Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 163
Перейти на страницу:

– Chce pokazać całemu krajowi, że Arequipa jest z Odrią-powiedział senator Landa. – Ludność Arequipy przerywa mityng Koalicji. Opozycja zostaje ośmieszona i Partia Odnowy może spokojnie przygotowywać wybory w pięćdziesiątym szóstym.

– Ma przysłać dwudziestu pięciu tajniaków z Limy – powiedział don Emilio Arévalo. – A mnie prosił o jak największą ilość kolorowych, i to samych rozrabiaków.

– Wszystko przemyślane i przygotowane – powiedział senator Landa. – Ale tym razem nie będzie tak jak z Espina. Tym razem granat wybuchnie mu w rękach.

– Molina chciał mówić z panem Lozano i nic z tego – powiedział Ludovico. – I tak samo z don Cayo. Jego sekretarz ciągle mówił nie ma, nie ma.

– Chcesz ludzi do pomocy, Molina? – powiedział Cabrejitos. – Nie żartuj. Nikt mi nic nie mówił, zresztą nie mógłbym, nawet gdybym chciał. Moi ludzie mają roboty po dziurki w nosie.

– Chińczyk Molina rwał sobie włosy z głowy – powiedział Ludovico.

– I tak dobrze, że senator Arévalo nam przyśle pomoc powiedział Molina. – Podobno pięćdziesięciu facetów, i to takich, co już niejedno mają za sobą. Będziecie wy, będą oni, no i jeszcze nasi, ci, co są na służbie. Zrobimy, co się da.

– Chciałbym popróbować tej ich faszerowanej papryki, Ludo vico – powiedział Hipólito. – Trzeba skorzystać, jak już jesteśmy w Arequipie.

Po śniadaniu, nie zważając na zakaz, przelecieli się po mieście: małe uliczki, zimne słońce, domy z portalami ogrodzone kratą, połyskliwe bruki, księża, kościoły. Bramy na Placu Broni wyglądały jak mury fortecy. Trifulcio dyszał, szeroko rozwaliwszy gębę, a Téllez wskazywał na ściany: ci z Koalicji mieli pomysł, żeby robić swoją propagandę. Na placu usiedli na ławce na wprost szarego frontonu katedry, a tuż obok przejechał samochód z głośnikami: O Siódmej Wszyscy Do Teatru Miejskiego, Posłuchajcie, Będą Mówić Liderzy Opozycji. Z okien samochodu ciskano ulotki, ludzie podnosili je, przeglądali i wyrzucali. To ta wysokość, myślał Trifulcio. Już mu o tym mówili: serce waliło jak młot i brak ci powietrza. Czuł się tak, jakby długo biegł albo jak po bójce: przyspieszony puls, coś tłucze w skroniach, żyły się napinają. A może to i starość, myślał Trifulcio. Nie pamiętali, którędy wracać, i musieli pytać o drogę: Partia Odnowy? mówili ludzie. A co to takiego? Przecież to partia Odrii, śmiał się majster Martínez, a oni nawet nie wiedzą gdzie. Przyszli na miejsce, a ten co dawał rozkazy zaraz na nich z mordą, co oni sobie myślą, co to za zabawa w turystów? Razem z nim było dwóch facetów. Jeden nieduży, w okularach i krawacie na gumce, a drugi mieszaniec, w koszuli bez marynarki, i ten nieduży krzyczał na tego co dawał rozkazy: obiecali pięćdziesięciu, a przysłali pięciu. Co jest, kpiny czy co.

– Niech pan zadzwoni do Limy, doktorze Lama, niech pan się stara znaleźć don Emilia albo Lozano, albo pana Bermúdeza – powiedział ten co dawał rozkazy. – Ja całą noc dzwoniłem i nie złapałem nikogo. Ja nic nie wiem, jeszcze mniej rozumiem niż pan. Pan Lozano powiedział do don Emilia, że pięciu, no to jesteśmy w pięciu, doktorze. Niech oni teraz wyjaśnią, niech powiedzą, kto się pomylił.

– To nie to, żeby nam brakowało ludzi, ale potrzebujemy specjalistów, facetów z zaprawą – powiedział doktor. – A poza tym ja protestuję dla samej zasady. Okłamano mnie.

– Trudno, nie ma się co przejmować, doktorze – powiedział ten mieszaniec. – Pójdziemy na targowisko, weźmiemy ze trzystu i podrzucimy do teatru.

– Jesteś pewny tych ludzi z targowiska? – powiedział ten co dawał rozkazy. – Nie bardzo ci wierzę, Ruperto.

– Więcej niż pewny – powiedział Ruperto. – Ja mam doświadczenie. Zbierzemy wszystkich z targu i spadniemy na teatr jak lawina.

– Chodźmy do Moliny – powiedział doktor Lama. – Już pewnie przyszli jego ludzie.

– A w prefekturze zobaczyliśmy tych słynnych goryli senatora Arévalo – powiedział Ludo vico. – Z pięćdziesięciu zrobiło się tylko pięciu, Ambrosio.

– Ktoś tu kogoś wystrychnął na dudka – powiedział Molina. – Nieprawdopodobna historia, panie prefekcie.

– Czekam na połączenie z ministrem, chcę prosić o instrukcje – powiedział prefekt. – Ale tak mi się zdaje, że jego sekretarz nie chce mnie do niego dopuścić. Nie ma, wyszedł, jeszcze nie wrócił. Ten Alcibiades, ta stara baba.

– To nie jest nieporozumienie, to sabotaż – powiedział doktor Lama. – To mają być te pańskie posiłki, Molina? Dwóch zamiast dwudziestu pięciu, co? Nie, tego już za wiele.

– Alcibiades to mój człowiek – powiedział don Emilio Arévalo. – Ale najważniejsze to rozpracować Lozano. Jest dość sprytny i nienawidzi Bermúdeza. Tylko, oczywiście, trzeba go będzie trochę przycisnąć.

– Pięciu nieboraków, a w tym jeden stary i z górską chorobą – powiedział Ludovico. – I pan myśli, że my dwaj razem z tymi pięcioma rozpędzimy mityng? Nic z tego, nawet gdyby z nas byli supermeni, panie prefekcie.

– Zrobimy wszystko, co będzie trzeba – powiedział don Fermín. – Porozmawiamy z Lozano.

– Trzeba będzie skorzystać z pomocy pańskich ludzi, Molina – powiedział prefekt. – Nie planowano tego, pan Bermúdez nie chciał, żeby miejscowa policja pokazywała się podczas manifestacji. Ale nie ma rady.

– Pan nie, Fermín – powiedział senator Arévalo. – Pan jest w Koalicji, jest pan oficjalnym przeciwnikiem rządu. Ja jestem ich człowiekiem, do mnie Lozano ma więcej zaufania. Ja się tym zajmę.

– Na ilu pańskich ludzi możemy liczyć, Molina? – powiedział doktor Lama.

– Jak się zbierze oficerów i służbę pomocniczą to będzie ze dwudziestu – powiedział Molina. – Ale oni są etatowi i tak od razu się nie zgodzą. Zażądają premii za udział w niebezpiecznej akcji, zażądają gratyfikacji.

– Niech pan im obieca, co tylko zechcą, trzeba za wszelką cenę załatwić ten mityng – powiedział doktor Lama. – Dałem słowo i muszę go dotrzymać, Molina.

– Właściwie to może nie ma się czym martwić – powiedział prefekt. – Nawet nie zapełnią całego teatru. Kto tutaj zna tych wielkich panów z Koalicji?

– Tak, to prawda, że przyjdą tylko gapie, a ci, wiadomo, przy pierwszej awanturze rzucają się do ucieczki – powiedział doktor Lama. – Ale chodzi o zasadę. Oszukano nas, panie prefekcie.

– Będę się w dalszym ciągu starał porozumieć z ministrem – powiedział prefekt. – Może pan Bermudez zmienił plany i powinniśmy im pozwolić na ten mityng.

– Nie znalazłby się jaki proszek czy coś takiego dla jednego z moich ludzi? – powiedział ten co dawał rozkazy. – Dla tego czarnucha, doktorze. On prawie mdleje, ma chorobę wysokościową.

– Jak nie mieli ludzi, to po co się pchali do tego teatru – powiedział Ambrosio. – To przecież szaleństwo, jeżeli was było tylko kilku, Ludovico.

– Bo nam przedtem zasunęli drętwą gadkę, a myśmy to wszystko kupili – powiedział Ludovico. – Byliśmy tacy pewni, że tu nic się nie będzie robiło, tylko się nażremy tej faszerowanej papryki, co to jej tak chciał popróbować Hipólito.

– Do Tiabaya, tam robią najlepszą – powiedział Molina. Podlejcie ją cziczą i wracajcie na czwartą, to was zawieziemy do lokalu Partii Odnowy. Tam się zbieramy.

– Po co? – powiedział don Emilio Arévalo. – Pan wie aż za dobrze po co, panie Lozano. Oczywiście po to, żeby pogrążyć Bermudeza.

– Niech pan powie: aby przysłużyć się Koalicji, senatorze – rzekł Lozano. – Tym razem nie będę mógł panu pójść na rękę. Nie mogę tego zrobić Bermúdezowi, sam pan rozumie. On jest ministrem, to mój zwierzchnik.

– Ależ może pan, Lozano – powiedział don Emilio Arévalo. – My dwaj razem możemy to zrobić. Wszystko zależy od nas dwóch. Ludzie nie pojadą do Arequipy i plan Bermudeza diabli wezmą.

1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)