Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 163
Перейти на страницу:

Minęły tak chyba ze dwa miesiące i pewnego razu pan Richard przyjechał w środę zamiast we czwartek. Pani leżała u siebie, po ciemku, a na nocnej szafce miała swoje chilcano. Pan Richard się przestraszył i zawołał Amalię. To nic takiego, uspokajała go, to nic, to przejdzie, są na to środki. Ale pan Richard mówił po angielsku, czerwony ze strachu, i klepał panią po twarzy, aż dostawała gęsiej skórki, a pani patrzyła na nich tak, jakby ich tam wcale nie było. Pan Richard wchodził do salonu, przybiegał z powrotem, telefonował, a w końcu wyszedł i sprowadził lekarza, który zrobił pani zastrzyk. Kiedy lekarz poszedł, pan Richard wpadł do kuchni i wyglądał jak ugotowany: okropnie czerwony, okropnie wściekły, zaczynał coś mówić po hiszpańsku, kończył po angielsku. Co się stało, czemu pan krzyczy, czemu pan mi wymyśla. Wymachiwał rękami i Amalia pomyślała oszalał, chce mnie bić. Na to weszła pani: jakim prawem podnosisz głos, kto ci pozwolił krzyczeć na Amalię. Zaczęła mu robić wymówki, że sprowadził lekarza, teraz ona krzyczała na niego, a on na nią, poszli do salonu i dalej krzyczeli, ty zasrany gringo, idź do cholery, hałas, odgłos policzka, i Amalię aż zamroczyło, złapała patelnię i wybiegła myśląc zabije nas obie. Pan Richard już poszedł, a pani stojąc w drzwiach jeszcze wykrzykiwała na niego. Wtedy już nie mogła się powstrzymać, po omacku podniosła fartuch, ale to się na nic nie zdało, zwymiotowała na podłogę. Pani jak to usłyszała, zaraz przybiegła. Idź do łazienki, czego się boisz, to nic takiego. Amalia umyła się i wróciła do salonu z mokrym gałganem na szczotce, wycierała podłogę, a pani cały czas się śmiała. Niepotrzebnie się przestraszyłaś, głuptasie, ona już dawno chciała wypędzić tego idiotę, a Amalia skręcała się ze wstydu. Ale nagle pani urwała. Zaraz, poczeka j, i spojrzała na nią z takim uśmieszkiem jak kiedyś, ach ty cicha wodo, chodź no, chodź no tutaj. Poczuła, że się czerwieni, powiedz, jesteś w ciąży, tak? nie, tylko ją zemdliło, nie, proszę pani, skądże. Ale pani złapała ją za ramię: ty głupia, oczywiście, że jesteś. Nie gniewała się, tylko się dziwiła i śmiała. Nie, proszę pani, dlaczego miałaby być w ciąży, i poczuła, że jej drżą kolana. Wybuchnęła płaczem, och, proszę pani. Ty cicha wodo, mówiła pani pieszczotliwie. Przyniosła jej coś do picia, kazała jej usiąść, i kto by pomyślał. Tak, proszę pani, zaszła w ciążę, przez cały czas okropnie źle się czuła: pragnienie, mdłości, takie jakieś ssanie w żołądku. Płakała głośno, a pani ją pocieszała, dlaczego mi nie mówiłaś, głuptasie, przecież to nic złego, zaprowadziłabym cię do lekarza, nie dawałabym ci tyle pracować. Ona ciągle płakała i nagle: to przez niego, proszę pani, on nie chciał, żebym pani mówiła, mówił pani cię wyrzuci. Ach ty głupia, czy ty mnie nie znasz? uśmiechnęła się pani Hortensja, myślałaś, że cię wyrzucę? A Amalia: ten kierowca, ten Ambrosio, co go pani zna, ten co przyjeżdżał do San Miguel z różnymi poleceniami. On nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział, ma takie widzimisię. Płakała głośno i wszystko opowiadała, ach proszę pani, raz jeden źle zrobiła i teraz ma za swoje. Odkąd się dowiedział, zrobił się jakiś dziwny, nie chciał mówić o dziecku, Amalia mu mówiła, że ciągle wymiotuje, a on zaraz o czym innym, Amalia: już czuję ruchy, a on nie mam czasu, muszę iść, mam robotę. Teraz w niedzielę zostaje z nią bardzo krótko, tylko przez grzeczność, i pani coraz szerzej otwierała oczy. Ambrosio? tak, i już jej więcej nie zabiera do pokoju swojego kumpla, szofer Fermina Zavali? tak, zaprasza ją na obiad i zaraz się żegna, i to już całe lata, jak się z nim spotykasz? i pani patrzyła na nią i kręciła głową, kto by pomyślał. On jest taki wariat, taki maniak, ciągle ma jakieś tajemnice, proszę pani, on się jej wstydzi i teraz znowu ją rzuci, tak jak wtedy. Pani zaczęła się śmiać i kręcąc głową mówiła kto by pomyślał. I zaraz, już poważnie, ty go kochasz, Amalio? Tak, to jej mąż, i jeżeli się dowie, że pani wszystko opowiedziałam, to on ją rzuci, proszę pani, on mnie nawet może zabić. Amalia płakała, a pani jej przyniosła szklankę wody i uściskała ją: nie będzie wiedział, że mi się zwierzyłaś, nie rzuci cię. I tak rozmawiały, i pani ją uspokajała on się nigdy nie dowie, ty głuptasie. Czy była u lekarza? Nie, ach, jakaś ty głupia, Amalio. Który to miesiąc? Czwarty, proszę pani. Następnego dnia pani sama ją zaprowadziła do lekarza, zbadał ją i powiedział, że z ciążą wszystko w porządku. Wieczorem przyszła panienka Queta i pani przy Amalii wyobraź sobie, ona jest w ciąży. Tak? powiedziała panienka Queta, nawet jej to specjalnie nie zainteresowało. I żebyś wiedziała z kim, zaśmiała się pani, ale widząc minę Amalii przytknęła palec do ust: nie może powiedzieć, kochana, to tajemnica.

No i co? I nic, pani wcale nie miała zamiaru jej wyrzucić. Zaprowadziła ją do lekarza i kazała jej dbać o siebie, nie schylaj się, nie pastuj, nie podnoś ciężarów. Pani była dobra, a Amalii zrobiło się lżej na myśl, że może na kogoś liczyć. A gdyby Ambrosio się dowiedział? co ci szkodzi, przecież i tak cię rzuci, głupia. Ale nie rzucił jej, przychodził na spotkanie co niedziela. Rozmawiali, szli coś zjeść i Amalia myślała ile fałszu, ile kłamstwa w tym, co mówimy. Bo mówili o wszystkim, tylko nie o tej sprawie. Już nie chodzili do pokoiku Ludovica, tylko na spacer albo do kina, a wieczorem on ją odprowadzał pod szpital wojskowy. Widać było, że go coś gnębi, uciekał spojrzeniem w bok, a ona myślała ale przecież o co ci chodzi, czy żądała, żeby się z nią ożenił, czy chciała pieniędzy? Którejś niedzieli, kiedy wychodzili z winiarni, powiedział oschle: no jak się czujesz, Amalio. Dobrze, a bo co, powiedziała, i patrząc w ziemię: czy on pyta, bo mu chodzi o dziecko? Kiedy się urodzi, nie będziesz już mogła pracować, usłyszała. A dlaczego, powiedziała Amalia, jak myślisz, co będę robić, z czego ona będzie żyć. A Ambrosio: już ja się tym zajmę. Nie mówił nic więcej aż do wieczora. Ja się tym zajmę? myślała w ciemnościach masując sobie brzuch, on? Chciał powiedzieć, że razem, że własny domek?

Piąty, szósty miesiąc. Było jej już bardzo ciężko, musiała przerywać sprzątanie, żeby złapać oddech, i kucharzenie, aż przejdzie najgorszy upał. A pewnego dnia pani powiedziała przeprowadzamy się. Dokąd, proszę pani? Do dzielnicy Jezus Maria, to mieszkanie jest za drogie. Przyszło kilku ludzi, oglądali meble i targowali się o cenę, potem wrócili ciężarówką i zabrali krzesła, stół z jadalni, dywan, adapter, lodówkę, kuchenkę. Amalię aż ściskało w dołku, kiedy następnego dnia zobaczyła trzy walizki i dziesięć paczuszek, to były wszystkie rzeczy pani. Co się przejmujesz, ona sama się nie martwi, nie bądź głupia. Ale się martwiła, przejmowała się. Nie smutno pani tak zostać prawie bez niczego? Nie, Amalio, wiesz czemu? Bo ona już niedługo wyjedzie z kraju. Jak chcesz, to cię ze sobą zabiorę.za granicę, i roześmiała się? Co jej się stało? Skąd nagle ten dobry humor, te plany na przyszłość, chęć zrobienia czegoś? Na widok mieszkanka przy ulicy General Garzón Amalia struchlała. Już nawet nie to, że maleńkie, ale takie stare, takie brzydkie! Pokoik stołowy maciupeńki, sypialnia też, kuchnia i łazienka jak dla lalek. W wąziutkiej służbówce mieścił się tylko materac. Mebli było mało, a i to jakieś stare graty. To tu mieszkała kiedyś panienka Queta, proszę pani? Tak, i Amalia nie mogła uwierzyć, panienka miała białe auto i tak się elegancko ubierała, Amalia myślała, że panience o wiele lepiej się powodzi. A dokąd się teraz przeniosła panienka Queta? Ma mieszkanie w Pueblo Libre, Amalio.

1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)