Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
się od nich uwolnić, zamknąć się w sypialni i pogrążyć we własnych myślach, ale
musiał jeszcze zostać, aby pomóc Ginny wrócić niezauważonej do dormitorium
dziewcząt. To nie było trudne, ponieważ w Pokoju Wspólnym panował taki zgiełk, iż
nawet Hagrid przemknąłby niedostrzeżony przez nikogo. I przez cały czas wszyscy
gratulowali mu odwagi. Już nie był dla nich "tchórzem i zdrajcą". Nie myślał, że tak się to skończy, ale teraz, kiedy spoglądał na to z pewnej perspektywy, doszedł do
wniosku, że było warto.
Przewrócił się na bok i sięgnął pod poduszkę. Wyciągnął spod niej zielony klejnot.
Spojrzał w mgliste światło wirujące łagodnie wewnątrz kamienia. Przypomniał sobie
pochłoniętą orgazmem twarz Severusa i na usta wypłynął mu ciepły uśmiech.
Zamknął oczy i wysłał wiadomość:
Dobranoc, Severusie.
--- rozdział 24 ---
24. Dirty little secret
We keep this secret in our blood
We pass just close enough to touch
We love in secret names
We hide within our veins
The things that keep us bound to one another
There is a secret that we keep
I won't sleep if you won't sleep
We are compelled to do what we have been forbidden*
- ...opiekować się śluzołakami? Jak on mógł nam kazać to robić? One są nawet
nudniejsze od gumochłonów! A myślałem, że nic nie jest nudniejsze od tych
przeklętych gumochłonów! - trajkotał Ron, kiedy wraz z Harrym szedł na Historię
Magii. - A widziałeś, jak Hermiona się ostatnio objada? Coś z nią nie tak. Zjadła
dzisiaj dziesięć kanapek! Rozumiesz? Dziesięć! Przecież to... Hej, Harry! Co się z
tobą dzieje? Słuchasz mnie w ogóle?
- Taaa... Hermiona zjadła dziesięć gumochłonów - wymamrotał Harry, myślami będąc
bardzo, bardzo daleko. A dokładnie - w komnatach Snape'a.
Próbował wszystkiego, nawet wyobrażania sobie Filcha tańczącego walca z Panią
Norris przy akompaniamencie chrapania Kła, ale nic nie pomagało. Prześladowały go
wspomnienia. I sen, który miał w nocy. Cholera, akurat przedwczoraj skończył mu się
Eliksir Bezsennych Snów! I chciał wczoraj poprosić Snape'a o kolejną butelkę, ale w
zaistniałych okolicznościach... cóż, można powiedzieć, że całkowicie pochłonęły go
inne sprawy i nie miał czasu, by chociaż o tym pomyśleć. Sen był tylko rozmazanym
kolażem nasuwających się na siebie obrazów, ale dostatecznie wyraźnym, by do tej
pory dręczyły go myśli, które nawiedziły go zaraz po przebudzeniu. Pamiętał, że we
śnie Snape go... pieprzył. Dokładnie tak samo, jak wczoraj. Miał wrażenie, jakby
oglądał w myślodsiewni swoje wspomnienie. Ale na samym końcu, kiedy Harry opadł
na kolana... Severus nie spuścił mu się na twarz. Pochylił się i... zaczął go całować.
Harry do tej pory pamiętał cierpki smak warg, które delikatnie napierały na jego usta.
Kiedy to sobie przypominał, jego żołądek przewracał się. A kiedy się obudził... był tak
zaszokowany i podniecony, że niewiele myśląc, dokończył dzieła i przy
akompaniamencie bezgłośnych jęków, doszedł w swoją rękę.
Później leżał długo i próbował zapanować nad mętlikiem w głowie. Zastanawiał się,
dlaczego mu się to przyśniło. Może dlatego, że Snape nigdy mu tego nie dał? Ale
przecież pamiętał swoje wczorajsze podniecenie. Pamiętał swoje dzikie pragnienie.
Nie akceptował go, ale starał się zrozumieć. Próbował z nim walczyć, ale wiedział, że
jest na przegranej pozycji. Lubił to i nie mógł temu zaprzeczyć. Więc dlaczego śniła
mu się... czułość? Myślał, że tego nie potrzebuje... Ale uderzyły go wspomnienia.
Walka o każde przytulenie, o pocałunek, o poczucie bliskości. Chwiejne kroki, które
stawiał, pomimo porywistego wiatru i wszelkich przeciwności. I cały czas do tego
dążył, tak bardzo tego pragnął. Dlaczego tak mu na tym zależało, skoro podobno
lubił... brutalność?
Sięgnął głębiej. Przypomniał sobie to upojenie, kiedy pieprzył się na Severusie przed
napaścią. Pamiętał swój wstyd i... podniecenie. Więc dlaczego wtedy rzucił się, żeby
go pocałować? To było silniejsze od niego.
Tak jak gdyby to wszystko było w jakiś dziwny sposób połączone, splątane ze sobą.
Tak bardzo, iż wydawało się jednym i tym samym. Przypominało oplatające się
naprzemiennie dwie łodygi bluszczu. Pamiętał taki obrazek - okrąg, który falująca
linia dzieliła na dwie części - białą i czarną. A w każdej z nich znajdował się maleńki
otwór w kolorze tej drugiej połówki - niby oko. Wyglądały, jakby tańczyły wokół siebie,
oplatały się, przenikały. Tworzyły jedność. Nie pamiętał, co oznaczał ten znak, ale tak
właśnie wyobrażał sobie swoje uczucia.
Rozwiązanie leżało gdzieś pośrodku. I za każdym razem, kiedy się do niego zbliżał,
ono zdawało się umykać. Próbował zrozumieć, ale każda myśl natychmiast rozbijała
się w chaosie, który panował w jego głowie.
Ron szturchnął go.
- Tak, masz rację - wymamrotał Harry, wynurzając się z głębin przemyśleń.
- Z czym? - zapytał zdziwiony przyjaciel. - Przecież nic nie mówiłem.
- Co? - Harry zamrugał kilka razy, próbując zorientować się w sytuacji.
- Jesteś jakiś nieobecny, Harry - powiedział Ron, lustrując przyjaciela wzrokiem. -
Dziwnie się dzisiaj zachowujesz. W ogóle nie słuchasz, co do ciebie mówię. I na
dodatek w ogóle nie przejmujesz się tym, że jesteśmy już spóźnieni na lekcję.
- Na lekcję? - zapytał Gryfon, wciąż czując się tak, jakby oberwał zaklęciem
Confundus.
Ron przewrócił oczami.
- Na Historię Magii. A co myślałeś? Że idziemy na obiad?
- Nie jestem głodny - wymamrotał Harry, próbując skupić uwagę na konwersacji i
walcząc z wyciągającymi swe macki myślami.
Ron zatrzymał się i popatrzył na niego z namysłem, przekrzywiając głowę.
- Twoje zachowanie to pewnie sprawka Snape'a - oświadczył po chwili.
Harry cały zesztywniał i poczuł, że jego twarz zaczyna płonąć. Zatrzymał się
gwałtownie. Przez chwilę miał wrażenie, że cały świat rozsypał się w drobny pył.
Przez jego głowę przebiegło tysiąc myśli na raz.
Skąd on wie? Domyślił się? Hermiona odzyskała pamięć i powiedziała mu? A może
odkrył...?
- Jestem pewien, że dosypał ci na szlabanie czegoś do napoju. Jakąś truciznę albo
eliksir oszałamiający. Z zemsty za to, co mu powiedziałeś na lekcji. Wiesz przecież,
jaki jest Snape.
Harry poczuł taką ulgę, że ugięły się pod nim kolana. Uśmiechnął się mimowolnie.
Ale szybko przywrócił swojej twarzy obojętny wyraz, kiedy Ron go dogonił.
- Nie, wszystko w porządku. To pewnie przez tą pogodę - wymamrotał. - Mam po
prostu chandrę.
Ron popatrzył na niego niepewnie.
- No... no dobrze. Ale pospieszmy się, bo Hermiona ochrzani nas za spóźnienie.
Binns pewnie nawet nie zauważył, że nas nie ma. Gdyby nie ona, to moglibyśmy
wrócić do dormitorium i uciąć sobie małą drzemkę - westchnął ciężko i poczłapał do
przodu.
*
Harry starał się nie zamykać oczu, ponieważ od razu nawiedzały go obrazy
wczorajszego seksu. Nie potrafił tego powstrzymać. Monotonny głos profesora
Binnsa sprawiał, że umysł odpływał, przechodził w stan podobny do snu na jawie.
Przez głowę Harry'ego już kilka razy przebiegła myśl, że nauczyciel mógłby zrobić