Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Deana przerwała mu gniewnym gestem. W takich chwilach szczerze żałowała, że nosi ekchaar. Ludziom bez zasłon na twarzy jedno skrzywienie ust, jedno uniesieni brwi zastępowało czasem tysiąc słów.
— Daj mu dokończyć. Odmówiliście wtedy sprzedaży tej wody?
— Tak. Bo w czasie negocjacji ci z Wahesi zachowywali się, jakby im w ogóle nie zależało. Bez przerwy zmieniali warunki, czasem podnosili, a czasem obniżali cenę, potem wycofywali się z oferty, aż wreszcie padła propozycja, że odkupią od nas po prostu kilka mil kwadratowych przygranicznego pustkowia, przez które płynęły te potoki. Za bardzo przyzwoitą, ale niewygórowaną cenę. Taką, która miała wzbudzić naszą chciwość albo i jednocześnie uśpić podejrzenia…
— Evikiat — napomniała go łagodnie. — Skróć opowieść.
— Tak, pani. W czasie tych negocjacji musieliśmy wczuć się w umysły Wahesijczyków. Zastanawialiśmy się, dlaczego im tak zależy na tej wodzie. W końcu sami mają dość potoków i strumieni po swojej stronie granicy. Ale okazało się, że wcale nie chodzi o wodę. Ich poszukiwacze srebra natrafili na niezwykle bogate złoża na wzgórzach przy granicy, lecz większość żyły kruszcu leży po naszej stronie. Jest tam pięćdziesiąt, może sto razy więcej srebra, niż chcieli nam zapłacić za ziemię.
— A co to ma wspólnego z Pomwe?
Tym razem Deana postarała się, by wyczuł w jej głosie zniecierpliwienie.
— Już zmierzam do sedna, pani. Chodzi o to, że ludzie często udają, że chcą jednej rzeczy, a zależy im na innej. Głębiej ukrytej. Niewolnicy poszli pod Pomwe za uciekającą armią Geghii Północnego, prawda? I jest jeszcze sprawa tych nieszczęśników, których wymordowano w mieście. Zemsta. To oczywiste. I to właśnie widzimy. Zdobycie Pomwe zaopatrzy Krwawego Kahelle w żywność, broń i pozwoli mu założyć stałą bazę. Zostawi tam kobiety, starców i dzieci, będących obciążeniem dla jego armii, i ruszy na wschód. Na nas.
— Ale my dopadniemy go pod miastem w trakcie oblężenia. — Dowódca Słowików pochylił się i walnął pięścią w stół.
— To właśnie chcą, żebyśmy widzieli. Bo czyż Kahelle nie wie, że na niego ruszymy? I czy nie zdaje sobie doskonale sprawy, że ostatnia silna armia Dalekiego Południa to armia Konoweryn? — Wielki Kohir wyjął z rękawa trzcinkę i zaczął wskazywać punkty na mapie. — Geghii Północne straciło swoje wojska, Kambehia jest pogrążona w chaosie i nie widać nikogo, kto mógłby ją zjednoczyć. Geghii Południowe, Wahesi i Bahdara razem nie wystawią połowy tych sił, które mamy my. Nasze Rody Wojny zawsze były silne i liczne, musiały takie być, bo mieliśmy wielu niewolników.
Obaj af’gemidzi skinęli głowami i uśmiechnęli się, jakby właśnie usłyszeli piękny komplement. A Deana po raz kolejny złapała się na tym, że nie potrafi zrozumieć tych mężczyzn. Wywodzili się spośród niewolnych; gdy byli małymi dziećmi, odkupiono ich od właścicieli i poddano wieloletniemu, morderczemu treningowi. Mieli szczęście go przeżyć i wejść do elity wojsk Dalekiego Południa, dzięki czemu mogli polepszyć los swoich rodzin i swój. Ale, na Łzy Wielkiej Matki, byli kiedyś niewolnikami. Do licha, formalnie nadal nimi byli, pozostawali własnością księcia, nawet jeśli nie musieli już nosić obroży i niech bogowie się zlitują nad tym głupcem, który kazałby im je założyć. Lecz mimo to bez wahania pójdą tłumić bunt innych niewolników. Jaki rodzaj szalonej, niezrozumiałej lojalności im zaszczepiono w ahyrah?
— To wszystko już wiemy. Do czego zmierzasz, Evikiacie? — zapytała.
— Sądzę, że Krwawy Kahelle może zrobić dwie rzeczy. Albo zdobędzie miasto, zanim nadejdziemy, atakując je dzień i noc, bez wytchnienia, a ma na to dość ludzi. Albo otoczy je wałami, co właśnie zrobił, zostawi tam część wojsk, a z resztą przygotuje na nas pułapkę. Tym właśnie jest to oblężenie: zasadzką. Więc tak czy siak szturm Pomwe nie potrwa miesiąca, jeśli bowiem wygramy nadchodzącą bitwę, Krwawy Kahelle przerwie atak i ucieknie z powrotem na zachód, między porośnięte lasem wzgórza. A jeśli, niech nas Agar Czerwony chroni, przegramy, buntownicy po prostu zostawią miasto i ruszą na wschód, by spustoszyć nasze ziemie i zdobyć stolicę, nim reszta księstw ruszy nam na pomoc. Bo kto wtedy stawi im opór?
Po pytaniu zapadła cisza. Obaj wojownicy wpatrywali się w rozłożoną na stole kolorową płachtę, jakby ta nagle wypluła z siebie rojowisko węży. Deana parsknęła.
— Nadal ich lekceważycie, co? Nadal widzicie przed sobą bandę uzbrojonych w widły i kosy bosonogich obszarpańców, z jakimi Rody Wojny musiały walczyć w czasie poprzednich buntów. Sampore nadal wierzy, że gdy jego jazda zaszarżuje, to niewolnicy najpierw posrają się ze strachu, a później rzucą do panicznej ucieczki.
Tylko Varala skrzywiła się lekko, słysząc ten portowy język w ustach Pani Płomieni.
— A oni zrobią tak. — Deana uniosła dłoń i zacisnęła ją w pięść. — I porozbijacie sobie durne łby o ścianę pawęży, a konie ponadziewają się na piki, którymi niewolnicy uczyli się posługiwać od lat. Pod waszym nosem.
— Pani, to Trzciny…
— Zamilcz, Kosse. Trzciny to, Trzciny tamto. Słyszę to od dwóch miesięcy. Trzciny stały się dla was świetną wymówką. Nie przekonacie mnie, że wasze Rody nie miały wśród niewolników własnych szpiegów, choćby po to, by patrzeć sobie nawzajem na ręce. Wiedzieliście.
Obaj af’gemidzi nawet nie próbowali zaprzeczać. Suchi wytłumaczył jej to kiedyś w czasie jednej z licznych lekcji na temat miejscowych zwyczajów. Po stłumieniu każdego buntu Rody Wojny miały prawo sprzedać wszystkich schwytanych niewolników bez płacenia odszkodowania ich właścicielom. I chociaż być może tylko Trzciny znały rzeczywistą skalę zagrożenia, to z pewnością zarówno Słowiki, jak i Bawoły wiedziały, że coś się szykuje. Ale nawet jeśli po ahyrach krążyły plotki o szykowanym powstaniu, to ich dowódcy nie tyle je lekceważyli, ile po prostu po cichu liczyli na wybuch rebelii. Przynajmniej co głupsi z nich. Rody Słowika, Bawołu i Trzciny nadal zachowały znakomitą sprawność bojową, ale od co najmniej stu lat coraz aktywniej bawiły się w politykę, a ich oficerowie częściej ubierali się w złotogłów i jedwabie niż w zbroje. W takiej sytuacji nietrudno przecenić własne siły.