Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 167
Перейти на страницу:

— Ach, ach, wiem, o kim pani mówi — rzekł kardynał.

— Mówię o tym nędzniku d’Artagnanie.

— To odważny człowiek — powiedział kardynał.

— Właśnie dlatego, że jest odważny, należy się go tym bardziej obawiać.

— Trzeba mieć dowód, że porozumiewał się z Buckinghamem.

— Dowód? — zawołała Milady. — Będę miała dziesięć dowodów.

— Dobrze więc, to najprostsza rzecz w świecie; jeśli będzie pani miała dowody, wyprawię go do Bastylii.

— Tak jest, Wasza Dostojność. Ale co potem?

— Kiedy jest się w Bastylii, nie ma żadnego potem — rzekł kardynał głuchym głosem. — Ach, do licha, gdyby mi było równie łatwo pozbyć się mego wroga, jak łatwo mi pozbyć się twoich, i gdyby chodziło tylko o takich ludzi jak ci, przeciw którym prosisz mnie o bezkarność!

— Wasza Dostojność — powiedziała Milady — wet za wet, życie za życie, człowiek za człowieka; daj mi tego, ja dam ci tamtego!

— Nie wiem, co pani ma na myśli — rzekł kardynał — i nie chcę wiedzieć; ale pragnę sprawić pani przyjemność i nie widzę przeszkód, by dać ci to, czego żądasz, jeśli idzie o tak nikczemnego człowieka, tym bardziej że, jak mi powiadasz, d’Artagnan to libertyn, zabijaka, zdrajca.

— Nikczemnik, Wasza Dostojność, nikczemnik!

— Zechciej tedy, pani, dać mi papier, pióra i atrament — rzekł kardynał.

— Proszę, Wasza Dostojność.

Na chwilę zapanowała cisza; kardynał zastanawiał się widać nad słowami, jakich ma użyć. Atos, który nie stracił ani słowa z rozmowy, wziął swych towarzyszy za ręce i zaprowadził ich w drugi kąt pokoju.

— Czego chcesz? — rzekł Portos. — Dlaczego nie pozwalasz nam wysłuchać do końca?

— Pst! — rzekł Atos cicho. — Wysłuchaliśmy wszystkiego, co trzeba; zresztą nie przeszkadzam wam słuchać dalej, ale ja muszę wyjść.

— Musisz wyjść! — rzekł Portos — ale co odpowiemy, jeśli kardynał będzie pytał o ciebie?

— Nie będziecie czekać, aż zapyta, powiecie mu pierwsi, iż pojechałem na zwiady, ponieważ ze słów oberżysty domyśliłem się, że droga nie jest bezpieczna. Powiem o tym również giermkowi kardynała; zresztą zdaj się na mnie i nie martw się.

— Bądź ostrożny, Atosie! — rzekł Aramis.

— Bądź spokojny — odparł Atos — wiesz przecież, że mam zimną krew.

Portos i Aramis wrócili na swe miejsce przy rurze od pieca.

Atos wyszedł, najspokojniej w świecie odwiązał swego konia, który wraz z końmi jego przyjaciół stał przy okiennicy, przekonał w kilku słowach giermka o konieczności zbadania drogi przed powrotem, sprawdził starannie pistolet, wziął szpadę w zęby i ruszył co koń wyskoczy drogą wiodącą do obozu.

Rozdział XV

SCENA MAŁŻEŃSKA

Jak przypuszczał Atos, kardynał zszedł wkrótce; otworzył drzwi do pokoju, gdzie znajdowali się muszkieterowie, i zobaczył Portosa grającego z zapałem w kości z Aramisem. Szybkim spojrzeniem ogarnął całą salę i stwierdził, że brak jednego z ludzi.

— Co się stało z panem Atosem? — zapytał.

— Wasza Dostojność — odparł Portos — pojechał na zwiady, ponieważ ze słów naszego oberżysty mógł wywnioskować, że droga nie jest bezpieczna.

— A tyś co robił, mości Portosie?

— Wygrałem pięć pistoli od Aramisa.

— Wrócicie ze mną.

— Jesteśmy na rozkazy Waszej Eminencji.

— Na koń, panowie; jest już późno.

Giermek stał przy bramie trzymając za uzdę konia kardynała. Nieco dalej grupa złożona z dwóch ludzi i trzech koni rysowała się w ciemnościach; byli to ci sami ludzie, którzy mieli odprowadzić Milady do fortu La Pointe i nie odstępować od niej, aż wsiądzie na statek.

Giermek potwierdził słowa dwóch muszkieterów o odjeździe Atosa. Kardynał skinął głową i ruszył zachowując te same środki ostrożności, co poprzednio.

Pozwólmy mu jechać drogą do obozu, pod osłoną giermka i dwóch muszkieterów, i wróćmy do Atosa.

Atos ujechał jakie sto kroków nie zmieniając biegu konia, ale kiedy był już pewien, że go nie widać, skręcił w prawo, zatoczył półkole i cofnął się o dwadzieścia kroków do lasku, by śledzić przejazd małej grupy; kiedy rozpoznał kapelusze swych towarzyszy i złotą frędzlę przy płaszczu pana kardynała, zaczekał, aż jeźdźcy znikną za zakrętem drogi: straciwszy ich z oczu powrócił galopem do oberży; wpuszczono go od razu.

Oberżysta rozpoznał Atosa.

— Mój dowódca — rzekł Atos — zapomniał dać damie z pierwszego piętra ważne zlecenie i przysyła mnie, bym to uczynił.

— Niech pan wejdzie — rzekł gospodarz — dama jest jeszcze w swoim pokoju. Atos skorzystał z pozwolenia i wszedł lekkim krokiem na schody; z podestu ujrzał przez uchylone drzwi Milady, która wkładała kapelusz.

Wszedł do pokoju i zamknął drzwi za sobą.

Na odgłos zasuwanego rygla Milady odwróciła się.

Atos stał przy drzwiach owinięty w płaszcz, z kapeluszem nasuniętym na oczy.

Widząc tę postać milczącą i nieruchomą jak posąg, Milady poczuła strach.

— Kim pan jesteś i czego chcesz ode mnie? — zawołała.

— Tak, to ona! — szepnął Atos.

Odrzucił płaszcz, zdjął kapelusz i zbliżył się do Milady.

— Czy poznajesz mnie, pani? — rzekł.

Milady postąpiła krok naprzód, potem cofnęła się jak na widok węża.

— Hrabia de La Fère! — wyjąkała blednąc i cofając się aż do ściany.

— Tak, Milady — odparł Atos. — Hrabia de La Fère we własnej osobie przybywa umyślnie z tamtego świata, by mieć przyjemność zobaczenia pani. Siadajmy więc i porozmawiajmy, jak powiada Jego Dostojność pan kardynał.

Milady ogarnięta nieopisanym przerażeniem usiadła nie mogąc wymówić słowa.

— Jesteś pani demonem zesłanym na ziemię! — rzekł Atos. — Twoja potęga jest wielka, wiem o tym; ale wiesz również, że z pomocą bożą ludzie zwyciężali nieraz najstraszliwsze demony. Znalazłaś się już kiedyś na mojej drodze i byłem pewien, że cię zgniotłem, ale albo się mylę, albo piekło cię wskrzesiło.

Na te słowa, które przywodziły jej na pamięć straszliwe wspomnienia, Milady opuściła głowę z głuchym jękiem.

— Tak, piekło cię wskrzesiło — ciągnął Atos — piekło obdarzyło cię bogactwem, piekło dało ci inne nazwisko, piekło odmieniło ci niemal twarz; ale nie zatarło ani plam na twojej duszy, ani piętna na twym ciele.

Milady wstała jak poruszona sprężyną, oczy jej ciskały błyskawice. Atos siedział dalej.

— Sądziła pani, że nie żyję, ja tak samo myślałem o tobie. Pod imieniem Atosa ukrył się hrabia de La Fère, jak lady Clarick przysłoniła Annę de Bueil! Prawda, że tak się nazywałaś, gdy twój czcigodny brat dał nam ślub? Jesteśmy doprawdy w dziwacznej sytuacji — ciągnął Atos ze śmiechem. — Żyliśmy dotychczas oboje tylko dlatego, że uważaliśmy siebie za umarłych; wspomnienie mniej jest przykre niż żywa istota, choć i wspomnienia bywają czasem rozdzierające!

— Ale w końcu — rzekła Milady głuchym głosem — co pana do mnie sprowadza? I czego pan chce ode mnie?

— Chcę pani powiedzieć, że choć byłem niewidoczny, nie straciłem cię z oka!

— Pan wie, co robiłam?

— Mogę opowiedzieć wszystko dzień po dniu, od chwili gdy wstąpiła pani na służbę do kardynała, aż po dzisiejszy wieczór.

Uśmiech niewiary przebiegł po bladych ustach Milady.

— Posłuchaj: to pani odcięła dwie spinki diamentowe z ramienia księcia Buckinghama; to pani porwała panią Bonacieux; to pani, zakochana w hrabim de Wardes, myśląc, że z nim spędzisz noc, otworzyłaś drzwi panu d’Artagnanowi; to pani, przekonana, że de Wardes cię zdradził, podżegałaś do zabójstwa jego rywala; to pani, gdy ów rywal odkrył twój haniebny sekret, chciałaś zabić jego z kolei rękami dwóch opryszków, których wysłałaś za nim; to pani, widząc, ze kule chybiły celu, posłałaś mu zatrute wino ze sfałszowanym listem, aby twa ofiara uwierzyła, że wino pochodzi od jego przyjaciół; to pani wreszcie, w tym samym pokoju, siedząc na tym samym krześle, na którym ja siedzę, zawarłaś z kardynałem Richelieu pakt, obiecując zamordować księcia Buckinghama, w zamian za co będziesz mogła zabić bezkarnie d’Artagnana.

1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)