Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 163
Перейти на страницу:

Odkąd się przeprowadziły, pani poweselała, zaczęła dbać o stroje. Wstawała wcześnie, jadła trochę więcej, dużą część dnia spędzała na mieście, była rozmowniejsza. Mówiła o podróży: do Meksyku, pojedzie do Meksyku, Amalio, nigdy nie wróci. Panienka Queta odwiedzała ją, a Amalia, siedząc w zasmrodzonej kuchni, słyszała, jak rozmawiały, dzień i noc o tym samym: wyjedzie, pojedzie za granicę. Pewno naprawdę pojedzie, myślała Amalia, tak, wyjedzie, i robiło jej się smutno. Dla ciebie zrobiłam z siebie nie wiadomo co, mówiła macając sobie brzuch, o wszystko płaczę, wszystko mnie martwi, to przez ciebie jestem teraz taka głupia. A kiedy pani wyjedzie, proszę pani? Już niedługo, Amalio. Ale panienka Queta nie brała tego zbyt poważnie, Amalia słyszała: nie łudź się, Hortensjo, nie myśl, że ci tak łatwo pójdzie, coraz bardziej grzęźniesz. To było dziwne, o co, o co chodziło? Zapytała o to panienkę Quete, a ona powiedziała kobiety są głupie, Amalio: wzywa ją, bo potrzebuje forsy, a ta idiotka Hortensja mu ją zawiezie i kiedy on złapie trochę grosza, znów ją rzuci. Pan Lucas, panienko? Jasne, a kto. Amalia mało nie zemdlała. To pani ma jechać do niego? Rzucił ją, okradł, a ona do niego? Ale już nie mogła dużo myśleć o pani ani o niczym, bardzo źle się czuła. Za pierwszym razem nie czuła takiego zmęczenia ani takiej strasznej ociężałości: spała rano i po południu, a jak wracała z zakupów, musiała się położyć. Przyniosła sobie stołeczek do kuchni i gotowała siedząc. Zrobiłaś się bardzo gruba, myślała.

Było lato, Ambrosio musiał odwieźć państwa Zavala do Ancón i Amalia widywała go tylko co drugą niedzielę. A może Ancón to było zwykłe kłamstwo, pretekst, żeby coraz rzadziej się z nią spotykać? Bo znów był jakiś dziwny. Amalia poszła na spotkanie w alei Arenales, tyle miała mu do powiedzenia, a tu jakby kubeł zimnej wody. Więc pani ma zamiar wyjechać do Meksyku? aha; do tego swojego alfonsa? ach tak; więc to nowe mieszkanie takie małe? co ty powiesz. Nie słuchasz mnie, ależ słucham, o czym myślisz, o niczym. Co tam, myślała Amalia, już go nie kocham. Ciotka jej powiedziała jak pani wyjedzie, to przyjdź tutaj, pani Rosario kiedyś mówiła jakbyś została bez dachu nad głową, to tutaj jest twój dom, i Gertrudis tak samo. Jeśli żałujesz swojej obietnicy, to lepiej zapomnij o niej i nie rób takiej miny, powiedziała mu któregoś dnia, ja cię o nic nie prosiłam. A on zdziwiony: jakiej obietnicy? Że będziemy razem, powiedziała na to. I on: ach, o to ci chodzi, nie martw się, Amalio. No i jak mogła być dla niego miła, na nowo zbliżyć się do niego. Jednej niedzieli liczyła wszystkie słowa, które Ambrosio powiedział, i nie doliczyła nawet do stu. Czy czekał, aż urodzi dziecko, i dopiero wtedy miał zamiar ją rzucić? Nie, przedtem ona sama go rzuci. Poszuka sobie jakiegoś domu, gdzie by ją przyjęli do pracy, i więcej go nie zobaczy, jaka słodka będzie zemsta, kiedy on przyjdzie i z płaczem będzie prosił o przebaczenie: precz, nie potrzeba mi ciebie, wynoś się.

Ciągle grubiała, a pani ciągle mówiła o podróży, ale kiedy miała zamiar wyjechać? Jeszcze dokładnie nie wiedziała, ale już niedługo, Amalio. Któregoś wieczora usłyszała, jak się głośno kłócą z panienką Queta. Tak ją wszystko bolało, że już się nawet nie podniosła, żeby podglądać: tyle wycierpiałam, wszyscy ją kopali, nie mam powodu, żeby kogokolwiek oszczędzać. Sparzysz się, mówiła panienka, uważaj, wariatko, bo dopiero teraz naprawdę dostaniesz kopniaka. Kiedyś rano wracając z targu zobaczyła przed bramą samochód: to był Ambrosio. Podeszła myśląc co też mi powie, ale on położył palec na ustach: psst, nie idź na górę, odejdź stąd. Don Fermín był właśnie u pani. Odeszła kawałek i usiadła na skwerku za rogiem: on się nigdy nie zmieni, całe życie będzie miał te ataki strachu. Nienawidziła go, miała go dość, Trinidad był tysiąc razy lepszy. Kiedy zobaczyła, że samochód odjeżdża, poszła do domu, a pani była zła jak dzika kocica. Zrzędziła, paliła papierosy, potrącała krzesła, na widok Amalii no co tu robisz, czego się gapisz jak kretynka, idź do kuchni. Rozżalona zamknęła się w swojej służbówce. Nigdy mi nie wymyślałaś, mówiła sobie. W końcu usnęła. Kiedy potem weszła do stołowego, pani nie było. Wróciła pod wieczór i bardzo żałowała, że krzyknęła na Amalię. Byłam zdenerwowana, Amalio, jeden skurwysyn tak ją rozgniewał. Niech Amalia się kładzie spać, już mi nie dawaj kolacji.

W tym tygodniu czuła się coraz gorzej. Pani całe dni spędzała na mieście albo siedziała w swoim pokoju i mówiła sama do siebie, bardzo rozzłoszczona. W czwartek rano Amalia pochyliła się, żeby podnieść wyżymaczkę, i poczuła, że wszystkie kości jej pękają, i upadła na podłogę. Starała się podnieść, ale nie mogła. Doczołgała się do telefonu: to już, to już, panienko, a pani nie ma, chwyciły ją bóle, nogi miała całkiem mokre, umieram. Minęły wieki, zanim przyszła pani z panienką, zobaczyła je jak przez sen. Niemal na rękach zniosły ją ze schodów, wsadziły do samochodu i zawiozły do szpitala: nie bój się, jeszcze się tak zaraz nie urodzi, one do niej przyjdą, odwiedzą ją, no już, no cicho, Amalio. Bóle były bardzo częste i ten zapach terpentyny przyprawiał o mdłości. Chciała się modlić i nie mogła, myślała, że umiera. Położyli ją na łóżku, a jakaś starucha z kosmatą szyją zdjęła z niej ubranie i pokrzykiwała na nią. Przyszedł jej na myśl Trinidad, a tymczasem czuła, jak mięśnie jej się rozrywają, a ostrze noża tnie gdzieś pomiędzy plecami a brzuchem.

Kiedy się obudziła, całe jej ciało było jak rana, a w brzuchu jakby jej płonęły węgle. Nie miała siły krzyknąć, pomyślała już umarłam. Coś jej zatykało gardło, jakby jakieś chłodne kule, i nie mogła zwymiotować. Po jakimś czasie dotarło do niej, że leży w sali zastawionej łóżkami, zaczęła dostrzegać twarze kobiet, a nad głową wysoki i brudny sufit. Trzy dni przespałaś, powiedziała jej sąsiadka z prawej: karmili cię przez rurkę. To cud, że przeżyłaś, powiedziała pielęgniarka, i twoja córeczka też. A kiedy przyszedł doktor: proszę uważać, nie powinno być więcej dzieci, dokonałem cudu, ale taka sztuka tylko raz się udaje. Potem jedna bardzo dobra zakonnica przyniosła jej małe poruszające się zawiniątko: malutka, z włosami jak puszek, jeszcze nawet nie otwierała oczek. Ból minął, pragnienie minęło i usiadła na łóżku, żeby nakarmić dziecko. Poczuła łaskotanie w piersiach i zaczęła się śmiać jak wariatka. Nie masz rodziny? powiedziała sąsiadka z lewej, a ta z prawej: dobrze, że żyjesz, bo te bez rodziny to grzebią we wspólnym grobie. Czy nikt do niej nie przychodził? Nie. Nie przychodziła jedna pani, co ma bardzo białą cerę i czarne włosy, i takie wielkie oczy? Nie. A wysoka panienka, przystojna, z rudymi włosami, też nie przychodziła? Nie, nikogo nie było. Ale jak to, ale dlaczego. Nawet nie zadzwoniły, nawet nie zapytały o nią? Więc tak z nią postąpiły, wyrzuciły ją i nawet nie przyszły, nawet nie zapytały? Ale nie była zła, nawet się nie zmartwiła. Łaskotki przebiegały po całym jej ciele, a mały tłumoczek coraz mocniej ssał, chciał jeszcze. Więc nie przychodziły? i skręcała się ze śmiechu: już się nacmoktałaś, już więcej nie ma, ty głupiątko.

1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)