Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Sula położyła dłoń na gładkiej, chłodnej powierzchni granitowego tarasu i spojrzała ponad dachami domów. Ulice między domami wyglądały jak głębokie, ocienione kaniony, i jak daleko Sula sięgała wzrokiem, były kompletnie puste. Ludzie siedzieli cicho jak myszy pod miotłą albo patrzyli na ściany wideo, śledząc ostatnie biuletyny. Może zresztą robili obydwie te rzeczy.
Jeśli jacyś Naksydzi pilnowali tej partii klifu, to gdzieś się ukryli.
Wiedziała, że muszą znajdować się gdzieś w dole i że prędzej czy później wpadną na lepszy pomysł niż szarże w górę kolejki.
Uznała jednak, że nie ma to znaczenia. Jej siły wystarczały, by mogła lekceważyć ewentualne zagrożenia perymetru. Musiała tylko utrzymać się do chwili ucieczki Floty naksydzkiej z układu, a w Górnym Mieście było dosyć jedzenia, by przez taki czas żywić armię.
Chętnie pozostałaby chwilę na tarasie, pijąc słodką herbatę i jedząc roladę z kremem, ale obsługa kelnerska konwokacji chyba nie działała. Wróciła do Ministerstwa Wiedzy, gdzie ją zawiadomiono, że właśnie dzwonił komisarz Kaidabalu. Chciał negocjować warunki kapitulacji.
— Podobno buntownicy wyznaczyli go na to stanowisko mimo jego sprzeciwu — powiedział Macnamara. — Mówi, że jest lojalnym poddanym imperium.
— Co mu pan odpowiedział? — spytała.
— Że pani oddzwoni.
— Aha — odparła i na jej twarz powoli wypłynął uśmiech. Wygrała.
TRZYDZIEŚCI
Sula uważała, że prowadzić wojnę jest trudno. Teraz odkryła, że rządzić planetą jest jeszcze trudniej. Co gorsza, cały czas musiała być lady Sulą. Jako Gredel mogła iść za głosem instynktu, jako Caroline Sula musiała grać. Tę sztuczną tożsamość, stworzoną z premedytacją, musiała każdego dnia starannie konstruować.
Nosiła mundur lady Suli, mówiła z akcentem Górnego Miasta, miała plecy po wojskowemu wyprostowane, trzymała prosto głowę, patrzyła obojętnie na innych spod daszka czapki mundurowej.
Takie jest przeznaczenie lady Suli: rządzić planetami. Wciąż to sobie wmawiała.
Wezwała pod swe sztandary jak najwięcej osób ze służby cywilnej, by obsadzić ministerstwa i zapewnić funkcjonowanie państwa. Naksydzkie siły bezpieczeństwa zostały rozbrojone i odesłane do koszar albo do domów. Pozwolono naksydzkim policjantom patrolować własne dzielnice, choć zabroniono im nosić broń palną. Naksydzi z hotelu „Imperialnego” poddali się; aresztowano około jedną trzecią z nich, reszcie kazano znaleźć sobie kwatery w Górnym Mieście i meldować się na posterunku lokalnej policji.
Utworzono ciało doradcze, w skład którego weszli ludzie z ministerstw, Macnamara i Spence jako przedstawiciele podziemnej armii oraz — by dodać element twardego realizmu — Julien i Sergius Bakshi.
Sula kazała zaprzestać aresztowań, ale zatrzymano jeszcze kilku wyjątkowo brutalnych oficerów służb bezpieczeństwa. Bez zdziwienia przyjęła wiadomość, że większość z nich nie przeżyła drogi do więzienia.
Nie zaskoczyło jej także, kiedy usłyszała o fali zabójstw — ludzie wyrównywali dawne rachunki. Zakazała członkom armii podziemnej mieszania się do takich spraw, choć wątpiła, by jej rozkazy respektowano.
Tork nadal ją popychał do większego rozlewu krwi.
— Wszyscy, którzy służyli wrogowi, zasługują na śmierć! — oznajmił. — Niech ich głowy zawisną na rogach ulic!
Wszyscy, którzy służyli wrogowi? — zastanawiała się. Konduktorzy tramwajów, pracownicy kanalizacji, portierzy w konwokacji?
Poszła na kompromis i zrzuciła z Górnego Miasta kilku kolejnych biurokratów.
Zawodowi śledczy zameldowali się po kapitulacji w pracy. Ci sami zawodowcy, którzy przez ostatnie miesiące obdzierali ze skóry i mordowali członków armii podziemnej, teraz wzięli się za oficjeli rebelianckiego rządu — wydusili od nich hasła komputerowe i bazy danych naksydzkiej administracji nie miały już żadnego zabezpieczenia.
Wszystkie bazy danych.
Sula odkryła informacje o rozlokowaniu naksydzkiej Floty: pięć statków przy Magarii, dwa pilnujące Naxas, osiemnaście w trakcie budowy w różnych zakątkach naksydzkiej domeny. Wysłała tę wiadomość do Torka. Odpowiedź jak zwykle była napastliwa.
— Nie przeprowadziła pani nakazanych przeze mnie egzekucji! Chcę, by mojemu sztabowi przesłano listę tych, którzy współpracowali z Naksydami, i by aresztowania przeprowadzono natychmiast!
Kontakty między jej biurem a wodzem naczelnym stały się wreszcie regularne. Mając hasła do potężnych centrów komunikacyjnych w siedzibie dowództwa, Sula wykorzystała wyspecjalizowane lasery na dachu do wysłania Torkowi kodu, za pomocą którego mogli utrzymywać łączność. Żądania Torka nadal Sulę irytowały.
— Zamierzam ukarać śmiercią odpowiedzialnych za rebelię — odpowiedziała. Naczelny wódz znajdował się obecnie po drugiej stronie Shaamah i ta wiadomość miała dotrzeć do niego za jedenaście godzin. — Ale tymczasem chcę dla dobra imperium wyciągnąć z więźniów wszystkie bity informacji, co do jednego. Nie mogłabym wysłać panu wiadomości o rozlokowaniu i sytuacji nieprzyjaciela, gdybym nie wydusiła tego najpierw od personelu naksydzkiej Floty.
Zaczęła układać rozmaite listy. Listę Bogo Boys i innych klikmenów, aby zagwarantować im obiecaną amnestię; listę członków armii podziemnej, z prawdziwymi nazwiskami zamiast pseudonimów, których do tej pory używano. Chciała wiedzieć, kto się do armii zaciągnął, a kto nie, gdyż po wojnie wielu będzie fałszywie utrzymywać, że walczyli w Górnym Mieście, a ona musiała dysponować kontrargumentami. Chciała także rekomendować Flocie i konwokacji osoby do nagród i medali. Do tego niezbędna była odpowiednia dokumentacja.
Zdemobilizowała również pewne segmenty armii podziemnej — tych, którzy w skradzionych pojazdach śmigali po bulwarach Górnego Miasta, strzelali w powietrze i grabili pałace. Wysłano ich do domów, konfiskując przedtem jak najwięcej zdobycznych łupów. Pozostałą część armii Sula wciągnęła na rządową listę płac.
Każdej nocy przesypiała niespokojnie kilka godzin.
Męczył ją palący problem racjonowania żywności. Ludność spodziewała się, że racjonowanie skończy się wraz z upadkiem naksydzkiej okupacji. Sula miała ochotę zlikwidować zajmujące się tym biuro, ale Sergius Bakshi przestrzegał przed takim rozwiązaniem.
— Zniesie pani racjonowanie i żywność z rynku zniknie. Biuro racjonowania działało jak prywatny koncern. Zlikwiduje pani biurokrację, ale żywność nadal zostanie w rękach wybranych naksydzkich klanów. Nie puszczą produktów spożywczych na rynek, dopóki ceny nie wzrosną niebotycznie. Klany mogą również sprzedać żywność spekulantom, którzy podobnie postąpią. I to właśnie panią wszyscy będą winić za ten stan rzeczy. Spojrzał na nią swymi oczami zdechłej ryby. Tak właśnie bym zrobił na ich miejscu — stwierdził.
Sula zastanawiała się nad tym przez chwilę.
— Może moglibyśmy wprowadzić ograniczenie cen.
Sergius Bakshi machnął ospałe ręką.
— Sprzedadzą żywność nielegalnie ludziom takim jak ja.
— Przy takim rozwoju wypadków mógłby pan mnóstwo zarobić. Z uznaniem oceniam pana rozumienie dobra publicznego.
Sergius nawet nie mrugnął.
— Już zarobiłem na całej sytuacji — przyznał. — Najlepszym sposobem zachowania moich zysków jest zagwarantowanie, że po zdobyciu przez nas władzy zwykłym ludziom się polepszy.