Fiben. — Ciemne, żółtokartowe szymy opowiadając dzieciom bajki o Garthianach, żeby je nastraszyć.

Można było pęknąć ze śmiechu na myśl, że wyrafinowani Gubru dali się nabrać na takie bajeczki.

Gailet jednak ten pomysł najwyraźniej nie wydawał się zabawny.

— Możesz sobie wyobrazić, dlaczego suzeren się podekscytował, Fiben, gdy ujrzał dowód, pozwalający mu uwierzyć, że Garthianie mogą istnieć. Wyobraź sobie, jakim fantastycznym sukcesem byłoby dla każdego klanu zdobycie praw adopcji przedrozumnego gatunku, który ocalał z Bururalskiej Masakry. Natychmiastowe przejęcie przez Gubru praw dzierżawy Garthu byłoby najmniej istotną z konsekwencji.

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)