Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 158
Перейти на страницу:

— Ukrywaliśmy się. Nie mieliśmy innego wyjścia, ponieważ cały nasz sprzęt musieliśmy zostawić w Zanshaa. — Lady Trani westchnęła. — Były różne problemy. Nie mogliśmy dostać kartek na żywność, rozumie pani.

— Rozumiem. — Sula obejrzała Trani od stóp do głów i nie dostrzegła większych oznak wygłodzenia. Miała błyszczące futro, a jej tyłek był nie mniej wypasiony niż tyłki większości Tormineli.

— Lady Trani, czy możemy porozmawiać na osobności?

— Oczywiście.

Sula ujęła ramię Trani i zaprowadziła ją do pomieszczenia, gdzie kiedyś ważni goście oczekiwali na przybycie eskorty. Nadal były tu grube dywany i kosztowna boazeria, ale oryginalne meble znikły, zastąpione kilkoma tanimi kanapami, na których zwykli teraz odpoczywać wartownicy.

— Milady — powiedziała — proszę, uwierz mi, że mam na względzie tylko pani dobro. Proszę, żeby się pani nie ośmieszała.

— Ośmieszała? — Znowu zaskoczone spojrzenie. — Co pani ma na myśli, lady Sula?

— Nie może pani oczekiwać, że moja armia będzie szanowała dowódcę, który spędził wojnę, ukrywając się w Kaidabalu, kiedy oni walczyli i umierali tutaj, w Zanshaa. A rządy… Ogłosiłam się gubernatorem w dniu zwycięstwa i nikt tego nie zakwestionował.

— Ale ja jestem starszym oficerem — powiedziała lady Trani dość łagodnym sepleniącym głosem. — Nie salutuje się osobie, tylko randze, i to rangi się słucha. Mówi pani o „swojej” armii, ale ona nie należy do pani, ona należy do imperium, a ja jestem najstarszym obecnym oficerem imperialnym. Nie kwestionuję, że jest pani wojskowym gubernatorem, tak jak nie spodziewam się zakwestionowania faktu, że za chwilę przejmę po pani to stanowisko.

— Narazi się pani na śmiech — stwierdziła Sula. Jej własny śmiech zgasł, zastąpiony coraz gorszymi przeczuciami.

— Będą się śmiali tylko prywatnie — odparła Trani obojętnym tonem. — Jeśli zrobią to publicznie albo nie wykonają moich rozkazów, będę zmuszona poderżnąć im gardła.

Sula odruchowo chciała cofnąć się o krok. Ona nie jest uzbrojona — przypomniała sobie.

— Myślę — powiedziała — że powinnyśmy zreferować tę sprawę wyższemu dowództwu.

Potrzebowała zwłoki, by przemyśleć całą sprawę. Lady Trani stanowiła poważny problem, tym bardziej że prawo Floty, panujące zwyczaje oraz Praxis były po jej stronie.

Co więcej, w tym wypadku mogła się odwołać jedynie do Torka. A on był właśnie taką osobą, do której przemawiało proste pojmowanie świata, zaprezentowane przez lady Trani. Sula wątpiła, czy Tork — po otrzymaniu jej ostatniej wiadomości — żywi do niej wielką sympatię.

— Choć nie kwestionuję faktu, że lady Trani ma wyższy stopień wojskowy — powiedziała Sula w swojej wiadomości dla Torka — jednak niepokoję się, czy osoba, która spędziła wojnę w ukryciu, a przedtem porzuciła swój sprzęt wojskowy, będzie się cieszyła właściwym szacunkiem armii i innych instytucji Górnego Miasta. Nie chcę wysuwać się na pierwszy plan, ale jeśli różnica stopni naprawdę jest problemem, może go pan rozwiązać, awansując mnie. Przecież już wykonuję tę pracę.

Zgodnie z oczekiwaniami Suli odpowiedź Torka, która nadeszła jakieś piętnaście godzin później, pomijała milczeniem tę sugestię.

— Od dłuższego czasu napawało mnie troską to, że tak młody porucznik, zaledwie z kilkumiesięcznym stażem na tym stanowisku, zajmuje tak ważną pozycję — mówił w wiadomości zaadresowanej do lady Trani Creel. — Nie zamierzam obrażać lady Suli, ale według mnie ten brak doświadczenia stanowi problem. Z przyjemnością zatwierdzam panią jako wojskowego gubernatora Zanshaa. Spodziewam się, że będzie pani trzymała rządy twardą ręką. Pani pierwszym obowiązkiem powinno być zabicie zdrajców, którzy zadali naszemu ludowi tak wiele cierpień.

Lady Trani i Sula siedziały w gabinecie dowódcy Floty Macierzystej — pomieszczeniu o wielkim szklanym oknie. Torminelka odwróciła się od ekranu i spojrzała na Sulę.

— Chyba teraz przyjmę ten salut, lady Sula — powiedziała.

— Tak, milady. — Sula wstała zza biurka i wyprężyła się.

— Dziękuję bardzo — powiedziała Trani. Wolnym krokiem przeszła przez gabinet i stanęła obok Suli za jej biurkiem. Spojrzała przez wielkie okno na światło poranka błyszczące nad Dolnym Miastem, królestwem, które właśnie zdobyła, nie oddawszy ani jednego strzału.

— Potrzebuję pani kodów dostępu — powiedziała. — Wierzę, że będzie pani do dyspozycji w okresie przejściowym, po którym znajdę dla pani odpowiednie do jej pozycji stanowisko. I oczywiście zarekomenduję panią do ładnego odznaczenia za to wszystko, co pani tutaj zrobiła.

Sula starała się nie okazywać rozbawienia. Trani niewątpliwie próbowała być miła.

— Dziękuję, milady — powiedziała.

Miała prawie piętnaście godzin, by przygotować się na tę chwilę.

Lady Trani spojrzała na biurko.

— Muszę także spotkać się z pani radą, gabinetem, czy jak ich pani nazywa.

— Chyba nie mają nazwy. Ale ich przywołam.

— Nie — powiedziała stanowczo lady Trani. — Ja ich przywołam, jeśli dostarczy mi pani informacji kontaktowej.

— Tak jest.

Sula musiała podziwiać spokój lady Trani. Torminelka bardzo dokładnie wiedziała, czego chce, co jest właściwe i co jej się należy.

Czy przekona do swoich poglądów pozostałe osoby, to inny problem.

— Przeglądałam korespondencję między biurem gubernatora a wodzem naczelnym Torkiem — powiedziała lady Trani kilka godzin później, na zebraniu. — Naczelny wódz ma uwagi w kilku sprawach.

— Po pierwsze, kwestia kar. Nie zabiliśmy wystarczającej liczby zdrajców. Jak rozumiem — zwróciła się do Suli — mamy około tysiąca więźniów.

— Są przesłuchiwani. Kiedy śledczy z nimi skończą…

Lord Tork kazał ich po prostu zabić — oznajmiła Trani. — Wydaje mi się, że możemy załatwić to od razu, karabinami maszynowymi.

— Karą za zdradę — przypomniała Sula — jest zrzucenie z wysokości.

— A niech to, zapomniałam. — Wyraz irytacji przemknął przez futrzastą twarz Trani. — A czy nie możemy ich najpierw rozstrzelać, a potem zrzucić?

Spotkanie odbywało się w sali dowództwa, wyłożonej polerowanym drewnem i oświetlonej przyćmionym światłem. Tę samą salę wykorzystywał Zarząd Floty przed ewakuacją. Nad głowami członków rady żarzyła się wormholowa mapa imperium, a na nim Zanshaa, płonący czerwony klejnot z ośmioma wormholowym bramami. Rada siedziała przy stole w kształcie litery U, z nową lady gubernator pośrodku.

— Górne Miasto nie ma otwartych przestrzeni odpowiednich do masowych egzekucji w tym stylu — zauważyła Sula. — Poza tym zwyczaj wymaga, by ofiara żyła, kiedy wyrzucają ją poza krawędź.

— A niech to — powiedziała Trani. — Dobrze, niech pani dopilnuje, by zrobiono to jak najszybciej.

— Tak jest, milady — odparła Sula.

Niechętnie myślała o zabijaniu naksydzkich więźniów, i nie miało to nic wspólnego ze współczuciem. Oni zabili dziesiątki tysięcy ludzi i życzyła im całych lat cierpień. Ale nie chciała, by umierali, zanim z ostatniej komórki ich mózgu nie zostaną wyciągnięte wszelkie użyteczne informacje.

Lady Trani przerwała i zapaliła papierosa, który umieściła w trzymaku przyczepionym do jednego z kłów. W ten sposób mogła palić bez używania rąk. Czy ten papieros nie pochodzi z jednego z moich magazynów? — zastanawiała się leniwie Sula.

Trani spojrzała na innych.

— Palcie, jeśli sobie życzycie, mil… chcę powiedzieć, panowie i panie.

Julien sięgnął do kieszeni po papierosa. Sergius, siedzący obok, spojrzał bez wyrazu na lady gubernator. Jego martwe oczy dobrze skrywały wszystkie myśli.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)