Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 135
Перейти на страницу:

Zamknąłem oczy. Idiota. Nawet nie zauważyłem podobieństwa imion. Tjer – Terry. Wybacz mi, Tjer, że byłem twoim ideałem. Wybacz, Terry, że mogłem zapomnieć o miłości.

– Tjer… umiesz czytać w myślach. Wiesz, że Aler-Il był moim przyjacielem, a Terry ukochaną… Całkiem niedawno.

– Wiem.

– Oddaj mi to, co zabrali inni. Oddaj mi przyjaźń i miłość. Oddaj mi mnie samego.

Bałem się spojrzeć na nią, ponieważ znałem odpowiedź.

– Siergiej… Mogę bawić się twoją pamięcią jak garstką śniegu. Mogę łamać bariery jak kruchy lód. Ale w twoim rozumie nie ma bariery. Jest dziura. Z twojego umysłu wyrwano kawałek. Jeśli ułożę inny wzór uczuć, on już nie będzie twój. Przecież nie jestem Ziemianinem… nie jestem mężczyzną. Nie jestem tobą.

– Jak mam teraz żyć, Tjer?

Słowa więzły mi w gardle. Po co pytam, jaką mądrość chcę usłyszeć od małej dziewczynki, nawet jeśli ona umie bawić się pamięcią?

– Pozbawiono cię przyjaciół i ukochanej, bracie. Ci, którzy to zrobili, są silniejsi od każdego człowieka. Ale można napisać spaloną książkę na nowo, można jeszcze raz rozegrać bitwę, można odbudować zniszczony dom. Najważniejsze to żyć. Pamiętasz, jaki byłeś, i twoja pamięć ci pomoże.

– Dziękuję, Tjer. Spróbuję.

Nie było we mnie wiary, tylko wdzięczność. Wdzięczność, podziękowanie, poczucie winy, wszystko to, co tak często poprzedza miłość.

Być może znowu zdołam pokochać. Ale nie Tjer – wybacz mi, dziewczynko z Klena, próbująca myśleć jak Ziemianin. Muszę pokochać Terry. Terry, która nigdy nie pozwalała mi się poniżać, zabierać to, co do mnie należało. Jestem, jaki jestem, ze wszystkimi dobrymi i złymi cechami, które zmieszały się w duszy. Jestem jak Dom na Klenie – nie można mnie podzielić. I żadni Obojętni nie będą mi pomagać, żebym stał się lepszy.

– Lecimy do Domu? – spytała Tjer.

– Poczekaj – poprosiłem, nie otwierając oczu. – Trzy minuty, Tjer.

Przyciągnąłem ją do siebie, złożyłem głowę na jej kolanach – twardych jak stal, które już po chwili stały się miękkie, żywe.

– Dziękuję, że jesteś taka, Tjer – wyszeptałem. – Pozwól mi taką cię zapamiętać.

CZĘŚĆ TRZECIA

NIEOBECNI

1. Święto Słońca

Jesteś pewien, że osłona nie będzie potrzebna, bracie? Kapitan klenijskiego krążownika „Aler” był niższy ode mnie o głowę i wydawał się kruchy jak nastolatek. Ale na spieranie się z takim kapitanem zdecydowałby się tylko szaleniec. Nawet pytanie Klenijczyka brzmiało twardo jak rozkaz…

Z trudem otrząsając się z otępienia, uśmiechnąłem się.

– Dziękuję, bracie. Osłona nie jest potrzebna. Ar-Na-Tin to moja planeta. Przyjaciele już na mnie czekają.

– Twoi przyjaciele są przyjaciółmi Domu Aler. Drzwi są dla mnich zawsze otwarte – rzekł z solenną powagą kapitan. – Niech przychodzą, kiedy zechcą. Zawsze powitam ich z radością i dam im miłość. Mają prawo przyjść, bracie.

– Powiem im to, bracie – oparłem spokojnie. Klenijczycy nie robią różnicy pomiędzy kobietami a mężczyznami – ani w walce, ani w seksie, i słowa kapitana przy całej ich dwuznaczności były oznaką szacunku.

– Kuter na ciebie czeka, bracie. Ale jeśli chcesz, wylądujemy statkiem na powierzchni Ar-Na-Tina.

– Nie ma takiej potrzeby, bracie. Wystarczy mi kuter.

Miękkiego lądowania i pomyślnej walki, bracie. – Klenijczyk dotknął mojej ręki i w tym dotyku było wszystko: troska ojca i szacunek syna, i uwaga brata. – Jeśli umrzesz, mój statek pomści cię…

Klenijczycy nie znają różnicy pomiędzy słowami „umrzesz” a „zginiesz”.

– … Jeśli my sobie nie poradzimy, ród Aler pomści nas, jeśli zginie nasza rodzina, Kleń zdecyduje, czy jesteśmy godni pomsty. Odejdź spokojnie, bracie.

Skinąłem głową. Najstraszniejszą rzeczą dla Klenijczyka jest umrzeć ze świadomością, że nikt go nie pomści. Samej śmierci się nie boją. A przynajmniej takie sprawiają wrażenie.

Pustymi korytarzami, szybkobieżnymi windami, poziomymi transporterami krążownika dotarłem z mostka do śluzy „Alera”. Wachtowy, dwudziestoletnia dziewczyna, skinęła mi głową: „Wszystkiego dobrego, bracie”. Ja również skinąłem głową. Dziękuję Domowi Aler, dziękuję Klenowi. Nigdy nie zostanę Klenijczykiem, ale szanuję waszą drogę.

W kutrze (poznawanie systemu sterowania znacznie skróciło mi dobę podróży od Klena do Ar-Na-Tina) po raz ostatni włączyłem system łączności wewnętrznej. Kapitan krążownika pożegnał mnie machaniem ręki, jakbyśmy planowali spotkanie za kilka dni. Klenijczycy za każdym razem żegnają się tak, jakby mieli się już nigdy nie zobaczyć. W zbyt wielu miejscach czyha na nich niebezpieczeństwo.

– Jeśli na Ar-Na-Tinie zdarzy się nieszczęście, przybędziemy, bracie. Przybędą wszystkie statki Domu Aler.

– To stanie się szybko – powiedziałem szczerze. Kapitan nie zniżył się do wyrażenia wątpliwości.

– Przybędziemy. Wykonamy obowiązek kontraktu Czjin-Ki i wrócimy. To będzie ciężka walka, ale skończymy ją szybko.

Żeby przerzucić mnie z Klena na Ar-Na-Tin, krążownik „Aler” na dwie doby zerwał kontrakt z planetą Czjin-Ki. Ile ich to kosztowało, wolałem nie pytać. Sądząc po wyglądzie statku, przeszedł ostrą walkę, a teraz znowu do niej wracał. Dziękowanie nie miało sensu – byłem członkiem rodziny Aler i mogłem zażądać dowolnej pomocy. Tak samo jak rodzina ode mnie. Ale oni nigdy nie skorzystają ze swojego prawa.

– Przekaż moją miłość Domowi – powiedziałem. – I Tjer… Aler-Tjer.

– Przekażę siostrze twoją miłość – obiecał kapitan. Możliwe, że Tjer rzeczywiście była jego siostrą. Na Klenie to bez znaczenia.

Pod kutrem rozsunęła się diafragma luku i pseudograwitacja krążownika wyrzuciła mnie w kosmos. „Aler” płynął nade mną – bladoszara płaska płyta. Kuter oddalał się od krążownika; spadał ku szarawej kuli planety, zostawiając ogrom statku bojowego za sobą.

Wykręcając głowę, obserwowałem „Alera”. Klenijskie kutry mają przezroczyste kabiny, lubię to.

„Brzegi” statku zaczynały się powoli unosić i zawijać. Pół minuty później pode mną płynął cylinder najeżony konsolami manewrowych silników i wieżyczkami stanowisk bojowych.

– Powodzenia – szepnęły słuchawki.

Krążownik otoczyło białe lśnienie. Przezroczyste szkło pancerne pociemniało, chroniąc moje oczy przed wtórnym promieniowaniem hiperprzejścia. Po kilku chwilach krążownik był ledwie widoczny przez oślepiający rozbłysk – ciemna, zmieniająca kształt sylwetka.

Potem kuter się zatrząsł i światło zgasło.

– Powodzenia, bracia – powiedziałem. – Nie potrafię tego poczuć, ale wiem, że jestem waszym przyjacielem.

Opuściłem ręce na podatną niczym ciasto masę myślonadajników i skierowałem kuter do planety.

Niebo nad Ar-Na-Tinem było bladożółte, niemal cytrynowe. Za to chmury – szare, jak na Ziemi. Kuter leciał nad górami tonącymi w mglistej zawiesinie, tylko szczyty wyłaniały się niczym wyspy z szalejącego morza. Fale mgły nasuwały się na skaliste granie i opływały je, wirując spiralnie.

– Pytanie głównego kosmoportu planety – poinformował mnie kuter.

– Daj połączenie.

W głośnikach zatrzeszczało. Ar-Na-Tin był rzeczywiście zacofanym światem. Korzystano tu ze zwykłej łączności radiowej, a nie z kodowanego przekazu, wolnego od zakłóceń.

Sądząc po głosie dyżurnego, mała, peryferyjna planeta nie była rozpieszczana częstymi wizytami statków bojowych. Tym bardziej w okresie stanu wojennego, którego nigdy wcześniej nie ogłaszano.

1 ... 112 113 114 115 116 117 118 119 120 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)