Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 296
Перейти на страницу:

– Hej, posłuchaj – rzekł cicho Mat do Tuon. – On jest dobrym chłopem. Czasem trochę nieokrzesanym, ale możesz ufać jego słowom. Jeśli oferuje ci pokój, wyniknie z tego dobro.

– To był pokaz robiący wrażenie – powiedziała cicho Tuon. Leciutko drżała. – Kim on jest?

– Konia z rzędem, jeśli to wiem – odrzekł Mat. – Posłuchaj, Tuon, dorastałem z Randem. Ręczę za niego.

– W tym człowieku jest jakaś ciemność, Matrim. Czułam to wówczas, gdy ja i on spotkaliśmy się ostatnim razem.

– Popatrz na mnie, Tuon, popatrz na mnie.

Podniosła oczy, napotykając jego wzrok.

– Możesz ufać Randowi al’Thor, ty i cały świat – oznajmił Mat. – A jeśli nie możesz zaufać jemu, to zaufaj mnie. On to jedyny wybór. Nie możemy odesłać go teraz do Seanchan.

– Przebywałem w mieście na tyle długo, by móc rzucić okiem na twoje siły. Jeśli masz zamiar stoczyć Ostatnią Bitwę i odzyskać swój kraj, potrzebujesz w Altarze stabilnej bazy. Przyjmij tę ofertę. Rand stwierdził, że ma prawo do tych ziem. Spraw, by zabezpieczył twe granice i ogłoś to. Niech ludzie o tym wiedzą. Zdejmij z siebie presję. Chyba że chcesz walczyć jednocześnie z Trollokami, ludnością tych ziem i rebeliantami z Seanchan.

Tuon zamrugała.

– Nasze siły.

– Co?

– Powiedziałeś: „twoimi siłami” – rzekła Tuon. – To są nasze siły. Teraz jesteś jednym z nas, Matrim.

– Cóż, myślę, że tak. Posłuchaj, Tuon. Musisz to zrobić. Proszę.

Tuon odwróciła się i spojrzała na Randa, który klęczał pośrodku wzoru, jaki stworzyły wokół niego opadłe kwiaty brzoskwini. Żaden kwiat nie spadł bezpośrednio na Randa.

– Jak brzmi twa propozycja? – zapytała Tuon.

– Pokój – rzekł Rand, wstając i wciąż wyciągając rękę. – Pokój na sto lat. Albo dłużej, jeśli będę mógł to sprawić. Przekonałem innych władców, by podpisali pokój i wspólnie walczyli z armiami Cienia.

– Moje granice będą bezpieczne – powiedziała Tuon.

– Altara i Amadicia będą należały do ciebie.

– Tarabon i Równina Almoth również – rzekła Tuon. – Teraz są w mojej gestii. Proponowany przez ciebie pokój nie usunie mnie stamtąd. Pragniesz pokoju? Spełnij moje warunki.

– Tarabon i połowa równiny Almoth – powiedział Rand. – Ta, którą teraz kontrolujesz.

– Będę mieć do dyspozycji wszystkie kobiety po tej stronie Oceanu Aryth, które przenoszą jako damane – dodała Tuon.

– Nie naciągaj swego szczęścia, Imperatorowo – rzucił sucho Rand. – Pozwolę… pozwolę ci robić to, co zechcesz, w Seanchan, ale wymagam, byś uwolniła wszystkie damane, które pojmałaś, przebywając na tych ziemiach.

– W takim razie nie zawrzemy umowy.

Mat wstrzymał oddech.

Rand zwlekał, opuściwszy rękę.

– Los całego świata może od tego zależeć, Fortuono. Proszę.

– Jeśli to takie ważne – powiedziała stanowczo – zgodzisz się na moje żądanie. Nasza własność należy do nas. Chcesz pokoju? Dostaniesz go z jednym zastrzeżeniem: zatrzymamy damane, które już mamy. W zamian za to pozwolę ci odejść wolno.

Rand skrzywił się.

– Jesteś zła niczym Lud Morza.

– Mam nadzieję, że jestem gorsza – fuknęła Tuon głosem wyzbytym z emocji. – Ty troszczysz się o cały świat, nie ja. Ja dbam o swoje imperium. Damane będą mi potrzebne. Wybieraj. O ile pamiętam, powiedziałeś, że masz niewiele czasu.

Twarz Randa pociemniała. Następnie energicznie wyciągnął dłoń.

– Niech tak będzie. Niechaj Światłość okaże miłosierdzie, niech tak będzie. Poniosę i ten ciężar. Możesz zatrzymać damane, które już masz, ale nie wolno ci pojmać żadnego spośród moich sprzymierzeńców, gdy będziemy brać udział w Ostatniej Bitwie. Ich pojmanie później na ziemiach, które nie należą do ciebie, będzie traktowane jako złamanie pokoju i zaatakowanie innych narodów.

Tuon postąpiła do przodu, potem ujęła rękę Randa. Mat wypuścił powietrze.

– Mam dokumenty, które powinnaś przejrzeć i podpisać – rzekł Rand.

– Selucia je weźmie – rozkazała Tuon. – Matrim, chodź ze mną. Musimy przygotować Imperium do wojny. – Ruszyła ścieżką miarowym krokiem, choć Rand podejrzewał, że chciała znaleźć się daleko od niego tak szybko, jak to możliwe. Rozumiał to uczucie.

Mat ruszył, ale zatrzymał się obok Randa.

– Wydaje się, że masz w sobie trochę szczęścia Czarnego – wymamrotał. – Nie mogę uwierzyć, że to zadziałało.

– Szczerze? Ja także nie mogę. Dzięki za dobre słowo.

– Pewnie. A tak przy okazji, to ja uratowałem Moiraine. Przetraw to, zanim zdecydujesz, który z nas wygrał.

Mat podążył śladem Tuon, a za jego plecami rozległ się śmiech Smoka Odrodzonego.

18

Uczucie znużenia.

Gawyn stał na polu niedaleko miejsca, gdzie oddziały Aes Sedai po raz pierwszy walczyły z Trollokami. Zeszły ze wzgórz i posuwały się dalej, ku równinie Kandoru. Nadal starano się powstrzymać ataki Trolloków i zdołano nawet odepchnąć główne siły wroga o jakieś kilkaset kroków. Ogólnie rzecz biorąc, ta bitwa potoczyła się lepiej, niż tego oczekiwano.

Walczono przez tydzień na odkrytym, bezimiennym polu Kandoru. Pole to zostało przeorane i poszarpane jakby w przygotowaniu pod uprawy. Teraz leżało na nim tak wiele ciał – prawie wszystkie były Pomiotem Cienia – że nawet żarłoczne Trolloki nie mogły ich wszystkich zjeść.

Gawyn w jednej ręce trzymał miecz, a w drugiej tarczę, będąc na pozycji przed koniem Egwene. Jego zadaniem było unicestwiać Trolloki, które przedarły się przez linię Aes Sedai. Gawyn preferował walkę oburącz, ale w przypadku starć z Trollokami potrzebował tarczy. Niektórzy uważali, że jest głupcem, używając miecza. Inni żołnierze woleli włócznie albo halabardy – cokolwiek, byle trzymać Trolloki na dystans.

Nie można staczać pojedynku z włócznią w ręku, chociaż, jako pikinier, stajesz się podobny do cegły w większym murze. W mniejszym stopniu jesteś wtedy żołnierzem jako zapora. Halabarda była lepsza – miała przynajmniej ostrze, którego używanie wymagało pewnych umiejętności – ale nic nie mogło się równać z mieczem. Kiedy Gawyn walczył mieczem, mógł kontrolować walkę.

Prychając, zbliżył się do niego jeden z Trolloków, na którego pysku znać było zmieszane rysy barana i człowieka. Ten był bardziej człowieczy od reszty, co widać było zwłaszcza po paskudnych ustach i zakrwawionych zębach. Trollok wymachiwał buzdyganem, na którego trzonku widniał znak Płomienia Tar Valon. Broń została skradziona jakiemuś padłemu w boju Strażnikowi Wieży. Była to broń oburęczna, ale potwór posługiwał się nią za pomocą jednej ręki.

Gawyn uskoczył w bok, po czym uniósł tarczę, kierując ją w prawo, tak by zablokowała spodziewany cios. Tarcza wydała powtarzający się szczęk. Raz, dwa, trzy. Typowe dla Trolloków szaleństwo – uderz mocno, uderz szybko i licz na to, że przeciwnik padnie.

Wielu rzeczywiście padało. Niektórzy nie byli w stanie ustać na nogach, innym pod wpływem uderzenia drętwiały ramiona. W takich przypadkach ujawniały się zalety linii pikinierów lub halabardników. Bryne wykorzystywał obie, oraz nowo wprowadzone szeregi mieszane – połowa z włóczniami, połowa z halabardami. Gawyn czytał o tym w książkach historycznych. Armia Bryne’a używała ich do blokowania Trolloków. Szyki włóczników odpowiadały za to, by powstrzymywać wroga, a potem halabardnicy sięgając z dala szatkowali ich nogi.

Gawyn zrobił unik, a Trollok nie był przygotowany, że nastąpi to tak szybko. Obrócił się, lecz zbyt wolno. Gawyn odciął mu rękę w okolicy nadgarstka, stosując „Wicher w górach”. Bestia zawyła, Gawyn obrócił się, wrażając miecz w żołądek kolejnego Trolloka, który przedarł się przez linię obrony Aes Sedai.

1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)