Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Myśl była jasna i uparta. Miał wrażenie, że obija mu się wewnątrz czaszki, rozpycha łokciami, podczepia pod inne myśli i niezależnie od tego, jak daleko próbowałby ją odepchnąć, raz po raz wypływa na wierzch.
I mimo to, a może właśnie dlatego, że była tak uparta, siedział, sączył wino i czekał na znak.
Służąca zjawiła się późnym popołudniem trzeciego dnia. Szła środkiem ulicy, niosąc w rękach, tak jak się umówił z baronową, dwa kosze na zakupy.
Dwa dni – zaskomlała myśl – masz dwa dni, żeby się ukryć, a nawet wyjechać z miasta. Potem nie będzie odwrotu.
Altsin uśmiechnął się bez radości i nalał sobie po sam brzeg. Wypił powoli, po raz pierwszy od trzech dni czując pełny, bogaty aromat młodego wina.
Zaczynamy.
* * *
Przyjęcie.
Tego się nie spodziewał i szczerze mówiąc, baronowa też nie. Hrabia Terleach poprosił – co podkreśliła kilkakrotnie – poprosił ją, by zorganizowała dla niego przyjęcie w jego głównej rezydencji. Podobno dlatego, że – jak stwierdził – od lat brakuje w jego domu kobiecej ręki, a Darwenia Lewender słynie z wyszukanego smaku.
– Od razu widać, że niewiele wie o tego typu sprawach – mówiła, miotając się po różowym pokoiku.
Złodziej siedział za biurkiem i czytał pismo od hrabiego. Dziesięć dni! Niemal wrzeszczała, mieli tylko dziesięć dni na zorganizowanie najważniejszego przyjęcia w historii miasta. I to w rezydencji, która nie widziała takiego spotkania od wieków! W Auserii, najstarszej z dzielnic Wysokiego Miasta, w pamiętającym jeszcze przedmeekhańskie czasy pałacyku, budowanym tak, by przetrzymać ewentualne oblężenie. Bez sali balowej, bez przyzwoitej kuchni, z piwnicą pełną kurzu i pajęczyn, bo hrabia nie dbał ani o jedzenie, ani o wina, ani o inne przyjemności ciała. I ona miała to wszystko doprowadzić do porządku w zaledwie dziesięć dni!
– Już osiem – przypomniał, kończąc list.
Rzuciła mu tylko rozzłoszczone spojrzenie.
Tak naprawdę nawet gdyby hrabia poprosił o bal za dziesięć godzin, nie miałoby to większego znaczenia. Wszystkie prądy w Wysokim Mieście płynęły obecnie w jego stronę, więc odwoływano by śluby i pogrzeby, byle nie okazać despektu nowym przywódcom. A na przyjęciu jedzono by stare suchary, popijając deszczówką i rozwodząc się nad gościnnością i wyrafinowanym gustem gospodarza. Lecz Bendoret Terleach postąpił bardziej niż mądrze, prosząc baronową o przysługę. Teraz, jeśli goście będą niezadowoleni, to ona będzie winna. To ona może stracić pozycję, opinię i szacunek.
Do przesyłki dołączono listę gości, których hrabia życzył sobie spotkać. Ponad setka nazwisk, oprócz stronników Terleachów także cała śmietanka Wysserynów i co było najbardziej zaskakujące, Ferles-gur-Dores z małżonką, synami i kilkoma najzagorzalszymi zwolennikami. Zaproszenie przywódcy wrogiego stronnictwa na przyjęcie, które miało być zapewne pochodem triumfalnym hrabiego i Wysserynów, i to zaraz po tym, jak odkryto nieudaną próbę zamachu na gospodarza, było albo wyciągnięciem ręki do zgody, albo wypowiedzeniem wojny.
– Powinnam każdemu mężczyźnie odbierać przed wejściem broń, kobietom szpile do włosów i grzebienie z ostrymi zębami oraz zatrudnić tuzin próbowaczy potraw, i to takich, którzy potrafią posługiwać się magią. A najlepiej umieścić wszystkich w osobnych komnatach.
– Tak. A jeszcze lepiej wysłać do każdego zaproszenie z inną datą przyjęcia – mruknął Altsin, kończąc czytać.
Złożył list. Tak naprawdę szukał jednego nazwiska i oczywiście znalazł je niemal na szczycie spisu. Ewennet-sek-Gres miał być jednym z honorowych gości.
– Co teraz, baronowo? Jak zdołamy dostarczyć hrabiemu sakiewkę, i to tak, by zainteresował się jej historią? Jeśli dobrze rozumiem, Bendoret Terleach jest uparty i niezależny, musi sam wyciągnąć odpowiednie wnioski.
– To prawda. Nigdy nie pozwala, by ktokolwiek mówił mu, co ma myśleć i robić. Dlatego zresztą ma tylu zwolenników.
– Więc?
Arystokratka zatrzymała się, westchnęła.
– Nie mam konkretnego planu. Myślałam o tym, żeby po prostu wysłać mu ją razem z listem, sugerującym, by sprawdził kto, za co i komu płacił pieniędzmi w tej sakiewce.
Pokręcił głową.
– Nie. Nie wypuszczę jej z rąk i nie powierzę jakiemuś posłańcowi. Zresztą założę się, że hrabia otrzymuje teraz dziesiątki albo setki listów dziennie. To dość... niepewny sposób. Jeśli sakiewka gdzieś zaginie, stracimy ostatni ślad między sek-Gresem a całą intrygą.
Uśmiechnęła się kwaśno.
– Niepewny? Chciałeś powiedzieć głupi bądź nawet tchórzliwy, prawda? Wiem, wiem, teraz, gdy okazało się, że hrabia nie łączy mnie z Sanwesem, mogłabym wycofać się z całej historii bez żadnego problemu. Wystarczy, że odegram komedię z sobowtórem i uwinę się z tym przyjęciem tak, by Terleach był zadowolony, a zyskam potężnego przyjaciela, a kto wie, może nawet protektora. – Kobieta przechyliła głowę i nawinęła na palec rudy lok. – Może nawet zostałabym jego stałą... organizatorką przyjęć, bo teraz będzie musiał częściej urządzać przyjęcia. To dałoby mi pozycję, o jakiej do tej pory nawet nie śniłam. Po co mi więc jakaś głupia zemsta?
Uśmiechnęła się szerzej, mierząc złodzieja uważnym spojrzeniem.