Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 158
Перейти на страницу:

Lord Eldey w czerwonej tunice lordów konwokatów wyszedł z promu i rozejrzał się po swej domenie ogromnymi, przystosowanymi do nocnego widzenia oczyma. Ostatni śnieg stopniał, pozostały tylko pojedyncze plamy bieli w najgłębszych cieniach; okolica lotniska była brązowa i martwa, zwłaszcza tam, gdzie Naksydzi zniszczyli zagajniki, przygotowując pole pod instalacje obronne. Powietrze pachniało zgnilizną, wilgotną roślinnością i paliwem rakietowym.

Sula zasalutowała.

— Witamy na Zanshaa, lordzie gubernatorze.

— Dziękuję, lady Sula. Jak to dobrze widzieć jakiś… znowu zobaczyć jakiś prawdziwy świat. — Odetchnął głęboko i najwidoczniej nie miał nic przeciwko zapachowi paliwa rakietowego, gdyż jego nos poruszył się z zadowoleniem. — Proszę, spocznij. Pozwoli pani, że zaznajomię panią ze swoim sztabem?

Nastąpiła prezentacja. Sula przedstawiła lordowi gubernatorowi Spence i Macnamarę, a ten zaskoczył ich, ściskając ich dłonie.

— Więc kontynuujemy? — spytał lord Eldey. — Nie jestem już młody, a chyba w planach na dziś mamy sporo zajęć.

— Tak jest, milordzie — powiedziała Sula.

Wszyscy zwrócili się w stronę frontu podestu. Sula wydała rozkaz przez swój komunikator mankietowy.

Odbył się pierwszy, ostatni i jedyny przegląd wojsk Suli.

Grupy operacyjne przemaszerowały w szeregach po pasie startowym, niosąc proporce, oznaczone dumnymi nazwami, które dla siebie wybrały: Bogo Boys, Obrońcy Praxis, Tornada, Akademia Projektowania Lorda Dowódcy Eshruga, Dzika Siedemnastka, Mściciele Lorda Pahn-ko…

Sidney i Fer Tuga, snajper z Axtattle, maszerowali obok siebie z karabinami na ramieniu. Stary Daimong nadal kulał.

Nikt nie miał munduru, ale niektórzy założyli pancerze — policyjne lub Floty. Wszyscy natomiast mieli złote opaski na ramieniu. Wszystkich jednoczył duch bojowy; kapelusze i czapki wsadzili zawadiacko na bakier, dumnie nosili broń. Nawet lord Tork musiałby przyznać, że armia nauczyła się naprawdę dobrze maszerować.

Po przeglądzie armia zawróciła ku podium i stanęła nieruchomo w szeregach przed nowym gubernatorem. Lord Eldey, Sula i ich otoczenie opuścili podium i wkroczyli na pas startowy. Sula zaktywowała listę na displeju mankietowym i zawołała ponad nieruchomymi szeregami.

— Fer Tuga!

Snajper pokuśtykał naprzód, a lord Eldey odznaczył go Medalem za Waleczność Pierwszej Klasy. Daimong zasalutował i powrócił w tłum. Potem Sula wywołała Sidneya, który otrzymał także samo odznaczenie.

Julien i Patel mieli na sobie połyskujące stroje, które z pewnością projektowała Chesko i które spektakularnie uwydatniały ich medale. Sagas, Sergius Bakshi i Tan-dau, ubrani bardziej konserwatywnie, odbierali swoje medale w uprzejmym milczeniu.

Większość medali przyznano za odwagę — przynależność do armii podziemnej, zwłaszcza w dniu bitwy o Górne Miasto, wymagała wielkiej osobistej odwagi. Z dwunastu kierowców ciężarówek, które Sula wysłała w szarży na umocnione pozycje Naksydów, ośmiu przeżyło, choć połowa z nich odniosła rany. Jeden nadal przebywał w szpitalu i miał otrzymać medal później. Pozostałą siódemkę udekorował osobiście nowy lord gubernator.

Ceremonia wręczania nagród ciągnęła się przez całe popołudnie. Zimny wiatr rozwiewał futro lorda Eldeya. Członkowie sztabu gubernatora wiercili się już nerwowo, wyjmując odznaczenia z pudeł, które Sula umieściła w tyle podium. Cienie bojowników wydłużały się. Włączono reflektory, by oświetlić podium łagodnym blaskiem.

Sula zastanawiała się, ile medali wręczono w tej wojnie i czy te przyznane armii podziemnej nie są liczniejsze od orderów wręczonych dotychczas we wszystkich innych bitwach. Poza tym przeważnie dekorowano oficerów Floty, a tak naprawdę niewielu z nich rzeczywiście uczestniczyło w bitwach.

Spence i Macnamara otrzymali Medal za Waleczność i Medal Zasługi, oba Pierwszej Klasy. Zaczerwienieni z radości, wrócili za Eldeyem i Sulą na platformę, gdzie Sula odczytała głośno listę odznaczonych pośmiertnie.

Listę zamykał P.J. Ngeni. Pozwoliła, by po odczytaniu nazwiska zapadła cisza; przez chwilę stanęła jej przed oczami postać P.J.: łysiejąca czaszka, miły uśmiech, modne ubranie i nieobecny wyraz twarzy…

Słowa Eldeya przywołały ją do rzeczywistości.

— A teraz lady Sula — powiedział — mam zaszczyt wręczyć pani odznaczenia.

Sula była zaskoczona, odbierając Order Mgławicy — stanowiący parę z odznaczeniem zdobytym za dokonania przy Magarii — tym razem z Diamentami i Piorunami, i Wielką Komandorię Orderu za Waleczność. Potem lord Eldey odwrócił się do żołnierzy pomachał ręką i zawołał:

— Trzy razy hurrra dla Białego Ducha!

Sula stała na podium oszołomiona, bez tchu i patrzyła bezradnie na morze krzyczących twarzy, na las broni, którą wywijali nad głowami wiwatujący triumfalnie bojownicy.

— Lady Sula chyba chce powiedzieć kilka słów — powiedział Eldey i poczłapał na tył platformy, zostawiając ją samą ze swą armią.

Ułożyła sobie mowę pożegnalną, ale brawa wybiły jej z głowy wszystkie przygotowane wcześniej słowa. Zrobiła jeden krok, potem drugi. Śledziły ją tysiące oczu. Patrzyła na szeregi żołnierzy, z których stworzyła armię, i myślała: „Jestem szalona, że to zostawiam”.

Całe dorosłe życie spędziła na ukrywaniu prawdziwego nazwiska i własnej osoby pod kostyczną osobowością i nieskazitelnymi mundurami lady Suli. Jednak, dziwna rzecz, ukrywanie się przed Naksydami uwolniło ją od tego. Gredel i Sula — zostały wyzwolone i posłużyły tworzeniu armii i walce z wrogiem. Armia była jej mózgiem, ścięgnami i nerwami i porzucenie jej teraz wydawało się równie złym krokiem, jak odcięcie sobie ramienia.

Bojownicy wciąż na nią patrzyli, a słowa wciąż nie nadchodziły. Sula przypomniała sobie, że przecież ma notatki. Załadowała je na displej mankietowy i zaczęła lekko sztywnymi palcami manipulować rękawem, aż słowa wreszcie zamigotały jej przed oczyma.

— Przyjaciele — zaczęła i armia znowu wybuchła wiwatami. Umysł jej zakręcił się jak wiatraczek w wirze miłości i uwielbienia.

— Przyjaciele — zaczęła znowu, kiedy odzyskała panowanie nad armią i głosem. — Przeżyliśmy razem wielką przygodę. Wykorzystując własną determinację i inteligencję, zbudowaliśmy tę armię, stawiliśmy czoła wrogowi i doprowadziliśmy do jego upokorzenia i całkowitej klęski.

Wzniesiono następny potężny okrzyk. Ściemniało się i Sula z trudnością rozróżniała poszczególnych bojowników na tle blasku reflektorów. Widziała tylko niewyraźne tłumy tworzące jej armię, organizm, który powołała do istnienia jako narzędzie swojej woli.

— Żaden z was nie musiał chwytać za broń — ciągnęła — ale nie mogliście dłużej tolerować naksydzkiego reżimu, który mordował, brał zakładników i kradł, więc zdecydowaliście się zadać mu cios.

Znowu zaczęły się wiwaty, lecz Sula je przekrzyczała:

— Sami wybraliście swój własny los! Zniszczyliście nielegalny reżim i zrobiliście to całkowicie samodzielnie! Sprawiliście, że Górne Miasto do was należy! Spowodowaliście, że naksydzka Flota ucieka z układu!

Sula poczuła szalone zawroty głowy — wiwaty zdawały się unosić ją do nieba niczym wirujący płatek śniegu. Stojące przed nią morze ciemnych ciał, głów i broni falowało jak chłostane wichrem. Krzyki ucichły dopiero wtedy, gdy energicznymi gestami nakazała porządek.

— Dziękuję wam z głębi serca, że pozwoliliście, bym was poprowadziła. Nigdy was nie zapomnę. Nie zapomnę tej chwili.

1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)