Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Mówiła cicho, szybko i trochę nieskładnie, a jej dłonie mięły jakieś dokumenty rozrzucone po blacie.
– Nie myśl, że jestem głupia i nie wiem, o co właściwie tu chodzi. Mój dom jest potrzebny, bo ludzie mogą się tu spotkać na neutralnym gruncie. Czasem dostaję prośby od jakiegoś stronnictwa, żeby koniecznie zaprosić tego lub owego arystokratę czy kupca, i już wiem, że powinnam panom udostępnić na jakiś czas odosobnioną komnatę. Niejedną nieoficjalną umowę zawarto właśnie u mnie, nieraz zakończono wojnę albo wypowiedziano nową. – Baronowa uśmiechnęła się smutno. – To cena za neutralność. Pozwalają mi na nią, bo jestem potrzebna. Inaczej musieliby spotykać się o północy w portowych zaułkach. – Uśmiech znikł, zastąpiony gniewnym grymasem. – A teraz hrabia najwyraźniej chce mi ją odebrać.
– Jak?
– W ostatnim liście zasugerował, że chce, abym – jak to ładnie ujął – bardziej zaangażowała się w życie miasta. Napisał, że przyśle mi posłańca, który wszystko wyjaśni. Kazałam więc służbie wpuścić każdego szlachetkę bez monogramu na rękawach, który pojawi się w najbliższych dniach. Nie sądzę bowiem, by hrabia przysłał kogoś oficjalnie.
Altsin pokiwał głową.
– Rozumiem, pani, ale nie o to pytałem. Jak może cię zmusić do posłuszeństwa?
Zamrugała, wyraźnie zdziwiona.
– Nie słyszałeś? Nie ustalono, kim był człowiek, którego zabił Ewennet. Nawet jasnowidze nie dali rady odkryć jego tożsamości i na szczęście, jak dotąd nikt nie wiąże niedoszłego zamachowca ze mną.
– Poza hrabią? – domyślił się.
– Tak. Sądzę, że hrabia jakoś się o nas dowiedział. A jeśli ogłosi teraz, że to mój kochanek chciał go zabić... Będę skończona. Moja neutralność, moja wolność znikną. Może, jeśli będę miała szczęście, ominie mnie stryczek.
– Hrabia nie musiał się specjalnie trudzić z domysłami. Założę się, że to nasz młody baron mu o tym powiedział.
– Nie przyjmuję zakładu – rzuciła i zaraz uśmiechnęła się zakłopotana. – Wybacz kiepski żarcik. Nie wiem, co mam zrobić. Lada chwila Terleach przyśle tu kogoś i będzie próbował nagiąć mnie do swojej woli, zamienić w służącą. Nie mam jak wytrącić mu broni z ręki.
Złodziej pokiwał głową, zmrużył oczy. Myślał.
– Gdy wchodziłem do Klaweli, strażnik wpuścił nie mnie, lecz ubiór. Patrzył tylko na jedwab i atłas... Założę się, że gdyby kazano mu opisać moją twarz, podałby co najwyżej kolor włosów... Nie... nie przerywaj, pani. Sanwes odwiedzał cię co kilka dni, czasem rzadziej, prawda?
Altsin uniósł wzrok, napotykając przeraźliwie skupione spojrzenie. Mimo wszystko była córką Wysokiego Miasta. Znała intrygi i podstępy od chwili, gdy przecięto jej pępowinę.
– Tak.
– Przeważnie wieczorami?
– Tak.
Nie zarumieniła się, choć troszeczkę na to liczył.
– Twoja służba jest lojalna?
Za to teraz jej policzki pokrył blady róż.
– Niektórzy pracują dla mojej rodziny od pięciu pokoleń, wszystkich znam z imienia i nazwiska – odpowiedziała powoli, takim tonem, jakby właśnie podważył harmonię otaczającego jej posiadłość ogrodu.
Altsin myślał.
– Jeśliby... – zaczął powoli, goniąc uciekającą myśl. – Jeśliby pojawił się w twoim towarzystwie jakiś długowłosy blondyn w jedwabiach, którego nazywałabyś Sanwesem... Choćby tylko raz, albo lepiej, gdyby zauważono, jak jedziesz z nim powozem, z daleka, ale tak, by nie było wątpliwości, że to...
– Nadal on? – podjęła. – I co potem?
– Zrobisz mu wściekłą awanturę, tak, by widzieli to świadkowie, i odprawisz. Ten nowy Sanwes to nie może być nikt z Ponkee-Laa, bo hrabia mógłby próbować go odnaleźć, ale mówiłaś, że masz winnice i posiadłości. Znajdź kogoś, kto jest do niego podobny, niech tu przyjedzie tylko na jeden dzień i zniknie. Znasz kogoś takiego? Lojalnego i potrafiącego milczeć?
Przymknęła oczy, między brwiami pojawiła się urocza zmarszczka.
– Znam – przytaknęła po chwili. – Ale miną co najmniej trzy dni, zanim dotrze do Ponkee-Laa.
– To nic. Bądź kapryśna. Gdy Terleach przyśle posłańca, odeślij go pod byle pretekstem. Na razie nie wykonał żadnego ruchu, którego powinnaś się obawiać. Zachowuj się, jakby Sanwes żył, a cała sprawa cię nie dotyczyła.
– Ale on wie, że to Sanwes próbował podrzucić mu dokumenty. Ewennet-sek-Gres mu powiedział.
– Nie sądzę. – Złodziej wreszcie złapał uciekającą myśl. – Baron nie może otwarcie powiedzieć, że go znał. Hrabia nie jest głupcem, zacząłby coś podejrzewać. Sek-Gres co najwyżej wspomniał, że twarz zamachowca wydała mu się znajoma albo że widział kogoś takiego wychodzącego z twojej rezydencji. Nie przyznał się, że spotykał się z Sanwesem i grał z nim w kości. Jeśli będziesz zachowywać się, jakby cała sprawa cię nie dotyczyła...
Milczała, przypatrując mu się uważnie. Nie była już przerażoną i zdesperowaną kobietą, która wzięła go za mordercę i szantażystę. Miał przed sobą arystokratkę z Wysokiego Miasta.
– Dlaczego? – rzuciła wreszcie. – Dlaczego to robisz? Zaryzykowałeś więcej, niż sądzisz. Gdyby nie szantaż hrabiego, najpewniej w ogóle nie wszedłbyś do mojego domu, a gdyby ci się to mimo wszystko udało, to jako intruza z Niskiego Miasta wydałabym cię w ręce strażników. Naprawdę masz akcent kogoś, kto wychował się w porcie. Sanwes opowiadał mi, że potrzebował roku, żeby go zgubić, choć czasem wciąż zabawiał mnie, naśladując wasz sposób mówienia. Wiem. – Uniosła dłoń, gdy otworzył usta. – Wiem, rozgadałam się. Chodzi mi o to, dlaczego nadstawiasz głowę? On, wybacz, nie wspomniał o tobie ani razu. Stąd wnioskuję, że nie byliście bliskimi przyjaciółmi. Mam teraz dwa wyjścia: posłuchać twoich rad, udać, że Sanwes żyje, odegrać komedię z rzuceniem kochanka i zapomnieć o całej tej historii. Albo spróbować odegrać się na baronie. Ale muszę wiedzieć, co tobą powoduje? Więc?