Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
W każdym razie warto spróbować. Sula wysłała mu kompletny raport o sytuacji na Zanshaa, łącznie z krótką historią swojej działalności i działalności armii podziemnej. Załączyła również rady, jak traktować armię i rozmaite grupy interesów, które ta reprezentuje.
Ten raport, już bez rad, poszedł również do konwokacji i Zarządu Floty. Chciała, by przeczytali jej własne słowa i zobaczyli jej własne osiągnięcia, nie przefiltrowane przez Torka.
Ku jej ogromnemu zdziwieniu, dwa dni później nadeszła odpowiedź Eldeya. Kamera pokazała go na wyrafinowanym fotelu akceleracyjnym z brązowym skórzanym obiciem. Gubernator był ubrany nieoficjalnie, w prostą kamizelkę, często noszoną przez Tormineli, by nie przegrzać futra. Miał bardzo łagodny głos, mówił z lekkim wahaniem. Jego futro przerzedził wiek. Wyglądał jak nieco zużyta ukochana pluszowa zabawka.
— Rozumiem pani pogląd na armię — powiedział — i całkowicie się z panią zgadzam. Potwierdzę amnestię i nagrody swym własnym autorytetem. Sądzę, że zrobiła pani nadzwyczajną rzecz, zaproponuję Zarządowi Floty, by została pani udekorowana. Nie mogę się powstrzymać od refleksji, że ma pani przed sobą wspaniałą karierę.
Może polityk starannie ocenił swoje możliwości przetrwania, a myślał zupełnie co innego, niż mówił — ale przynajmniej słowa były odpowiednie. Sula pomyślała, że chyba konwokacja dokonała trafnego wyboru.
Gdyby kilka dni wcześniej wiedziała, że ktoś taki jak Eldey już tu zmierza, może lady Trani nie musiałaby umierać. Niewykluczone, że planeta zniosłaby obecność lady Trani przez dwadzieścia kilka dni.
Ale w hierarchii uczynków, których Sula żałowała, śmierć lady Trani nie zajmowała zbyt wysokiej pozycji.
Ponieważ nic nie zapowiadało, że wyższa władza ma ją zlikwidować, Sula zaczęła myśleć o swojej przyszłości. Poszła do apteki, dostarczyła kroplę krwi i kazała odczytać swój kod genetyczny. Potem z nonszalancją typową dla absolutnego władcy pomaszerowała do parowskiego banku genów — ozdobnego budynku wciśniętego między dwa biurowce rządowe — i poprosiła o oprowadzenie. Podenerwowana urzędniczka, Lai-own, pokazała jej, jak zbierane są dane genetyczne każdego para na Zanshaa, który ubiega się o licencję małżeńską, i jak te dane są przechowywane w banku genów, którego historia sięga czasów założenia imperium. Potem pokazała, jak zeskanowany materiał genetyczny zostaje wykorzystany do określenia przodków, jeśli pojawia się pytanie o pochodzenie genetyczne danej osoby.
— Czy są jakieś kopie? — zapytała Sula.
— Tak, w sejfie na dole.
Sula próbowała stłumić rozbawienie. Bezcenne dane o genealogii parów i ich jedyne kopie są trzymane w tym samym budynku i mogą paść ofiarą tych samych wypadków. Fakt ten potwierdzał powszechną wiarę, że Górne Miasto i imperium będą trwać wiecznie.
— Proszę mi pokazać kopie — powiedziała Sula.
Urzędniczka zabrała ją do pokoju w podziemiach i otworzyła sejf. Sula wyobrażała sobie mały, starożytny sejf, a tymczasem sejf był ogromny i wspaniały, cały z błyszczącego, polerowanego metalu. Spojrzała na swe zniekształcone odbicie, w otwierających się drzwiach. Razem z urzędniczką weszły do środka. Wnętrze sejfu pachniało lekko smarem.
Magazyn danych funkcjonował i wyglądał tak samo jak podstawowy komputer na parterze.
— Proszę mi pokazać, jak to działa — poleciła Sula.
Urzędniczka posłuchała.
— Bardzo dobrze. Teraz niech pani stąd wyjdzie. Urzędniczka popatrzyła na nią złotymi oczyma ze zdziwieniem.
— Milady?
— Proszę wyjść. Niech pani pójdzie z kolegami na wczesny lunch. Chcę wyciągnąć genetyczną informację o pewnych poszukiwanych naksydzkich oficjelach, mordercach, którzy uciekają przed karą za zbrodnie.
Zaszokowana urzędniczka rozwarła pysk.
— Milady, my to możemy dla pani zrobić.
— Nie, nie możecie. Nie mogę pozwolić, byście poznali ich nazwiska. To tajemnica wojskowa.
Ale, milady…
— Wie pani — oznajmiła Sula — mogłabym zaoszczędzić mnóstwo rządowych pieniędzy, zamykając to miejsce. Mało prawdopodobne, by jacyś parowie teraz się pobierali.
Wszyscy urzędnicy pośpiesznie czmychnęli po jesionki i kapelusze, po czym uciekli w szary jak łupek zimowy dzień. Sula zamknęła drzwi frontowe i usiadła za konsolą sterowniczą. Krótko napawała się tą chwilą, po czym usunęła wszystkich przodków Caro Suli, cofając się o jakieś 3500 lat i wprowadziła swoje dane, po czym wyłączyła terminal.
To samo zrobiła z zapasową kopią.
Może w końcu Caro spocznie raz na zawsze — pomyślała.
Po pierwszej wymianie listów stosunki między Sulą i lordem Eldeyem stały się serdeczne. Lord potwierdził wszystkie listy mianowanych i amnestionowanych i zarekomendował Zarządowi Floty potwierdzenie nagród, które Sula przyznała członkom armii podziemnej. Sula poinformowała go, że na Zanshaa odczuwa się brak antymaterii do generacji energii. Odpowiedział jej, że przewidziano te braki i że dostawy anrywodoru są już w drodze. Opowiedziała mu o rozmaitych konfliktach pojawiających się między frakcjami lojalistów, które objęły władzę w rozmaitych miastach, a Eldey zasugerował jej, jak sobie z tym radzić.
— Muszę wyrazić pani uznanie za stanowczość, jaką wykazała pani w stosunku do Naksydów zajmujących się racjonowaniem żywności — dodał. — Ale mogła pani zrobić to znacznie prościej, ogłaszając stały podatek na żywność, który wejdzie w życie… powiedzmy, za sześć miesięcy.
Sula uśmiechnęła się. Więc jednak jest makroekonomiczne rozwiązanie tego problemu.
— Naksydzi naprawdę mnie zaskakują — powiedziała. — Zachowywali się bardzo spokojnie i współpracowali z nami, nawet jeńcy. Rozumiem, że więźniowie mogą współpracować, byśmy nie ruszali ich krewnych, nie mogę jednak stwierdzić, czy jakiś Naksyd na wolności nie działa według mojego scenariusza i czy któregoś dnia nie zaczną się zamachy i bombardowania.
Zaskoczyła ją odpowiedź, która nadeszła następnego dnia.
— Myślę, że po klęsce Naksydzi staną się dobrymi i lojalnymi obywatelami — powiedział Eldey. — Kiedy wybuchła rewolta, nie rozumiałem, dlaczego niektórzy prominenci, parowie posiadający już ogromne bogactwa i władzę, tak wiele ryzykowali.
Pokiwał swą czcigodną głową.
— Sądzę, że rewoltę Naksydów trzeba rozważać w nawiązaniu do psychologii ich gatunku. Są to zwierzęta stadne i idą za wyraźnym przywódcą. Shaa byli wodzami stada, czyli imperium, a kiedy zastąpił ich komitet równych, Naksydzi musieli poczuć się nieswojo. Sytuacja była zbyt niejasna. Nie mieli pewności, jaka jest ich pozycja w stosunku do innych członków stada. Kiedy wojna się skończy, jest oczywiste, że Naksydzi zostaną ściągnięci na samo dno naszego społeczeństwa. Myślę, że się tym zadowolą. Będą najszczęśliwsi, gdy damy im pewność co do ich miejsca w hierarchii. Będą doskonali w wyznaczonej im niszy.
Sula rozważyła te słowa i uznała, że choć teoria jest interesująca, lepiej być przygotowaną na naksydzki kontratak. Dość intensywnie o tym myślała, dlatego następne zdanie Eldeya całkowicie ją zaskoczyło.
— Może powinniśmy się zastanowić — powiedział łagodnie — nad odesłaniem żołnierzy z armii do ich poprzednich zajęć. Chętnie wysłucham pani sugestii.