Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 158
Перейти на страницу:

Właśnie, to rzeczywiście sedno problemu. Jej własna pozycja na Zanshaa zależała od armii, a armia była mała, źle wyszkolona, bojownicy już tęsknili za własnymi łóżkami. Mogła poradzić sobie z osobą w rodzaju lady Trani, która niewiele rozumiała z całej sytuacji i nie zasługiwała na szacunek. Mogła trzymać na dystans Torka, skazanego na latanie wokół układu Zanshaa i niezdolnego do wykorzystania swej potężnej broni przeciw własnej stolicy.

Lord Eldey, inteligentny, wiarygodny i mający poparcie konwokacji i imperium, to coś zupełnie innego. Sula zdała sobie sprawę, że kiedy on tu przybędzie, ona sama stanie się nie tylko osobą zbędną, ale również potencjalnym źródłem niepokoju. Co dokładnie będzie miała robić, dowodząc armią, która nie będzie już potrzebna? Jeśli się zbuntuje, to przeciw komu?

A może powrócić do życia w podziemiu i zostać królową bandytów na Zanshaa? Ale zanim zdążyła rozwinąć tę fantazję, powrócił jej zdrowy rozsądek. Ta rola nie miała przyszłości i tylko naraziłaby na niebezpieczeństwo ludzi, na których jej zależało.

Mogła teraz grać wiele ról, ale jedyną rolą do przyjęcia była rola kapitan Suli, wysoko postawionego para imperium. Dobrze, że wycyganiła od Torka stopień dowódczy — trudno byłoby zdegradować ją do porucznika, kiedy już jako absolutny władca rządziła całą planetą.

Ponadto jedyną rzeczą, w której była doskonała — prócz nieszczęśliwych związków z mężczyznami — było zabijanie.

Pora znowu postraszyć Torka — pomyślała.

Wysłała przekaz tekstem. Nie wysłała go na wideo, by Tork nie widział na jej twarzy pełnego samozadowolenia uśmiechu.

„Lordzie dowódco, mam przyjemność zameldować Waszej Ekscelencji, że za kilka dni powitam lorda Eldeya na jego nowym stanowisku w Górnym Mieście Zanshaa. Ponieważ moja późniejsza obecność w mieście będzie w najlepszym razie źródłem niepokojów, a w najgorszym przyczyną wybuchu niezadowolenia, chciałabym prosić o natychmiastowy przydział stanowiska. Ponieważ nic nie jest bliższe memu sercu od chęci ponownego poprowadzenia lojalnych obywateli przeciw Naksydom, proszę o dowództwo na okręcie w Jedynie Słusznej i Ortodoksyjnej Floty Odwetu”.

Nie było to otwarte stwierdzenie „zatrudnij mnie, albo będziesz miał na karku wojnę domową”, ale powinno wystarczyć.

Kopię listu wysłała do wiadomości Eldeya i do Zarządu Floty. Przed zakodowaniem i wysłaniem dopilnowała, by ci dodatkowi odbiorcy jasno widnieli na przekazie. Gdyby Tork zesłał ją na odległą placówkę na Harzapid lub Home Reach, inni na pewno to zauważą.

Niestety, teraz musi powiadomić o tym armię.

* * *

Najpierw powiedziała o tym przyjaciołom podczas obiadu w osiemsetletniej restauracji w Nowym Moście. Kiedyś brała tam udział w popijawie na cześć awansu Jeremiego Foote’a na porucznika: zakończyła wieczór, grożąc, że podpali jednego z jego przyjaciół.

Obecnie wszystko odbyło się o wiele spokojniej. Wynajęła jedną z prywatnych sal na górze, ze starożytnymi belkami stropowymi koloru bursztynowego złota, kominkiem z poplamionymi sadzą czerwonymi cegłami i balkonem o poręczy z kutego żelaza wykończonego wypolerowanym brązem. Płatki śniegu tak ciężkie i majestatyczne, że mogłyby być produktem firmy specjalizującej się w efektach pogodowych wysokiej jakości, padały na zewnątrz ciche i wspaniałe, tworząc na balkonie gruby zimny dywan.

W kominku trzeszczały palące się kłody. Stary mechanizm sprężynowy z łańcuchami i trybikami z czarnej stalowej blachy obracał wolno rożen, na którym piekł się sfinks z Hone-bar. Zapachy gotowania wypełniały całe pomieszczenie. Patel i Julien pili gorący grog z wazy umieszczonej na ciężkim drewnianym stole, a Sula popijała herbatę z cukrem trzcinowym.

— Zanim pójdę spać, muszę obejść wartowników — powiedział Julien. — W taką noc jak ta wszyscy strażnicy z pewnością pochowali się w budynkach.

Sula uśmiechnęła się. Z Juliena zrobił się służbista, a to oszczędzało jej mnóstwo pracy związanej z pilnowaniem dyscypliny w szeregach.

— Eldey zasugerował, że powinniśmy zacząć myśleć o rozwiązaniu armii — rzekła.

Julien zaśmiał się pogardliwie.

— Co Eldey ma tutaj do gadania? To jeden z tych, którzy uciekli i zostawili nas na pastwę Naksydów.

Jednak Patel patrzył uważnie na Sulę.

— Zamierzasz to zrobić — powiedział. — Prawda, księżniczko?

— Tak. Poprosiłam o stanowisko we Flocie. — I widząc zszokowane spojrzenie Juliena, dodała: — Kiedy prawdziwy rząd wróci, będziemy stanowić dla nich zagrożenie. A nie możemy ich pobić.

Julien poczerwieniał z gniewu, białe pozostały tylko cienkie blizny — pamiątki po naksydzkim śledztwie.

— Poddajesz się — stwierdził.

— Będę dalej walczyła z Naksydami. W tym właśnie jestem dobra. Musimy dać spokój, dopóki jesteśmy na fali. Zanim zyskamy zbyt wielu wrogów. Spytaj ojca, zgodzi się ze mną.

Julien zwrócił do ognia swą wąską twarz i podniósł do ust kubek z ponczem.

— Lubię być w armii — powiedział. — Po tym wszystkim trudno będzie wrócić do dawnego życia.

— Nie musisz wracać do dawnego życia. — Właśnie po to jest amnestia.

— Nie mam wyboru. — Spojrzał na nią. — Tata skorzysta z amnestii, ale chce, bym zajął jego miejsce.

— Przykro mi, jeśli to nie jest to, czego chcesz.

Julien wzruszył ramionami.

— To nie takie złe życie. Będę miał pieniądze i inne cholerne rzeczy, na które przyjdzie mi ochota, i tym razem to ja będę szefem.

Patel patrzył na ich oboje łagodnymi ciemnymi oczyma.

— Rzecz w tym, księżniczko, że wszyscy przyzwyczailiśmy się, że ludzie nas kochają — powiedział.

Sula uśmiechnęła się.

— To było w tym najlepsze, prawda?

Być kochaną. Widzieć słowa „ Niech żyje Biały Duch!” wymalowane na ścianach domów, widzieć, jak ludzie wychodzą z tramwajów, czytając egzemplarze „Bojownika”, obserwować twarze innych, gdy szła w mundurze przez Rynek Tekstyliów lub gdy rozdzielała skradzioną żywność w Starej Trójce. Być w ramionach Casimira, ze zmysłami wypełnionymi jego piżmowym zapachem. Była w samym środku czegoś wspaniałego i wiedziała, że nigdy już nie będzie tak ważna.

Zwróciła się do Patela.

— A ty?

Wykrzywił usta w grymasie przypominającym uśmiech.

— Och, wracam do dawnego życia. Jakże inaczej mógłbym sobie pozwolić na swoje słabostki?

Podniosła kubek z herbatą.

— Za nowe przygody — powiedziała.

Pozostali podnieśli kieliszki i wypili.

Julien patrzył ponuro w ogień.

— Bez Casimira nie będzie już takiej zabawy.

Sula także spojrzała w płomienie i żal popłynął przez jej serce.

— To prawda — przyznała.

* * *

To był Martinez, ale jakby nie Martinez — miał kwadratową szczękę i ciężkie brwi, jednak wyraz twarzy był nieco inny. Miał też czarne i proste włosy, a nie brązowe i falujące. Stał razem z Sulą przed jej starym mieszkaniem, tym za pałacem Shelleyów.

Ten Martinez miał na sobie lamowany srebrem mundur kapitański i trzymał wazon Guraware pełen gladiolusów.

— Dałaś to memu ojcu na jego weselu — powiedział. — Pomyślałem, że dam je tobie na twoim weselu.

Wstrząśnięta Sula uświadomiła sobie, że tonie Martinez, ale syn jego i Terzy Chen.

— Połączenie naszych klanów to rozsądna rzecz — oznajmił przyszły lord Chen. — To znaczy o ile rozwiązałaś ten mały problem.

Sula z trudem wydobyła z siebie głos.

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)