Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 163
Перейти на страницу:

IV

– No, nareszcie, Ambrosio – powiedział Ludovico. – Bo u nas jak się kto wpieprzy w jakąś zafajdaną sprawę, to zaraz przyjaciele się do niego odwracają tyłkiem.

– Co ty, ja bym przyszedł wcześniej, myślisz, że nie? – powiedział Ambrosio. – Dopiero dzisiaj się dowiedziałem, Ludovico, jak spotkałem Hipolita na ulicy.

– Ten skubaniec ci opowiedział? – rzekł Ludovico. – Ale na pewno nie wszystko.

– Co jest z Ludovikiem, co się dzieje – powiedział Ambrosio. – Miesiąc temu wyjechał do Arequipy i ani słychu, ani dychu.

– Jest w szpitalu policyjnym, zabandażowany po sam czubek nosa – powiedział Hipólito. – Ci z Arequipy zrobili go na szaro.

Była jeszcze noc, kiedy ten co dawał rozkazy kopniakiem otworzył drzwi od szopy i wrzasnął idziemy. Świeciły gwiazdy, bawełniarka nie pracowała, było zimno. Trifulcio podniósł się z pryczy, krzyknął jestem gotów, a w myśli sklął od mamusi tego co dawał rozkazy. Spał w ubraniu, musiał tylko włożyć sweter, marynarkę i buty. Poszedł pod kran zmoczyć sobie twarz, ale był wiatr i odechciało mu się, więc tylko przepłukał usta. Przygładził kudłate włosy, palcami wydłubał ropę z oczu. Wrócił do szopy, a Téllez, Urondo i majster Martínez już wstali, bardzo źli, że taka wczesna pora. W domu na hacjendzie paliły się światła, przed bramą stała furgonetka. Dziewczęta z kuchni przyniosły im gorącej kawy, którą pili otoczeni gromadą warczących psów. Don Emilio, w kapciach i szlafroku, wyszedł ich pożegnać: no, chłopcy, tylko mi się dobrze spisujcie. Jazda, powiedział ten, co dawał rozkazy. Téllez usiadł z przodu, a za nim Trifulcio, Urondo i majster Martínez. Chciałeś przy oknie, alem wskoczył drugimi drzwiami i zabrałem ci miejsce, pomyślał Trifulcio. Źle się czuł, brzuch go bolał. Jazda, do Arequipy, powiedział ten co dawał rozkazy. Ruszyli.

– Zwichnięcia, stłuczenia, nacieki – powiedział Ludo vico. – Jak przychodził doktor, to zaraz był cały wykład z medycyny, mówię ci, Ambrosio. Nacierpiałem się, kurwa, jak potępieniec.

– A myśmy właśnie wspominali z Amalia tę niedzielę – powiedział Ambrosio. – I że tak ci się nie chciało jechać do Arequipy.

– Teraz już przynajmniej mogę spać – powiedział Ludo-vico. – Przez pierwsze dni to nawet paznokcie mnie bolały, mówię ci, Ambrosio.

– Ale ci wpadnie forsy, weź to i od tej strony, nie? – powiedział Ambrosio. – Ranny na służbie, teraz ci dadzą premię.

– A co to za jedni, ci z Koalicji? – powiedział Téllez.

– I na służbie, i nie na służbie – powiedział Ludovico. – Bo nas posłali, ale i nie posłali. Ty sam nie wiesz, Ambrosio, jaki tam się zrobił bajzel.

– Niech ci wystarczy, że to same skurwysyny – roześmiał się ten co dawał rozkazy. – I że im rozpieprzymy tę ich manifestację.

– Tylko tak pytałem, chciałem mieć temat do gadki, byłoby weselej jechać – powiedział Téllez. – Nudno jak cholera.

Tak, pomyślał Trifulcio, nudno. Starał się usnąć, ale furgonetka podskakiwała i ciągle uderzał głową o dach, a ramieniem o drzwiczki. Musiał się kulić i przyciskać do oparcia przedniego fotela. Gdyby tak był usiadł w środku; chciał wystawić do wiatru Uronda i wystawił sam siebie. Bo Urondo chrapał, wciśnięty między Trifulcia i majstra Martineza, którzy amortyzowali wszelkie wstrząsy. Trifulcio wyjrzał przez okno: piaski, czarna serpentyna ginąca w obłokach kurzu, morze i nurkujące mewy. Starzejesz się, pomyślał, jeden nocny skok i już jesteś do niczego.

– Kilku milionerów, co się przedtem łasili do Odríi, a teraz za dużo by chcieli – powiedział ten co dawał rozkazy. – To właśnie Koalicja.

– A czemu Odria pozwala, żeby manifestować przeciw niemu? – powiedział Téllez. – Co on taki miękki. Dawniej jak kto się stawiał, to zaraz do mamra i w łeb. Dlaczego teraz już nie?

– Odria podał im rękę, a oni go wciągnęli po łokieć – powiedział ten co dawał rozkazy. – Ale tu jeszcze nie doszli. W Arequipie dostaną nauczkę.

Włazidupek, pomyślał Trifulcio patrząc na wygolony kark Télleza. Co on tam wie o polityce, co go to obchodzi? Pyta, żeby się podlizać. Wyciągnął papierosa i chcąc go zapalić musiał szturchnąć Uronda. Drgnął i otworzył oczy, co, już dojeżdżamy? Gdzie tam dojeżdżamy, dopiero minęli Chała, Urondo. To cała historia, nie wiadomo, od którego końca opowiadać, bo tam było łgarstwo na łgarstwie – powiedział Ludovico. – Wszystko wyszło na opak. Wszyscy nas wykantowali, nawet don Cayo.

– To już chyba coś chrzanisz – powiedział Ambrosio. – Przecież po tej drace w Arequipie jego najgorzej załatwili. Stracił stołek ministra i musiał uciekać z Peru.

– Twój stary się cieszy, że się tak zmieniło, nie? – powiedział Ludovico.

– Jasne, don Fermín najbardziej – powiedział Ambrosio. – Dla niego było ważne nie tyle, żeby skończyć z Odria, ale żeby załatwić don Cayo. Przez kilka dni musiał się ukrywać, myślał, że go wsadzą.

Koło siódmej furgonetka wjechała do Camaná. Ściemniało się już i na ulicach było mało ludzi. Ten co dawał rozkazy zaprowadził ich do restauracji. Wysiedli i wreszcie mogli rozprostować kości. Trifulcio cały zdrętwiał i miał dreszcze. Ten co dawał rozkazy wybrał coś z karty, zamówił piwo i powiedział pójdę się dowiedzieć. Co ci jest, pomyślał Trifulcio, żaden z nich tak się nie zmordował jak ty. Téllez, Urondo i majster Martínez jedli i opowiadali kawały. A on nie był głodny, tylko chciało mu się pić. Duszkiem wypił szklankę piwa i przypomniał sobie Tomase i Chincha. Zostajemy tu na noc? mówił Téllez, a Urondo: jest tu jaki burdel? Na pewno, powiedział majster Martínez, burdeli i kościołów wszędzie pełno. W końcu go spytali co ci jest, Trifulcio. Nic, trochę zmarzł. Zestarzał się, ot co mu jest, powiedział Urondo. Trifulcio się roześmiał, ale w głębi duszy go znienawidził. Przy deserze wrócił ten co dawał rozkazy, był zły: jakieś nieporozumienie, kto się w tym połapie.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)