Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 135
Перейти на страницу:

Czy to znaczy, że jeszcze mogę zwyciężyć?

Czułem, że wpasowuję nieznaną logikę nieznanych istot w ramy ludzkich pojęć i nadziei. Że moje rozmyślania są naiwne i fałszywe.

Ale gdyby nie to, nie miałbym już sił, by walczyć.

…Na pokryte skorupą lodu, skamieniałe drzewa natknąłem się, gdy nie można już było wypatrzyć drogi. Zresztą dokąd ja właściwie idę? Ciemność i spadające powoli płatki śniegu zmieniały nocną wędrówkę w koszmarny sen. Nawet nie od razu zrozumiałem, że zdumiewająco równe, cylindryczne kamienie, przez które przechodzę, to leżące pnie. Potem walczyłem z zamarzniętym zapięciem kabury, wyciągając pistolet laserowy. Palce ledwie się zginały, kombinezon nie jest przystosowany do minus czterdziestu stopni Celsjusza.

Pocięte promieniem lasera bierwiona ściągnąłem na jedną stertę. Następnie, z nostalgią wspominając, jak rozpalałem ognisko nad Bajkałem, zacząłem rozgrzewać je blasterem. Najpierw buchała para. Po pięciu minutach pojawił się ogień.

Usiadłem, zdjąłem rękawiczki, wyciągnąłem ręce do ognia, wyłączyłem termoregulację kombinezonu. Ognisko mnie rozgrzeje… dopóki tlen wokół nie zacznie zmieniać się w lód. Ciekawe, czy do tego dojdzie. O ile pamiętałem, powietrze na Klenie zamarza nie wszędzie, tylko w szerokościach północnych.

Gdybym tylko wiedział, gdzie jestem, na równiku czy na biegunie…

Mróz tężał. Zrobiło się kompletnie ciemno, gwiazdy nieco przygasły. W swoim ruchu po orbicie planeta Kleń weszła w obłok pyłu. Przyglądając się uważnie niebu, można dojrzeć malutkie drobinki mikrometeorytów płonących w atmosferze. To właśnie obłokowi pyłu, ekranującemu planetę od Diabelskiej Gwiazdy, Kleń zawdzięczał dzikie skoki temperatur.

Zaśmiecona orbita, wyciągnięta gigantyczną elipsą od Diabelskiej Gwiazdy aż do jej niewidocznego satelity, Ciemnej Gwiazdy. Obłąkana różnorodność flory i fauny w rzadkich oazach pośród niekończących się pustyń. Planeta wojowników. Kleń. Gdyby jej nie było, należałoby ją wymyślić. Możliwe, że Siewcy tak właśnie postąpili. Przygotowali sobie doskonałą armię do walki z Fangami.

Ale ta armia przegra – w przeciwnym razie Fangowie nie mieliby potomków. Obojętnych.

Od ogniska buchał żar, wyciągnięte w stronę ognia ręce i nogi z trudem go wytrzymywały, z tyłu czułem oddech lodowych pustyń Klena. Gdybym nie miał kombinezonu, który równomiernie rozkładał ciepło, przemieniłbym się w zwęglony z jednej strony sopel lodu. Kleń to planeta śmierci.

Popatrzyłem w górę, ponad bladym płomieniem ogniska. Powietrze było krystalicznie czyste, cała wilgoć już dawno zamarzła i spadła w postaci śniegu. Na niebie, lśniącym tysiącami maleńkich meteorytów, płonął jaskrawy punkt – osłonięta polem siłowym stacja bojowa, jedna z tych, które zniszczyły statek Nesa. Dla jej detektorów odnalezienie człowieka na równinie to drobiazg. Na pewno byłem obserwowany od momentu pojawienia się na planecie, ale obserwatorzy nie spieszyli z pomocą.

Ja też nie pchałem się, by o nią prosić. Chwała Siewcom, kontakt z Klenem pomógł mi zrozumieć jego naród. Nieproszonego gościa, który błaga o pomoc, Klenijczycy mogliby zabić bez zastanowienia. Samotnik, próbujący przeżyć na ich planecie, musiał zbudzić ciekawość.

Dlatego, gdy na czarnym niebie pojawiła się szybko mknąca sylwetka, nie zdziwiłem się.

Z roztargnieniem obserwując przybliżający się flaer, próbowałem przywołać w pamięci Aler-Ila. Jego słowa i intonację, wygląd zewnętrzny i mimikę. Był moim przyjacielem i o tym pamiętałem. Ale nie pamiętałem, co znaczy przyjaźń.

Obojętni pozbawili mnie wszystkiego – i miłości, i przyjaźni.

Flaer wylądował dziesięć metrów ode mnie. Jeśli dobrze się orientowałem, był to standardowy model – tyle że na krótkich skrzydłach garbiły się dodatkowe silniki. W atmosferze Klena latanie nie jest łatwe.

Nadal grzejąc dłonie nad ogniskiem, patrzyłem na przezroczystą kabinę flaera. W słabym świetle przyrządów widać było zastygłą w fotelu postać. Kopnąłem kolejne polano, posyłając je w ogień. Odczepiłem od pasa manierkę – jej zawartość zamarzła bez wątpienia – i postawiłem przy ognisku.

Pokrywa kabiny uniosła się płynnie. Przez chwilę pilot flaera siedział, po czym nieuchwytnie szybkim ruchem wyskoczył na zewnątrz.

Pierwsze, co rzucało się w oczy, to że Klenijczyk wcale nie był ciepło ubrany. Krótkie luźne spodnie, lekki sweter… Tylko na nogach miał zimowe obuwie. Przypomniałem sobie, że gdy na Klenijczyka kapie ciekły azot, skóra okrywa się czarną błoną termoizolacyjną. Produkt zmutowanych gruczołów potnych.

Ale Klenijczyk, który siedział naprzeciwko mnie przy ognisku, miał jasną skórę. Na razie…

– Jesteś chłopcem czy dziewczyną? – zapytałem.

Przybysz wyglądał jak nastolatek. Przez chwilę milczał.

– Dziewczyną.

Uśmiechnąłem się krzywo i sięgnąłem po manierkę, w której już chlupotała woda. Zerknąłem na siedzącą przy ognisku dziewczynę – całkiem zwyczajną, z krótko obciętymi włosami, jeszcze płaską jak chłopak – dziewczynę z planety Kleń.

– Wysłali ciebie, bo uznano mnie za całkowicie bezradnego? Dziewczyna pokręciła głową. Starannie dobierając słowa – pewnie niezbyt często zdarzało jej się używać standardowego – wyjaśniła:

– Wysłano mnie, ponieważ nasze szansę przeżycia pojedynku są równe. To oznaka szacunku, dobrze zachowywałeś się na Klenie.

– Rozumiem – odparłem poważnie. – Jak mam cię nazywać?

– Kleń.

– „No tak, przecież jestem potencjalnym wrogiem. Słuchaj, Kleń, chciałbym znaleźć Dom Aler. Oddaję im swoją krew.

W twarzy dziewczyny coś się zmieniło. Nawet jeśli rodzina Aler-Ila była wrogiem jej domu, ona teraz i tak musi dostarczyć mnie do starszego Aler. Zdałem się na łaskę jednego z rodów Klena, a przypadkowy człowiek nie zna imienia rodziny.

– Jesteś na ziemi Domu Aler.

– W takim razie pomóż mi… – urwałem. Skoro jestem na ziemi Aler, to znaczy, że wita mnie członek rodziny. W milczeniu zdjąłem pochwę i kaburę, pochyliłem się nad ogniem i podałem dziewczynie broń. Języki płomienia liznęły materiał kombinezonu.

Przez minutę dziewczyna nie ruszała się, jakby czekając, aż cofnę rękę. Potem wzięła broń. Ogień musnął rękawy jej swetra i radośnie skoczył na ręce. Zapachniało spaloną wełną.

– Po co jesteś potrzebny domowi Aler? – zapytała.

– Mam dług, który liczy sobie sto pięćdziesiąt lat. Znam ostanie minuty Aler-Ila.

– Kim jesteś? – Rękawy swetra spłonęły już do połowy, zwisały dymiące nitki. Płomień bezsilnie kąsał dziewczynę w ręce.

– Lord z planety Ziemia, Siergiej, kapitan „Terry”, która uratowała Aler-Ila w kosmosie.

– Jeśli kłamiesz…

– Moja śmierć będzie straszna. Wiem, dziewczynko. Jestem Siergiej z Ziemi.

– Sprawdzę – powiedziała dziewczynka, nie cofając rąk z ognia. Miałem ochotę zapytać jak, ale nie zdążyłem. Świat zawirował, nogi ugięły się pode mną. Zrozumiałem, że spadam, ostatnim wysiłkiem woli uchyliłem się przed płonącymi polanami, które skoczyły do twarzy… Ciemność.

I lekki ból, a może nawet nie ból, tylko dreszcz, jakby w czaszce tłukł się ciężki jak ołów kłębek nici. I czyjeś palce poruszające się tuż przy oczach, umiejętnie rozplątujące nici pamięci.

Światło.

– Wypij – poradziła dziewczyna.

We flaerze było ciepło, w każdym razie powyżej zera. A to już całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że na zewnątrz pada deszcz płynnego dwutlenku węgla.

Wziąłem podaną szklankę z płynem, przełknąłem i znieruchomiałem.

1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)