Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 173
Перейти на страницу:

Prze­krzy­wi­ła gło­wę, pa­trząc wy­cze­ku­ją­co.

– Nie by­li­śmy przy­ja­ciół­mi – przy­znał Alt­sin – choć wy­cho­wy­wa­li­śmy się ra­zem w por­cie, a to dużo zna­czy. Tam po­trzeb­ni są lu­dzie, któ­rzy osło­nią ci ple­cy. A ja mia­łem za­pew­nić mu bez­pie­czeń­stwo. Wy­pro­wa­dzić z mia­sta i ukryć na ja­kiś czas. Skre­wi­łem i on te­raz nie żyje. Tak więc to po czę­ści moja wina. Do tego wi­dzia­łem, jak tłu­kli go pał­ka­mi na śmierć, ni­czym wście­kłe­go psa. Nie mogę tego tak zo­sta­wić.

– Więc ze­msta?

– Czy to zły po­wód?

– Nie.. – Uśmiech­nę­ła się sa­mym skrzy­wie­niem warg. – Bar­dzo do­bry.

Tyle jej wy­star­czy­ło. Alt­sin i tak nie za­mie­rzał opo­wia­dać jej o tym lo­do­wa­tym gnie­wie, któ­ry wy­peł­niał mu żyły za każ­dym ra­zem, gdy przy­po­mi­nał so­bie cia­ło le­żą­ce na zie­mi i San­we­sa bez­rad­nym ge­stem osła­nia­ją­ce­go gło­wę. Tu nie cho­dzi­ło tyl­ko o to, że go za­tłu­kli jak psa, ale że los San­we­sa zo­stał prze­są­dzo­ny, za­nim od­kry­to go w re­zy­den­cji hra­bie­go. Za­nim jesz­cze do tej re­zy­den­cji wszedł. Ba, w chwi­li, gdy roz­ma­wia­li przed mu­rem Kla­we­li, San­wes był już tru­pem, bo ktoś po­sta­no­wił, że jego śmierć coś mu uła­twi w mie­ście. Na­wet naj­bar­dziej spar­szy­wia­łe­go z że­bra­ków nie po­win­no się tak trak­to­wać.

Ale nie miał za­mia­ru jej tego mó­wić, jako ary­sto­krat­ka od iluś tam po­ko­leń, od uro­dze­nia ta­pla­ją­ca się w in­try­gach Wy­so­kie­go Mia­sta, naj­pew­niej i tak by go nie zro­zu­mia­ła.

– Mil­czysz? – pod­ję­ła po chwi­li. – Mu­szę wie­dzieć, cze­go ode mnie ocze­ku­jesz. Je­śli wy­bio­rę pierw­sze wyj­ście, za­po­mnę o ca­łej spra­wie, nie bę­dziesz mi do ni­cze­go po­trzeb­ny. Po pro­stu wró­cę do daw­ne­go try­bu ży­cia.

– A Ewen­net ci na to po­zwo­li? – Po­mi­nął grzecz­no­ścio­we „pani”. – Z ja­kie­go po­wo­du? Te­raz nie może ujaw­nić, że znał San­we­sa wy­star­cza­ją­co do­brze, by grać z nim w ko­ści. So­jusz hra­bie­go z Wy­sse­ry­na­mi jest zbyt świe­ży. Ale za pół roku? Za rok? Gdy umoc­ni swo­ją po­zy­cję? Jako ko­chan­ka nie­do­szłe­go za­bój­cy bę­dziesz sto razy bar­dziej po­dej­rza­na niż on jako ktoś, kto parę razy za­krę­cił z nim kub­kiem. Ba­ron nie zre­zy­gnu­je. Je­dy­ny spo­sób to usu­nąć go na za­wsze.

– Za­bić? Mam umoż­li­wić po­dej­ście ci na dłu­gość noża? Za­pro­sić go do sie­bie, po­zwo­lić wy­pruć mu fla­ki i po­zo­stać poza krę­giem po­dej­rzeń? Jak, na li­tość Pani?

– Szcze­rze mó­wiąc, nie wiem – zło­dziej przy­znał z roz­bra­ja­ją­cą szcze­ro­ścią. – Nie przy­sze­dłem tu z go­to­wym pla­nem, lecz szu­ka­jąc so­jusz­ni­ka. Chcę od­pła­cić ba­ro­no­wi, a po­zby­cie się go bę­dzie ci na rękę. Jego in­try­ga zbli­ży­ła do sie­bie hra­bie­go Ter­le­acha i Wy­sse­ry­nów. Co zro­bi hra­bia, je­śli do­wie się, że wszyst­ko zo­sta­ło uknu­te? Jak...

Po­wstrzy­ma­ła go mach­nię­ciem ręki.

– Hra­bia... – za­wa­ha­ła się. – Od­kąd pół roku temu cu­dow­nie ozdro­wiał z ja­kie­goś pa­skud­ne­go cho­rób­ska, któ­re­go nie po­tra­fi­li wy­le­czyć naj­lep­si uzdro­wi­cie­le, tro­chę się zmie­nił. Stał się bar­dziej ak­tyw­ny i bar­dziej skry­ty. Nie ma żony ani sy­nów, a za­cho­wu­je się, jak­by wciąż było mu mało wła­dzy i wpły­wów. Ostat­nio stał się też bar­dziej bez­względ­ny, mniej... neu­tral­ny i ugo­do­wy. Więc je­śli do­wie­dział­by się, że Ewen­net-sek-Gres uknuł in­try­gę, by wplą­tać go w so­jusz z Wy­sse­ry­na­mi, zmiaż­dżył­by na­sze­go ba­ro­na jak mu­chę. Nie da­ro­wał­by mu tego.

– A po­tem co? Woj­na w Ra­dzie? Ter­le­acho­wie prze­ciw Wy­sse­ry­nom?

– Nie. – Ba­ro­no­wa po­krę­ci­ła gło­wą. – Na to hra­bia jest zbyt mą­dry i ma za mało sił. Wy­ła­du­je całą swo­ją złość na ba­ro­nie i być może na jego ro­dzi­nie, je­śli bę­dzie mu się chcia­ło się­gnąć poza mia­sto. A po­tem wró­ci do swo­jej roli, za­cznie dzia­łać znów jako neu­tral­ny i nie­prze­kup­ny rad­ca. Taki, któ­re­mu wszy­scy ufa­ją albo przy­naj­mniej są skłon­ni wie­rzyć w jego do­bre in­ten­cje. Mu­sie­li­by­śmy jed­nak mieć coś, co udo­wod­ni zwią­zek ba­ro­na z San­we­sem.

– Nie z San­we­sem. San­wes żyje i ma się do­brze, pa­mię­taj o tym, pani. Z tym za­bój­cą, któ­ry zo­stał za­bi­ty w re­zy­den­cji hra­bie­go.

– Tak. Tak, masz ra­cję. Ale je­dy­na rzecz, jaka ich po­łą­czy­ła, to miecz Ewen­ne­ta w brzu­chu San­we­sa. – Ko­bie­ta wy­krzy­wi­ła się w gorz­kim gry­ma­sie.

– Nie tyl­ko... Ba­ron za­pła­cił San­we­so­wi sa­kiew­ką z ce­sar­ski­mi or­ga­mi. Zło­to prze­pa­dło, ale sa­kiew­kę mam ja. Może do­bry ja­sno­widz mógł­by spraw­dzić, skąd się wzię­ła w rę­kach nie­do­szłe­go za­ma­chow­ca? – Alt­sin za­wa­hał się nie­znacz­nie. – Czy to był­by od­po­wied­ni ślad dla hra­bie­go?

Zmie­rzy­ła go wzro­kiem z góry na dół. Uważ­nie. Tak­su­ją­co.

– Tak – przy­zna­ła po chwi­li. – To mógł­by być od­po­wied­ni ślad. Masz tę sa­kiew­kę tu­taj?

– Nie. Zo­sta­wi­łem u przy­ja­cie­la.

– Na wy­pa­dek, gdy­by coś ci się sta­ło?

– Wła­śnie.

Uśmiech­nę­ła się na­gle, szcze­rze, bez kpi­ny.

– Mą­drze. Zro­bi­my to po mo­je­mu, je­śli po­zwo­lisz mi na pla­no­wa­nie. Wró­cisz do sie­bie i bę­dziesz cze­kał. Ja też po­cze­kam, aż hra­bia wy­ko­na ruch, a w tym cza­sie przy­go­tu­ję tę małą in­sce­ni­za­cję z so­bo­wtó­rem San­we­sa. Po­ja­wisz się, gdy cię we­zwę. Jak ci prze­ka­zać wia­do­mość?

To aku­rat zło­dziej ob­my­ślił, za­nim wszedł do Kla­we­li.

* * *

Wia­do­mość na­de­szła po trzech dniach. Alt­sin spę­dził je, po­pi­ja­jąc wino przed skle­pem sta­re­go Ha­wer­sa i od cza­su do cza­su, z po­nu­rym roz­ba­wie­niem, re­je­stru­jąc w po­bli­żu obec­ność któ­re­goś z lu­dzi Ce­tro­na. Gru­bas nie kła­mał, mó­wiąc, że każe mieć na nie­go oko. Lecz naj­wy­raź­niej in­for­ma­cja o tym, że mło­dy zło­dziej sie­dzi na ła­wie i wle­wa w sie­bie ko­lej­ne dzba­ny wina, po­dzia­ła­ła na przy­wód­cę gil­dii uspo­ka­ja­ją­co, bo trze­cie­go dnia rano Alt­sin tyl­ko raz za­uwa­żył krę­cą­cych się w po­bli­żu wy­rost­ków, o któ­rych z całą pew­no­ścią wie­dział, że słu­żą Ce­tro­no­wi za oczy i uszy. Póź­niej zo­stał sam, z wi­nem, któ­re­go sma­ku nie czuł, i my­śla­mi, któ­re nie chcia­ły ustą­pić. A naj­upor­czyw­sza z nich tłu­kła mu się po gło­wie z ja­snym prze­ka­zem, brzmią­cym mniej wię­cej tak – jesz­cze nie jest za póź­no, żeby się wy­co­fać. Jesz­cze mo­żesz skoń­czyć swo­je wino, wró­cić do po­ko­iku w ka­mie­ni­cy i do swo­je­go pro­ste­go i nie­cie­ka­we­go ży­cia – tu myśl szcze­rzy­ła się iro­nicz­nie. San­wes sam był so­bie wi­nien – kon­ty­nu­owa­ła – a ty i tak zro­bi­łeś wię­cej niż kto­kol­wiek inny. Za­ry­zy­ko­wa­łeś na­wet wy­pra­wę do Kla­we­li i spo­tka­nie z jego byłą ko­chan­ką, co w naj­lep­szym ra­zie mo­gło za­koń­czyć się od­na­le­zie­niem spo­koj­ne­go miej­sca do roz­my­ślań gdzieś na dnie mi­łe­go, ciem­ne­go lo­chu. Gdy­by ba­ro­no­wa nie zo­sta­ła przy­ci­śnię­ta do muru... Jak na ra­zie tyl­ko szczę­ściu za­wdzię­czasz, że uda­ło ci się stam­tąd wyjść. Mo­żesz bez żad­ne­go po­czu­cia winy wy­co­fać się i nikt, na­wet sama Kleh, pa­tron­ka zło­dziei i mor­der­ców, nie mo­gła­by mieć do cie­bie o to pre­ten­sji. W koń­cu nie na­zy­wa­no jej pa­nią sa­mo­bój­ców. To ta­kie pro­ste – ku­si­ła da­lej – wstać z ławy i znik­nąć w li­czą­cym ćwierć mi­lio­na głów mo­rzu Ni­skie­go Mia­sta.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)