Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 210
Перейти на страницу:

— Nie czu­ję się źle z po­wo­du cią­ży, lecz z po­wo­du tego, co mu­szę zro­bić — wy­ce­dzi­ła. — Ile krwi mam prze­lać. Ci dur­nie… ci cho­ler­ni dur­nie nie mu­sie­li ata­ko­wać mia­sta. Gdy­by za­do­wo­li­li się znisz­cze­niem ar­mii Ge­ghij­czy­ków, mie­li­by­śmy pre­tekst, by ne­go­cjo­wać.

— Da­le­kie Po­łu­dnie ni­g­dy nie ne­go­cjo­wa­ło ze zbun­to­wa­ny­mi nie­wol­ni­ka­mi.

— Da­le­kie Po­łu­dnie ni­g­dy nie mia­ło do czy­nie­nia ze sto­ma ty­sią­ca­mi zbun­to­wa­nych nie­wol­ni­ków, Va­ra­lo. Na Prze­klę­tą Krew Nie­chcia­nych, oni znisz­czy­li całą ge­ghij­ską ar­mię, z cza­row­ni­ka­mi, kon­ni­cą i wszyst­kim. Kto mógł­by mieć do nas pre­ten­sje, je­śli przy­ję­li­by­śmy po­sel­stwo od Krwa­we­go Ka­hel­le?

— A ich żą­da­nia?

— Wol­ność? Pra­wo do po­wro­tu do domu? Prze­cież i tak nie damy rady za­kuć ich z po­wro­tem w łań­cu­chy, zmu­sić do pra­cy na plan­ta­cjach i w ko­pal­niach. Mu­si­my za­bić więk­szość, a te reszt­ki, któ­re schwy­ta­my, zo­sta­ną sprze­da­ne za gra­ni­cę albo spło­ną na sto­sach. W ak­cie cze­go? Spra­wie­dli­wo­ści? Ze­msty? Więc? Co Bia­łe Ko­no­we­ryn może zy­skać? Nic poza mo­rzem tru­pów. A co stra­cić? Oprócz ar­mii.

— My­ślisz, że ich nie po­ko­na­my? Że prze­gra­my?

— Mu­szę się z tym li­czyć. A na­wet je­śli wy­gra­my… ja­kie to bę­dzie zwy­cię­stwo? — De­ana wal­nę­ła pię­ścią w stół. — Niech Agar wsa­dzi so­bie w ty­łek swo­ją pło­ną­cą włócz­nię, je­śli my­śli, że będę się z tego cie­szyć.

Va­ra­la uśmiech­nę­ła się lek­ko, ze smut­kiem.

— Nie prze­kli­naj Pana Ognia, pro­szę.

De­ana par­sk­nę­ła, ob­na­ża­jąc zęby. Prze­klę­ty ek­cha­ar, gdy­by nie on, ta ko­bie­ta trzę­sła­by się już ze stra­chu, wi­dząc jej twarz.

— Dla­cze­go? Nie jest moim bo­giem, na­wet je­śli użył mnie w swo­jej grze. Któ­rej na­dal nie ro­zu­miem.

— Two­ją bo­gi­nią jest Ba­el­ta’Ma­th­ran, wiem. Ale ona sama po­wie­dzia­ła, że lu­dzie mogą ją czcić, przez jej dzie­ci. Wiel­kie Ro­dzeń­stwo, jak po­wia­da­ją w Me­ekha­nie.

Za­sko­czy­ła ją. Po­dob­ny tekst moż­na było zna­leźć w ken­det’h. Po­zwól­cie in­nym czcić Mat­kę przez wła­snych bo­gów, bo Ona jest wszyst­ki­mi, a wszy­scy są Nią.

— Czy­ta­łaś świę­te księ­gi ma­triar­chi­stów?

— Tak. — Uśmiech Va­ra­li stał się na­gle prze­wrot­ny. — Wiesz, że moja pra­pra­bab­ka była ma­triar­chist­ką? I nie­wol­ni­cą?

De­anę to za­sko­czy­ło, zwłasz­cza po zro­zu­mie­niu wszyst­kich im­pli­ka­cji. Ksią­żę La­we­ne­res jest pra­pra­praw­nu­kiem nie­wol­ni­cy?

— Jak to moż­li­we?

— Nor­mal­nie. Jak u cie­bie i La­we­ne­re­sa. Wiesz, męż­czy­zna i ko­bie­ta, ra­zem… Cho­ciaż nie, ra­czej chło­piec i dziew­czy­na. On miał czter­na­ście lat, ona pięt­na­ście. On był sy­nem pana plan­ta­cji, ona do­mo­wą słu­żą­cą. I je­śli chcesz wie­dzieć, nie było gwał­tu. Zna­li się od dziec­ka, ra­zem do­ra­sta­li i sta­ło się. Ot, po pro­stu, za­ba­wa w sto­do­le wy­mknę­ła się spod kon­tro­li. Może na­wet dzie­cia­ki my­śla­ły, że to mi­łość? A że ród mo­je­go pra­pra­dziad­ka jest od­no­to­wa­ny w Księ­gach Dzie­dzi­cze­nia, a pra­wo mówi, że nie mo­żesz znie­wo­lić ni­ko­go, w czy­ich ży­łach pły­nie krew Aga­ra, więc gdy wy­da­ło się, kto jest oj­cem, moją pra­bab­kę za­bra­no mat­ce i umiesz­czo­no w spe­cjal­nym ośrod­ku dla ta­kich dzie­ci. Świą­ty­nie się nimi zaj­mu­ją. Ale była wol­na.

— A jej mat­ka?

— Sprze­da­no ją i ni­g­dy już nie zo­ba­czy­ła cór­ki. Po­tem moją pra­bab­kę wy­da­no za kup­ca, ich krew była tak samo „gę­sta” lub „roz­wod­nio­na”, za­le­ży jak na to pa­trzeć. Ich syn zbił ma­ją­tek, han­dlu­jąc je­dwa­biem, i wże­nił się w ro­dzi­nę „moc­niej­szą”, je­śli cho­dzi o war­tość Krwi Aga­ra. Jego cór­ka, a moja mat­ka, wy­szła jesz­cze le­piej. Skom­pli­ko­wa­na hi­sto­ria za­dłu­żo­nej szlach­ty i nu­wo­ry­szy z pie­niędz­mi, któ­rzy mie­li wy­ku­pio­ne od­po­wied­nie we­ksle… I uro­dzi­łam się ja, z krwią na tyle czy­stą, by tra­fić do pa­ła­cu. A mój syn może wejść do Oka.

De­ana za­gry­zła war­gi.

— Po co mi to opo­wia­dasz?

— Bo ta­kich dzie­ci jak moja pra­bab­ka – uro­dzo­nych z nie­wol­nic uwie­dzio­nych, znie­wo­lo­nych lub zgwał­co­nych przez wła­ści­cie­li, któ­rzy szczy­cą się Krwią Aga­ra – są ty­sią­ce. Więk­szość z nich w ogó­le nie jest od­no­to­wy­wa­na przez Bi­blio­te­kę, bo pa­no­wie mu­sie­li­by je wy­zwo­lić, a nie chcą tra­cić pie­nię­dzy. Ci nie­wol­ni­cy na­wet nie po­dej­rze­wa­ją, że też są w ja­kiejś ma­lut­kiej czę­ści po­tom­ka­mi awen­de­ri Aga­ra. Dla­te­go może być i tak, że sam Pan Ognia nie jest za­do­wo­lo­ny z prze­le­wa­nej te­raz krwi. Więc nie prze­kli­naj go, pro­szę, bo ta woj­na jego z pew­no­ścią też rani.

Va­ra­la przy­gry­zła war­gi, a smu­tek, nie­pew­ność i lęk odar­ły jej za­zwy­czaj per­fek­cyj­ną twarz z ma­ski spo­ko­ju. Po czym do­da­ła:

— Po pro­stu chcę, że­byś wie­dzia­ła, że nie nie­na­wi­dzę nie­wol­ni­ków. Ni­g­dy nie nie­na­wi­dzi­łam. Ale je­śli przyj­dą tu z po­chod­nia­mi i no­ża­mi, będę z nimi wal­czyć.

— No to le­piej weź kil­ka lek­cji. Rash chęt­nie ci ich udzie­li.

Mat­ka La­we­ne­re­sa za­sko­czy­ła De­anę kpią­cym uśmie­chem.

— Bio­rę. Ra­zem z in­ny­mi. I wierz mi, two­ja przy­ja­ciół­ka jest bar­dzo wy­ma­ga­ją­ca.

— Mam na­dzie­ję. Pła­ci­my jej mnó­stwo pie­nię­dzy.

Mil­cza­ły chwi­lę.

— Nie jedź — Va­ra­la rzu­ci­ła to bez prze­ko­na­nia, ot tak, dla za­sa­dy.

— Mu­szę. Nie pusz­czę tych rzeź­ni­ków sa­mych. Je­den lek­ce­wa­ży na­szych prze­ciw­ni­ków, a dru­gi ma­rzy o wy­peł­nie­niu ca­łej Tos ich krwią. A po­tem o po­wro­cie na cze­le zwy­cię­skiej ar­mii i się­gnię­ciu po na­gro­dę.

Spoj­rze­nie star­szej ko­bie­ty prze­su­nę­ło się po ek­cha­arze.

— Za­uwa­ży­łaś? Dasz so­bie z nim radę?

— Dam.

Wuar Sam­po­re za­po­mi­nał, że Sło­wi­ki, zwłasz­cza zwy­kli żoł­nie­rze, zdmu­chu­ją piach sprzed jej stóp. Ale je­śli­by to on był tym, któ­ry stłu­mi po­wsta­nie…

— Dam — po­wtó­rzy­ła z więk­szą mocą. — Pil­nuj­cie się pod moją nie­obec­ność. Niech Awe­lo­ney skła­da ra­por­ty to­bie i Su­chie­mu. Evi­kiat ma swo­je pro­ble­my, musi za­rzą­dzać księ­stwem i wy­cią­gnąć pie­nią­dze od kom­pa­nii gór­ni­czej. Albo z in­ne­go miej­sca. Wie­le od tego za­le­ży. Po­roz­ma­wiam zresz­tą z nim przed wy­jaz­dem, bo przy­szedł mi dziś do gło­wy jesz­cze je­den po­mysł. Mia­sto jest do­brze przy­go­to­wa­ne do obro­ny, trze­ba tyl­ko uzu­peł­nić strza­ły w zbro­jow­niach. Pil­nuj­cie Kam­be­hii, nie ufam tej ci­szy na po­łu­dniu. Co jesz­cze ci mogę po­wie­dzieć…

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)