Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 158
Перейти на страницу:

— Jaki problem?

Młody człowiek rzucił jej współczujące spojrzenie.

— To był głos Gredel — powiedział. — Popełniasz pomyłki.

Sula przyjęła teraz akcent z Górnego Miasta.

— Jaki problem? — zapytała stanowczo.

— Musimy tylko wziąć kroplę krwi. To dla banku genów.

Chen odłożył wazon i sięgnął po dłonie Suli. Patrzyła na własne dłonie z przerażeniem — z jeziorek czerwieni na ich stronie wewnętrznej ciekła krew. Zapach krwi ogarnął ją jak fala. Chen spojrzał na krew kapiącą na podłogę i jego wyczyszczone buty i przez jego twarz przemknęło współczucie.

— To nie przejdzie — powiedział i puścił jej dłonie. — Nie będzie ślubu, dopóki nie poradzimy sobie z tą sytuacją.

Podszedł do brzydkiej kanapy Sevigny i podniósł poduszkę. Z każdego jej rogu zwisały małe złote frędzle. Zbliżył się do niej. Wielkie znajome dłonie dzierżyły mocno poduszkę.

— Obawiam się, że to jedyny sposób — rzekł łagodnym tonem i przycisnął poduszkę do twarzy Suli.

Oczywiście walczyła, ale okazał się znacznie silniejszy.

* * *

Sula obudziła się z wrzaskiem i ustami suchymi jak kamień. Wyskoczyła z łóżka, machając na oślep rękami. Próbowała wezwać światła, ale nie mogła przepchnąć słów przez wyschnięty język. W końcu oparła się o ścianę, poszukała po omacku tabliczki dotykowej i tak długo waliła w nią pięścią, aż zapaliły się światła.

Wielka cicha sypialnia w dowództwie połyskiwała cała w lustrach, złoceniach i wypolerowanych białych marmurach. Żaden intruz nie zagrażał Suli, Chenowie nie czaili się za zasłonami. Na jej szerokim łóżku leżało skotłowane zielononiebieskie prześcieradło. Jedną z poduszek ktoś cisnął na środek pokoju — Chen, Martinez albo jeszcze kto inny.

Drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka wtargnęła Spence: włosy koloru słomy w nieładzie, koszula nocna pognieciona nad mocnymi biodrami, białe majteczki, w ręce odbezpieczony pistolet, dziki wzrok.

— Milady? — zapytała.

Sula próbowała coś powiedzieć, ale nie udało się, więc tylko uspokajająco machnęła dłonią. Spence z wahaniem opuściła pistolet. Sula, wzięła dzban, nalała sobie wody i przepłukała suche jak papier ścierny usta.

— Przepraszam — powiedziała. — To zły sen.

Przez twarz Spence przemknęło współczucie.

— Ja też miewam takie sny. — Spojrzała na swój pistolet. — Zastanawiam się, czy to rzeczywiście rozsądne trzymać pistolet pod ręką. Zawsze się boję, że podziurawię sufit.

Sula spojrzała na swe łóżko, a potem na broń, którą starannie ułożyła obok jednostki łączności.

— Zapomniałam, że mam pistolet — powiedziała.

Spence odłożyła pistolet na marmurowy, ozdobiony złoceniami stół i przekręciła koszulę nocną, która swobodnie opadła do kolan. Podeszła do Suli i położyła ciepłą dłoń na jej ramieniu.

— Czy już wszystko w porządku? Czy może chcesz, żebym coś przyniosła?

— Czuję się już doskonale. Dzięki. — Serce nadal łomotało jej w piersiach.

— Czy mam z tobą chwilę posiedzieć?

Suli zachciało się śmiać. Objęła Spence i ją przytuliła. Włosy przyjaciółki pachniały tytoniem, wyczuwała też słabiutką domieszkę oliwy do smarowania broni.

— Dziękuję, ale czuję się doskonale — odparła.

Spence wzięła swój pistolet i wyszła. Sula postawiła szklankę na stoliku przy łóżku i wygładziła prześcieradła. Potem położyła się i kazała pokojowi przyćmić oświetlenie. Pozostawiła akurat tyle światła, by mieć pewność, że po kątach nie czają się zmory.

Leżała i zastanawiała się, jakie to koszmary każą Spence trzymać pistolet w zasięgu ręki.

Cieszyła się, że ma w swym sztabie kogoś, kto specjalizuje się w okazywaniu ludzkiego ciepła.

* * *

Odpowiedź na sugestię Suli dotyczącą przydzielenia jej stanowiska zajęła Torkowi trzy dni. Być może w tym czasie naradzał się z Zarządem Floty i lordem Eldeyem albo tyle trwało doprowadzenie siebie do właściwego stanu psychicznego.

Podobnie jak w przypadku wszystkich dobrych wiadomości od Torka, nominacja Suli została przekazana przez oficera sztabowego. Po objęciu stanowiska gubernatora przez lorda Eldeya kapitan Sula miała zastąpić porucznika Ohtę, który — bez wątpienia ogromnie zaskoczony — został mianowany wojskowym doradcą nowego gubernatora.

Sula przez dłuższą chwilę smakowała swój triumf, a potem rozpoczęła przygotowania do odjazdu.

Nadal miała kolosalne zapasy kakao, tytoniu i kawy, schowane w skrzyniach z etykietami „Zużyte części maszyn, do recyklingu”. Zachowała kilka pudeł na prezenty i do własnego użytku, a potem sprzedała resztę na krótkiej aukcji zorganizowanej wśród lokalnych hurtowników. Sergius Bakshi kupił całe kakao i hojnie zapłacił. Może chciał wejść do legalnego handlu żywnością, a może w ten sposób wręczył jej łapówkę.

Jednym z prezentów była wypełniona towarami ciężarówka dla Jednego-Kroku. Przy odrobinie szczęścia już nigdy nie będzie musiał prowadzić swoich interesów na ulicy.

Odliczając pieniądze na sfinansowanie armii, zysk na towarach nadał przewyższał sześćset procent. Wojna okazała się zdecydowanie korzystna dla portfela Suli.

Spytała Macnamarę i Spence, czy chcą z nią pozostać jako jej osobisty personel, czy też przyjmą przydział gdzie indziej.

— Pozostanie przy mnie oznacza degradację — powiedziała. — Przyzwyczailiście się dowodzić oddziałami armii i służyć w sztabie, a jeśli ze mną zostaniecie, będziecie uważani za służących kapitana. — Wzruszyła ramionami. — Oczywiście w obu wypadkach otrzymacie te same zarobki — dodała.

Macnamara stał w swym mundurze wysoki i wyprostowany. Światło wpadające przez okno gabinetu Suli zmieniło jego kędzierzawe włosy w aureolę.

— Naturalnie pójdę z tobą, milady — powiedział.

— Nic tu po mnie — oznajmiła Spence. Na jej twarzy malował się łagodny uśmiech, który pozwalał zapomnieć o tym, że ta kobieta wysadziła w powietrze hotel „Wielkie Przeznaczenie”.

Ciepło rozlało się w sercu Suli. Chciała ich objąć, ale niestety, była lady Sulą, a oni jej służącymi, przynajmniej w jej biurze.

Awansowała każdego z nich do podoficera pierwszej klasy i dała po pięć tysięcy zenitów.

Spence opadła szczęka.

— To… dość dużo — powiedziała.

— Nie chcę fałszywej skromności — oznajmiła Sula. — Żadnego udawania, że na to nie zasługujecie.

Spence zamknęła usta.

— Tak jest, milady — powiedziała.

Sula uśmiechnęła się szeroko.

— Nie ma powodu — powiedziała — żeby jedynymi ludźmi mającymi z tego zyski byli klikmeni. Teraz idźcie i znajdźcie mi kucharza — powiedziała. — Zdaje się, że będę potrzebowała kucharza.

* * *

Prom lorda Eldeya wylądował na lotnisku Wi-hun w jasny, słoneczny dzień. Złote błyski goniły po wypolerowanej powierzchni pojazdu, który rozciągnął swe wielkie skrzydła i ustawił się do lądowania na długim pasie. Rakiety chemiczne zasyczały, gdy zawrócił i ruszył obok rzędu promów, które przywiozły na Zanshaa naksydzką administrację wraz z poplecznikami. Skonfigurowane dla Naksydów, teraz były tylko pamiątkami wojennymi, dopóki ktośnie weźmie się za ich przebudowę.

Rakiety zapłonęły i zgasły. Chór Daimongów zaśpiewał „Przybycie pełne chwały” — pieśń z „Antymonowego nieba” An-tara. Główne drzwi otworzyły się. Wielkie podium do przeglądu wojsk, udrapowane czerwonymi i złotymi chorągiewkami, podjechało do promu i zacumowało przy drzwiach. Sula stała na podium, na jej mundurze galowym połyskiwał srebrny szamerunek. Spence i Macnamara stali obok.

1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)