Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 146
Перейти на страницу:

— Adeste Fidelis — oznajmił i wszyscy otworzyli nuty.

Adeste Fidelis? Co on wyprawia, pomyślałam. „Przyjdźcie wszyscy wierni” to nie jest tekst, którego potrzebowaliśmy. Przerzuciłam w myślach słowa. „Przybądźcie do Betlejem…”. „Pokłońmy się maleńkiemu…” Nie, bez żadnych wzmianek religijnych!

Odwróciłam się, żeby spojrzeć na Altairczyków. Toczyli wokół wzrokiem jeszcze bardziej pełnym potępienia, niż przedtem. Przecisnęłam się tak, żeby stanąć pomiędzy nimi i drzwiami.

Czy brała pani kiedykolwiek udział we wspólnym śpiewie? zapytał mnie niedawno Calvin. Robi wrażenie. Zebrało się tu blisko cztery tysiące ludzi, wszyscy śpiewali w idealnej harmonii i nawet gdyby śpiewali Piosenkę Wiewiórek Alvina wciąż byłoby to inspirujące i budziłoby podziw. Słowa, które śpiewali, nie mogłyby być lepsze, nawet gdyby Calvin razem ze mną napisał je na zamówienie. „Śpiewajcie, ziemskie chóry…” — dźwięczało w powietrzu, „śpiewajcie w uniesieniu… Śpiewajcie mieszkańcom niebios na wysokościach..!.

Altairczycy swoim kaczoślizgiem zbliżyli się do Calvina i usiedli u jego stóp.

Wymknęłam się na korytarz i zadzwoniłam do doktora Morthmana.

— Co ze statkiem? — zapytałam go.

— Gdzie pani jest? — zagrzmiał. — Myślałem, że pani już tu jedzie!

— Straszne korki! — powiedziałam. — Co ze statkiem?

— Przerwał sekwencję startową i wygasił światła — usłyszałam.

Dobra nasza, pomyślałam. Cokolwiek robimy, skutkuje.

— Po prostu stoi na ziemi.

— Najwyższy czas — mruknęłam.

— Co pani przez to rozumie? — warknął Morthman oskarżycielsko i podejrzliwie. — Analiza spektralna pokazuje, że Altairczyków nie ma na statku. Czy przypadkiem pani ich gdzieś nie zabrała? Gdzie pani jest z tym swoim kompanem i co im zrobiliście? Jeżeli…

Rozłączyłam się, wyłączyłam telefon i wróciłam na salę. Śpiewacy skończyli Adeste Fidelis i teraz wykonywali zgodnie: Słuchajcie niebiańskiego anioła zwiastuna.

Altairczycy wciąż siedzieli przed Calvinem. „Pogódźcie się” — śpiewali zgromadzeni, „powstańcie w uniesieniu wszystkie narody” i Altairczycy wstali.

A potem się unieśli — dobre dwie stopy ponad ziemię. W sali koncertowej rozległo się chóralne, zbiorowe westchnienie. Wszyscy przerwali śpiew i zapatrzyli się na bujających w powietrzu obcych.

Nie przerywajcie, pomyślałam i rzuciłam się naprzód, ale Calvin panował nad sytuacją. Rzucił swoim chórzystom spojrzenie, którego mogłaby mu pozazdrościć ciocia Judith, one zaś przełknęły tylko ślinę i natychmiast ponownie podjęły śpiew. Po chwili wszyscy oprzytomnieli i przyłączyli się do zakończenia zwrotki.

Gdy pieśń ucichła, Calvin spojrzał na mnie.

— Co teraz? — zapytał mnie bezgłośnie poruszając wargami.

— Śpiewajcie dalej — odpowiedziałam takim samym sposobem.

— Ale co?

Wzruszyłam ramionami.

— Nie wiem. — A potem poruszając ustami dodałam: — Może to? — i wskazałam czwartą stronę programu.

Uśmiechnął się szeroko, odwrócił do chóru i oznajmił:

— Zaśpiewamy teraz Brzmi pieśń w przestworzach.

Rozległ się szelest przewracanych kartek i wszyscy zaczęli śpiewać. Patrzyłam uważnie na Altairczyków wypatrując spadku „uniesienia”, oni jednak wisieli w powietrzu nieruchomo jak kamienie, a gdy chór dotarł do „pięknego śpiewu” wydało mi się, że dezaprobata w ich wzroku jakby topnieje.

„I pieśń z wysokości obmywa Ziemię…” śpiewali zgromadzeni. W tejże chwili drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem i do sali wpadli doktor Morthman, wielebny Tresher, w towarzystwie kilkunastu reporterów oraz policjantów, agentów FBI i kamerzystów.

— Nie ruszać się! — wrzasnął jeden z federastów.

— Bluźnierstwo! — zagrzmiał wielebny Tresher. — Spójrzcie tylko! Wiedźmy, homoseksualiści i liberałowie!

— Aresztujcie tę kobietę! — Doktor Morthman wskazał na mnie — i tego młodego człowieka, który dyryguje… — umilkł nagle, ujrzawszy unoszących się nad sceną Altairczyków. Reporterzy zaczęli nagle jednocześnie mówić do swoich mikrofonów, fotografowie zalali wszystko lawiną błysków, a wielebny Tresher złożywszy dłonie jak do modlitwy stanął przed jedną z kamer:

— O Panie! — zagrzmiał. — Przepędź z Altaira demony Szatana!

— Nie! — krzyknęłam do siódmoklasistek Calvina. — Śpiewajcie dalej! A ty dyryguj! — Spojrzałam na Calvina z rozpaczą w oczach, ale policjanci przedzierali się już ku niemu przez szeregi chórzystów, żeby go aresztować obchodząc ostrożnie Altairczyków, którzy osuwali się ku ziemi jak poprzekłuwane balony.

— I ukaż obecnym tu grzesznikom ich błędy — piał wielebny Tresher.

— Doktorze Morthman, nie może pan tego zrobić! — stwierdziłam z rozpaczą w głosie. — Altairczycy…

Chwycił mnie za ramię i pociągnął ku jednemu z policjantów.

— Chcę, żeby tym obojgu przedstawiono zarzut porwania — oznajmił — i spiskowania na szkodę ludzkości. Ta kobieta jest odpowiedzialna za… — Urwał i spojrzał na coś za moimi plecami.

Odwróciłam się. Tuż za mną stali Altairczycy i patrzyli na wszystko bardzo gniewnymi spojrzeniami. Funkcjonariusz, który zabierał się do skucia mnie kajdankami puścił moją rękę i odskoczył w tył — to samo zrobili reporterzy i agenci FBI.

— Wasze Ekscelencje — zaczął doktor Morthman, który też się cofnął o kilka kroków. — Chciałbym podkreślić, że komisja absolutnie nie miała niczego wspólnego z działaniami tych dwojga młodych ludzi. Wszystko działo się bez naszej wiedzy. Wszystko jest wyłącznie i całkowicie winą tej młodej kobiety. Ona…

— Przyjmujemy wasze powitanie — odezwał się stojący pośrodku Altairczyk gnąc się przede mną w ukłonie — i odpowiadamy w podobnym duchu.

Przez audytorium przeleciał szmerek zdziwienia.

— Wy… Wy m-mówicie po a-angielsku? — wyjąkał doktor Morthman.

— Oczywiście — odpowiedziałam i skłoniłam się przez obcymi. — Miło będzie wreszcie móc z wami porozmawiać.

— Witamy was w społeczności mieszkańców niebios — odezwał się jeden z obcych stojących na końcu szeregu — i przyjmujemy waszą ofertę dobrej woli, pokoju na ziemi i kasztanów.

— Zapewniamy was, że i my przybyliśmy z darami — powiedział drugi z przeciwległego krańca szyku.

— Cud! — zagrzmiał wielebny Tresher. — Pan ich uzdrowił! Rozwiązał ich języki! — Padłszy na kolana zabeczał: — O Panie, wiemy, że to nasze modły sprawiły ten cud…

Doktor Morthman przecisnął się przed reporterów.

— Wasze ekscelencje pozwolą, że będę pierwszym, który was powita na naszej skromnej planetce… — powiedział wyciągając rękę.

— W imieniu rządu…

Altairczycy kompletnie go zignorowali.

— Zaczynaliśmy już myśleć, że popełniliśmy błąd przybywając do waszego świata — powiedział ten, który odezwał się do mnie (a może był to stojący obok niego?). — Zwątpiliśmy w to, czy jesteście w pełni rozumni.

— Wiem — odpowiedziałam. — Sama miewam czasem wątpliwości.

— Nie byliśmy też pewni, czy rozumiecie koncepcję zgody i współpracy — odezwał się stojący na drugim końcu, odwracając się i patrząc gniewnie na kajdanki spinające nadgarstki Calvina.

— Myślę, że lepiej będzie, jak pan każe rozkuć pana Ledbettera — stwierdziłam patrząc w oczy doktorowi Morthmanowi.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)